PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

„Lepiej siedzieć w łódce” - mistrz olimpijski Adam Korol o pracy komentatora sportowego

„Lepiej siedzieć w łódce” - mistrz olimpijski Adam Korol o pracy komentatora sportowego
Gościem programu „Wszystkie Strony Miasta” był wioślarski mistrz olimpijski Adam Korol. Naszego gościa pytaliśmy nie tylko o sportowe szczegóły jego kariery, ale też o atmosferę igrzysk, codzienne życie sportowca i o pracę komentatora sportowego w telewizji Eurosport.
Igrzyska Olimpijskie Pekin 2008. Czwórka podwójna mężczyzn, która zdobyła złoty medal: (od lewej) Konrad Wasielewski, Marek Kolbowicz, Michał Jeliński, Adam Korol
Igrzyska Olimpijskie Pekin 2008. Czwórka podwójna mężczyzn, która zdobyła złoty medal: (od lewej) Konrad Wasielewski, Marek Kolbowicz, Michał Jeliński, Adam Korol
źródło: Wikipedia/Rumcas


Sportowe początki

Adam Korol to rodowity gdańszczanin. Pracuje obecnie jako dyrektor Biura Prezydenta Gdańska ds. Sportu, ale mieszkańcy miasta znają go przede wszystkim jako mistrza olimpijskiego. Wraz z kolegami z wioślarskiej czwórki podwójnej zdobył złoty medal na igrzyskach w Pekinie w 2008 r. Poza tym aż czterokrotnie zdobywał mistrzostwo świata, raz był mistrzem Europy (o srebrnych i brązowych medalach nie wspominając). Podobnie przez wiele lat święcił triumfy w regatach Pucharu Świata.


Początki drogi sportowej, jak przyznaje nasz mistrz, były związane z kontynuacją rodzinnych tradycji.

- I mój tata, i moja mama trenowali wioślarstwo, najpierw w klubie Gedania, potem w klubie Stoczniowiec, do którego też ja trafiłem bardzo, bardzo dawno temu. Ten klub później zmienił nazwę na Drakkar. Później, jak już zdałem maturę i dostałem się na studia na Akademię Wychowania Fizycznego i Sportu, przeniosłem się do klubu AZS AWFiS Gdańsk. Moja cała kariera seniorska przebiegała w tym klubie - wspomina Adam Korol.


Magia igrzysk olimpijskich

Igrzysk olimpijskich - jak przyznaje nasz mistrz - nie da się porównać z innymi zawodami. To coś wyjątkowego, a start na nich to marzenie każdego sportowca i nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przesady.

- Każdego roku w przypadku wioślarstwa możemy startować na mistrzostwach świata czy mistrzostwach Europy, ale przychodzą igrzyska olimpijskie raz na cztery lata i stają się cuda, bo igrzyska olimpijskie mają w sobie taką magię, którą jest trudno wytłumaczyć. Przekonują się o tym zawodnicy, którzy trafią na te zawody. Przede wszystkim jedziemy na igrzyska jako wspólna polska reprezentacja. Zawsze, jak jeździmy na przykład na mistrzostwa świata, to każda dyscyplina ma swoje zawody gdzieś indziej, każda zamyka się we własnym gronie, a tu jesteśmy jedną, wielką polską ekipą. Śpimy razem w jednym bloku, bo tak z reguły jest na igrzyskach. Jemy razem wszyscy na stołówce, wspólnie przeżywamy starty swoich kolegów, kibicujemy sobie nawzajem - mówi Adam Korol. - Chociaż jak spojrzeć na to z boku, ścigamy się na tym samym dystansie, jest tyle samo torów, z tymi samymi przeciwnikami, których widzimy na mistrzostwach świata, jednak coś w człowieku się wyzwala, jakaś dodatkowa energia, jakaś dodatkowa moc i wiosłuje się trochę inaczej na igrzyskach niż na mistrzostwach świata. To jest coś niesamowitego.

