Mówi „Zorro”: - Rano do kościoła, a po południu na żużel. A syn do Lechii

W Gdańsku jeździł przez sześć sezonów. Największy sukces: awans do ekstraligi w 2008 roku. Magnus „Zorro” Zetterström w dniu 1 kwietnia pożegna się z gdańskimi fanami żużla. Czy na pewno kończy karierę? Kim był dla niego 6-krotny mistrz świata Tony Rickardsson? Jakie miejsca w naszym mieście lubi najbardziej? Dlaczego kibice tak bardzo go pokochali?

Mówi „Zorro”: - Rano do kościoła, a po południu na żużel. A syn do Lechii
A
A
data publikacji: 14 marca 2017 r.

Magnus Zetterström zaprasza kibiców na swoje pożegnanie
Magnus Zetterström zaprasza kibiców na swoje pożegnanie
fot. Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

Bartłomiej Borowczak, Waldemar Gabis: Na początku kwietnia odbędzie się Twój turniej pożegnalny w Gdańsku. Wystartujesz, czy będziesz tylko VIP-em odbierającym kwiaty i gratulacje?

- (śmiech - red.) Wezmę udział w zawodach, choć początkowo tego w ogóle nie planowałem. Myślałem, że ostatni mój występ miał miejsce w Szwecji, 25 września ubiegłego roku. Wystartuję jednak, by pożegnać się z fanami w Gdańsku. 

W gdańskim Wybrzeżu jeździłeś w latach 2008-2011 a potem wróciłeś do Gdańska w 2015 roku na dwa lata. Któryś z tych sezonów był szczególnie dla Ciebie udany, szczęśliwy?

- O ile dobrze pamiętam to najfajniejszy był 2008 rok, ponieważ wtedy awansowaliśmy do ekstraligi. Wygraliśmy dwumecz z zespołem z Rzeszowa (gdańszczanie sezon zakończyli na drugim miejscu, o awans rywalizowali w barażu z Marmą - red.). Może to nie był mój najlepszy sezon, ale był to najlepszy sezon dla klubu kiedy ja startowałem. Oczywiście miniony sezon, 2016, był także bardzo dobry dla mnie, myślę, że zdobyłem ważne punkty. Podsumowując spędziłem wiele dobrych lat w Gdańsku i cieszyłem z każdego pojedynczego sezonu spędzonego tutaj. 

Kibice w Gdańsku bardzo Cię pokochali. Jak myślisz, dlaczego?

- Och, bardzo trudno powiedzieć. Nie wiem. Jakaś podpowiedź (śmiech - red.) 

Pokochali Cię, bo...

(śmiech - red.) Jestem po prostu normalnym facetem. Spędzam czas z fanami: staram się robić z nimi zdjęcia; gdy wygrywam wyścig, to zatrzymuję się przed nimi i dziękuję za doping, pozwalam im usiąść na motocyklu, kiedy przychodzą do pit-stopu. Po prostu staram się być normalny i sądzę, że nawzajem bardzo dobrze się rozumiemy. Kiedy jestem razem z fanami, to czuję, że lepiej mi się ściga. 
 

fot. www.gdansk.pl


Na żużlu jeździłeś blisko 30 lat. W tym czasie dyscyplina bardzo się zmieniła?

- Myślę, że tak, ale niezbyt wiele w sensie przepisów. Pamiętam, że kiedy przybyłem do Polski we wczesnych latach 90-tych, to ciągle było u was dość ponuro, widać było jeszcze pozostałości komunizmu, ale na stadionach siedziały tłumy. My, żużlowcy, kiedy spacerowaliśmy po polskich miastach, czuliśmy się, jak gwiazdy rocka. Ludzie zatrzymywali się, prosząc nas o autografy. 

Dziś tak już nie jest?

- Jest inaczej. Wtedy było tak: rano idziesz do kościoła, a po południu na żużel. Dzisiaj możesz zobaczyć zawodników w telewizji albo w internecie: w poniedziałek w Anglii, we wtorek w lidze szwedzkiej, w środę w Danii, w sobotę Grand Prix, w niedzielę w Polsce.

Jest mniejsze zainteresowanie żużlem? Jest mniej ludzi na stadionach?

