Portal Miasta Gdańska
PL | EN | DE

Kradną w Szadółkach? Donos do prezydenta, ministra i posła

Ze śmieci, jakie trafiają do Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku Szadółkach, wykradane są na dużą skalę surowce wtórne. Tak przynajmniej wynika z anonimowego donosu, który wysłano do prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro i posła PiS, Andrzeja Jaworskiego. ZUT zapewnia, że to bzdury.

Kradną w Szadółkach? Donos do prezydenta, ministra i posła
A
A
data publikacji: 22 lutego 2016 r.

Przez taśmociąg w sortowni ZUT przechodzą tak wielkie ilości odpadów, że surowce wtórne, których nie wychwycą pracownicy...
Przez taśmociąg w sortowni ZUT przechodzą tak wielkie ilości odpadów, że surowce wtórne, których nie wychwycą pracownicy...
Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

Anonim zaczyna się słowami: “Jako pracownicy jesteśmy zaniepokojeni sytuacją w naszym zakładzie, która zaistniała po wydaniu przetargu przez firmę Kolor Złom Jan Kruk”.

- Powiem szczerze, że trudno uwierzyć, by naprawdę stali za tym przedstawiciele naszej załogi, ponieważ oni lepiej się orientują w jaki sposób Zakład funkcjonuje - mówi Cyprian Maciejewski, rzecznik prasowy ZUT. - Tymczasem anonim obnaża niewiedzę w zakresie wywoływanego tematu. Jesteśmy transparentni, nasz Zakład jest gotowy poddać się wszelkim kontrolom.

(całą rozmowę z Cyprianem Maciejewskim publikujemy na końcu tekstu).


Ze stali, miedzi i plastiku

Według autorów lub autora donosu, firma Kolor Złom Jan Kruk w lipcu 2015 r. wygrała przetarg, na podstawie którego miała odzyskiwać odpady drewnopochodne w postaci płyt meblowych.

Cytujemy: “W rzeczywistości samochody dowoziły firmie Kolor Złom Jan Kruk (na terenie Zakładu Utylizacyjnego) różnego rodzaju odpady. Pracownicy firmy Kolor Złom Jan Kruk wybierali wartościowe odpady w rodzaju złomu stalowego, miedzianego i innego, przedmioty plastikowe, worki plastikowe i wywozili ten towar swoim samochodem z terenu Zakładu Utylizacyjnego”.

... lądują w hałdach wysypiska i są praktycznie nie do odzyskania.
... lądują w hałdach wysypiska i są praktycznie nie do odzyskania.
Jerzy Pinkas

I dalej: “Obecnie pracownicy firmy Kolor Złom Jan Kruk pracują (a czego zgodnie z treścią przetargu nr 3429753 nie wolno im czynić, ponieważ przedmiot tego przetargu absolutnie im na to nie pozwala) na terenie obiektu zwanego “nadawą”, gdzie wykonują te same czynności, które wykonywali na placu, czyli wybierają towar, który im odpowiada i go wywożą z terenu Zakładu Utylizacyjnego. Konsekwencją tej sytuacji jest ewidentna strata dla naszego zakładu, ponieważ śmieci przekazywane taśmociągami z “nadawy” do dalszej segregacji przez pracowników Zakładu Utylizacyjnego są pozbawione najcenniejszych składników”.

Na pytanie czym jest “nadawa”, Cyprian Maciejewski odpowiada: - Chodzi o halę wyładowczą przy sortowni ZUT. Nadawa to początek linii technologicznej tej sortowni. Miejsce, gdzie odpady z ciężarówek i śmieciarek są wysypywane, przejmowane przez taśmociągi, które przenoszą je do sortowni.


W niepokojącej sprawie

Z treści anonimu wynika, że pracownicy firmy Kolor Złom Jan Kruk mogą “tylko i wyłącznie, samodzielnie bez pomocy sprzętu, instalacji technologicznych, pojazdów i pracowników Zakładu Utylizacyjnego, sukcesywnie odbierać odpady drewnopochodne w postaci płyt meblowych określonych w przetargu nr 3429753”.

Zdaniem autora/autorów anonimu sytuacja ta “naraża spółkę miejską na straty, na rzecz zysków zewnętrznej firmy”.

Całość kończy się prośbą o interwencję w “tej niepokojącej sprawie”. Anonim, datowany na 5 lutego 2016 r. zaadresowano do prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza i przesłano do wiadomości ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro oraz gdańskiego posła PiS, Andrzeja Jaworskiego.


