Organy w kościele Św. Trójcy brzmią w pełni po 10 latach odbudowy. ROZMOWA

Odbudowa XVII-wiecznych organów we franciszkańskim kościele Św. Trójcy w Gdańsku trwała dekadę. W niedzielę, 3 czerwca 2018 r. odbyła się uroczysta inauguracja i poświęcenie instrumentu. O niezwykłym projekcie społecznej odbudowy zabytkowych organów opowiada o. Tomasz Jank rektor kościoła Św. Trójcy.

Organy w kościele Św. Trójcy brzmią w pełni po 10 latach odbudowy. ROZMOWA
A
A
data publikacji: 31 maja 2018 r.
O. Tomasz Jank gwardian klasztoru i rektor franciszkańskiego kościoła św. Trójcy w Gdańsku i
O. Tomasz Jank gwardian klasztoru i rektor franciszkańskiego kościoła św. Trójcy w Gdańsku i
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Izabela Biała: Jakie są najważniejsze daty w procesie odbudowy organów Mertena Friese w kościele Św. Trójcy?

O. Tomasz Jank: - Fizycznie prace rozpoczęły się w 2008 r., ale można też wskazać etapy wcześniejsze, jak moment gdy w 2003 r. zaczęto ściągać z poddasza kościoła elementy przechowywanych tam szaf i prospektów. W kolejnych latach trwała żmudna inwentaryzacja, by rozpoznać dokładnie co posiadamy.

Organy wyobrażamy sobie jako całość, a tu potrzebne jest rozbicie na dwa elementy. Pierwszy z nich to substancja zabytkowa, czyli szafa organowa z prospektami, drugi to sam instrument, który ocalał w formie szczątkowej. Jeśli chodzi o szafę i prospekty, mamy w nich dziś ok. 65 proc. oryginalnej substancji. Reszta to wierna rekonstrukcja. W formie zewnętrznej więc mamy do czynienia z autentycznym zabytkiem, do którego konserwatorzy i my, jako Franciszkanie, podeszliśmy z należytym szacunkiem. Odbudowa tej “skorupy” rozpoczęła się rzeczywiście w 2008 od włożenia belek konstrukcji nośnej, których teraz nie widać, ponieważ są obudowane. A później to już tylko rosło.

Rozumiem, że historia odbudowy sięga znacznie głębiej w czasie?

- Oczywiście myślano o tym od dawna. Zniszczenia II wojny światowej, które doprowadziły do zdewastowania większość miasta, dotknęły również naszego kościoła. Choć jako bryła ocalał jako jeden z nielicznych w mieście, prezbiterium było roztrzaskane, jego sklepienia były zerwane. Po wojnie między prezbiterium a głównym korpusem wyrosła duża ściana, która do 2003 r. oddzielała obie przestrzenie. Przejście między nimi także było zamurowane. Nie można więc było myśleć o odbudowie instrumentu w oryginalnym miejscu i formie, bo nie zgadzało się otoczenie.

XVII.wieczne organy Mertena Friese w Kościele Świętej Trójcy w przededniu inauguracji. Po lewej z przodu pozytyw tylny, za nim w głębi, bezpośrednio na ścianie szafa główna; po prawej prospekt pedałowy
XVII.wieczne organy Mertena Friese w Kościele Świętej Trójcy w przededniu inauguracji. Po lewej z przodu pozytyw tylny, za nim w głębi, bezpośrednio na ścianie szafa główna; po prawej prospekt pedałowy
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl


Proszę przypomnieć wojenne i powojenne losy organów.

- Gdyby organy w czasie wojny pozostały na swoim miejscu, to byśmy ich dziś nie oglądali, bo spłonęłyby razem z więźbą dachu prezbiterium. Wywieziono je stąd w 1944 r. Zabytki ruchome z gdańskich kościołów gotyckich tej klasy co Święta Trójca były ewakuowane, wywożone z Gdańska. Demontowano poszczególne elementy, inwentaryzowano i pakowano w skrzynie. Zachowała się kapitalna dokumentacja zdjęciowa i rysunkowa z lat 1943 - 1944, dzięki której byliśmy w stanie dokładnie odtworzyć każdy detal. Po wojnie 90 proc. elementów organów była składowana na poddaszu naszego kościoła, reszta w pracowni konserwatorskiej w Oliwie. Część była rozkradziona, część udało się jednak odzyskać.

Drewniana `skorupa` organów w gdańskim kościele Św. Trójcy w 65 proc. składa się z oryginalnej substancji, piszczałki (2441 sztuk!) są nowe
Drewniana `skorupa` organów w gdańskim kościele Św. Trójcy w 65 proc. składa się z oryginalnej substancji, piszczałki (2441 sztuk!) są nowe
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl


Mieliście jako zakon wystarczającą ilość środków, żeby rozpocząć realizację?

