• Start
  • Wiadomości
  • Historia i ludzie, czyli 10. urodziny Stowarzyszenia Biskupia Górka

Historia i ludzie, czyli 10. urodziny Stowarzyszenia Biskupia Górka

Gdy umawiasz się na spotkanie na Biskupiej Górce, najłatwiej przy Ławeczce Brunona Zwarry. Członkowie stowarzyszenia byli inicjatorem jej powstania. To również oni przyczynili się do odkrycia grobu Nataniela Wolfa. Szczegółowo opisują zabytkowe kamienice, które przetrwały wojnę i zbierają opowieści mieszkańców. Prowadzą lokalny portal i informacyjny fanpage. Od początku wspierają też proces rewitalizacji, walczą o każdy centymetr Biskupiej Górki i dbają o nią, gdyż czują się jej gospodarzami. A 10-lecie to dobry czas na podsumowania.
05.10.2026
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Pomnik Brunona Zwarry, a na ławeczce obok niego siedzi kobieta
Krystyna Ejsmont, prezeska Stowarzyszenia Biskupia Górka na Ławeczce Brunona Zwarry. Pomnik powstał m.in. dzięki jej staraniom
fot. Marek Krześniak / BRG

Marek Krześniak: Stowarzyszenie Biskupia Górka 10 października 2026 r. będzie miało dokładnie 10 lat. Z tej okazji w niedzielę 11 października organizujecie w Auli uczelni Vistula przy ul. Biskupiej 24B specjalne jubileuszowe spotkanie. 

Krystyna Ejsmont, prezeska Stowarzyszenia Biskupia Górka: Bardzo jesteśmy dumni, że udało nam się tak aktywnie działać przez 10 lat, więc chcemy się cieszyć razem z osobami, które przez tę dekadę nam pomagały. Niektórzy wspierali nas tylko z doskoku, inni są z nami cały czas, ale gdy wracam myślą do przeszłości, to ta grupa była naprawdę duża. I dzięki tym ludziom ciągle jesteśmy i działamy, a były już takie momenty, kiedy brakowało nam pieniędzy i myśleliśmy, że trzeba będzie zawiesić działalność. Jednak nagle znalazły się osoby, które zaczęły systematycznie przekazywać małe darowizny i mogliśmy dalej funkcjonować. 

Na urodziny zapraszacie osoby związane z wami teraz i kiedyś…

Ta rocznica jest dla mnie szczególnie wzruszająca. Przypominam sobie tych ludzi, bo chcemy w takim miłym gronie to celebrować. Próbuję się z nimi skontaktować, z niektórymi nawet po kilku latach. Często przez telefon słyszę radość w głosie i zapewnienia: „Zrobię wszystko, żeby przyjść! Dziękuję bardzo”. To jest naprawdę wspaniałe i świadczy o tym, że to, co robiliśmy i robimy, nie tylko nas bawiło i dawało nam radość, ale też ludzie doceniali to wtedy i, mam nadzieję, dzisiaj też. 

Jak będą te niedzielne obchody wyglądały?

To będzie połączenie urodzin z zakończeniem pewnego projektu. Dzięki temu możemy zaprosić tak dużo osób, bo otrzymaliśmy dotację z Biura Prezydenta Gdańska ds. Kultury startując w konkursie Dziedzictwo niematerialne Gdańska. W naszym projekcie „Śladami Brunona Zwarry – kontynuacja” jest opracowanie historii kamienicy. I na tym spotkaniu zaprezentujemy naszą pracę, pokażemy, co robimy. Czyli nie będzie koncertów czy jakiejś zabawy, ale powiemy jak najwięcej o Stowarzyszeniu Biskupia Górka, bo uważamy, że to jest nasz dzień i na to zasługujemy.

Podobno będzie film.

Nawet trzy. Przypomnimy dwa filmy, które powstały wcześniej. W 7-minutowym obrazie „Nasze małe muzeum" opowiadam o naszych zbiorach i o tym, że bardzo chcielibyśmy pokazać te rzeczy, że marzy nam się zrobić wystawę stałą, takie małe muzeum Biskupiej Górki. Film powstawał w 2019 r. i nadal nam się to marzy, a tych rzeczy jest coraz więcej – to są naprawdę tysiące artefaktów, które powinny być przechowywane w odpowiednich warunkach.  

Przeszklone gabloty pełne fragmentów historycznej ceramiki, obok segregatory z dokumentami
Część bogatych zbiorów Stowarzyszenia Biskupia Górka przechowywana jest w niewielkim pokoju.
fot. Marek Krześniak / BRG

A gdzie są teraz?

