Gdański radny Andrzej Kowalczys: - Zajrzałem pod skórę Donalda Tuska

Ponowny wybór Donalda Tuska na prezydenta Rady Europejskiej jest żywo komentowany w Polsce i na świecie. Tusk urodził się i wychował w Gdańsku, tutaj skończył szkoły i studia. Tutaj też zbudował swoją polityczną karierę. O znajomość z Donaldem Tuskiem pytamy Andrzeja Kowalczysa, radnego Miasta Gdańska.

Gdański radny Andrzej Kowalczys: - Zajrzałem pod skórę Donalda Tuska
A
A
data publikacji: 10 marca 2017 r.

Prezydent Rady Europejskiej Donald Tusk i gdański radny Andrzej Kowalczys (centralnie) podczas rozegranego w Sopocie meczu Politycy i Przyjaciele kontra Trójmiejscy Muzycy. Maj 2015 r. Po prawej - Ryszard Świlski, członek Zarządu Województwa Pomorskiego
Prezydent Rady Europejskiej Donald Tusk i gdański radny Andrzej Kowalczys (centralnie) podczas rozegranego w Sopocie meczu Politycy i Przyjaciele kontra Trójmiejscy Muzycy. Maj 2015 r. Po prawej - Ryszard Świlski, członek Zarządu Województwa Pomorskiego
Mateusz Ochocki/KFP

Roman Daszczyński: - Od lat słyszę w prywatnych rozmowach, że Donald Tusk i Andrzej Kowalczys są przyjaciółmi. Rzeczywiście tak jest?

Andrzej Kowalczys, radny Miasta Gdańska: - Trudno tak prosto to określić. Dawno nie rozmawialiśmy, dawno się nie widzieliśmy. Jeśli jednak wziąć pod uwagę przebieg tej znajomości, przygody jakie nam się przydarzyły, historie które nas związały, to tak, trzeba powiedzieć że jesteśmy przyjaciółmi. Te nasze relacje sprawdziły się zarówno w czasach stosunkowo łatwych, kolorowych, jak i w czasach trudnych, wręcz niebezpiecznych. Tak, nasze wspólne doświadczenia pozwalają mi chyba powiedzieć nieskromnie, że jesteśmy z Donaldem przyjaciółmi. Poznaliśmy się w latach 70. na meczach Lechii Gdańsk. W latach osiemdziesiątych, w czasach pracy w spółdzielni “Świetlik” zawiązaliśmy bliższe relacje. Razem jeździliśmy po Polsce, od Wybrzeża po Śląsk, i czyściliśmy z rdzy konstrukcje stalowe, malowaliśmy szarym chlorokauczukiem wszystko to co było wysoko i trudno dostępne.

Ten krąg przyjaciół Donalda Tuska jest podobno bardzo wąski. Dosłownie kilka osób, na których nie zawiódł się od czasów swojej młodości, gdy działał w opozycji politycznej epoki PRL.

- Tak rzeczywiście jest, ale myślę, że mało kto może powiedzieć z pełnym przekonaniem: “Mam wielu przyjaciół”. Przyjaciel to ktoś wyjątkowy, kogo spotkałeś na swojej drodze. Ktoś bezinteresowny w relacjach z tobą, ktoś na kogo możesz liczyć w bardzo trudnych chwilach, bez względu na to, czy jesteś u szczytu powodzenia, czy wręcz przeciwnie. Może dlatego prawdziwych przyjaciół ma się najwyżej kilku i to zazwyczaj z czasów młodości, gdy nie jest się nikim ważnym, ale ma się głowę pełną marzeń. Wspólnych marzeń.

O czym wtedy marzyliście?