- Trochę tak. Bardzo wiele zmienił internet. Dzisiaj ludzie nie muszą iść na stadion. Wszystko można zobaczyć w internecie, co z jednej strony jest dobre, ale z drugiej złe. Ludzie mogą swobodnie podróżować po całej Europie, latając samolotem za 100 zł. Galerie handlowe są otwarte 24 godziny na dobę. Życie w ogóle się zmieniło. Wszystko ma swoje plusy i minusy. 

Miałeś swoich idoli? Ove Fundin? Anders Michanek? Tony Rickardsson?

- Tony, zdecydowanie. Byłem bardzo, bardzo młody kiedy oglądałem ścigającego się Andersa Michanka, Ove Fundina nie widziałem nigdy na zawodach. Tony jest tym zawodnikiem, z którym jeździłem i którego oglądałem w telewizji. Być sześć razy mistrzem świata, to coś niesamowitego. On wzniósł tę dyscyplinę sportu na inny poziom. 

Wiele się od niego nauczyłeś?

- Zdecydowanie!
 

Wrzesień 2015. Magnus całuje puchar otrzymany za awans do pierwszej ligi
Wrzesień 2015. Magnus całuje puchar otrzymany za awans do pierwszej ligi
fot. Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl
 

Masz jakieś ulubione miejsca w Gdańsku? Które lubisz odwiedzać? Ulubione restauracje, puby?

- Na pewno Stare Miasto i oczywiście plaża. To są moje dwa ulubione miejsca. Zresztą w Gdańsku jest wiele ładnych miejsc i nie sądzę, że je już wszystkie zobaczyłem (śmiech - red.). Za każdym razem, jak z rodziną odwiedzamy Gdańsk, to jesteśmy zaskakiwani. Zawsze znajdujemy coś nowego, więc kochamy to miejsce.

Odwiedzałeś również Oliwę?

- Tak. Byłem w Oliwie, w Parku Oliwskim. Byłem tam w okresie świątecznym, żeby obejrzeć świąteczne iluminacje. Byliśmy w wielu innych miejscach. Byliśmy też w takim miejscu na wzgórzu, nie znam jego nazwy, coś jakby poczta, czy koszary wojskowe. To jest blisko Starego Miasta, ale jakby po drugiej stronie, nad Dworcem Autobusowym, na wzgórzu.

To pewnie Centrum Hewelianum…

- Możliwe.

Stamtąd roztacza się widok na Gdańsk. Jest tam też taki duży krzyż.

- Tak, tak, zgadza się!

To właśnie Hewelianum.

- Hewelianum, zapamiętam (śmiech - red.) No widzicie, w Gdańsku jest naprawdę wiele ciekawych i pięknych miejsc. Lubię swoje mieszkanie na Kowalach, gdzie są małe jeziora, wokół których możemy sobie pospacerować. W Gdańsku w ogóle żyje się bardzo wygodnie, jest dużo sklepów, dobrych restauracji… To jest po prostu ładne i wygodne miejsce do mieszkania. Teraz jest dość spokojnie, ale w lecie jest tu dużo turystów, odbywa się dużo koncertów i ciągle coś się dzieje. Fajne jest też to, że obok siebie są trzy odmienne miasta: Gdańsk, Sopot, Gdynia. Dzięki temu macie tu niezłą kombinację estetyczno-kulturową.

Podobno grasz w hokeja na lodzie?

- Grałem, gdy byłem młodszy, ale nie jako profesjonalny zawodnik. Traktowałem to jako hobby, zimową aktywność.

Czy jest jakaś inna dyscyplina sportu, którą lubisz?

- Lubię piłkę nożną, motocross, jazdę na nartach, biegi narciarskie. Generalnie lubię sport. Brałem udział nawet w klasycznym maratonie w Szwecji, niestety nie ukończyłem go, ale przebiegłem 19 km. 

Grudzień 2015, XIII Gdańska Gala Sportu. Magnus Zetterström (w środku, bez marynarki) wśród laureatów kategorii Osobowość Sportowa Roku. Nz. także od lewej: Sławomir Kaszuba, Henryk Krawczyk, Henryk Zabrocki, (...), Kazimierz Zimny, Marian Zupa
Grudzień 2015, XIII Gdańska Gala Sportu. Magnus Zetterström (w środku, bez marynarki) wśród laureatów kategorii Osobowość Sportowa Roku. Nz. także od lewej: Sławomir Kaszuba, Henryk Krawczyk, Henryk Zabrocki, (...), Kazimierz Zimny, Marian Zupa
fot. Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

Masz dwójkę dzieci.