Część w naszym pomieszczeniu przy ul. Biskupiej, które ma 7,2 m2 i jest całe zapełnione. Mamy mnóstwo półek, a na nich pełno pudeł. Pod biurkiem pudła, na szafach pudła..., wszędzie pudła. Te rzeczy, które nie wymagają stałej temperatury i względnego ciepła, trzymam w swojej piwnicy i u koleżanki. To są np. kafle piecowe i ścienne. Mamy bardzo dużą kolekcję kafli z pieców z Biskupiej Górki, które ocaliłyśmy, kiedy te piece masowo rozbierano. Są też artefakty znalezione podczas naszych poszukiwań pamiątek po Cafe Bischofshohe i grobu Nataniela Wolfa.

O nim będzie drugi film podczas jubileuszu?

Tak. Drugi film opowiada o Natanielu Wolfie i... naszym stosunku do niego. W 2018 r. dostaliśmy zgodę na poszukiwania terenowe grobu Nataniela Wolfa – wybitnego lekarza, przyrodnika i astronoma z XVIII wieku. Jeszcze po wojnie ktoś pisał, że ten grób widział, ale potem zniknął i jedynie krążyły o tym miejscu legendy. Poszukiwania prowadziliśmy z Fundacją na Rzecz Odzyskania Zaginionych Dzieł Sztuki „Latebra”, która jako doświadczona w takich przedsięwzięciach, wykonywała prace ziemne. Udało nam się to miejsce odnaleźć i na filmie pokażemy, jak razem cieszymy się z odnalezienia tablicy nagrobnej.

Z samych poszukiwań też są kadry?

Trochę jest, ale to krótki, 11-minutowy film zrealizowany przez Wojtka Ostrowskiego, członka naszego stowarzyszenia. Jednak sama historia jest długa, bo my przez kilka lat poszukiwaliśmy jakichkolwiek informacji, gdzie jest ten grób. Kiedy jeszcze byłam w Stowarzyszeniu WAGA, pisałam o tym, z nadzieją, że może ktoś pamięta, ktoś się odezwie. Ciągle myśleliśmy o tym, że trzeba ten grób odnaleźć. W 2017 r. profesor Januszajtis przysłał do nas kogoś z Fundacji „Latebra”, bo wiedział, że szukamy tego grobu, a oni również go poszukiwali. To nas połączyło. Podzieliśmy się rolami: my zajmowaliśmy się „papierologią”, promocją i zbieraliśmy pieniądze potrzebne na wynajęcie sprzętu, a oni zajęli się kopaniem.

Skąd wiedzieliście gdzie kopać?

Jedną z dwóch osób, które najbardziej przysłużyły się do umiejscowienia tego grobu, był dr Jan Daniluk, który już w 2016 r. przysłał naszemu stowarzyszeniu wycinek z prasy określający, gdzie znajduje się miejsce pochówku. Jednak opis był dość ogólny: że to na Bastionie Ostroróg, „…kierując się od gmachu Bratniej Pomocy ku fortecznemu bunkrowi wbudowanemu w wał ziemny. Tam na prawo od ściennego muru tego umocnienia w ciemnej gęstwinie zadrzewienia wznosi się niewielki, a bardzo skromny i niepiękny pomniczek…". Natomiast fragment tekstu, który przesłał nam Ryszard Kopittke, opisywał to dokładniej: „Naprzeciwko wjazdu w obręb Domu Akademickiego w odległości ok. 150 m stare pruskie kazamaty, a tuż u wejścia do nich, po prawej stronie w gęstwinie zakrzewienia skromny pomnik". Wtedy mogliśmy zacząć kopać we wskazanym miejscu i trafiliśmy. 

Czyli opis okazał się dokładny.

Tak. Zresztą w obu przypadkach był to tekst Jana Kilarskiego. We wskazanym miejscu znaleźliśmy pozostałości grobu i to był ogromny sukces! W całej Polsce pisali o tym. (Więcej: Nataniel Wolf - poznaj życiorys wybitnego gdańszczanina, którego grób odkryto na Biskupiej Górce)

Pani stojąca na skarpie trzyma w ręku potłuczone naczynie, za nią stoi mężczyzna w odblaskowej kamizelce z napisem Pogotowie Eksploracyjne, w ręku trzyma inny fragment skorupy
Krystyna Ejsmont i Piotr Czerepuk z Fundacji Latebra podczas poszukiwań pamiątek po Cafe Bischofshohe na Placu Pod Neptunem
fot. Stowarzyszenie Biskupia Górka

Czy pani była podczas tego odkrycia?