Dwaj gdańscy mistrzowie olimpijscy z Pekinu. Po lewej Leszek Blanik, gimnastyk i Adam Korol podczas akcji wsparcia dla WOŚP
Dwaj gdańscy mistrzowie olimpijscy z Pekinu. Po lewej Leszek Blanik, gimnastyk i Adam Korol podczas akcji wsparcia dla WOŚP
źródło: Facebook/Adam Korol


Mistrz wioślarski przyznaje, że były też w jego karierze momenty trudne, kiedy na przykład na igrzyskach w Atenach medal olimpijski wymknął mu się z rąk. Stanął wówczas wraz z kolegami przed trudną decyzją, czy kontynuować czy zakończyć karierę. Zdecydowali się przygotować do startu w Pekinie i wywalczyli złoto. Wyczynowe uprawianie sportu nie jest możliwe - przyznaje Adam Korol - bez wsparcia rodziny.

- Można wytrzymać rok, dwa, trzy, ale my trenowaliśmy dużo dłużej, a niestety każdy rok wygląda tak samo. Czy to jest sezon olimpijski, czy to jest sezon przygotowawczy do mistrzostw świata, te godziny treningowe musimy wypracować, musimy „wypływać kilometry”. Nie wszystko da się zrobić w Polsce. Dużo czasu spędzaliśmy za granicą, czy to pływając w Portugalii, czy przybywając w górach na treningach wysokogórskich - mówi Adam Korol.

Emocje komentatora

Adam Korol po zakończeniu kariery sportowej wciąż był i jest aktywny. Od 2016 roku jest prezesem Pomorskiej Federacji Sportu. Wykładał na AWFiS. Był posłem na Sejm. Pełnił nawet funkcję ministra sportu i turystyki. Teraz, podczas igrzysk w Tokio, został przez telewizję Eurosport zaproszony do komentowania wioślarskiej rywalizacji. Właśnie wówczas był świadkiem pierwszego polskiego medalu w Tokio, zdobytego przez żeńską wioślarską czwórkę podwójną.

Julia Michalska-Płotkowiak i Adam Korol na stanowisku komentatorskim Eurosportu
Julia Michalska-Płotkowiak i Adam Korol na stanowisku komentatorskim Eurosportu
źródło: Facebook/Adam Korol


- Bardzo chciałem spróbować się jako komentator. Miałem wielką przyjemność komentować igrzyska z Julią Michalską-Płotkowiak, również medalistką olimpijską z dwójki podwójnej w Londynie i z panem Grzegorzem Pajdo, doświadczonym komentatorem. To było nowe wyzwanie, nowa przygoda i nauka. Jak było widać na załączonym filmie, z pohamowaniem emocji było bardzo trudno. W ogóle ten dzień finałów był dla mnie i dla Julii, którzy jesteśmy bardzo emocjonalnie związani ze wszystkimi zawodnikami, którzy tam startowali, bardzo trudny. Nie wiedziałem, że mogą mną jeszcze targać takie emocje. Nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić w ciągu dnia. Czy mam iść spać, czy mam siedzieć, czy mam chodzić? Rano poszedłem i wiosłowałem, potem poszedłem biegać. Nie wiedziałem, co jeszcze zrobić, żeby już doczekać do godziny startu. Komentowaliśmy od 12-ej w nocy do 5-ej rano i przez ten cały dzień oka nie zmrużyłem, następnego dnia też nie zmrużyłem oka - opowiada nasz rozmówca. - Zastanawiałem się, czy lepiej siedzieć w łódce i mieć na coś wpływ, czy komentować i nie mieć na nic wpływu. Lepiej siedzieć w łódce i mieć wpływ na wynik. Od nas kibiców i komentatorów nic nie zależy. Możemy tylko obserwować.

Powrót wioślarzy z Tokio do Polski. Nz. Katarzyna Zillmann, srebrna medalistka z czwórki podwójnej i Adam Korol
Powrót wioślarzy z Tokio do Polski. Nz. Katarzyna Zillmann, srebrna medalistka z czwórki podwójnej i Adam Korol
źródło: Facebook/Kazia Zillmann


Adam Korol za swoje osiągnięcia został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w 2010 roku Miasto Gdańsk uhonorowało go Medalem św. Wojciecha za wybitne zasługi sportowe rozsławiające Gdańsk w świecie. Otrzymał też „Za Zasługi dla Województwa Pomorskiego”, a gwiazda z jego nazwiskiem zdobi Aleję Gwiazd w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Cetniewie. Angażuje się w liczne akcje i inicjatywy charytatywne.

Zobacz cały program:

 
oprac. MWwww.gdansk.plredakcja@gdansk.pl