- Sandra ma 14 lat, Kevin 17 lat. Lubię ich oglądać uprawiających sport. Córka zajmuje się łyżwiarstwem figurowym, syn gra w piłkę nożną. W październiku będzie się starał o grę w Lechii Gdańsk.

O!

- Na razie nie ma o czym gadać. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

Masz 46 lat. Na pewno chcesz kończyć karierę? Greg Hancock, starszy od Ciebie o półtora roku, zdobył w poprzednim sezonie tytuł mistrza świata.

- Jestem na 100 procent pewien, że chcę zakończyć karierę. To był bardzo dobry czas dla mnie, długa fajna kariera. Ale czuję, że nie mam już „serca” do trenowania tak ciężko, jak powinienem. Jeśli chcesz uprawiać jakiś sport, to trzeba to robić na 110 procent a mnie nie stać już na te 110 procent. Jeśli nie jesteś skoncentrowany i wytrenowany na 110 procent, to wszystko staje się niebezpieczne: upadasz na tor, doznajesz kontuzji... A ciało 46-latka nie regeneruje się tak szybko.

Trochę szkoda, że już Ciebie nie zobaczymy na torze. Poza startem 1 kwietnia oczywiście.

- Jestem szczęśliwy, że jestem w jednym kawałku. Jeśli pościgałbym się jeszcze rok czy dwa i zdobywał tylko po 2-3 punkty, to ludzie na stadionie zaczęliby buczeć. Mówiliby: „Powinieneś skończyć! Jesteś stary!”. Teraz pamiętają mnie, jako dobrego zawodnika i jestem szczęśliwy z tego powodu. To jest najlepszy moment, by zejść z toru. Miałem dobre życie z żużlem, a teraz chcę pójść na stadion, popatrzeć jak inni się ścigają, uśmiechać się. Myślę, że podjąłem prawidłową decyzję. 

Co będziesz robił?

- Zamierzam się związać z samochodowym koncernem Kia. Będę współpracował z lokalnym przedstawicielstwem w Esklistunie (rodzinna miejscowość Magnusa - red.), w której mieszkam. Będę udziałowcem w tym przedsiębiorstwie. Dobrze nam idzie sprzedaż w Szwecji i to jest właśnie to, co zamierzam robić w przyszłości.

Zamierzasz odwiedzać Gdańsk?

- Oczywiście. Zostaniemy tutaj, ponieważ mamy wciąż tu swoje mieszkanie na Kowalach. Nie zamierzamy go sprzedawać. Będziemy przylatywać tutaj tak często, jak to tylko możliwe.

Być może twój syn będzie grał w Lechii.

- Tak, oczywiście! Byłoby wspaniale, gdyby do tego w przyszłości doszło. Teraz jednak będziemy przyjeżdżać tu jako turyści, żeby zwiedzać miasto. Przyjedziemy od czasu do czasu zobaczyć zawody żużlowe i oczywiście również po to, żeby pójść na mecz piłkarski. Zobaczycie mnie wiele razy w Gdańsku. To jest mój drugi dom. 

Rozmawiali Bartłomiej Borowczak i Waldemar Gabis

 

Zorros Final Show odbędzie się 1 kwietnia (sobota) w Gdańsku na Stadionie MOSiR przy ul. Zawodników 1. Początek o godz. 14.30.

Udział w turnieju na razie potwierdzili m.in.: Grigorij Łaguta, Krystian Pieszczek, Niels Kristian Iversen, Robert Miśkowiak, Krzysztof Kasprzak, Przemysław Pawlicki.

Ceny biletów już od 15 zł do nabycia za pośrednictwem kupbilet.pl.


Czytaj także:

Ostatni przejazd "Zorro". Pożegnalny turniej wspaniałego zawodnika



wcześniejsza wiadomość
Jazz na wiosnę. Rusza 20. edycja Festiwalu Jazz Jantar
późniejsza wiadomość
Trzech chętnych na budowę basenu na Oruni. Budowa potrwa …