Byłam! Oczywiście! Wiadomo, że mężczyźni kopali, ale ja też raz spróbowałam, żeby mieć poczucie, że jednak kopałam (śmiech). Robiłam dokumentację fotograficzną, pisałam o tym, więc byłam tam ciągle. Wojtek Ostrowski filmował to, a cała reszta naszego stowarzyszenia pracowała nad tym, aby to promować i zbierać pieniądze, bo trzeba było też opłacić archeologa, który musiał nad tym czuwać. 

Pamięta pani to uczucie, kiedy odnaleźliście tę tablicę nagrobną?

Oczywiście. Wzruszyłam się. Pamiętam, że Wojtek nawet zrobił zbliżenie na mnie, a mnie coś w środku ścisnęło. Bo to było zwieńczenie wielu lat, kiedy nas rajcowało każde znalezione zdanie na temat Wolfa. Na filmie wszyscy się cieszymy. Ja jestem szczęśliwa, choć może nie widać, bo nie uśmiecham się całą buzią, ale byli ludzie, którzy po prostu szaleli z radości. To był piękny, wzruszający moment. Pokażemy to, bo uważamy, że Nataniel Wolf był niesamowitą osobą – to niewiarygodne ile dokonał w ciągu w sumie niedługiego życia. W Gdańsku jest jednak ciągle za mało znany. W Chojnicach, gdzie się urodził, o wiele bardziej go kochają, szanują i są z niego dumni. W 300-lecie jego urodzin ustanowili nawet Rok Nataniela Wolfa. Gdy pojechaliśmy tam na wykład o Wolfie i jego badaniach biologicznych, niespodziewanie otrzymaliśmy medal, który Rada Miasta Chojnic przyznała nam za nasze działania. Dla nas to najpierw był szok, a potem ogromna duma. Natomiast w Gdańsku, gdzie Wolf tak wiele zrobił, ciągle nie jest odpowiednio doceniany. Dlatego chcemy pokazać ten film, aby ludzie, którzy przyjdą, jeszcze raz o nim usłyszeli. 

Czarna nagrobna kamienna tablica z widocznym napisem Wolf, pokryta czarną masą, jakby asfaltem
Odnaleziona tablica z grobu Nataniela Wolfa
fot. Stowarzyszenie Biskupia Górka

Tablicę nagrobną Nataniela Wolfa przekazaliście do Muzeum Gdańska.

To było wielkie wydarzenie, ale zdarzyło się wtedy jeszcze coś, co jest dla mnie powodem do dumy, chociaż stało się to przypadkowo. Otóż ten grób był zasypany dużą ilością ziemi i śmieci. Na miejscu był archeolog i odkopane rzeczy były selekcjonowane i część została odłożona, bo umówiliśmy się, że nasze stowarzyszenie je zachowa. Wśród nich były metalowe pręty. Ich pochodzenie nie było jasne, wyglądały jak fragment ogrodzenia. Podczas uroczystości przekazania tablicy do muzeum pokazaliśmy je na małej wystawie z innym znalezionymi artefaktami. I tu ponownie pojawia się Ryszard Kopittke, który spojrzał na to żelastwo i powiedział: „Przecież to są miary pruskie!”. Jak zaczęli mierzyć, wszystko się zgadzało i okazało się, że to niezwykle cenny zabytek. Kiedyś takie miary wisiały na Ratuszu Głównego Miasta, by handlujący mogli nimi uczciwie mierzyć. Po wojnie zaginęły, a w 2005 r. była wielka społeczna akcja zbierania pieniędzy, by odtworzyć te miary i ponownie umieścić na ratuszu. Wykonano kopie, które można dziś oglądać, a my tu odnaleźliśmy oryginalne! I początkowo były u nas wepchnięte w kąt za szafę (śmiech). 

Wróćmy do jubileuszowego spotkania. O czym będzie trzeci film?

Trzeci film jeszcze powstaje. Związany jest z projektem „Śladami Brunona Zwarry – kontynuacja". Dlaczego taki tytuł, łatwo się domyślić – ponieważ Zwarra pisał o Biskupiej Górce, dokumentował swój czas w międzywojniu, a my to kontynuujemy, opisując okres, którego on już nie objął swoim pisaniem.

Zwarra po wojnie już nie wrócił na Biskupią Górkę?

Nie wrócił i nie chciał wracać. Jak porównywał to z czasem przedwojennym, to tu było brudno, wszystko zaniedbane. Dzielnica podupadała. Poza tym nie było już domu, w którym spędził dzieciństwo, nie było tych ludzi, których znał. Ale nie odciął się całkowicie od tego miejsca, bo jak do niego poszliśmy to na hasło Biskupia Górka otworzyły się drzwi. Wcześniej mówił, że już nie chce gości, że jest zmęczony. A nam udało się z nim spotkać kilka razy i bardzo miło nas przyjmował. Chętnie wspominał swą dawną dzielnicę. Pozwolił nam nagrać wywiad, z którego Stowarzyszenie WAGA zrobiło film i to naprawdę cenne świadectwo.  

