PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE
Niech pani już nie krzyczy! Helena Turk walczy o seniorów
Niech pani już nie krzyczy! Helena Turk walczy o seniorów
Gdyby gdańscy seniorzy mieli mieć swojego rzecznika, to na pewno byłaby nim Helena Turk. - Gdzie diabeł nie może, tam Helena wszystko załatwi - mówią o niej znajomi.

Helena Turk, szefowa i motor napędowy Klubu Seniora „Motława”.
Helena Turk, szefowa i motor napędowy Klubu Seniora „Motława”.
Grzegorz Mehring

 

Poznałyśmy się na Facebooku. Na żywo spotykamy się po raz pierwszy podczas coczwartkowego spotkania Klubu Seniora „Motława” w Instytucie Kultury Miejskiej przy Długim Targu w Gdańsku. W środku ponad 50 osób. Pani Helena z mikrofonem w ręku odczytuje komunikaty: że bilety na mecz Euro Polska - Serbia są do odbioru, że można się jeszcze zapisywać na wielkanocną wycieczkę do Jastrzębiej Góry, w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej czekają wejściówki na koncert z okazji Dnia Babci i Dziadka, a w MOPR przy Dyrekcyjnej 5 zaczęły się bezpłatne dyżury prawne…

Wśród znajomych na Facebooku niewielu mam znajomych po sześćdziesiątce. Po siedemdziesiątce - chyba tylko panią Helenę. Ale ani na oko, ani na ucho nie widać i nie słychać jej wieku. Ta kobieta jest wulkanem energii.

 

Za dzieckiem na czerwony kontynent

- Często słyszę: „Pani Heleno, niech pani już nie krzyczy! Załatwię to pani!” - śmieje się moja nowa znajoma. - Faktycznie, gdy ktoś nie uznaje oczywistych argumentów, chyba bezwiednie podnoszę głos. Mam wrażenie, że w Polsce to najlepszy sposób na załatwienie sprawy. W urzędach w Australii było to dużo łatwiejsze.

Z australijskiego czerwonego kontynentu wróciła niedawno, pięć lat temu. Z Polski wyjechała w 1981 roku, w okresie tzw. emigracji solidarnościowej.

- Nad Wisłę docierały informacje, że w wielu krajach zachodniej Europy otwarto obozy dla uchodźców z Polski, m.in. w Austrii czy Niemczech - wspomina początek lat 80. pani Helena. - Przyjmowały nas nawet dość hermetyczne Kanada, Stany Zjednoczone i Australia.

Wyjazd za granicę w tamtych czasach to nie była prosta sprawa. Paszporty Polaków formalnie przechowywane były w biurach paszportowych, ale de facto dysponowała nimi peerelowska policja polityczna, znana pod nazwą Służby Bezpieczeństwa. By otrzymać dokument, trzeba było mieć dobre uzasadnienie.

- Znalazłam sposób: wykupiłam trzydniową wycieczkę do Bratysławy i Wiednia - streszcza często wówczas stosowany fortel. - W Bratysławie musieliśmy zostawić w hotelu wszystkie bagaże. Na wycieczkę do Wiednia można było zabrać tylko podręczne drobiazgi. Z torebką w ręce wsiadłam do autokaru. W Wiedniu kierowca pojechał prosto do gmachu policji, gdzie cała nasza wycieczka poprosiła o azyl.

„Turystów” Austriacy przetransportowali do ośrodka dla uchodźców w Traiskirchen, gdzie czekali na wyjazd do krajów docelowych. Helena Turk wybrała Australię, gdzie była już jej córka. Mąż miał dołączyć później. Nigdy się już nie spotkali.

- Jadąc samochodem po Hucisku, źle się poczuł. Wjechał na chodnik przed ówczesnym Klubem Studentów Wybrzeża Żak, stał tam taki półokrągły pawilonik. Nikt nie zareagował. Mąż zmarł w samochodzie na zawał - w głosie Heleny przez chwilę słychać smutek i tęsknotę.

Każde spotkanie w IKM zaczyna się od odczytania ogłoszeń.
Każde spotkanie w IKM zaczyna się od odczytania ogłoszeń.
Jerzy Pinkas

 

Robal w każdej szafie

W Australii mieszkała 30 lat.

- Po przejściu na emeryturę postanowiliśmy z moim drugim mężem wyjechać do Polski, do mojego rodzinnego miasta nad Motławą. Pięć lat temu po prostu spakowaliśmy manatki i zostawiliśmy za sobą wszystkie robale.

Owady są koszmarem, który do dziś budzi w niej dreszcz obrzydzenia. Swój australijski jednorodzinny dom poddawali dezynsekcji raz w miesiącu. Do dzisiaj filiżankę wyjętą z kredensu natychmiast podstawia pod kran. To odruch - nigdy nie wiadomo, czy nie zadomowił się w niej jakiś jadowity pająk albo skorpion.

Z negatywnych aspektów życia w Australii pani Helena wymienia jeszcze… powietrze.