ROZMOWA Z CYPRIANEM MACIEJEWSKIM, RZECZNIKIEM PRASOWYM ZUT W GDAŃSKU:

Cyprian Maciejewski, rzecznik ZUT.
Cyprian Maciejewski, rzecznik ZUT.
Monika Łapińska-Kopiejć

Roman Daszczyński: Istnieje podejrzenie, że z Zakładu w Szadółkach wykradane są najcenniejsze surowce wtórne. Tracić ma na tym miasto Gdańsk, a korzystać prywatna spółka, która podpisała z ZUT umowę na odbiór materiałów drewnopochodnych, ale podobno wywozi co się da: złom żelazny, metale kolorowe, plastik…

Cyprian Maciejewski: - Przywołuje Pan informacje z anonimowego donosu?


Tak, z donosu, który został wysłany do odpowiednich instytucji, które mogą to zbadać.

- Dyrekcja Zakładu zna już ten temat, bo Urząd Miejski w Gdańsku zażądał wyjaśnień w sprawie opisanego, rzekomego procederu.


I jakie są wnioski?

- To zwykłe nieporozumienie. Surowce wtórne są wybierane i wywożone m.in. przez przywoływaną firmę prywatną - to prawda, ale z tą różnicą, że dzieje się to legalnie i pod pełną kontrolą naszej spółki. Być może ktoś, kto kierował się obywatelską troską o dobro wspólne, zgłosił w ten sposób swoje podejrzenia, ale zrobił to na podstawie szczątkowych informacji i wyciągnął z nich wyjątkowo błędne wnioski. Ten anonim jest podpisany “Pracownicy zakładu”. Powiem szczerze, że trudno uwierzyć, by naprawdę stali za tym przedstawiciele naszej załogi, ponieważ oni lepiej się orientują w jaki sposób Zakład funkcjonuje. Tymczasem anonim obnaża niewiedzę w zakresie wywoływanego tematu.


Na przykład?

- Najpoważniejszy błąd to przekonanie autora, że istnieje jedna umowa z opisywaną prywatną firmą - na odbiór materiałów drewnopochodnych, głównie w postaci płyt. Umowy na tzw. outsourcing pracowniczy są jednak dwie i ta druga wyjaśnia dlaczego firma, która uzupełnia pracę naszej stałej załogi, również wybiera inne surowce wtórne. Oczywiście, szeregowy pracownik ZUT ma prawo nie znać umów podpisywanych przez zakład. Zna jednak na pewno podstawowe zasady działania naszego przedsiębiorstwa, o których autor anonimu najwyraźniej nie ma pojęcia. Otóż wszystko, co wjeżdża na teren Zakładu i z niego wyjeżdża jest dokładnie ważone, opisywane i ewidencjonowane. Nasz system odnotowuje wszystkie pojazdy i ich ładunek z dokładnością do sekundy i kilograma. Po prostu nie ma możliwości wykradania znaczących ilości surowców wtórnych.


Ludzie są pomysłowi, zawsze da się coś ukraść…

- Nie mówię o tym, co można wynieść z Zakładu w kieszeni albo reklamówce, choć to też mało prawdopodobne. W anonimie jest mowa o znaczących stratach ponoszonych przez zakład, ponieważ surowce wywożone są pojazdami.


Ciężarówką pewnie też da się coś wywieźć.

- Chodzi właśnie o to, że nie. Każda ciężarówka, która wjeżdża na teren Zakładu musi najpierw stanąć na specjalnej wadze, gdzie jest dokładnie ważona, wprowadzona do systemu, wpuszczone przez naszego pracownika. Przy wyjeździe dzieje się to samo. Nie ma miejsca na oszustwo, a na pewno nie ma miejsca na oszustwo, które powodowałoby znaczące straty spółki i miasta. Wszystko jest dokładnie ewidencjonowane. Prócz tego dysponujemy zapisem z kamer monitoringu. Zakład jest gotowy poddać się wszelkim kontrolom, by potwierdzić te fakty. Zresztą, takie zakłady jak nasz, są z definicji bardzo często kontrolowane. Sugerowany w liście problem nie istnieje.


Dlaczego ZUT, który ma własnych pracowników, wpuszcza jeszcze na swój teren prywatną firmę?