- Nie mieliśmy. Takie prace zaczyna się z marzeniami o zakończeniu. Ich rozpoczęcie było konsekwencją prac, jakie prowadziliśmy w kościele od 2003 r.: rozbiórka wspomnianej ściany, remont dachów i okien, a później odrestaurowanie tych zabytków, które wymagały prac konserwatorskich w pierwszym rzędzie. Konserwację przeszły stalle, epitafia z prezbiterium i ołtarze. A później przyszła po prostu kolej na organy. To było ogromne wyzwanie. Kapitalnie się te prace zamknęły, bo w 2018 r. obchodzimy 400-lecie budowy instrumentu.

Dlaczego proces odbudowy rozciągnął się na dziesięć lat?

- Patrząc na obiekt od strony konserwatorskiej, to musiało trwać. Pośpiech byłby absolutnie niewskazany, a poza tym gromadzenie funduszy odbywało się stopniowo. Myślę, że gdybyśmy od razu zdobyli wszystkie pieniądze i odbudowali instrument, wiele byśmy stracili w sensie społecznym. Uspołecznienie tematu to niezwykle ważny czynnik. Te uciułane przez lata pieniądze: przynoszone darowizny - od najdrobniejszych do najwyższych oraz większe środki z różnych źródeł finansowania, sprawiają, że z tym instrumentem identyfikuje się cała masa ludzi. Nie tylko w Gdańsku i nie tylko w Polsce. To daje nadzieję, że ludzie będą tu przychodzili na mszę świętą i koncerty z sentymentem, że będą traktowały to miejsce jako swoje. Myślę, że tak musiało być, bo takiej klasy zabytkowy instrument odbudowuje się nie tylko po to, żeby go odbudować, to byłaby trochę fanaberia.

Ktoś kiedyś zapytał naszego prowincjała, czy nam się to opłaca. Pod względem materialnym oczywiście nie, ale wymiar tej odbudowy istnieje w zupełnie innej przestrzeni, tej duchowej, gdzie oddajemy kościołowi, miastu i kulturze wysokiej klasy zabytek. Nie traktujemy go jako swój, chcemy żeby służył ludziom, oczywiście zachowując charakter przestrzeni sakralnej.

Anioły - instrumentaliści na szczycie prospektu pedałowego organów w kościele Św. Trójcy w Gdańsku
Anioły - instrumentaliści na szczycie prospektu pedałowego organów w kościele Św. Trójcy w Gdańsku
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl


Wracając do samych prac. Konserwatorskie były chyba trudniejsze niż odtworzenie piszczałek organowych?

- Trochę tak, choć nie można tego tak prosto porównać. Ogłosiliśmy międzynarodowy konkurs na odbudowanie instrumentu. Uznaliśmy, że skoro mamy tak kapitalną substancję zabytkową i niewiele tak starych instrumentów się w Polsce zachowało (Merten Friese budował organy w latach 1616 - 1618), trzeba do tego podejść z należytym pietyzmem.

Oczywiście, przy tak dużym obiekcie i przy tylu brakujących elementach potrzebowaliśmy kapitalnych fachowców. I tak się stało, bo prace przy odbudowie organów otrzymały już kilka nagród. Ostatecznie zadanie przypadło gdańskim Pracowniom Konserwatorskim DART. Jeden z właścicieli firmy, pan Jacek Dyżewski okazał się wielkim pasjonatem odbudowy. Godzinami siedział przy komputerze, sam szukał różnych elementów, odwiedzał różne zakamarki, żeby jeszcze do czegoś dotrzeć.

Każdy zabytkowy element został uszanowany, a mieliśmy kilka, a może nawet kilkanaście tysięcy drobnych, małych fragmencików. To było pokruszone, połamane, złożone w skrzyniach i w workach. Kto pamięta ten zdefragmentowany instrument z 2008 r. doskonale wie, o czym mówię. Pan Jacek nie tylko poświęcił mnóstwo czasu na konserwację i ewentualne rekonstrukcje, ale na rzeczowe podejście, rozpoznanie każdego fragmentu, gdzie było jego miejsce, z pomocą wspomnianych zdjęć i rysunków.

O. Tomasz Jank: - Kto pamięta zdefragmentowany instrument z 2008 r. doskonale wie, o czym mówię (fotografia z 2008 r.)
O. Tomasz Jank: - Kto pamięta zdefragmentowany instrument z 2008 r. doskonale wie, o czym mówię (fotografia z 2008 r.)
archiwum o. Tomasza Janka


Ojciec sam jest konserwatorem z zawodu, prawda? Angażował się ojciec “manualnie” w prace?

