Stasia Budzisz
Jest reporterką, dziennikarką i tłumaczką języka rosyjskiego. Od wielu lat współpracuje z polskimi mediami jako freelancerka. Jej publikacje można znaleźć m.in. na portalach OKO.press, Krytyka Polityczna, Nowa Europa Wschodnia, Przekrój czy PostPravda.info, Tygodnik Powszechny. Wydała dwie książki reporterskie: Pokazucha. Na gruzińskich zasadach (2019) oraz Welewetka. Jak znikają Kaszuby (2023). Książka o Kaszubach była wielokrotnie nominowana do ważnych reporterskich nagród i zdobyła nagrodę główną dla najlepszego reportażu Vivelo Book Awards 2024, pierwszą nagrodę na najlepszej książki o Kaszubach COSTERINA oraz Nagrodę Czytelników w ramach Pomorskiej Nagrody Literackiej. Stasia Budzisz była też stypendystką Ministra Kultury, Miasta Gdańska oraz programu EPIC, w ramach którego realizowała projekt reporterski dotyczący oligarchów na terenie postsowieckim. Jako reporterka i korespondentka relacjonowała m.in. wojny w Karabachu, eksodus Ormian z Karabachu, wojnę w Ukrainie, wybory prezydenckie w Gruzji, wybory parlamentarne w Gruzji, protesty w Gruzji (2019, 2021, 2023, 2024) itp.
Więcej informacji o artyście znajdziesz w mediach społecznościowych FB i IG.
W ramach projektu Stypendium Kulturalnego FUNDUSZ TWÓRECZY realizuję projekt pod roboczym tytułem: Nasi chłopcy. Polacy w Wehrmachcie.
W ramach projektu piszę książkę reporterską, na którą składać się będą przede wszystkim opowieści potomków Polaków siłą wcielonych do niemieckiej armii. Nie mam zamiaru podnosić Polaków z niemieckiej armii do rangi bohaterów, ale uważam, że pamięć o nich nie odbierze bohaterstwa innym. Podczas II wojny światowej Polacy walczyli na różnych jej frontach. Po stronie aliantów szacuje się, że było ich około 500 tys. O nich się pamięta, w przeciwieństwie do 450 tys. tych, którzy - w większości - zostali wcieleni siłą do armii Hitlera. Nie chcemy też, z jakiejś przyczyny, przyjąć, że siłowe wcielanie do obcej armii jest jedną z niemieckich zbrodni wojennych. Wielu z siłą wcielonych Polaków (ok. 90 tys.) przedostało się z zachodniego frontu do aliantów, a potem jako żołnierze Andersa wrócili do Polski. Czekała ich rehabilitacja, udowadnianie polskości i kary: od odbierania majątków, poprzez zesłanie w szeregi śląskich batalionów robotniczych po szykany i szantaże, które trwały przez cały okres PRL-u. A dziś, co pokazała gdańska wystawa "Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy", nadal traktowani są jak doskonały przyczynek do dzielenia społeczeństwa polskiego. Realizacja tego projektu z jednej strony przyczyni się do uzupełnienia przemilczanej części historii naszego kraju, pozwoli dużo bardziej zrozumieć, że narracja ogólnopolska nie jest zawsze tożsama z regionalną opowieścią o tym samym okresie historycznym. Przyczyni się też do rozpowszechniania wiedzy i będzie mogła zapobiegać polaryzacji społeczeństwa polskiego, stanie się także remedium na manipulacje, które w tym temacie ciągle się pojawiają w przestrzeni publicznej.