Hans Memling na scenę! Powstaje opera o Sądzie Ostatecznym

Prędzej czy później musiało to nastąpić. “Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga poruszył muzyczną wyobraźnię współczesnych twórców, którzy piszą o nim dzieło operowe. W piątek, 13 maja, stanęli twarzą w twarz z niderlandzkim niebem i piekłem

Hans Memling na scenę! Powstaje opera o Sądzie Ostatecznym
A
A
data publikacji: 14 maja 2016 r.

Mirosław Bujko (libretto) i Krzysztof Knittel (kompozytor) przed dziełem mistrza.
Mirosław Bujko (libretto) i Krzysztof Knittel (kompozytor) przed dziełem mistrza.
Jerzy Pinkas/ gdansk.pl

Stoimy przed “Sądem Ostatecznym” Hansa Memlinga w Muzeum Narodowym w Gdańsku i rozmawiamy z profesorem Krzysztofem Knittlem, kompozytorem muzyki współczesnej, oper, muzyki orkiestrowej i elektronicznej. Rozmawiamy przed słynnym dziełem Memlinga, ono bowiem jest inspiracją dla opery, którą Knittel, kompozytor z Warszawy, pisze wraz z autorem libretta Mirosławem Bujko - muzykologiem i literatem, też mieszkańcem stolicy.

Dzieło, które ma być gotowe w październiku 2017 r., zostało u nich właśnie zamówione przez Operę Bałtycką w Gdańsku, w ramach programu “Kolekcje - zamówienia kompozytorskie” dotowanego przez Ministerstwo Kultury.

Koszt napisania takiej współczesnej opery w tym przypadku to 68 tysięcy złotych pieniędzy ministerialnych, do których Opera Bałtycka dołoży wkład własny. Dużo taniej dziś wystawić dzieło z klasyki gatunku, bo wtedy wystarczy zapłacić wydawnictwu za nuty, tłumaczy zastępca dyrektora Opery Bałtyckiej Danuta Grochowska: - Kiedyś Mozarta opłacał cesarz, a Verdi pisał “Aidę” na zamówienie ówczesnego władcy Egiptu, na otwarcie Kanału Sueskiego. Dziś raczej nikt nie pisze w ciemno, z nadzieją, że może komuś to odsprzeda. Trzeba mieć mecenat, pieniądze.  

Opera Bałtycka miała już dwie premiery w ramach programu “Kolekcje - zamówienia kompozytorskie”. Pierwsza poświęcona była chemiczce “Madame Curie” (kompozytorka Elżbieta Sikora); druga - Stanisławie Przybyszewskiej, pisarce z Gdańska (tytuł “Olimpia z Gdańska”, kompozytor Zygmunt Krauze). Teraz czas na operę inspirowaną obrazem Memlinga “Sąd Ostateczny”.  

A jest co opowiadać, bo dzieło ma za sobą burzliwą historię, choć jego opis na muzealnej tabliczce jest prosty: to technika mieszana - tempora i farby olejne - na desce dębowej. Obok lata, kiedy dzieło powstawało w Brugii: 1467-1471. - Ale tak naprawdę powinien tu być rok 1473 jako data zakończenia - mówi Alicja Andrzejewska-Zając z Muzeum Narodowego w Gdańsku. - Odkryłyśmy to, gdy pisałyśmy z koleżanką pracę o “Sądzie Ostatecznym”.

Andrzejewska-Zając, wraz z Magdaleną Podgórzak, są autorkami książki “Hans Memling. Sąd Ostateczny” (do kupienia w księgarni muzealnej).

I właśnie Alicja Andrzejewska- Zając stała się teraz przewodnikiem profesora Knittla i Mirosława Bujko po sztuce Memlinga. Panowie przyjechali obejrzeć wreszcie dzieło, na którego temat od dwóch lat piszą operę. Mają już większość z 17 scen, podzielonych na dwa akty. Przestudiowali historię i wszelkie detale. Ale teraz mieli wreszcie okazję zobaczyć tryptyk Memlinga na żywo.

