Jesteśmy w swoim żywiole, nie mamy czym się stresować. To jest nasz świat
Patryk, ładowacz, wstaje o godz. 5:05, by z uśmiechem i wypitą na bazie małą czarną zdążyć przed pikiem porannych korków. Wraz z Mateuszem, kierowcą z Gdańskich Usług Komunalnych, tworzą duet, w którym – jak sami mówią – młodzieńcza brawura miesza się z doświadczeniem. Dziś ich celem jest Suchanino: ciasne zakręty, bloki z wielkiej płyty i dziesiątki wiat śmietnikowych napakowanych plastikiem.
Slalomem po osiedlu
Praca w gęstej zabudowie miejskiej to ciągła gra w szachy z czasem i przestrzenią. Ciasne ulice osiedla o siódmej rano zamieniają się w wąskie gardło, w którym kilkunastotonowy pojazd wzbudza skrajne emocje. Z jednej strony przedszkolaki machające z zachwytem - dla nich nowoczesna, 16-tonowa śmieciarka jest największą atrakcją poranka. Z drugiej – zdenerwowani kierowcy wciśnięci w swoje auta: klaksony, nerwowe gesty i pytania, dlaczego wywóz odpadów nie odbywa się w nocy. Załoga GUK odpowiada na to spokojem: po co mamy się stresować, to jest nasz świat.
Czystość miasta opiera się na ludziach, których zazwyczaj nie zauważamy i na niewidzialnej infrastrukturze. Na Suchaninie niemal każdy punkt gromadzenia odpadów ma swój własny, unikalny klucz – z pęku ciężkich, mosiężnych kółek Patryk musi bezbłędnie wyłowić ten właściwy do konkretnej wiaty. Do tego dochodzi ciągła walka z ludzką bezmyślnością: auta zaparkowane bezpośrednio przed wejściem do boksów czy patelnie wrzucone pojemników na plastik. Służba na śmieciarce okazuje się codzienną lekcją edukacji ekologicznej i logistyki w niełatwych warunkach.
Bezdomni, myszy i niewybuchy
Są też historie, których nie opisuje żaden oficjalny harmonogram wywozu odpadów. To opowieści o osiedlowym życiu widzianym z wysokości kabiny śmieciarki. Dwa miesiące temu na Zakopiańskiej zamiast zwykłych śmieci natrafili przy wiacie na... niewybuch. Zimą, pod pokrywami pojemników, szukają schronienia bezdomni, ogrzewający się ciepłem odpadów, a wymogi pracy przeplatają się z czysto ludzkim odruchem – jak wtedy, gdy ratowali znalezioną w parku rodzinę myszy.
Moje motto to: "Wszystko dla mieszkańców". To nie jest jakieś tanie hasło reklamowe. Muszę wiedzieć, że moja praca ma sens, a sensem jest to, że mieszkańcy będą mieli czysto
Sens pracy liczony w tonach
Gdy po siedmiu godzinach manewrowania w osiedlowym labiryncie śmieciarka kieruje się do Zakładu Utylizacji, na wadze pojawia się wynik: tona i dwieście kilogramów plastiku zebranego z samego tylko Suchanina. Dopiero na wadze widać fizyczną masę wysiłku, który wykonują każdego dnia. Praca, którą gdańszczanie dostrzegają zazwyczaj tylko wtedy, gdy śmieciarka zaczyna im przeszkadzać na drodze, okazuje się krwiobiegiem miejskiej higieny, bez którego tkanka osiedla szybko uległaby rozkładowi.
Po zjeździe na bazę i zdaniu dokumentów, Mateusz i Patryk mogą wreszcie zmyć z siebie kurz intensywnej dniówki. Dzień, który dla większości mieszkańców był po prostu kolejnym zwykłym poniedziałkiem czy środą, dla nich kończy się poczuciem dobrze wykonanej misji. Jutro o 5:05 budzik zadzwoni znowu, bo miasto nigdy nie przestaje produkować swoich niewygodnych pamiątek po codziennym życiu.
Codziennie wstaję rano, patrzę w lustro i mówię, ty, właśnie ty, musisz zrobić coś dobrego dla tego miasta. Idę do pracy. I to robię. Wracam domu, patrzę znowu w to samo lustro i mówię, ty, właśnie ty, zrobiłeś coś nowego dla tego miasta.
Pomysł realizacji materiału powstał w Czystym Mieście Gdańsk. Wszystkie informacje dotyczące odpadów, segregacji, harmonogramu odbiorów oraz innych usług związanych z gospodarką odpadami mieszkańcy mogą znaleźć w aplikacji Czyste Miasto Gdańsk oraz na stronie internetowej