Starszy mężczyzna z daszkiem na głowie siedzi przy stole i opowiada coś kobiecie obok
Brunon Zwarra podczas jednej z rozmów z Krystyną Ejsmont
fot. Stowarzyszenie Biskupia Górka

Ale na jubileuszu zaprezentujecie coś nowego?

Stowarzyszenie Biskupia Górka interesuje się historią tego miejsca. Mieszkamy tutaj, widzimy, że to jest zabytkowy teren, interesujemy się tym, co tu jest i co tu było itd. Dlatego tworzymy archiwum społeczne – opracowujemy historie kamienic z Biskupiej Górki. Nie jest nas wiele, więc nie powstanie od razu z tego książka, ale robimy, ile możemy – kamienica po kamienicy. Danuta Kozioł specjalizuje się w szukaniu dokumentacji w archiwach, a ja rozmawiam z ludźmi, zbierając wspomnienia mieszkańców. Szukamy też archiwalnych zdjęć. Potem to łączymy i mam nadzieję, że te opracowania są ciekawe – najbardziej dla mieszkańców: byłych, obecnych i przyszłych. Jest tam dużo szczegółów. Nas to bawi, że Dana znajdzie np. jakiś śmieszny anons z 1950 albo 1960 r. Większość z tych materiałów załączamy. Potem zdarza się, że czytelnicy odnajdują tam ogłoszenia sprzed lat swoich bliskich, już nieżyjących, więc mogą się też wzruszyć przy lekturze. W taki sposób opracowaliśmy już 7 kamienic, a na jubileuszowym spotkaniu zaprezentujemy ósmą. To kamienica przy ul. Biskupiej 19. Na jubileusz wybraliśmy ją nie bez powodu. Łączy się ona z naszym innym projektem.

Jakim?

Mamy na Facebooku taką grupę „Nasza dawna BG”, gdzie jest ponad 140 osób, które pamiętają Biskupią Górkę, szukają dawnych sąsiadów, chcą odnowić kontakty, podzielić zdjęciami, pogadać, powspominać. I część z tych osób jest gotowa z nami rozmawiać, przekazać zdjęcia, dzięki czemu już mamy sporo takich historii zarejestrowanych w różnej formie. Na marginesie: właśnie dziś mnie kolega opieprzał, że będę się w piekle smażyła, za te wywiady, które kiedyś robiłam.

Dlaczego?

Bo część moich nagrań audio jest słabej jakości. Tłumaczyłam się, że: „Przecież to był 2012 rok! Dopiero zaczynałam!”. Rzeczywiście nie miałam pojęcia jak się robi takie wywiady. Po prostu kładłam dyktafon i rozmawiałam z taką osobą. Teraz wiem, że nie można hałasować, samemu tyle gadać, nie można przerywać, nie można odpowiadać za tę osobę. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że warto to robić na poważnie, czyli profesjonalnie. Doszkoliłyśmy się z koleżankami. Poszłyśmy na kursy prowadzone przez Centrum Archiwistyki Społecznej. Teraz można to ocenić oglądając na YouTube filmy z cyklu „Opowieści z Biskupiej Górki”. Dziś pracuje nad nimi Wojtek, czyli fachowiec, ale są też te stare nagrania audio, których szkoda było nie dać. Sama je montowałam, wycinając to, co ja mówiłam w czasie wywiadów.  Nie są dobrze zrobione technicznie, ale mają wartość dokumentalną. Część z tych osób już nie żyje i nie opowiedzieliby już swoich historii.

Ma pani swoje ulubione?

Choćby ta, jak młodzi ludzie z Biskupiej Górki w latach siedemdziesiątych zorganizowali się i sami zrobili klub. Wcześniej stali w bramach albo chodzili na dyskoteki, a – jak sami mówili – „tam tylko w mordę możemy dostać”. Z piwnicy wywieźli 5 wywrotek ziemi, odmalowali każdą cegiełkę, sami zrobili kominek, stoły i ławy. Mieli tam siłownię, dyskotekę i miejsce spotkań. Wcześniej to miejsce uważano za niebezpieczne, mówiono, że sama patologia tam mieszka, a jednak ci młodzi ludzie potrafili się zorganizować. Gdyby nie to nagranie, może już nikt by nie usłyszał tej historii.

