Gdyby gdańskie mosty mogły opowiadać, Jacek Kamiński byłby jednym z tych, którzy najlepiej rozumieją ich język. Zna ich historię, pamięta techniczne szczegóły i potrafi dostrzec to, co dla większości przechodniów pozostaje niewidoczne.
Wychowałem się z gdańskimi mostami – mówi Jacek Kamiński, starszy inspektor nadzoru Inwestorskiego w Gdańskim Zarządzie Dróg, kiedy spotykamy się na Moście Zielonym. - Mój tata przez ponad 30 lat sprawował pieczę nad gdańskimi mostami, więc one były obecne w moim dzieciństwie, w domu, na co dzień. Dziadek też zajmował się mostami, był mistrzem ciesielskim i budował więźby dachowe na kościołach, szalunki mostów. To już trzecie pokolenie, które ma w genach miłość do mostów.
Dla Jacka Kamińskiego mosty nie są wyłącznie kawałkiem stali, betonu czy kamienia. Każdy ma swój styl, konstrukcyjne tajemnice i detale, które łatwo przeoczyć, przechodząc przez nie w drodze do pracy.
Król gdańskich mostów czeka na drugie życie
Most Zielony jest jednym z najbardziej reprezentacyjnych i najstarszych gdańskich mostów. Przez wieki był zwodzony. Dziś nie otwiera się już dla jednostek pływających, ale jego konstrukcja wciąż zdradza pierwotną funkcję.
Most Zielony jest uważany za króla gdańskich mostów. To jeden z pierwszych i najbardziej reprezentacyjnych w Gdańsku. W tej chwili czeka na swoją kolej, żeby przywrócić mu zwodzenie.
Wystarczy przyjrzeć się nawierzchni. W kamieniu zachowała się linia wyznaczająca miejsce, w którym otwierały się ruchome części mostu. Widać podział środkowego przęsła, szczeliny dylatacyjne, a nawet przerwy w balustradach. To właśnie ślady dawnego mechanizmu.
Do 1993 roku most pozostawał zwodzony. Jego środkowa część podnosiła się na dwie strony, a wraz z nią musiała poruszać się także trakcja tramwajowa. Specjalne słupy i rozwiązania techniczne pozwalały na synchroniczne otwieranie konstrukcji oraz przewodów. Dzisiaj brakuje przede wszystkim mechanizmów, które przywróciłyby mostowi dawną funkcję.
Jest nawet plan jego odbudowy. Zgodnie z uchwałą Rady Miasta z 1992 roku Most Zielony znalazł się na liście obiektów przeznaczonych do przywrócenia w formie zwodzonej – i to na pierwszym miejscu.
Mały Błędnik, czyli most, który jest dziełem sztuki
Kładka Mały Błędnik to zupełnie inna skala: nie imponuje rozmiarami ani skomplikowanym mechanizmem. Zachwyca detalem. Dla Jacka Kamińskiego to jedna z największych perełek wśród gdańskich przepraw.
To już nie jest most, to jest dzieło sztuki. To obiekt, po którym trudno przejść bez podziwu – mówi.
Nie jest zachwycony jedynie jej ostatnią zmianą kolorystyczną. Wcześniej czerwona konstrukcja mocniej wyróżniała się w otoczeniu. Po przemalowaniu jest szara i trochę straciła na wyrazistości. Ale nawet to nie odbiera jej wyjątkowego charakteru.
Konstrukcyjne rekordy
Most Wantowy jest jednym z najbardziej imponujących konstrukcyjnie obiektów w mieście. Jego wysokość przekracza 110 metrów, a pylon posadowiono na palach sięgających niemal 30 metrów w głąb gruntu. Przy tak trudnych warunkach geotechnicznych, z warstwami namułów i iłów, fundamentowanie było poważnym wyzwaniem inżynieryjnym.
Gdańsk ma także inne konstrukcyjne rekordy. Najszerszy jest most w rejonie węzła Hucisko – ma ponad 150 metrów szerokości. Niektóre przeprawy są tak rozległe, że trudno objąć je wzrokiem z jednego miejsca. Są też takie, których mostowej natury właściwie się nie zauważa. Przejazd estakadą Rakoczego przypomina jazdę po zwykłej ulicy, choć pod kołami mamy konstrukcję odpowiadającą powierzchni dwóch boisk piłkarskich.