- Po części jestem konserwatorem, ale przede wszystkim jestem wykształconym malarzem i grafikiem. Moja zaangażowanie w sensie fizycznym ograniczało się do przenoszenie w tę i z powrotem poszczególnych elementów, natomiast mam pojęcie o tym, co robili tu konserwatorzy i malarze, mniej znam się na muzyce.

Kolorystyka instrumentu, który dziś oglądamy wynika z zachowanych fragmentów?

- Tak, mimo wszystko wiele z nich zachowało się w dobrym stanie i właściwie w całości. Dzięki temu mieliśmy materiał poglądowy. Wiedzieliśmy dokładnie jak to odtworzyć, konserwatorzy nie wróżyli tu z fusów. Na podstawie fotografii i analogii odtworzyli w zasadzie wszystko.

A sam instrument? Jak powstawał?

- Mając takiej klasy zabytkowe prospekty i szafy organowe uznaliśmy, że potrzeba wnętrza które będzie adekwatne do jakości “zewnętrznej skorupy”. Z pomocą pana dr. hab. Andrzeja Szadejki, organisty z Akademii Muzycznej w Gdańsku, ogłosiliśmy międzynarodowy konkurs na wybór wykonawcy. W komisji zasiadło wiele światowych autorytetów. Wybraliśmy najlepszą chyba pracę konkursową, organmistrza Kristiana Wegscheidera z Drezna. Oczywiście odbudowa szafy zewnętrznej i prospektów współgrać musiała z odbudową samego instrumentu. Od początku była gwarancja, że będziemy mieć instrument wysokiej klasy i zdaje się, że rzeczywiście tak jest.

O. Tomasz Jank: - Mieliśmy kilka, a może nawet kilkanaście tysięcy drobnych, małych fragmencików. To było pokruszone, połamane, złożone w skrzyniach i w workach... (fotografia z 2008 r.)
O. Tomasz Jank: - Mieliśmy kilka, a może nawet kilkanaście tysięcy drobnych, małych fragmencików. To było pokruszone, połamane, złożone w skrzyniach i w workach... (fotografia z 2008 r.)
Archiwum o. Tomasza Janka


Odbudowane organy Mertena Friese to chyba dobra szkoła dla szeroko pojętych znawców tematu...

- Myślę, że niejedna mądra głowa pochyli się nad brzmieniem samego instrumentu i jego oprawą. Muzycy, muzykolodzy, badacze muzyki dawnej i historycy sztuki będą mieli tu co robić, bo to spory materiał badawczy. Nawet od strony ikonograficznej żeby rozpoznać, dlaczego akurat takie ozdoby się pojawiły, dlaczego reprezentowana jest taka, a nie inna ikonografia.

Co na dzisiaj możemy powiedzieć o symbolice organów?

- Częściowo jest znana. Są tu sceny biblijne, które jesteśmy w stanie rozpoznać, cztery żywioły u dołu tylnego pozytywu (z niem. Rückpositiv, dla widza znajduje się z przodu instrumentu, ale organista, siedząc we wnętrzu ma go za plecami, stąd nazwa - red.) czy spersonifikowane pory roku pod prospektem pedałowym. Tutaj też, w głębi, rozpoznamy konkretne instrumenty. Trzeba pamiętać, że te organy budowali protestanci w wydaniu kalwińskim, a później, po przejęciu kościoła rozbudowywali je już luteranie. Zatem mamy do czynienia z ornamentyką i ikonografią protestancką. Warto o tym pamiętać, choć jest to wszystko symbolika chrześcijańska, że to był konkretny przekaz wspólnoty, która opowiadała o swojej wizji Ewangelii i chrześcijaństwa. My to oczywiście przejmujemy, bo ta ikonografia jak najbardziej mieści się w tym co my, jako katolicy, myślimy i mówimy. Są tu jeszcze ornamenty manierystyczne, ściśle związane z epoką, w której powstały organy, np. formy okuciowe. Styk manieryzmu z barokiem, który rozpoczynał się w XVII wieku, jest tu szalenie istotny. Elementy nie są przypadkowe, spotkamy je także w innych gdańskich zabytkach z tamtej epoki i szerzej - w miastach hanzeatyckich i na północy Europy.

Wizualnie organy w kościele Św. Trójcy to styk manieryzmu i baroku
Wizualnie organy w kościele Św. Trójcy to styk manieryzmu i baroku
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl


Niedziela, 3 czerwca to dzień, w którym przyjdzie zainaugurować i poświęcić odbudowany instrument. Czy każdy chętny może uczestniczyć w uroczystościach?