Widok z dołu na zakręt na ul. Biskupiej. Z lewej stare kamienice, w środku i po prawej piękne wyremontowane
Kamienica przy ul. Biskupiej 19 będzie bohaterką jednej z opowieści podczas jubileuszowego spotkania
fot. Marek Krześniak / BRG

Wróćmy do kamienicy przy ul. Biskupiej 19, o której będziecie opowiadać na jubileuszu. Wspominała pani, że to nie przypadek.

Wybraliśmy tę kamienicę, ponieważ mieszkała w niej pani Urszula Kiedrowska z domu Marschinke. Przeprowadziłam z nią wywiad w 2013 r. i wtedy jeszcze miałam nadzieję, że to nie będzie jedyna osoba, która mieszkała tu w czasie wojny i pamiętała Biskupią Górkę z tego okresu. Ale potem okazało się, że inne osoby, o których słyszałam, że mieszkały tu w czasie wojny lub przed, poumierały, zanim zdążyłam do nich dotrzeć. I tak Brunon Zwarra opisywał okres przedwojenny, wszystkie historie, które są w naszej serii na YouTube, to opowieści powojenne, więc pani Urszula to jedyna osoba, która opowiada o tym, jak tu było w czasie wojny.

Pewnie wtedy była jeszcze dzieckiem?

Była małą dziewczynką, ale dużo rzeczy pamiętała i dużo nam opowiedziała. Jej ojciec był Niemcem, a matka Polką. Ponieważ z narastającym faszyzmem atmosfera w mieście była coraz bardziej niesprzyjająca Polakom, rodzina Marchinke z dwiema córkami postanowiła przeprowadzić się z Lastadii w miejsce, gdzie nikt ich nie znał. Wybrali Biskupią Górkę, właśnie kamienicę przy ul. Biskupiej 19. Zaczęli używać tylko języka niemieckiego i uchodzili za Niemców. To było korzystne przez lata, dopóki Niemcy nie przegrali wojny. Gdy weszli Rosjanie, to dziewczynki nie umiały mówić po polsku. Były prześladowane przez inne dzieci. Miały straszne przeżycia, a gdy poszły do szkoły, nauczycielka nie umiała po niemiecku, więc koleżanka, która znała polski i niemiecki tłumaczyła, co mówi pani i na odwrót. A takich dzieci było więcej. Pani Urszula opowiadała też, że przed domami na Biskupiej były ogródki. Trudno w to uwierzyć, że mieściły się na tej wąskiej uliczce, ale znaleźliśmy zdjęcia i mapy, które to potwierdzają. Spisałam jej wspomnienia i zamieściłam artykuł na naszej stronie, ale jednak dużo więcej osób ogląda filmy. Teraz liczyłam, że pani Urszula jeszcze coś nam dopowie, jednak już nie chciała wracać do tych wspomnień. Dlatego Wojtek musi sobie poradzić z tym materiałem, który ma. Sama jestem ciekawa, co zrobi z tych moich nagrań, za które według niego „będę się w piekle smażyła” (śmiech).

Na spotkaniu będzie premiera tego filmu?

Tak. Te opowieści trwają zwykle około pół godziny, więc w sumie ta filmowa część powinna zamknąć się w godzinie. Zrobimy też małą wystawę poświęconą Biskupiej 19, bo oprócz tego, że zbieramy opowieści mieszkańców i historyczne dokumenty, to gromadzimy też rzeczy. Z tej kamienicy mamy oryginalne przedwojenne drzwi wejściowe do mieszkania, kafelki z kuchni, tablicę z numerem domu, naczynia, wydruki zdjęć pani Kiedrowskiej itp. I to będzie jedna z dwóch wystaw.

A druga?

Druga wystawa, która też ma mówić o tym, co robimy, będzie w holu przed wejściem do auli. Zostanie poświęcona „Opowieściom z Biskupiej Górki” – każdy z bohaterów tych historii będzie miał swoją planszę ze zdjęciami i fragmentami wypowiedzi, a kod QR będzie prowadził do opowieści, którą będzie można wysłuchać w internecie na naszym kanale w YouTube. Mam nadzieję, że później Gdański Zarząd Dróg zgodzi się, aby te plansze zawisły na ogrodzeniu i tworzyły galerię uliczną, podobną do tej, która do niedawna tu była. 

Ile tych plansz będzie?

21 – tyle ile do tej pory zrobiliśmy „Opowieści z Biskupiej Górki”. 

Co jeszcze nas czeka na jubileuszu?

Będzie catering, który mogliśmy zorganizować dzięki dotacji oraz ciasto z rdestowcem, prezent od Fundacji Niezłe Chwasty.

No to najważniejsze pytanie: Czy będzie tort?

Tak. Tort to już nasz wkład własny z funduszy Stowarzyszenia. Tort będzie na 100 osób, więc zapraszamy.

kolaż ponad 20 zdjęć z różnych akcji stowarzyszenia
Przez 10 lat Stowarzyszenie Biskupia Górka inicjowało mnóstwo lokalnych działań. Więcej o nich będzie można porozmawiać podczas jubileuszowego spotkania 11 października 2026 r.
fot. Stowarzyszenie Biskupia Górka

To teraz cofnijmy się o 10 lat i proszę mi opowiedzieć, jak powstało Stowarzyszenie Biskupia Górka?

To musimy cofnąć się jeszcze bardziej, ale postaram się skrócić tę historię. Działałam w Stowarzyszeniu WAGA i początkowo byłam tam jedyną osobą, która mieszkała na Biskupiej Górce. Działałyśmy na rzecz równouprawnienia kobiet.

Stąd nazwa stowarzyszenia?

Tak – równowaga. Wspólnie działałyśmy, byłyśmy też w Partii Kobiet i to nas łączyło. Natomiast ja, żyjąc tutaj na Biskupiej Górce, cały czas widziałam, że to jest niezwykłe miejsce i wspaniała historyczna dzielnica. Obserwowałam też jak popada w ruinę, ale nigdy nie chciałam się stąd wyprowadzić, tylko pragnęłam, żeby ta dzielnica się zmieniła.

Czarno-biała pocztówka z widokiem na centrum Gdańska z Biskupiej Górki
Pocztówka z 1950 r. z panoramą Głównego Miasta w Gdańsku - to tylko jeden przykład z ogromnej liczby fotografii i dokumentów zamieszczonych w archiwum społecznym dzięki Stowarzyszeniu Biskupia Górka
fot. Stowarzyszenie Biskupia Górka / zbioryspoleczne.pl

Od dawna jest pani „stąd”?

Mieszkam tu od 1961 r. w kamienicy, z której roztacza się przepiękny widok. I to jest obraz, który się non stop zmienia w zależności od pogody, od pory dnia i roku. Zresztą dzielę się tym, bo czasem wrzucam do sieci panoramy z Biskupiej Górki i to są zdjęcia z mojego okna. Zawsze chciałam, żeby tu był nie tylko piękny widok, dlatego ciągle pisałam do różnych miejskich instytucji, aby np. naprawili schody, posprzątali, coś zmienili – byłam taką działaczką indywidualną, ale sama widziałam, że nie mam żadnego przebicia. Dopiero gdy zaczęłam działać w WADZE, zobaczyłam, że w grupie można zrobić tyle rzeczy i są efekty. Zaprosiłam więc dziewczyny, by pokazać im tę dzielnicę i wymyśliłyśmy, że możemy działać społecznie na rzecz miejsca, w którym mamy siedzibę. Oczywiście najpierw musiałyśmy pokazać, że coś dla tej Biskupiej Górki chcemy zrobić i to się udało, bo zorganizowałyśmy debatę o Biskupiej Górce, na którą przyszło dużo osób z różnych miejskich wydziałów. Zależało nam na tym, aby dowiedzieć się czy u nas też będzie rewitalizacja, bo widziałyśmy, że w innych dzielnicach to działa. Sama chodziłam również, już jako radna dzielnicy, po różnych instytucjach, składałam o to wnioski poprzez radę.

Tak w ciemno?

Tak, ale ważne dla mnie było to, że ten temat rewitalizacji się pojawiał, szła informacja, że jest taka potrzeba, że są ludzie, którzy to dostrzegają. I kiedyś w wydziale architektury usłyszałam, dlaczego na Dolne Miasto po raz kolejny idą jakieś pieniądze na rewitalizację, a do nas nie: „Bo tam mamy na kim oprzeć się, a tu nie ma takiej organizacji”. Pomyślałam, że w takim razie taka organizacja musi powstać. Okazało się, że w 2009 r. przy wsparciu Regionalnego Centrum Informacji i Wspomagania Organizacji Pozarządowych zawiązała się Koalicja na rzecz Biskupiej Górki. Ucieszyłam się, że jest taka organizacja, w której mogę działać. Przyszłam na spotkanie w naszej szkole podstawowej, pomagałam w jakimś festynie, ale szybko okazało się, że ta organizacja skupia się na pomocy ludziom. Tu było wtedy bardzo dużo biedy, rodzin, którym trzeba było pomóc. I gdy mówiłam: „Ale kamienice... Przecież się walą. Trzeba je ratować, bo za chwilę ich nie będzie”, to odpowiadali: „My pomagamy ludziom, nie możemy zrobić wszystkiego”. Wtedy pomyślałam, że to nie jest moje miejsce. Udało mi się natomiast z WAGĄ. Z dziewczynami zorganizowałyśmy tę debatę, pisałyśmy wnioski na konkursy miejskie, zgłaszałyśmy, że chcemy założyć dom sąsiedzki. I kiedy zwolnił się lokal przy ul. Biskupiej 35, to miasto przyznało go nam. 