- Na to też jest prosta odpowiedź. Po pierwsze, podkreślam, że praktykujemy to od dłuższego czasu, jest to działanie korzystne dla Zakładu oraz jego właściciela i dlatego w ostatnim czasie liczba pracowników zewnętrznych nawet wzrosła - do około 20, przy kilkuset pracownikach naszej stałej załogi. Warto sobie uzmysłowić, że z przyczyn obiektywnych, technicznych, nie da się w 100% odzyskać wszystkich surowców z odpadów komunalnych. Tak więc cała praca, najpierw segregujących odpady mieszkańców, potem już w sortowni - maszyn, urządzeń, naszej załogi oraz pracowników zewnętrznych ma de facto prowadzić do tego, aby strata surowców była jak najmniejsza. A innymi słowy: ich odzysk jak najwyższy. Ilość odpadów, które przechodzą przez instalację sortowni jest tak wielka, że potrzeba nam więcej rąk do pracy. Przepisy środowiskowe Unii Europejskiej wymagają, by odzyskanych surowców było z roku na rok więcej. Zaangażowanie do tych prac prywatnej firmy czy też prowadzona współpraca z agencją pracy tymczasowej nie zwiększają kosztów, a umożliwiają większą efektywność i przynoszą korzyści w kilku wymiarach.


Naprawdę jest tak, że ludzie zatrudniani przez ZUT sami nie mogą sobie z tym poradzić?

- Mówimy o wielkich ilościach odpadów komunalnych. Jesteśmy jednym z największych zakładów zagospodarowania odpadów w kraju. Już mieszkańcy wykonują dla nas cenną pracę, ponieważ sami wstępnie segregują surowce i wyrzucają do kolorowych pojemników. Cała reszta, czyli odpady "suche", "mokre" i "zmieszane", przywożona jest do sortowni, gdzie znajduje się skomplikowana instalacja. Linie technologiczne pracują w dni powszednie praktycznie całą dobę. Upraszczając - najpierw odpady przechodzą przez różne urządzenia, separatory, a następnie w kabinach sortowni przy taśmach surowce wybierane są jeszcze ręcznie - także całodobowo. To trudna, ale bardzo potrzebna praca. Masa odpadów jest tak potężna, że nie ma możliwości by daną partię odpadów przepuścić drugi czy trzeci raz przez sortownię. Jeśli więc jakiś surowiec wtórny zostanie przegapiony przez maszyny i przy taśmociągach, to już przepadł. Sytuacja jest więc taka, że im więcej rąk do pracy, tym lepiej. ZUT zatrudnia w sumie 300 osób na umowę o pracę i mimo wszystko to jest za mało. Zaangażowanie prywatnej spółki okazało się strzałem w dziesiątkę. Ilość odzyskiwanych surowców do recyklingu znacząco wzrosła. A to jest nasz cel numer jeden - ekologia.


W tym anonimie nie ma nawet 10 procent prawdy?

- Powtarzam, wszelkie prace prowadzone na terenie Zakładu w ramach odzysku surowców są formalnie uregulowane i pod stałym nadzorem. Nielegalne wywożenie surowców z zakładu w znaczących ilościach jest niewykonalne. Jeśli ktoś chciał zdyskredytować naszą spółkę, to była to nadzwyczaj nieudana próba. Jeśli przejawia się w tym donosie jedynie obywatelska troska, czego przecież nie można wykluczyć, to mam nadzieję, że autor poczuje ulgę. Wielka szkoda tylko, że przed anonimem nie poprosił po prostu Zakładu o wyjaśnienia w tej sprawie. Odpowiedzielibyśmy szybko i dokładnie. Każdego, kto chciałby lepiej zrozumieć jak działa nasz zakład i przy okazji otrzymać parę praktycznych porad na temat segregowania odpadów zapraszam do umówienia się na zwiedzanie. W zeszłym roku odwiedziło nas kilkaset osób. Przypominam też, że mieszkańcy Gdańska wiele nietypowych odpadów, np. zużyte opony czy sprzęt elektroniczny, mogą oddawać w zakładzie bezpłatnie. Wtedy też osobiście można się przekonać jakie obowiązują u nas procedury.
Roman Daszczyński (0)
www.gdansk.pl
roman.daszczynski@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Roman Daszczyński (0)
www.gdansk.pl
roman.daszczynski@gdansk.pl
więcej tekstów autora