- Jest tam bardzo gorąco i bardzo wilgotno. Dosłownie po kilku sekundach od wyjścia z domu ubrania przylepiają się do ciała - wspomina. - Dla ludzi w moim i męża wieku to bardzo uciążliwe.

Jej mężem jest Martin, Słoweniec.

- Poznaliśmy się na potańcówce w Domu Polskim w Brisbane. Najpierw wysłał kolegę, Polaka, by ten zaprosił mnie do tańca, sam nie miał odwagi - panią Helenę nadal bawi to wspomnienie. - Zresztą, trudno było nam się na początku dogadać. Ja mówiłam po polsku, po angielsku jeszcze słabo. On po angielsku i słoweńsku. Ale te bariery szybko pękły, łatwo odnaleźliśmy i wspólny język, i wspólne spojrzenie na życie.

Wspólnie też postanowili życie na emeryturze przenieść do Gdańska.

Co czwartek gościny klubowi udziela Instytut Kultury Miejskiej.
Co czwartek gościny klubowi udziela Instytut Kultury Miejskiej.
Jerzy Pinkas

 

Miejsca ciągle mało

- Brisbane i Gdańsk różni nie tylko fauna, położenie i klimat. Ludzie są życzliwi i tu, i tam, ale w Australii życie jest zdecydowanie łatwiejsze, a urzędnicy wiedzą, że ich praca to służba społeczeństwu i miasto jest całkowicie otwarte na swoich obywateli - mówi. - Ale emeryt australijski wcale nie ma lekko. Utrzymanie domu jest drogie, a emerytury zupełnie przeciętne. I też, jak w Polsce, są długie kolejki do lekarzy specjalistów.

Gdy już trochę zadomowili się w Gdańsku, wulkan energii ruszył do gdańskiego magistratu zapytać o najbliższy klub seniora.

- Nie było ani najbliższego, ani nawet dalszego - wspomina swoją wizytę w Urzędzie Miejskim pięć lat temu. - Dowiedziałam się, że seniorzy ze Śródmieścia spotykają się od czasu do czasu w Galerii za Murami, gdzie gościny udziela im Stowarzyszenie Nadbałtyckie Plastyków im. Mariana Mokwy.

Początkowo nie działo się tam zbyt wiele. Grupka gdańszczan - około 20 osób - spotykała się na pogaduchach przy kawie czy herbacie. Jednak z czasem zaczęło ich przybywać, aż galeria zrobiła się za ciasna. Z pomocą przyszły Rada Dzielnicy Śródmieście i Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk”, które miały wówczas wspólną siedzibę przy ul. św. Ducha. Radni i członkowie stowarzyszenia pomagali seniorom zadomowić się w Śródmieściu, a Helena Turk postanowiła poruszyć niebo i ziemię, by znaleźć w swoim ukochanym Gdańsku własne lokum dla klubu. Oczywiście, że jej się udało! Miasto wyremontowało niewielki (około 50 mkw.) lokal przy Ogarnej, udostępniony przez Fundację Gdańską, a Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” oficjalnie wzięło Klub Seniora „Motława” pod swoje skrzydła. Uroczyste otwarcie nastąpiło w grudniu 2014 r.

- Nareszcie mieliśmy swoją siedzibę! - cieszy się pani Helena i zaraz poważnie dodaje: - Ale już jest za mała!

Krystyna Tylman, Helena Turk i Irmina Golińska w siedzibie klubu seniora przy Ogarnej.
Krystyna Tylman, Helena Turk i Irmina Golińska w siedzibie klubu seniora przy Ogarnej.
archiwum

 

Nie wyciągamy ręki po pomoc, bo chcemy pomagać

Po pięciu latach pod wodzą Heleny Turk KS „Motława” rozrósł się z 20 osób do ponad 70. Nie zmieściliby się w siedzibie klubu, dlatego od kilku miesięcy spotykają się raz w tygodniu w Instytucie Kultury Miejskiej przy Długim Targu.

- My nie potrzebujemy wsparcia ani pomocy – podkreśla przewodnicząca KS Motława. - Sami chcemy dawać.

I przytacza dane zaczerpnięte z Otwartego Gdańska: w 2014 roku w grodzie nad Motławą mieszka ponad 117 tys. osób w wieku powyżej 60 lat - to więcej niż jedna czwarta ogółu mieszkańców (prawie 461,5 tys.). Tylko 12 tys. seniorów potrzebuje codziennej pomocy osoby trzeciej, a drugie 12 tys. potrzebuje tej pomocy doraźnie.

- Reszta to ludzie aktywni, których ogromna część nie zamierza spędzać całych dni na kanapach przed telewizorem! - podkreśla przewodnicząca KS Motława. - Jak pani myśli, dlaczego co czwartek na naszych spotkaniach pojawia się nie pięć osób, a siedemdziesiąt? Bo chcemy działać! Ja jestem tylko po to, żeby te działania ukierunkować!

I kierunkuje. Organizuje pikniki i wycieczki, mobilizuje do udziału w Szlachetnej Paczce, do Rady Dzielnicy Śródmieście składa wnioski o dofinansowanie, stara się o granty. To do niej zwracają się osoby, które nagle znalazły się w trudnej sytuacji życiowej.

