Uczniowie przychodzą i odchodzą. A ten teatr zawsze jest

Od jasełek z Agnieszką Chylińską do przedstawienia „Dziadów”, które okazały się najlepsze w Polsce. Członkowie „Ósemkowego Teatru Jeszcze Bez Nazwy” z gdańskiego liceum opowiadają o początkach działalności w latach 90., o spektaklu, który był zbyt mocny, żeby wygrać konkurs oraz o marzeniach.

Uczniowie przychodzą i odchodzą. A ten teatr zawsze jest
A
A
data publikacji: 27 marca 2016 r.

- Nie jesteśmy odbierani jako coś poważnego, bo nie zajmujemy się matematyką ani fizyką, które w tej szkole są najbardziej cenione
- Nie jesteśmy odbierani jako coś poważnego, bo nie zajmujemy się matematyką ani fizyką, które w tej szkole są najbardziej cenione
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

O „Ósemkowym Teatrze Jeszcze Bez Nazwy”, działającym w VIII Liceum Ogólnokształcącym im. Komisji Edukacji Narodowej w Gdańsku zrobiło się głośno po wygranej w konkursie organizowanym przez Telewizję Polską. W marcu 2016 roku zajął pierwsze miejsce na III Ogólnopolskim Przeglądzie Uczniowskich Zespołów Teatralnych. To największy sukces teatru od 25. lat.


Nie od razu był to teatr

Beata Bohdziewicz-Sulecka kieruje teatrem od samego początku.

- Nie od razu to był teatr. Jako wychowawczyni dostałam klasę, o której się mówi „trudna”. Zgłosiłam ją wtedy do projektu teatralnego, organizowanego przez Gdańskie Centrum Kultury. Przez tydzień przychodzili do nas ludzie, którzy prowadzili warsztaty teatralne, a później sami przygotowaliśmy spektakl - wspomina.

Uczniom ten pomysł się spodobał i szkoła wzięła udział w projekcie w następnym roku.

- Widziałam, że to jest ważne dla młodzieży, dlatego starałam się dalej prowadzić taką grupę teatralną. Była z nami Agnieszka Chylińska, wtedy uczennica naszego liceum. Grała, śpiewała, pisała teksty. Cały czas robiliśmy coś związanego z teatrem - mówi nauczycielka.

Przez ponad dwadzieścia lat grupa zdobywała doświadczenie, biorąc na warsztat mniejsze formy. Przygotowywała przedstawienia z okazji szkolnych uroczystości, przede wszystkim jasełka. Ale trzy lata temu zaczęła działać bardziej intensywnie. Wystawiła pierwszą poważną, prawie godzinną, sztukę według współczesnego dramatu Ewy Madeyskiej - „Zgaga”.

Zdaniem pani Beaty to był przełom.

- Ta sztuka bardzo się tu, w szkole spodobała. Jest mocna. Opowiada o trudnych relacjach w rodzinie. Na jeden z konkursów, na który ją zgłosiliśmy, nie dostaliśmy się. Marzena Nieczuja-Urbańska (aktorka Teatru Wybrzeże w Gdańsku - przyp. red.) powiedziała nam potem, że to było zbyt mocne, jak na teatr szkolny. Rzeczywiście, sztuka zrobiła duże wrażenie na wszystkich w szkole. Bardzo nas wspierał dyrektor Romuald Cichocki, który w okresie studenckim sam był aktorem. To nas podbudowało. No i się zaczęło.
 

Beata Bohdziewicz-Sulecka kieruje teatrem od samego początku
Beata Bohdziewicz-Sulecka kieruje teatrem od samego początku
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Niedoceniani - pierdoła, głupota

Po tamtym spektaklu „Ósemkowy Teatr” zaczął zgłaszać się do konkursów. W 2015 roku dostał się do projektu „Teatralny Pasjans”, organizowanego przez Gdański Teatr Szekspirowski. To właśnie wtedy, pod opieką Marzeny Nieczuji-Urbańskiej grupa przygotowała „Dziady, cz. II” według Adama Mickiewicza, z którymi wystartowała do konkursu organizowanego przez TVP.

Efekty współpracy przerosły najśmielsze oczekiwania: zdobyli pierwszą nagrodę. Uczniowie nie kryją zadowolenia. I mówią, że konkurencja nie miała szans.

