Niczym baśń braci Grimm
Pamiętacie, jak zmierzający do Bremy osioł i pies z baśni braci Grimm, dojrzeli kota siedzącego na drodze? Ten miał wyraz pyszczka jak trzy dni niepogody, bo pani już go nie chciała z racji upodobań wieku senioralnego. „Chodź z nami do Bremy” – zaproponowali. W realnym życiu też zdarzają się baśnie rodem z Grimmowskich „Muzykantów z Bremy”. Gdańskowi przydarzył się Hans Koschnick, któremu po drodze było z miastem oddalonym o niemal tysiąc kilometrów, a po nim wielu, wielu innych Bremeńczyków.
Fakt, że zawarcie przed pięćdziesięcioma laty, między Bremą a Gdańskiem, porozumienia o współpracy i przyjaźni, było pierwszą taką umową w powojennej historii między miastem z Polski a miastem z zachodnich Niemiec dowodzi, o jak odległej przeszłości mowa. Przez ten czas do historii przeszedł reżim komunistyczny, upadł mur dzielący Europę, powiększyła się o nowych członków Unia Europejska i Pakt Północnoatlantycki. Harcerze i skauci z Gdańska i Bremy, którzy mieli na przełomie lat 70. i 80. po naście lat, dziś są już w srebrnym wieku.
Wdzięczni jesteśmy Bremeńczykom za te pięćdziesiąt lat wiernej przyjaźni, instytucjonalnych i osobistych relacji. Dziękujemy za pomoc w trudnych latach stanu wojennego i po 1989 roku, gdy Brema wspierała Gdańsk w procesie odbudowy samorządności, a także wówczas, gdy w wyniku pożaru Hali Stoczni pomocy wielu poparzonych. Nasze partnerstwo jest żywe, pełne szacunku,
odpowiada na potrzeby współczesności, a nadto pięknie dojrzało do wzajemności. Gdy podjęliśmy w Gdańsku temat równego traktowania, bardzo pomocne okazały się bremeńskie doświadczenia w tej materii. Kiedy Rosja napadła na Ukrainę i ruszyła fala uchodźców, to my mogliśmy służyć wcześniejszymi doświadczeniami.
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Czas już doświadczył nasze relacje, teraz najbardziej trzeba nam pokoju. I tego wzajemnie życzę Bremie i Gdańskowi, a także odwagi i wyobraźni, które wychodzą naprzeciw potrzebom ludzi, wyprzedzając wielką politykę i zmieniając bieg historii.