- Gdzie diabeł nie może, tam Helena wszystko załatwi - mówi z pełnym przekonaniem jej klubowa koleżanka Krystyna Tylman, emerytowana pani architekt.

Jedną z ostatnich spraw, które załatwiła Helena Turk, było znalezienie miejsca w zakładzie opiekuńczo-leczniczym dla ojca znajomej, którą Krystyna spotkała niedawno na ulicy. Znajoma była zapłakana, jej tatę dotknął jeden z trudniejszych symptomów starości – agresywne zachowania. Córka - też już niemłoda - nie dawała sobie rady.

- I nasza Helenka poszła, gdzie trzeba, i załatwiła, co trzeba - mówi z dumą o koleżance Irmina Golińska, która - podobnie jak pani Krystyna – należy do „starej gwardii”, jeszcze z czasów działań przy ulicy Za Murami. Przed emeryturą była ordynatorem w szpitalu reumatologicznym im. dr Jadwigi Titz-Kosko w Sopocie.

- Nic bym nie załatwiła, gdyby nie życzliwe osoby z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie - oponuje pani Helena. - Jest tam wiele dobrych dusz, a wśród nich Monika Ostrowska i Monika Grochulska. Zawsze szybko reagują na wszelkie kłopoty, z którymi do nich przychodzę, i zawsze mogę na nie liczyć!

Fotoreporter portalu gdansk.pl przyłapany przy pracy.
Fotoreporter portalu gdansk.pl przyłapany przy pracy.
Jerzy Pinkas

 

Co by tu jeszcze zdziałać…

Energia Heleny Turk jest zaraźliwa. Członkowie klubu sami co rusz występują z kolejnymi inicjatywami. Seniorki wydziergały kilkadziesiąt biało-czerwonych szalików i kotylionów, które rozdały uczestnikom Parady Niepodległości. Fundacji Hospicyjnej „Hospicjum to też życie” przekazały kilkadziesiąt kordonkowych ozdób choinkowych. Stworzyły grupę wokalną Mieszczki Gdańskie. - Nasze śpiewaczki same uszyły sobie suknie, w których występują. Nawet gdyby zabrakło im zdolności wokalnych, wyglądają tak pięknie i stylowo, że można by im wybaczyć brakii w talencie - śmieje się pani Helena.

Mieszczki mają próby przy Ogarnej, we wtorki. W środy spotykają się miłośniczki rękodzieła. W poniedziałki seniorzy urządzają sobie wycieczki z przewodnikiem po gdańskich zakamarkach. W piątki, w gościnnym Gimnazjum nr 8 przy Żabim Kruku, pani Iwona prowadzi dla nich gimnastykę rehabilitacyjną.

Co jeszcze wymyśli Helena Turk?

Marzy jej się gdańskie Centrum Seniora z prawdziwego zdarzenia. Takie, jak Centrum Aktywności Seniora w Gdyni.

- W ubiegłym roku Gdynia trafiła nawet do „Złotej Księgi Dobrych Praktyk na rzecz Społecznego Uczestnictwa Osób Starszych” - mówi z uznaniem przewodnicząca KS „Motława”. Rzecznik Praw Obywatelskich docenił miasto „za realizację polityki senioralnej opartej na czterech filarach: aktywizacji, partycypacji, dialogu międzypokoleniowym i opiece. Doceniono także zastosowanie podejścia partycypacyjnego, które wzmacnia i buduje postawy obywatelskie wśród seniorów.  Seniorzy zostali tutaj potraktowani jako eksperci od swoich spraw”.

Helena Turk chciałaby, żeby w Gdańsku powstała rada seniorów. Deklarację, że doprowadzi do utworzenia takiej rady w Gdańsku, złożyła podczas pierwszego posiedzenia Obywatelskiego Parlamentu Seniorów, które 1 października 2015 r. odbyło się w gmachu Sejmu w Warszawie. Co prawda, została poproszona o udział w pracach Rady ds. Seniorów przy prezydencie miasta, jednak tworzą ją w większości ludzie poniżej albo w okolicach czterdziestki.

- Uważam, że potrzeby seniorów najlepiej znają... seniorzy - w głosie pani Heleny słychać nutkę ironii. - Byłoby dobrze, gdyby w każdej dzielnicy, na przykład przy radach dzielnicowych, pojawiło się parę aktywnych osób w starszym wieku. Mogłyby mieć głos doradczy, rozeznawać potrzeby i bolączki seniorów mieszkających na Przymorzu czy w Górkach Zachodnich, podpowiadać rozwiązania.

Jej działalność i oddanie sprawom innych doceniła kapituła Nagrody Prezydenta Gdańska im. Lecha Bądkowskiego. W lutym 2015 roku z rąk prezydenta Pawła Adamowicza odebrała nagrodę i tytuł Gdańskiego Społecznika Roku. Ci, którzy ją znają, są pewni, że Helena nie osiądzie na laurach i na działalności w Klubie Seniora „Motława” też nie poprzestanie...