- Nie odgrzaliśmy tekstu lektury, tak, jak mam wrażenie, że zrobiły to inne teatry. Zabawiliśmy się nim. Stworzyliśmy jeden wielki obrzęd i naprawdę poczuliśmy, że w nim jesteśmy. Wyróżnialiśmy się tym. Wygraliśmy obiektywnie, decyzją jury, dlatego tym bardziej ten spektakl ma dla nas wielkie znaczenie - mówi uczennica Ewa Platt.

Uczniowie-aktorzy przyznają jednak, że szkoła nie zareagowała tak entuzjastycznie, jakby chcieli. Bo choć uczniowie gratulowali, nauczyciele już niekoniecznie.

- W społeczności „ósemki” dotychczas nasz teatr był postrzegany tylko jako zajęcia pozalekcyjne. Nazywano nas pierdołą, głupotą. Zmagaliśmy się z tym, żeby otrzymać od szkoły środki na przykład na transport. Nie jesteśmy odbierani jako coś poważnego, bo nie zajmujemy się matematyką, ani fizyką, które w tej szkole są najbardziej cenione - zaznacza Platt. - Uczniowie nas lubią, ale dla nauczycieli jesteśmy grupą awangardowych artystów, którzy wymyślili sobie, żeby coś zrobić. Ale tą wygraną udowodniliśmy, że nie jesteśmy jakimś tam malutkim, nic nieznaczącym teatrzykiem szkolnym.

- Jestem w klasie matematyczno-fizycznej, w której takie sukcesy humanistyczne nie są za bardzo doceniane. Chociaż ostatnio nasz wychowawca kazał naszej klasie „reprezentować jakiś poziom kultury, bo mamy tutaj ludzi, którzy wygrywają konkursy teatralne” .Więc można powiedzieć, że nas troszkę doceniono - dodaje uczennica Magda Krasucka.


Potrzeby - maszyna do dymu, żaluzje

Za pierwsze miejsce w konkursie TVP S.A. teatr otrzymał 15 tysięcy złotych nagrody na technologiczne wsparcie i wyposażenie VIII LO w Gdańsku. Pieniądze z wygranej wpłynęły na konto szkoły, ale z wyraźnym zaleceniem, że są na potrzeby teatru. A te są niemałe.

- Wiadomo, jak jest z finansami w szkole publicznej. Jest problem z papierem ksero, a co dopiero mówić o reflektorze, który potrafi kosztować kilkadziesiąt tysięcy. Dlatego jak tylko dowiedzieliśmy się, że dostaniemy nagrodę finansową, zaczęliśmy marzyć, co za to kupimy. Mamy piękną aulę, ale nie mamy podstawowych rzeczy. W trakcie gali konkursowej wspominałam o tym, że nie mamy profesjonalnego oświetlenia. Dużo rzeczy jest potrzebnych: maszyna do dymu, mikroporty, laptop, bo w przedstawieniach zaczęliśmy wykorzystywać elementy filmu - wylicza Beata Bohdziewicz-Sulecka. - Przydałoby się zaciemnienie do auli, takie z prawdziwego zdarzenia, czyli czarne żaluzje, żeby można było operować światłem. Nie wiem, czy starczy na to pieniędzy, ale myślę, że parę rzeczy uda nam się zakupić.


Marzenia - noblista na scenę

Większość uczniów, która przygotowywała „Dziady” kończy w tym roku swoją przygodę z liceum. W maju zdadzą matury i opuszczą mury szkoły. Ale Bohdziewicz-Sulecka zapewnia, że teatr nie przestanie działać. I ma już ambitne plany na przyszłość.

- Marzę o „Dżumie” Alberta Camusa. Ale nie chcę jeszcze o tym mówić, żeby nie zapeszać. Mamy już z grupą teatralną pewne pomysły, jak to pokazać. O brak aktorów się nie martwię, przychodzą do nas uczniowie z pierwszych klas. Szkoda, że maturzyści odchodzą. Śmiejemy się, że może powinniśmy ich oblać, żeby zostali z nami na przyszły rok. Chciałabym, żeby ta współpraca trwała. Ale taka jest specyfika szkoły, uczniowie przychodzą tu na trzy lata i odchodzą. A ten teatr zawsze tutaj jest.


Czytaj więcej:

„Dziady”, jak marzenie. Teatralny sukces liceum w Gdańsku

Agata Olszewska (0)
www.gdansk.pl
agata.olszewska@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Agata Olszewska (0)
www.gdansk.pl
agata.olszewska@gdansk.pl
więcej tekstów autora