Zapytany o definicję parkouru, zaraz po tym jak “oskakał” pół dzielnicy Zaspa-Młyniec odpowiada: - To sztuka kontaktu z przestrzenią publiczną, wyobrażanie sobie świata jako placu zabaw i wchodzenie z nim w ruchową interakcję. Parkour to jest takie trochę dziecięce spojrzenie na świat: czy jestem w stanie to zrobić, czy można skoczyć stąd tu. Cały czas patrzę, jak można trochę inaczej wykorzystać to, co nas otacza, w inny sposób, niż zaprojektowali architekci.
Tę “sztukę”, z którą związał się na całe życie, także zawodowo, chciałby teraz, jako prezes Polskiej Federacji Parkour i Freerun, razem ze społecznością pasjonatów z całego świata, być może wprowadzić na olimpiadę. Ale po kolei.

W dal, wzwyż, narciarskie
Jak czytamy w artykule napisanym przez naszego bohatera na Parkour Portal: “Głównymi czynnikami wpływającymi na rozwój parkour w Polsce były premiery filmów “Yamakasi” w 2002 roku, “Jump London” w 2003 oraz “13 dzielnica” w 2004. Od około 2002 roku w różnych polskich miastach pojawiły się grupki trenujących”.
- Ja trenuję od 2005 roku, kiedy tylko dowiedziałem się, że jest coś takiego jak parkour, ale już wcześniej fascynowały mnie wyczyny kaskaderskie i skakanie na różne sposoby - skok w dal i wzwyż, a nawet skoki narciarskie gdzieś za domem na górce próbowałem robić - wspomina Tomasz Dąbrowski. - Lubiłem ten moment zawieszenia w powietrzu.

Raz zobaczone techniki parkourowe, które zawitały do Polski z Zachodu, spowodowały, że myśli o breakdance, deskorolce, skokach konno lub przez konia (bo i takie miały miejsce), przestały mieć znaczenie dla 18-letniego wówczas Tomka.
Zaczął trenować, poznał inne osoby lubiące moment zawieszenia w powietrzu, jeździł na zloty w Polsce i w Europie.
Od wynajętej sali po Movement Arena
W 2011 roku wraz z grupą podobnych mu entuzjastów parkour z Gdańska założył Stowarzyszenie Klub Sportowy Movement. Działanie pod szyldem stowarzyszenia ułatwiło grupie starania o dofinansowanie wynajmu sali do ćwiczeń na zimę i o umiejscowienie parkour parku w przestrzeni miasta.
W tym samym roku nieprzerwany progres “Borówa” zakończyło nieudane lądowanie po salcie w przód, które doprowadziło do zerwania więzadła krzyżowego w kolanie. Po dwóch operacjach i półtorarocznej przerwie wrócił do parkouru. Jeszcze w trakcie rehabilitacji doprowadził z kolegą klubowym Grzegorzem Niecko do otwarcia pierwszego w Gdańsku i w Polsce zewnętrznego parkour parku w Śródmieściu, przy ul. Krosienki. Dziś miejsc, gdzie na specjalnych konstrukcjach można uprawiać parkour i kalistenikę jest w gdańskich dzielnicach kilkanaście.

Po czterech latach regularnego trenowania w sali AWF, klub poszedł dalej. W styczniu 2016 roku narodziła się Movement Arena na Stadionie Polsat Plus Arena Gdańsk.
- Odtąd mieliśmy już obiekt na stałe, 24 godziny na dobę, przez cały rok. To był duży krok, także dla mnie i później kolejnych osób, bo mogliśmy się już utrzymywać z prowadzenia treningów. Z zajęć korzystają dzieci, młodzież, ich rodzice i dziadkowie, bo w parkour nie ma właściwie ani dolnej, ani górnej granicy wieku, po prostu ćwiczyć to, co jesteś w stanie - podkreśla nasz bohater, dla którego krok ten nie był jeszcze wystarczająco duży. Tomasz Dąbrowski równolegle zaangażował się w działania na rzecz uznania parkouru jako oficjalnej dyscypliny sportowej, zarówno przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, jak i Międzynarodowy Komitet Olimpijski.

Parkour na olimpiadę!
Od początku jest prezesem założonej w 2014 roku Polskiej Federacji Parkour i Freerun, która organizuje mistrzostwa Polski.
- Należymy do światowej federacji (Parkour Earth) skupiającej dziś 14 federacji krajowych. W czterech państwach (Wielka Brytania, Finlandia, Czechy i Nowa Zelandia) parkour został uznany za oficjalną dyscyplinę. U nas póki co nie ma na to szans, bo żeby sport został uznany przez ministerstwo, musi być dyscypliną olimpijską, a parkour nią nie jest. Koło się zamyka, bo jak trenować na igrzyska, skoro nie ma się statusu oficjalnego związku sportowego - tłumaczy Tomasz Dąbrowski. - Na razie udało się wpisać kurs instruktorski parkour do systemu kwalifikacji sportowych. Dzięki temu jako federacja możemy panować nad tym, jakie kwalifikacje mają osoby prowadzące zajęcia parkour w Polsce.
- Zależy mi na oficjalnym uznaniu parkouru, bo to kocham i lubię tę naszą społeczność, cieszę się jak ludzie się rozwijają, edukują i że mogą z tego żyć. Nie chciałbym, żeby ktoś z zewnątrz mówił nam, jak mamy to robić - podkreśla.
Skok nad przepaścią
Mimo zaangażowania w nadanie parkourowi oficjalnej rangi, “Borów” nie stał się typowym działaczem sportowym - w garniturze i z teczką, który zapomniał już, jak wykonuje się np. gap jump, czyli skok nad przepaścią.
Wiosną 2022 roku przyjechał do Evry pod Paryżem - miejsca pielgrzymek z całego świata. To tutaj David Belle, twórca parkour, wykonał “manpowera”, czyli kultowy gap jump między budynkami - z czwartego i pół piętra na trzecie, uwieczniony we wspomnianym już filmie “13 dzielnica” z 2004 roku. Wysokość i odległość tego skoku nad przepaścią są zbliżone - ok. 4,8 metra.
- Później wykonywane były jakieś wyższe i dalsze skoki, ale żaden z nich nie ma takiego znaczenia dla naszej społeczności, jak ten ikoniczny, pierwszy wyraźnie wysoki i daleki skok - tłumaczy “Borów”. - Kiedy zobaczyłem to miejsce, powróciło marzenie z początków, kiedy jak wszyscy, oglądałem Davida Belle`a w akcji. Trenowałem dziewięć miesięcy i zrobiłem “manpowera”. W sumie nawet nic nie zabolało, czasem spadanie z trzech metrów na trawę potrafi bardziej zaboleć. To było niesamowite!

Manpower zatem zaliczony. A co dalej?
- Przymierzam się do skoku w stolicy. Przy zejściu do stacji Warszawa Śródmieście są murki odległe od siebie o cztery metry. Już dwie osoby tam skoczyły, z saltem, fajnie to wygląda z Pałacem Kultury w tle - odpowiada. - Parkour daje mi dużo fajnej adrenaliny. Jest całe spektrum rzeczy, które mogę zrobić mimo strachu, ale muszę też umieć rozpoznać, gdzie strach staje się racjonalny i ostrzega, że naprawdę nie powinienem czegoś robić. Zbyt brawurowy trening kończy się kontuzją, czy wypadkiem. A wtedy przestajesz skakać, a głównym założeniem jest, żeby skakać jak najwięcej.