Widok na ulicę Biskupią: tyły wysokiej wyremontowanej kamienicy, a z lewej strony jednopiętrowy podłużny budynek do remontu
Z prawej (z windą) budynek Domu Sąsiedzkiego przy ul. Biskupiej 4, wyremontowanego w ramach programu rewitalizacji. Z lewej jednopiętrowy budynek to Biskupia 35, gdzie kiedyś mieścił się maleńki lokal Stowarzyszenia WAGA. Teraz ten budynek zostanie wyremontowany przez Gdańskie Nieruchomości i w całości przeznaczony na mieszkania komunalne.
fot. Marek Krześniak / BRG

Jak tam było?

To był lokal 30 m2. Nie było WC, trzeba było chodzić do klatki obok, gdzie była ciasna toaleta pod schodami i pamiętam, że jak na jedno spotkanie przyszła naprawdę duża osoba, to martwiłyśmy się, czy się tam nie zaklinuje. Bywało zimno. Siedziałyśmy w płaszczach, zimowych czapkach, ale ważne było, żeby się spotkać i porozmawiać. 
Było naprawdę biednie, jeśli porównać to z obecnymi warunkami, ale było fajnie i wspominam to z sentymentem. 

Czemu nie została więc pani w WADZE?

Dziewczyny z WAGI chciały działać na rzecz kobiet, prowadzić działania społeczne, a ja ciągle mówiłam i pisałam o Biskupiej Górce. W końcu powiedziały: „Krysia, gdy staramy się o dotacje na projekty prokobiece i organizator wchodzi na naszą stronę internetową, to cały czas widzi tylko Biskupia Górka, Biskupia Górka, Biskupia Górka...”. Zrozumiałam, że nie ma wyjścia i trzeba dziewczyny uwolnić od nas. Z małą grupą osób, z którą już współpracowałam, postanowiliśmy, że musimy w końcu założyć własne stowarzyszenie. Jednak na początku jako mało zgrana grupa złożona głównie z mieszkańców, musieliśmy nauczyć się działać w takiej organizacji. Teraz WAGA może skupiać się na działaniach społecznych na Biskupiej Górce, a my na dbaniu o lokalne dziedzictwo historyczne i kulturowe.

Ile dziś osób pracuje w Stowarzyszeniu Biskupia Górka?

Aktywnie działa 5-6 osób. Wszystkich jest 11. Oczywiście jak teraz mamy urodziny, to wszyscy pomagają, także sympatycy stowarzyszenia, ale na co dzień to żmudna praca choćby w archiwum. Mamy mnóstwo przedmiotów, które jeszcze nie są skatalogowane, bo nie ma kto tego robić. Nie mieliśmy i nie mamy nikogo zatrudnionego na etacie. Bardzo mi się marzy, aby dołączyli do nas młodzi ludzie, bo proszę zobaczyć jaki wiekowy mamy zarząd. Nasze możliwości działania są ograniczone.

 

Dwie kobiety przy stoliku prezentują dwóm panom materiały historyczne dotyczące Biskupiej Górki
Danuta Kozioł i Krystyna Ejsmont, czyli serce i dusza Stowarzyszenia Biskupia Górka
fot. Stowarzyszenie Biskupia Górka

To może od razu zaapelujemy, że jeśli są młodzi ludzie zainteresowani historią Biskupiej Górki, to niech dołączą do stowarzyszenia. 

Bardzo proszę! Chcielibyśmy też, żeby ktoś prowadził portal BiskupiaGorka.pl. Ja już myślałam o tym, żeby go zamknąć, bo nie mam tyle energii i siły, żeby tam bez przerwy coś pisać. A on przecież po to jest, żeby ludzie mogli znaleźć informacje lub przeczytać o jakimś problemie. To powinno być omówione w formie artykułów, a ja przecież nie tylko portal mam na głowie. Teraz wspiera mnie Ania Golus (z Fundacji Niezłe Chwasty), która od niedawna zamieszkała na Biskupiej Górce, ale ona wrzuca głównie teksty tematycznie związane z tym, co sama robi, czyli o walce z rdestowcem. Zresztą pisze bardzo dobrze i dzięki jej tekstom uświadamiającym, jaka to niebezpieczna inwazyjna roślina, rozpoczęła się walka z rdestowcem. To ona nagłośniła ten problem.  