- Trudno wyznaczać limit gości na poświęceniu, kościół to żywy organizm. Oczywiście wysłaliśmy zaproszenia patronom, czy innym osobom, które powinny się tu pojawić, m.in. władzom miasta, przedstawicielom ministerstwa kultury czy władz konserwatorskich i oczywiście także darczyńcom. Jeśli przyjdzie “cały kościół”, czy nawet więcej ludzi, nie mamy na to wpływu. W kościele jest liturgia, nie wyznacza się biletów na mszę świętą.

Jaki jest scenariusz tego wielkiego dnia?

- W południe odbędzie się msza święta dziękczynna, w której dziękujemy za wszystkich dobroczyńców, darczyńców, za wszystkich którzy nam pomagali i budowali instrument. O godz. 15.30 będzie symboliczne odsłonięcie i poświęcenie organów, w czasie krótkiego nabożeństwa. A później przemówienia, podziękowania i koncert inauguracyjny. W tygodniu odbędzie się biletowany festiwal ORGANy PLUS+ organizowany przez Stowarzyszenie Przyjaciół Kościoła Św. Trójcy “Dziedziniec.”

Festiwale organowe organizowane przez Stowarzyszenie odbywają się w kościele Św. Trójcy już od kilku lat. Dotąd słuchacze nie poznali jednak pełnego brzmienia instrumentu. Czy właśnie w niedzielę po raz pierwszy poznamy je “w całości”?

- Sądzę, że Andrzej Szadejko, który wraz z zespołem wystąpi w niedzielę, tak przygotował program by wydobyć pełnię dźwięków. Chociaż gdy wyobrazimy sobie, że mamy tu do czynienia z 45 głosami, że piszczałek jest 2441, a możliwości barwowych jest nieskończona właściwie ilość, to pewnie jednak nie wszystko.

Ile kosztowała odbudowa organów?

- Konserwacja szafy i budowa instrumentu kosztowała około siedem milionów złotych. Nie licząc pobocznych wydatków, np. na rusztowania, noclegi organmistrzów, transporty, obsługę księgową itp.

Ilu darczyńców włożyło swoje serce w sfinansowanie tych prac?

- W całości pewnie kilka tysięcy. Natomiast patronów, takich wprost z imienia i nazwiska, częściowo znajdziemy na tablicy pod organami, jest ponad pół tysiąca, ale jest też sporo takich, którzy prosili o anonimowość. Wiele osób wpłacało też swój 1 proc. podatku za pośrednictwem Stowarzyszenia Przyjaciół Kościoła Świętej Trójcy „Dziedziniec”.

Tablica znajdująca się pod organami z imionami i nazwiskami patronów i darczyńców - wielu pozostaje anonimowych na własne życzenie
Tablica znajdująca się pod organami z imionami i nazwiskami patronów i darczyńców - wielu pozostaje anonimowych na własne życzenie
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl



Dlaczego zdecydował się ojciec na umieszczenie takiej tablicy?

- Zależało mi na takiej formie uspołecznienia projektu, żeby było widać, że za całą pracą stoją konkretne osoby. Wiem, że ludzie różnie na to patrzą. Studiowałem w Krakowie i do dziś został mi w sercu moment wejścia na Wawel, kiedy ujrzałem tablicę z nazwiskami darczyńców, którzy wsparli renowację siedziby królów. Choć większość tych nazwisk nic mi nie mówiła, ujęło mnie to.

Tablica pod organami sprawia, że nie jest to tylko instrument, ale cała historia. I ta piękna, czasu odbudowy, i ta tragiczna związana z II wojną światową. Kiedy ktoś za sto lat spojrzy na nią, będzie wiedział, że nie tylko Franciszkanie odbudowali organy, że stał za tym cały zastęp ludzi, i władze miasta, i ministerstwo kultury, i firmy. Jesteśmy ogromnie wdzięczni za każdą darowiznę, która zasiliła budżet odbudowy organów.

To wspaniałe, że możemy mieć dziś do czynienia z takim mecenatem, który jest bardzo szeroki, rozbudowany. Zbyt mocno przyzwyczajamy się do tego, że gdzieś tam “unia coś funduje”. Wtedy jest to anonimowe i mało osób chyba czuje się za to odpowiedzialne. Tutaj ta odpowiedzialność rozkłada się na niezliczoną liczbę osób.


Czytaj także:

Odbudowa organów z kościoła Św. Trójcy wchodzi w kolejny etap. Czy uda się zakończyć prace?