PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Gdańszczanin Jesus Carrasco Gomez: “Do pełni szczęścia brakuje mi tylko flagi Villarrealu”

Gdańszczanin Jesus Carrasco Gomez: “Do pełni szczęścia brakuje mi tylko flagi Villarrealu”
Był jedynym takim kibicem na meczu finałowym Ligi Europy UEFA 2021. W sercu ma Gdańsk, gdzie mieszka od siedmiu lat, i Vila-Real, blisko którego się wychował. Jesus Carrasco Gomez od dziecka chodził na mecze Villarreal CF. W środę, 26 maja, kibicował swojemu klubowi na trybunach Polsat Plus Arena Gdańsk razem z polską żoną i hiszpańskimi znajomymi. I był to jeden z najszczęśliwszych dni w jego życiu.
Jesus i Lidia na Polsat Plus Arena Gdańsk przed rozpoczęciem meczu finałowego Ligi Europy 2021
Jesus i Lidia na Polsat Plus Arena Gdańsk przed rozpoczęciem meczu finałowego Ligi Europy 2021
Prywatne

 

Roman Daszczyński: Jesteś w stanie opisać, co się działo w waszym sektorze, gdy Rulli obronił karnego, dzięki któremu Villarreal CF wygrał w Gdańsku finał Ligi Europy UEFA?

Jesus Carrasco Gomez: - To było czyste szaleństwo. Nie wszyscy wytrzymywali nerwowo w trakcie rzutów karnych. Byliśmy w narożniku stadionu, blisko bramki, na którą strzelano karne. Widać było wyraźnie twarze piłkarzy. Spojrzałem na mojego przyjaciela Jose, który stał ze swoją rodziną. Byli odwróceni plecami do bramki, mieli zamknięte oczy i chyba modlili się. Ja trzymałem moją Lidię za rękę. Była już jedenasta kolejka rzutów karnych. Powiedziałem “To musi być teraz!”. I nasz bramkarz, Rulli, obronił strzał Davida De Gei. Skakaliśmy i krzyczeliśmy z radości. Rzucaliśmy się sobie w ramiona i ściskaliśmy się wzajemnie. Kto by tam przejmował się w takiej chwili przepisami sanitarnymi?! Płakaliśmy ze szczęścia. Tańczyliśmy i śpiewaliśmy “Violeta” grupy Alcides, to jedna z ulubionych piosenek kibiców Villarealu. 

 

Pełnia szczęścia?

- Tak, zdecydowanie. Największy sukces w 98-letniej historii klubu. A będę przeszczęśliwy, jeśli jeszcze dostanę flagę Villarrealu, jedną z tych 500, które były rozwieszone na ulicach Gdańska.

 

 

Dużo twoich znajomych przyleciało z Hiszpanii na ten mecz?

- Siedem osób. Mój przyjaciel Jose z dwiema córkami i kolegą z pracy, a także drugi przyjaciel, Sergio, z ojcem i siostrzeńcem. Oprócz nich wielu dalszych znajomych, np. koledzy mojego taty z pracy, z którymi pozdrawialiśmy się na Głównym Mieście oraz na stadionie. Vila-Real to małe miasto, większość fanów kojarzy się przynajmniej z widzenia. Tego dnia na ulicy Długiej panowała bardzo rodzinna atmosfera.

 

Podobał im się Gdańsk?

- Bardzo. Żałowaliśmy tylko, że mieli tak mało czasu. Pięć godzin na Głównym Mieście i musieliśmy jechać na stadion, a po meczu oni od razu spieszyli się na samolot do domu. Już zapowiadają się do nas w odwiedziny. Oceniam, że na obejrzenie wszystkiego, co w Gdańsku jest ważne, potrzeba jakieś siedem dni. Będą to więc takie tygodniowe odwiedziny. Spodobało im się, że Gdańsk jest taki zielony i czysty, spodobała się architektura. Zaciekawiła ich też polska kuchnia. Poszliśmy na schabowego, który był smażony na smalcu. Bardzo im smakowało, w Hiszpanii tego nie znają.

 

 

Co o meczu i Gdańsku mówi się w hiszpańskich mediach?

- Komentarze są takie, że w ciągu 90 minut lepszy był Manchester United, ale my mieliśmy przewagę w dogrywce, no i na szczęście lepiej strzelaliśmy karne. Wszyscy chwalili organizację meczu w Gdańsku. Były głosy, że to piękne miasto i szkoda, że wizyta była tak krótka: samolotem w jedną stronę, mecz i samolotem od razu do Hiszpanii. Kibice byli w Gdańsku nie dłużej niż 36 godzin. 

 

Grupa około dziesięciu kibiców pozuje do zdjęcie na środku ulicy Długiej. Osoby znajdujące się pośrodku trzymają w rękach rozwinięty żółto-niebieski szalik Villarrealu. Lidia jest trzecia od lewej, Jesus - drugi od prawej
Jesus z przyjaciółmi z rodzinnego miasta na ulicy Długiej - przed meczem
Mat. prywatny

 

Ty zostałeś na miejscu, bo - jak sam podkreślasz - od 2014 roku jesteś dumnym gdańszczaninem. 

- Moja rodzina żartuje teraz, że muszę być kimś bardzo ważnym, skoro specjalnie dla mnie zrobiono w Gdańsku finał Ligi Europy. I do tego jeszcze wygrał Villarreal!

 

W twoim rodzinnym mieście była już pucharowa feta po meczu?

- Tak, dzień po meczu. Piłkarze w odkrytym autobusie z napisem "Europa jest nasza" jechali ze stadionu przez Vila-Real, na ulice wylegli wszyscy mieszkańcy, a jeszcze przyjechały tysiące ludzi z sąsiednich miasteczek. Po prostu szaleństwo. Piłka nożna jest dla nas jak religia. Największy sukces naszego klubu już zawsze będzie kojarzył się z Gdańskiem, nie tylko mieszkańcom mojego regionu, ale całej Hiszpanii.

 

Roman Daszczyńskiwww.gdansk.plroman.daszczynski@gdansk.pl
Roman Daszczyński - najnowsze
Roman Daszczyńskiwww.gdansk.plroman.daszczynski@gdansk.pl
Roman Daszczyński - najnowsze