Kasa wsiąkła, MOPR zerwał umowę. Co z problemem?

Bez wynagrodzenia za wrzesień zostało blisko 50 opiekunek, które obsługują chorych i niepełnosprawnych gdańszczan w miejscu zamieszkania. Wszystko z powodu nieprawidłowości finansowych w stowarzyszeniu, przez które były zatrudniane. 120 podopiecznych mogło zostać bez opieki. Dyrekcja Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie zdołała już opanować sytuację.

Kasa wsiąkła, MOPR zerwał umowę. Co z problemem?
A
A
data publikacji: 29 października 2015 r.

Katarzyna Biesek
Katarzyna Biesek
Jerzy Pinkas

Praca ciężka, a one nie zarabiają kokosów. Stawka - ledwie 10 zł z groszami za godzinę. Gdy dowiedziały się, że nie dostaną wypłaty za wrzesień, niejednej z bezsilności stanęły łzy w oczach.

Katarzyna Biesek mieszka na Toruńskiej. Jest jedną z tych opiekunek, które straciły najwięcej: 1622 zł.

- Mam trzech podopiecznych, na Olszynce i Przeróbce - mówi. - Od roku pracuję bez wolnych sobót i niedziel. Bez tych pieniędzy nie miałabym z czego żyć. Moi podopieczni beze mnie nie byliby w stanie funkcjonować. Piotr to cukrzyk z posocznicą i schizofrenią paranoidalną, ma 70 lat. Bernard jest po prostu trochę szurnięty, też ma siedemdziesiątkę na karku, lubi się przebrać za żołnierza i tak paradować po ulicy. Najgorzej jest z Andrzejem, choć ma tylko 62 lata. On w ogóle nie wstaje z łóżka, ma nieruchome stawy biodrowe. Całą trójkę odwiedzam codziennie w ich domach. Trzeba posprzątać, zrobić zakupy, coś do jedzenia. Jakoś zadbać o ich higienę.

Gdy Katarzyna Biesek usłyszała, że nie dostanie pieniędzy za wrzesień, od razu pomyślała o opłatach. Co będzie, jeśli wyłączą jej komórkę? Internet i kablówkę pewnie też straci. Co będzie jadła? Skąd weźmie paliwo do swojego wysłużonego auta marki Tico, którym dojeżdża do podopiecznych? Bez tego samochodziku nie dałaby rady podołać obowiązkom.

Inna gdańszczanka, Barbara Maciorowska jako opiekunka zarobiła dużo mniej - ledwie 670 zł - ale bez tych pieniędzy też nie jest w stanie związać końca z końcem.

- Mam pod opieką trzy osoby na Chełmie, dwie z nich nie wychodzą z domu - opowiada. - Dorabiam tak, bo jestem na wcześniejszej emeryturze i pieniążków brakuje. Muszę zapłacić za czynsz 570 zł, teraz nie będę miała z czego. Nie wiem za co mnie to spotkało...

Barbara Maciorowska
Barbara Maciorowska
Jerzy Pinkas

 

Wzruszała ramionami

Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w Gdańsku ma pod opieką około tysiąca osób w miejscach ich zamieszkania. Najbardziej racjonalne rozwiązanie, by sobie z tym poradzić? Znaleźć firmy lub podmioty, które potrafią wykonywać tego typu zadania. I oczywiście kontrolować jakość ich działania.

Jednym z tych podmiotów jest Stowarzyszenie Krokus, którego szefowa zatrudniła 50 opiekunek do obsługi 120, a nawet 150 podopiecznych. Współpraca trwała od stycznia 2015 r., jakość usług była przyzwoita, wszystko szło zgodnie z planem. Jednak w ostatnich miesiącach kontrolerzy MOPR zauważyli nieprawidłowości w rozliczeniach finansowych.

Chodzi o niemałe pieniądze, bowiem Stowarzyszenie Krokus otrzymuje na swoją działalność rocznie 900 tys. zł ze środków publicznych. Pieniądze wpłacane są transzami, na każdy kolejny miesiąc z góry.

Gdański MOPR właśnie wypowiedział Krokusowi umowę, która miała trwać do końca przyszłego roku. Powodów zerwania współpracy jest kilka: składanie nieprawdziwych rozliczeń kwartalnych, zaległości wobec ZUS na kwotę ok. 180 tys. zł, brak wypłaty wynagrodzenia opiekunkom. Co się działo z pieniędzmi? Kontrolerzy MOPR zwrócili uwagę na fikcyjne koszty. Wynagrodzenie dla prezes stowarzyszenia za przeprowadzenie szkolenia dla opiekunek wyniosło ponad 8 tys. zł, Córka pani prezes została fikcyjnie zatrudniona przez mamę jako koordynator usług, przy czym pobierała dwa razy większą wypłatę niż inne pracownicę na takim samym stanowisku. Zawyżano koszty np. przelewów bankowych.

Gdy MOPR wezwał prezeskę Krokus-a do złożenia wyjaśnień, ta oświadczyła, że pomimo otrzymania należnej dotacji od gdańskiego samorządu nie ma środków ani na wypłatę wynagrodzeń opiekunkom za wrzesień, ani na zapłatę zaległości wobec ZUS. Szczęśliwie MOPR zdążył wstrzymać wypłatę 65 tys. zł z transzy na październik.

Prezeska Krokusa na pytania urzędników odpowiadała głównie "nie wiem" lub wzruszeniem ramion. Zapewniła, że spłaci wszystko, jak tylko weźmie kredyt i sprzeda samochód. Powiedziała, że z dotacji na styczeń br opłaciła zobowiązania za rok 2014 r.

MOPR dał prezesce Krokusa czas do 16 listopada - jeśli do tego dnia nie spłaci zobowiązań, o sprawie zawiadomiona będzie prokuratura.

Kryzysowe spotkanie z opiekunkami w siedzibie Gdańskiej Spółdzielni Socjalnej w Nowym Porcie.
Kryzysowe spotkanie z opiekunkami w siedzibie Gdańskiej Spółdzielni Socjalnej w Nowym Porcie.
Jerzy Pinkas

 

Za co mają przeżyć?

Blisko 120 chorych i niepełnosprawnych gdańszczan zostałoby bez opieki, ale MOPR błyskawicznie znalazł nowy podmiot, który może przejąć obowiązki Krokusa. Jest to dobrze funkcjonująca Gdańska Spółdzielnia Socjalna z siedzibą w Nowym Porcie, na ul. Solec 4.

W środę zaproszono tam pokrzywdzone opiekunki, by omówić zasady dalszej współpracy. Przyszły prawie wszystkie.

- Co będzie z naszymi pieniędzmi za wrzesień? - zapytała jedna z nich.

- Musi wam je wypłacić pani prezes Krokusa, która dostała ultimatum - odparła Marlena Jasnoch, wicedyrektor MOPR. - Jeśli tego nie zrobi, sprawę skierujemy do prokuratury, a wy będziecie musiały od niej dochodzić tych pieniędzy. Innej drogi nie ma. Oddajemy do waszej dyspozycji naszego prawnika, jeśli ktoś potrzebuje, może skorzystać z pomocy psychologa.

- A za co mamy przeżyć?

- Możecie otrzymać jednorazową zapomogę - wyjaśniła wicedyrektor. - Trzeba tylko wypełnić przygotowany wniosek. Nie są to może duże pieniądze, ale pomogą przeżyć.

Wysokość takiej zapomogi to maksymalnie 500 zł, zwykle jest to jednak kwota w granicach 200-300 zł.

Szefowa Gdańskiej Spółdzielni Socjalnej, Katarzyna Littwin, zaproponowała pomoc w razie kłopotów z komornikiem: - Jeśli jest taka sytuacja w waszym życiu, dajcie znać. Mamy kontakt z komornikami, można coś wskórać.

Opiekunki podpisały umowy na dalszą pracę w ramach Gdańskiej Spółdzielni Socjalnej. Podopieczni nie zostaną bez pomocy.

- I całe szczęście - Katarzyna Biesek nie ukrywa ulgi. - Jeden z moich podopiecznych już dzwonił przed chwilą. Pytał dlaczego mnie nie ma.

Roman Daszczyński (0)
www.gdansk.pl
roman.daszczynski@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Roman Daszczyński (0)
www.gdansk.pl
roman.daszczynski@gdansk.pl
więcej tekstów autora