Jako stowarzyszenie jesteście też swego rodzaju strażnikiem Biskupiej Górki…

Odkąd powstało Gdańskie Centrum Kontaktu stale zgłaszamy jakieś kwestie, bo czujemy się tu gospodarzami. Jeśli widzimy, że coś nie działa lub jest nie tak, to piszemy.

Ale też sami działacie. Organizujecie np. akcję sprzątania Biskupiej Górki.

Tu dawniej było brudno. Teraz jest wielki postęp, ale o efekty rewitalizacji trzeba dbać. Jest tu trochę ludzi, którzy kochają tę Biskupią Górkę i starają się o nią troszczyć. Razem z nimi sprzątaliśmy np. nasz las, Park Salwator czy skarpy.   

Duża grupa osób na tle lasu, przed nimi plastikowe worki wypełnione zebranymi śmieciami
Wolontariusze podczas akcji sprzątania Biskupiej Górki
fot. Stowarzyszenie Biskupia Górka

Innym dobrze widocznym owocem waszej działalności jest popularny punkt spotkań na Biskupiej Górce, czyli Ławeczka Brunona Zwarry. 

To był nasz pomysł. Zacznijmy od tego, że Zwarra urodził się tutaj, wychował i przepięknie opisał przedwojenną Biskupią Górkę w pierwszym tomie swoich „Wspomnień gdańskiego bówki”. I my to doceniamy, ale tak naprawdę w Gdańsku nie był szerzej znany. Uznaliśmy więc, że trzeba przypominać o panu Brunonie. Stąd pomysł, by obchodzić jego urodziny. Próbowaliśmy też nazwać jego imieniem jakiś plac albo węzeł komunikacyjny. Jednak zawsze były jakieś przeszkody, ale jego córka powiedziała kiedyś, że chciałaby, aby ojciec miał ławeczkę na Biskupiej Górce. Pomyślałam: „Zróbmy to!”. Tylko kogo w to włączyć? Zrobiliśmy spotkanie grupy inicjatywnej budowy pomnika. Przyszło sporo osób, ale szybko okazało się, że trzeba założyć stowarzyszenie, które zbierze pieniądze na ten cel, bo nasze Stowarzyszenie Biskupia Górka samo by tego nie udźwignęło. I gdy przyszło do działania, to grupa się wykruszyła i zostało tylko kilka osób, w tym ja i córka pana Brunona. Prezeską została Joanna Szymańska, która bardzo się w to zaangażowała. Do tego jeszcze kilka osób, głównie z rodziny pisarza. Udało się zebrać pieniądze i gdy stanęła ta ławeczka, byliśmy naprawdę dumni i szczęśliwi. Uczucie podobne jak po odkryciu grobu Nataniela Wolfa, bo to też zajęło lata pracy. Jednak było warto, bo widzę, że ten pomnik robi dobrą robotę. Obserwuję, że ludzie stają przy ławeczce, czytają opis, poznają Brunona Zwarrę.

Biurko, na nim książki, dokumenty i popiersie Brunona Zwarry, obok regały z książkami
W Domu Sąsiedzkim przy ul. Biskupiej 4 można zobaczyć pamiątki po Brunonie Zwarrze, w tym biurko, które rodzina pisarza przekazała stowarzyszeniu. Wejście jest naprzeciwko pomnika Brunona Zwarry
fot. Marek Krześniak / BRG

Co więc uznałaby pani za największy sukces Stowarzyszenia Biskupia Górka? Tę Ławeczkę Brunona Zwarry, a może odnalezienie grobu Nataniela Wolfa?

Nie, nie. Raczej ludzi, których łączy Biskupia Górka. Cały czas mam kontakt z częścią mieszkańców, którzy się stąd wyprowadzili. Gdy teraz dzwonię do nich i zapraszam na nasze urodziny to zdarzyło mi się usłyszeć żartobliwe : „Ja nie mogę chodzić, ale do was to na kolanach przyjdę”. Ta Biskupia Górka jest gdzieś w sercach ludzi. To była specyficzna dzielnica, taka enklawa, można powiedzieć „wieś”, w której wszyscy się znali. Jeszcze w czasach PRL-u staliśmy w tych długich kolejkach, również po nocach. Wszyscy wiedzieli o wszystkich prawie wszystko. To czasami wkurzało, ale też zbliżało. Podwórka są tu małe, więc dzieciaki spędzały czas na ulicach, w pobliżu były też stadiony i las... Pamiętamy tę Biskupią Górkę taką ciepłą, familijną i dla mnie najcenniejsze jest to, że działam z ludźmi, którzy tak jak ja kochają to miejsce. 

urodziny SBG