Przeżyjmy to jeszcze raz: Polski Chór Kameralny z „Mesjaszem” na Actus Humanus [WYWIAD z J. Łukaszewskim]

Ponad dwugodzinny „Mesjasz” Georga Friedricha Händla w wykonaniu Polskiego Chóru Kameralnego Schola Cantorum Gedanensis, włoskiej orkiestry i plejady międzynarodowych solistów, pod dyrekcją wybitnego włoskiego dyrygenta Fabio Biondiego, wybrzmiał w Centrum św. Jana podczas festiwalu Actus Humanus Nativitas. Jak wyglądały przygotowania do tego koncertu, czy było to duże wyzwanie dla muzyków, a także czym różni się słynna londyńska wersja utworu od zaprezentowanej - dublińskiej, opowiada Gdańsk.pl dyrektor Polskiego Chóru Kameralnego, profesor Jan Łukaszewski.

Przeżyjmy to jeszcze raz: Polski Chór Kameralny z „Mesjaszem” na Actus Humanus [WYWIAD z J. Łukaszewskim]
A
A
data publikacji: 18 grudnia 2017 r.

Jan Łukaszewski, dyrektor Polskiego Chóru Kameralnego Schola Cantorum Gedanensis
Jan Łukaszewski, dyrektor Polskiego Chóru Kameralnego Schola Cantorum Gedanensis
zdj. Grzegorz Mehring/ www.gdansk.pl

Agata Olszewska: Wykonanie słynnego oratorium, uznawanego za „przebój” muzyki klasycznej musi być wielkim wydarzeniem nie tylko dla publiczności, ale także dla muzyków. Próbom i samemu koncertowi w Centrum św. Jana towarzyszyły wielkie emocje?

Jan Łukaszewski: - Każdy koncert jest dla artysty ważnym wydarzeniem, a takie dzieło - które nie tylko jest wielkie i monumentalne, ale również bardzo znane, popularne i wielokrotnie wykonywane (także już wcześniej przez nasz zespół) - za każdym razem stawia jakieś nowe oczekiwania. Tutaj była nie tylko kwestia emocji, ale także pewnego warsztatu. Wydawać by się mogło, że przygotowanie utworu oratoryjnego, takiego jak „Mesjasz” Händla polega jedynie na nauczeniu się partii i wykonaniu jej. To nie jest tak. Nauczenie się oczywiście jest koniecznością, ale tutaj chodziło przede wszystkim o niuanse interpretacyjne.

Jakie na przykład?

- Na przykład odcienie dynamiki - nie można wszystkiego zaśpiewać w ten sam sposób. Są tam pewne teksty, które trzeba odpowiednio przekazać, ważna jest artykulacja dźwięku, są dźwięki, które trzeba zaśpiewać inaczej - niektóre oddzielać, a inne łączyć we frazy, i tak dalej. Nad tym wszystkim pracuje się tak, jak rzeźbiarz nad wykonaniem dzieła, gdzie szczegół i precyzja są najważniejsze. Proszę zobaczyć - gdybyśmy chcieli odtworzyć rzeźbę Michała Anioła, musielibyśmy doskonale odwzorować wszystkie niuanse, na przykład najmniejsze zagięcia szaty. Tak samo tutaj - to jest muzyka barokowa, która ma bardzo wiele szczegółów. Każdy trzeba doszlifować, i przede wszystkim trzeba znaleźć sposób, jak to wykonać.

Koncert, który odbył się w Gdańsku w czasie grudniowego festiwalu Actus Humanus Nativitas był poprzedzony dwoma koncertami w Madrycie, w tym samym składzie wykonawczym. Jak oratorium zostało przyjęte przez tamtejszą publiczność?

- Rzeczywiście, do Gdańska przyjechaliśmy w dzień koncertu w Centrum św. Jana, prosto z Madrytu. Tamta publiczność była zupełnie inna, powiedziałbym „hiszpańska” - bardzo żywiołowa, reagowała w sposób niezwykle entuzjastyczny, który, muszę przyznać wykonawcom bardzo odpowiada. Jeżeli Hiszpanom się coś podoba, potrafią to z zapałem okazywać. Polacy prezentują trochę inny temperament. Nasza publiczność, przynajmniej ta, która przychodzi na Actus Humanus, jest bardziej powściągliwa, stonowana. Być może nie wszyscy z nich to melomani - przychodzą tylko z ciekawości, ze względu na znane nazwiska. Poza tym „Mesjasz” to długi utwór, trwa przeszło dwie godziny, publiczność nieprzyzwyczajona do tak długich występów może czuć się troszeczkę zmęczona, i stąd tego entuzjazmu może czasem brakuje. Znaczenie mogło mieć też miejsce - w Madrycie wystąpiliśmy w Auditorio Nacional de Música, jednej z największych na świecie sal koncertowych, natomiast tutaj to była jednak świątynia. Centrum św. Jana pełni rolę sali koncertowej, ale jest to wnętrze sakralne, gotyckie, które zmusza publiczność do pewnej powściągliwości ze względu na szacunek do miejsca. Ale był bis, czyli też się podobało.