Kustoszki, autorki: Magdalena Podgórzak (po lewej) i Alicja Andrzejewska-Zając.
Kustoszki, autorki: Magdalena Podgórzak (po lewej) i Alicja Andrzejewska-Zając.
Jerzy Pinkas/ gdansk.pl


Zupełnie jak Tolkien

- Ten obraz jest jak tolkienowski pierścień, budzi demony - mówi Andrzejewska- Zając.

Rzeczywiście: “Sąd Ostateczny” został namalowany w Brugii przez niderlandzkiego mistrza z myślą o jednym z kościołów pod Florencją, w miejsowości Fiesole. Memling wykonał go na zamówienie florenckiego bankiera. W drodze morskiej z Niderlandów do włoskiego Porto Pisano galeon transportujący dzieło (oraz inne kosztowności) został jednak ograbiony przez kapra z Gdańska!

Paweł Beneke - bo o nim mowa - zabrał z galeonu "San Matteo" kosztowności, a obraz podarował Kościołowi Mariackiemu w swoim mieście. Papież Sykstus IV napisał nawet do rady miasta Gdańska list (bullę) z żądaniem zwrotu dzieła, ale na darmo. Gdańszczanie uznali je za swoje.

Tryptyk wisiał w Kościele Mariackim spokojnie do 1807 roku, gdy w wyniku wojen napoleońskich trafił do paryskiego Luwru. W 1845, po klęsce Napoleona, obraz znalazł się w Berlinie, a stamtąd, po długich staraniach miasta, wrócił do Gdańska. W czasie II wojny światowej Niemcy próbowali go ukryć w górach Turyngii, ale i tak trafił w ręce sołdatów Armii Czerwonej, a z nimi do Ermitażu w Sankt Petersburgu. Do Gdańska wrócił - przez Warszawę - w 1956 roku. Tym razem znalazł się nie w najważniejszej gdańskiej świątyni, ale w Muzeum Narodowym.

Wiele innych gdańskich dzieł Warszawa jednak nie oddała do dziś, co ze smutkiem zauważa Andrzejewska-Zając.


Dobry bliźniak i zły?! 

Opera “Sąd Osateteczny” będzie się składała z dwóch aktów. Pierwszy opowie o powstaniu dzieła, drugi o jego zawiłych losach. Jak mówi profesor Knittel, trzeba było zmyślać, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa. Będzie więc w drugim akcie na przykład scena spotkania Stalina z Archaniołem Michałem.

- Mocna - zapowiada Knittel.

Sam obraz wciąż jest inspirujący: przedstawia Chrystusa na tęczy, a pod nim ważącego ludzkie dusze, czy ludzkie uczynki, archanioła Michała. Dusze dobre trafią do nieba, dusze niegodziwców - do piekła. Droga do nieba ukazana jest po lewej stronie tryptyku: do nieba można wejść wyłącznie przez drzwi kościoła; pierwszy idzie papież, dalej kardynałowie, biskupi, księża, a za nimi zastępy sprawiedliwych.

Po prawej jest piekło: diabły, o cechach nietoperzy, węży czy sów, zaganiają ludzi do ognia piekielnego.

Obraz wciąż ma swoje tajemnice.

- Jeden mężczyzna, identyczny, pojawia się zarówno po stronie zbawionych, jak i potępionych - mówi Andrzejewska-Zając. - Do dziś nie wiemy, kim jest, i dlaczego jego oblicze powtarza się po obu stronach.

Czyżby dobry i zły bliźniak? Memling mógłby więc uchodzić za proroka... - zastanawiam się. 

- Być może, bo tryptyk Memlinga to dzieło boskie i szatańskie zarazem - mówi Mirosław Bujko, autor libretta.

Dzieło wypłynęło na statku z niderlandzkiego portu Sluis do Anglii, a w końcu miało trafić do Włoch. Skończyło w Gdańsku.
Dzieło wypłynęło na statku z niderlandzkiego portu Sluis do Anglii, a w końcu miało trafić do Włoch. Skończyło w Gdańsku.
Jerzy Pinkas/ gdansk.pl
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl