Portal Miasta Gdańska
PL | EN | DE

Jan Uphagen byłby z nich dumny. Nagrody Miasta Gdańska dla Młodych Naukowców wręczone

Archeolog Wacław Kulczykowski i informatyk Adrian Bekasiewicz to laureaci Nagrody Miasta Gdańska dla Młodych Naukowców za 2016 r. Pierwszy z nich to archeolog z zacięciem do gier komputerowych i wykopalisk on-line; badania drugiego będą mieć duże znaczenie w rozwoju sieci telefonii komórkowej w krajach rozwijających się.

Jan Uphagen byłby z nich dumny. Nagrody Miasta Gdańska dla Młodych Naukowców wręczone
A
A
data publikacji: 10 lutego 2017 r.

Laureaci tegorocznej nagrody Uphagena. Od lewej: Wacław Kulczykowski - archeolog i Adrian Bekasiewicz - informatyk
Laureaci tegorocznej nagrody Uphagena. Od lewej: Wacław Kulczykowski - archeolog i Adrian Bekasiewicz - informatyk
fot. Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Patronem wręczanej już po raz 16 nagrody dla młodych gdańskich naukowców (do 30 roku życia) jest Jan Uphagen - XVIII. wieczny gdański kupiec, rajca, historyk i bibliofil. Uroczystość wręczenia dwóm laureatom statuetek i nagród finansowych (po 7 tys. zł brutto) odbyła się 10 lutego 2017 r. - oczywiście w Domu Uphagena przy ul. Długiej (w tym samym, w którym patron nagrody zgromadził niegdyś imponującą bibliotekę liczącą 14 tys. woluminów)

Wyróżnieni młodzi naukowcy to Wacław Kulczykowski - archeolog z Uniwersytetu Gdańskiego (kategoria nauk humanistycznych i społecznych) oraz Adrian Bekasiewicz z Wydziału Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki Politechniki Gdańskiej (w kategorii nauk ścisłych i przyrodniczych).

Pierwszy z nich doceniony został “za prace wykopaliskowe, dokumentacyjne, rewitalizacyjne oraz za działalność związaną z ratowaniem zabytków i wprowadzanie nowatorskich metod pracy w archeologii”.

Drugi znalazł uznanie jurorów jako projektant układów mikrofalowych i antenowych, a konkretnie - twórca technik pozwalających na przyspieszenie tego projektowania.

Rozmowy z laureatami i ich sylwetki prezentujemy poniżej


W uroczystości wzięli udział m.in. marszałek senatu Bogdan Borusewicz, wiceprezydent Gdańska Piotr Kowalczuk i dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Gdańska Waldemar Ossowski (Dom Uphagena, w którym odbyła się uroczystość jest odziałem MHMG) oraz oczywiście rodziny i przyjaciele laureatów
W uroczystości wzięli udział m.in. marszałek senatu Bogdan Borusewicz, wiceprezydent Gdańska Piotr Kowalczuk i dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Gdańska Waldemar Ossowski (Dom Uphagena, w którym odbyła się uroczystość jest odziałem MHMG) oraz oczywiście rodziny i przyjaciele laureatów
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

- Cieszę się, że mogę dziś pogratulować tym, którzy angażując się intensywnie w pracę naukową, rozsławiają nasze miasto na arenie międzynarodowej - powiedział Piotr Kowalczuk, z-ca prezydenta Gdańska wręczając młodym badaczom statuetki “Uphagenów”. - Nagrody imienia: Heweliusza dla doświadczonych naukowców, Uphagena dla młodych badaczy i Fahrenheita dla gdańszczan studiujących za granicą to trzy filary mecenatu miasta w rozwój nauki. Chcemy przypominać w ten sposób, co jest najważniejsze w rozwoju współczesnej metropolii.

Kandydatury do nagrody im. Jana Uphagena zgłaszać mogą rektorzy gdańskich uczelni, przewodniczący Gdańskiego Towarzystwa Naukowego, członkowie Polskiej Akademii Nauk w Gdańsku, członkowie Stacji Naukowej PAN w Gdańsku oraz prezydent Gdańska. Wnioskodawcy przedstawiają sylwetki młodych badaczy, które następnie rozpatruje Kapituła Nagrody. Zasiadają w niej prezes Gdańskiego Towarzystwa Naukowego prof. Jerzy Błażejowski, prof. Janusz Limon - prezes Oddziału Polskiej Akademii Nauk w Gdańsku, prorektorzy do spraw nauki wszystkich publicznych wyższych uczelni Gdańska oraz jeden przedstawiciel uczelni niepublicznych. Miasto Gdańsk reprezentowała w tym roku Barbara Frydrych (zastępczyni dyrektora Biura Prezydenta Miasta Gdańska ds. Kultury).

ROZMOWA Z WACŁAWEM KULCZYKOWSKIM

Wacław Kulczykowski - laureat nagrody im. Uphagena`2016 w kategorii nauk humanistycznych i społecznych
Wacław Kulczykowski - laureat nagrody im. Uphagena`2016 w kategorii nauk humanistycznych i społecznych
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Rocznik 1988, doktorant Wydziału Historycznego Uniwersytetu Gdańskiego. Swoją pracę doktorską poświęci średniowiecznym systemom zaopatrywania miast w wodę i historycznych obiektów hydrotechnicznych na terenie Pomorza Gdańskiego oraz dawnych Prus Wschodnich.

Jest autorem 9 artykułów oraz 4 rozdziałów w monografiach naukowych pisanych w języku polskim i angielskim, a także uczestnikiem licznych ekspedycji archeologicznych (kilka razy im przewodził). Wykonał m.in. opracowanie historyczne badań archeologiczno-architektonicznych prowadzonych w obrębie Fortu Carré w Twierdzy Wisłoujście. Aktywnie brał udział w organizacji 40 wydarzeń popularyzujących naukę. Wykonawca i kierownik wielu projektów naukowych z dziedziny archeologii.


Izabela Biała: Jak się Pan czuje z nagrodą im. Jana Uphagena?

mgr Wacław Kulczykowski: Jestem ogromnie zaszczycony. Przede wszystkim dlatego, że przyznały mi ją naprawdę wielkie osoby ze świata nauki, a poza tym - jestem humanistą, a otrzymuję ją w domu, który należał do wielkiego humanisty.

Czym się Pan zajmuje w swojej pracy? Jest Pan archeologiem, tymczasem nagrodę otrzymał Pan także za ratowanie zabytków i rewitalizację...

- Faktycznie od dwóch lat jestem aktywny na polu ratowania poniemieckich cmentarzy ewangelickich w regionie byłych Prus Wschodnich. Staram się we współpracy z okolicznymi mieszkańcami doprowadzać je do porządku, ale też pokazać im - ludziom, którzy na te tereny zostali przesiedleni podczas powojennej akcji Wisła, że są spadkobiercami tego, co tu zastali, że to dziedzictwo, o które powinni dbać. Dlatego staram się prowadzić różnego rodzaju akcje popularyzacyjne, żeby trafić do ludzi i pokazać, że to też jest ważne i o to trzeba dbać, bo to nasza historia. Tak było np. w przypadku cmentarza blisko Gdańska - w Nowym Monasterzysku w gminie Młynary.

A nowatorskie metody pracy, o których również była mowa w laudacji?

- W 2015 r. otrzymałem grant z Fundacji na rzecz Nauki Polskiej na projekt popularyzacji archeologii w miejscu wykopalisk. W tym celu, właśnie we wspomnianym Nowym Monasterzysku zamontowałem kamery dające obraz obraz ze stanowiska archeologicznego przekazywany na bieżąco do internetu. Ludzie mogli nas obserwować w trakcie miesięcznych wykopalisk - godzina po godzinie, zaglądając na nasze profile w mediach społecznościowych, czy też korzystając z aplikacji na smartfony. Prowadziliśmy oprócz tego zajęcia z uczniami okolicznych szkół na stanowisku, powstała także gra komputerowa pokazująca pracę archeologa, w którą zagrało dotąd pół miliona ludzi na całym świecie.

Ale chciałbym to podkreślić, że była to praca zespołowa - grant otrzymałem ja, ale bez moich opiekunów naukowych i studentów nic bym nie zrobił.

Dlaczego został Pan archeologiem? Inspiracja filmami z Indianą Jones`em, czy może inna przyczyna wyboru zawodu?

- Zawsze żartuję, że interesowały mnie dinozaury, a kiedy poszedłem na studia dowiedziałem się, że archeologia w ogóle się z nimi nie wiąże, a z ludźmi. Nie, tak na serio - zainteresowania wynikły z moich podróży z rodzicami w czasach gdy byłem w liceum i wcześniej. Jeździliśmy dużo po Europie, gdzie obserwowałem różnego rodzaju stanowiska archeologiczne, to było bardzo pouczające i inspirujące zwiedzanie.

O ile dzięki rodzicom poznałem stanowiska archeologiczne odległe od Polski, o tyle o rodzimych wiedziałem niewiele. Wraz z kolejnymi latami studiów okazywało się, że Polska jest pod tym względem w wielu miejscach o wiele bardziej interesująca niż orientalny Egipt, Grecja czy Hiszpania. Tutaj jest naprawdę wiele do zrobienia i powinniśmy być dumni z tego co mamy w naszym otoczeniu.

Jak wygląda praca archeologa?

- Praca archeologa składa się z dwóch części. Ta, na którą się wyczekuje to oczywiście wyjazd na wykopaliska. Do nich trzeba się jednak wcześniej przygotować: merytorycznie - poczytać sobie, zajrzeć do archiwum oraz logistycznie: zaplanować gdzie będziemy spać, jak się żywić, skąd zdobędziemy środki na prowadzenie działań, potrzebujemy też zgód i pozwoleń, tych formalności też jest dużo. A opracowanie materiałów zebranych w czasie wykopalisk trwa czasem latami, wielokrotnie dłużej niż samo wydobycie.


ROZMOWA Z ADRIANEM BEKASIEWICZEM

Adrian Bekasiewicz - laureat nagrody im. Uphagena`2016 w kategorii nauk ścisłych
Adrian Bekasiewicz - laureat nagrody im. Uphagena`2016 w kategorii nauk ścisłych
Dominik Paszliński/www.gdansk.pl

Rocznik, 1987, absolwent Wydziału Elektroniki Telekomunikacji i Informacji Politechniki Gdańskiej, gdzie bronił pracy doktorskiej pt.: “Projektowanie anten szerokopasmowych z użyciem szybkich metod optymalizacji wielokryterialnej. Obecnie Bekasiewicz jest badaczem na macierzystym wydziale oraz pracownikiem naukowym na Uniwersytecie w Rejkiawiku (Islandia). Od 2011 roku regularnie otrzymuje granty na badania, jest m.in. głównym wykonawcą grantów z Narodowego Centrum Nauki.

W swoich badaniach koncentruje się na opracowaniu technik umożliwiających szybkie projektowanie układów mikrofalowych i antenowych. Młody naukowiec jest też współautorem 170 publikacji, w tym m.in. 65 prac w czasopismach i 7 rozdziałów w monografiach. Jest też współautorem 10 prac z dziedziny chemii, inżynierii lotniczej oraz hydrodynamiki. Współpracuje z zespołami badawczymi z Belgii, Chin, Islandii, Kanady, Republiki Południowej Afryki oraz Stanów Zjednoczonych.


Izabela Biała: Jak się Pan czuje jako laureat nagrody im. Jana Uphagena?

dr inż. Adrian Bekasiewicz: Czuję się przytłoczony, nie jest to coś do czego przywykłem. To naprawdę ogromne wyróżnienie i bardzo się cieszę z uzyskania tej nagrody. Na pewno będzie to motor do dalszych działań. Powtórzę za moim mentorem: praca nigdy nie jest skończona, więc w poniedziałek trzeba zakasać rękawy, działać dalej, przeć naprzód i nie oglądać się za siebie.

Czym się Pan zajmuje w codziennej pracy?

- Zajmuję się projektowaniem układów mikrofalowych i antenowych, a konkretnie technikami, które pozwalają na przyspieszenie takiego projektowania. Tradycyjne projektowanie współczesnych układów tego rodzaju wymaga stosowania długotrwałych i kosztownych symulacji komputerowych - dzięki temu projektowane urządzenie będzie odpowiednio dokładne. W moich badaniach te długotrwałe symulacje zastępujemy pewnego rodzaju uproszczeniami, które pozwalają skrócić czas projektowania. Jednocześnie też szukamy rozwiązań dzięki którym można wyeliminować wynikające z tego przyspieszenia niedokładności.

Zamiast projektować konwencjonalnie przez tygodnie, jesteśmy w stanie zrobić to w ciągu dnia lub kilkunastu godzin co znacznie zmniejsza czas pracy projektanta, a co za tym idzie - obniżyć koszty.

Jak Pańska praca naukowa ma się do rzeczywistości przeciętnego człowieka?

- W wyniku takich badań, może niekoniecznie moich, ale moich poprzedników, powstają np. stacje bazowe telefonii komórkowej. W pracy tych urządzeń wykorzystywane są specjalnego rodzaju filtry. Metody, których używam, są obecnie wykorzystywane do automatycznego strojenia tych filtrów, przez co same filtry stają się tańsze. Może nie w Polsce, która jest już tymi stacjami nasycona, ale w przypadku krajów rozwijających się taka optymalizacja kosztów będzie miała duże znaczenie za kilka lat.

A jaki jest model pracy Adriana Bekasiewicza?

- Najlepiej pewnie mogłaby opowiedzieć o tym moja żona... Wstaję o godz. 5.20, wsiadam w tramwaj o 5.39, o 6.05 jem śniadanie na politechnice i ruszam do pracy. Kończę o 16.30. W tym czasie albo projektuję nowe układy, albo staram się implementować nowe algorytmy, albo piszę publikacje, albo załatwiam mnóstwo różnych rzeczy, np. koordynuję zamówienia odpowiednich materiałów, dyskutuję z dostawcami sprzętu, który jest nam potrzebny, prowadzę konsultacje naukowe z członkami naszego zespołu.

Czy nagroda będzie dla Pana zachętą do jeszcze bardziej intensywnej pracy?

- (Śmiech) Mam nadzieję, że nie będę musiał intensywniej pracować.

Dziękując najbliższym za wkład w pański rozwój naukowy podkreślił Pan szczególnie rolę dziadków...

- Bez zaangażowania rodziny niewiele bym osiągnął, trudno jest mi stopniować te “zasługi”. Gdyby moja żona nie porzuciła swojego życia na ponad półtora roku, żebym mógł prowadzić badania w Islandii, na pewno nie byłbym dziś w tym miejscu. Gdyby nie wsparcie mojej mamy, jej pomoc duchowa i tolerancja (a mój udział w życiu domowym w czasie studiów ograniczał się często do pobrania jedzenia z lodówki i ponownego zamknięcia w pokoju), też bym tutaj nie był. To może były drobne rzeczy, ale bardzo istotne.

A dziadkowie od najmłodszych lat popychali mnie i rodzeństwo do przodu, uczyli nas matematyki. Babcia często dokręcała śrubę: “zrób jeszcze to zadanie, będziesz miał spokój”, a później dorzucała jeszcze trzy następne. To wszystko procentowało.



Izabela Biała (0)
www.gdansk.pl
izabela.biala@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Izabela Biała (0)
www.gdansk.pl
izabela.biala@gdansk.pl
więcej tekstów autora