Podczas koncertów w Gdańsku i Madrycie Polski Chór Kameralny, przygotowywany przez Pana, poprowadził maestro Fabio Biondi, wybitny dyrygent i skrzypek, jeden z pionierów gry na instrumentach z epoki historycznego wykonawstwa. Jak przebiegała współpraca?

- Była bardzo przyjemna. Fabio Biondi to bardzo miły człowiek, dowcipny, a przy tym bardzo muzykalny. Współpracuje się z nim znakomicie. Każdy wykonawca ma swoje walory, dyrygent powinien te walory wydobyć i uwypuklić, a nie „wciskać” wykonawcę w swoją wizję, niezależnie od jego temperamentu, talentu czy jego wizji. To jakby wciskać kogoś na siłę w uszyty garnitur - on nie zawsze będzie pasował. Maestro Biondi kroił na miarę możliwości zespołów, zarówno orkiestry, jak i chóru - a możliwości te były bardzo duże. Wiem, że także jemu wspaniale się pracowało z naszymi muzykami, zarówno w czasie koncertów, jak i prób.

Jak wyglądały te próby?

- Przyznam, że z panem Biondim mieliśmy… jedną próbę, w Hiszpanii. Wprawdzie zamierzał do Polski przyjechać, ale niestety to się nie udało. Cała praca przygotowawcza spoczywała więc na moich barkach. Na szczęście nasze wizje się zgadzały. Porozumiewaliśmy się telefonicznie, omawialiśmy aspekty wykonawcze, więc kiedy się spotkaliśmy, nasze oczekiwania były dosyć klarowne.

Maestro zaproponował wersję dublińską słynnego oratorium. Czym ona się różni od tej bardziej znanej - londyńskiej? Gdańska i madrycka publiczność mogły czuć się zaskoczone?

- Różnice są bardzo niewielkie. Dotyczą na przykład instrumentacji - niektórych instrumentów nie ma w wersji dublińskiej. Pewne części są krótsze, w londyńskiej wersji zostały bardziej rozbudowane. Ale to różnice minimalne, tak przynajmniej twierdzą muzycy i muzykolodzy. To, na co musimy zwrócić uwagę przy dublińskiej wersji, to nie kwestia instrumentacji, części utworu czy miejsca, w którym były wykonywane. Przede wszystkim chodzi tu o nastrój koncertu. Irlandia tradycyjnie czerpała z filozofii rzymsko-katolickiej, i do dzisiaj taka jest, natomiast Anglia jest porewolucyjna, jeżeli chodzi o sprawę religii. Ta atmosfera w dublińskiej wersji, sposób przedstawienia i skomponowania utworu miał więc charakter bardziej rzymski - tak jak muzyka włoska. Dlatego mówi się, że to oratorium jest zupełnie inne od pozostałych, które pisał Händel, nie mówiąc o oratoriach Jana Sebastiana Bacha, które są bardzo protestanckie. Tutaj muzyka jest bardziej operowa i tryskająca życiem południowym, włoskim, bez protestanckiego ascetyzmu. Ta wersja jest bardziej radosna, choć są oczywiście części nacechowane smutkiem - w końcu mamy do czynienia z biblijnym opisem nadejścia Mesjasza, jego życiem, śmiercią, zmartwychwstaniem i ponownym przyjściem na ziemię.

Koncert w Centrum św. Jana, który odbył się 14 grudnia 2017 r., był pierwszym występem Polskiego Chóru Kameralnego na Actus Humanus. Jaką pozycję ma dziś ten festiwal?

- Wszystkie koncerty, które odbywają się w jego ramach, stoją na najwyższym poziomie. To festiwal, który ma rangę absolutnie europejską, a nawet światową. To zasługa m.in. zapraszanych wykonawców, ale i miejsc, w których odbywają się koncerty. Możemy poszczycić się w Gdańsku przepięknymi wnętrzami, sakralnymi i nie tylko - bo Dwór Artusa czy nasze ratusze także mają swoje niepowtarzalne walory. Może nie mamy wspaniałej sali koncertowej ze szlachetną akustyką, ale na pewno jest w Gdańsku gdzie koncertować.

Agata Olszewska (0)
www.gdansk.pl
agata.olszewska@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Agata Olszewska (0)
www.gdansk.pl
agata.olszewska@gdansk.pl
więcej tekstów autora