Największym siłaczem wśród gdańskich przepraw jest Most Pontonowy prowadzący do stoczni na Wyspie Ostrów, zaprojektowany z myślą o transporcie ogromnych sekcji statków. Jego nośność pozwalała na przewożenie elementów ważących nawet 400 ton.

Miasto, które musiało nauczyć się budować mosty
Według szacunków Jacka Kamińskiego w Gdańsku jest około 170 mostów, czyli przepraw nad ciekami wodnymi. Szczególne miejsce w tej statystyce zajmuje Kanał Raduni, nad którym znajduje się ponad 55 przepraw. Miasto jest polskim liderem pod względem liczby mostów zwodzonych. Ma ich siedem. Na razie jest też liderem pod względem mostów w ogóle, zagrozić nam może tylko Wrocław, ale dopiero wtedy, kiedy policzy swoje przeprawy. Dopóki tego nie zrobi, to właśnie Gdańsk jest miastem z największą liczbą mostów w Polsce.
Nie jest to przypadek. Dawny Gdańsk rozwijał się na podmokłym terenie, w pobliżu ujścia Wisły. Woda była naturalną drogą transportu, a liczne kanały i cieki wodne wymuszały budowę przepraw. Jednocześnie mosty nie mogły całkowicie blokować ruchu jednostek pływających. Stąd popularność konstrukcji zwodzonych.
Ich historia pokazuje również, jak zaawansowana potrafiła być gdańska myśl techniczna. Gdańsk miał aspiracje, był bogatym miastem i stać go było na największe innowacje techniczne. Już przed wojną niektóre mechanizmy działały automatycznie. Od 1901 roku elektryczny napęd pozwalał na synchroniczne otwieranie klap Mostu Krowiego.
Ludzie w Polsce siedzieli przy lampach naftowych, a tutaj był most, który miał tak zaawansowaną technologię elektryczną, że wystarczyło nacisnąć jeden guzik, żeby podnieść przęsła.
Mosty pamiętają błędy swoich konstruktorów
Nie wszystkie historie są jednak opowieścią o inżynieryjnym sukcesie. Most Siennicki jest przykładem tego, jak poważne konsekwencje mogą mieć błędy popełnione już na etapie projektowania.
Jego konstrukcja była adaptacją rozwiązania wcześniej zastosowanego w Szczecinie. Projekt Mostu Hanzy (dzisiaj Most Długi) dostosowano do gdańskich warunków, ale nie uwzględniono w wystarczającym stopniu wyjątkowo trudnego podłoża. Problemy z posadowieniem i pracą podpór doprowadziły do awarii i zamknięcia przeprawy. Co istotne, podobne problemy pojawiły się już wcześniej w Szczecinie.
Skoro dwa niemal identyczne mosty doznają bardzo podobnej awarii, to świadczy o tym, że błąd tkwił w założeniach projektowych - przekonuje Jacek Kamiński z Gdańskiego Zarządu Dróg.
Wiele konstrukcji powstających w latach 70. było projektowanych i budowanych szybko, przy mocno ograniczonych kosztach. Efekty takiego podejścia miasto odczuwało później. Dobrym przykładem jest wiadukt nad torami prowadzącymi do rafinerii, który funkcjonował niespełna 19 lat. W przypadku mostów taka trwałość jest trudna do zaakceptowania.
Mosty, które łączą
Na koniec zostaje pytanie, którego nie trzeba zadawać inżynierowi, żeby wiedzieć, że odpowiedź będzie osobista. Czy wyobraża sobie Gdańsk bez mostów?
Nie. W końcu to one stały się częścią jego rodzinnej historii, dzieciństwa i zawodowej pasji. Ale jest w tym coś więcej niż sentyment do konstrukcji, które zna niemal na pamięć.
Mosty są niepowtarzalne, są wyzwaniem do pokonywania przeszkód. Mosty zawsze łączą, nigdy nie dzielą – mówi Jacek Kamiński.
W Gdańsku trudno o lepsze miejsce, żeby sprawdzić, ile prawdy kryje się w tych słowach. Wystarczy przejść przez jeden z nich. A potem zatrzymać się na chwilę i spojrzeć, jak został zbudowany.