- O życiu w wolnym świecie, o tym żeby Polska w sensie politycznym należała do Europy, żeby była częścią Zachodu. Żeby nasze życie było podobne do tego życia, jakie można było zobaczyć we Francji. Anglii czy w Niemczech. Co prawda ja byłem wtedy bliżej związany ze środowiskiem Młodej Polski niż z liberałami, ale marzenia były wspólne. Wtedy wydawało się to nierealne, było jak marzenie ściętej głowy. I co? Wszystko spełniło się na naszych oczach i nawet przyłożyliśmy do tego rękę. To wszystko jest jak wielki szczęśliwy sen, który w jakiś cudowny sposób wrósł w rzeczywistość. Cieszę się, że mój przyjaciel Donald Tusk jest prezydentem Rady Europejskiej, a do tego cieszy się uznaniem i poparciem wielu milionów Europejczyków. Jego kandydaturę na drugą kadencję poparły rządy aż 27 państw. Jeśli więc należę do wąskiego kręgu osób, którym Donald Tusk ufa, to jest to dla mnie powód do wielkiej dumy.

Donald Tusk przed wyjazdem do Brukseli w 2014 r. - w serdecznym uścisku z Andrzejem Kowalczysem. Koledzy z boiska zorganizowali wówczas w Sopocie pożegnalny mecz, by uczcić - jak to żartobliwie określają - transfer do Anderlechtu Bruksela
Donald Tusk przed wyjazdem do Brukseli w 2014 r. - w serdecznym uścisku z Andrzejem Kowalczysem. Koledzy z boiska zorganizowali wówczas w Sopocie pożegnalny mecz, by uczcić - jak to żartobliwie określają - transfer do Anderlechtu Bruksela
Sławomir Lewandowski

W jakich sytuacjach sprawdzała się ta wasza przyjaźń?

- W przeróżnych. Przede wszystkim w trudnych chwilach.

Na przykład?

- Rozmawiamy teraz w kawiarni na rogu Szerokiej i Pańskiej. Nieprzypadkowo zaproponowałem to miejsce. W tym budynku mieściło się przez lata nie tylko biuro poselskie i senatorskie Donalda Tuska. Działała tutaj też jego fundacja, która wielu osobom znana jest z serii wspaniałych albumów “Był sobie Gdańsk”. Mało kto wie, że ta sama fundacja bez rozgłosu pomagała wielu osobom z problemami życiowymi. Kogoś niszczyły narkotyki, kogoś innego alkohol, ktoś popadł w jeszcze inne tarapaty. Dużo własnych pieniędzy wydał na pomoc dzieciakom z rodzin dysfunkcyjnych, na pomoc dla inwalidów, dla osób niewidomych. Ta fundacja czyniła wiele dobra i Donald się z tym nie obnosił. On to robił w tajemnicy, nie życzył sobie rozgłosu. Ja też skorzystałem z jego pomocy, kiedy było ze mną naprawdę źle oraz wtedy kiedy już realizowałem swoje marzenia edukacyjne i jeździłem wielokrotnie do Warszawy kształcąc się w zawodzie terapeuty uzależnień.

Jeśli to możliwe, proszę powiedzieć na czym polegały pańskie problemy?

- Uzależniłem się od alkoholu, do tego stopnia, że w ruinę zamieniało się wszystko, co było ważne w moim życiu. I Donald Tusk podał mi rękę. Od ponad 24 lat utrzymuję abstynencję. Jestem trzeźwym niepijącym alkoholikiem. Wróciłem do normalności, zbudowałem swoje życie od nowa. Nie ukrywam że szczególnie początki były bardzo trudne i właśnie wtedy pomogli mi ŚP. Aram Rybicki oraz Donald Tusk

Donald Tusk ten sam, którego przeciwnicy polityczni porównywali do wilka, mówili o złych wilczych oczach?

- Donald śmieje się z tego typu określeń. Macha na nie ręką, bo co ma zrobić? To trochę jak z tym udowadnianiem, że się nie jest wielbłądem - po prostu szkoda na to czasu. Myślę, że polityka to w ogóle jest brutalna dziedzina życia i skoro Donald w polityce jest, to lepiej żeby przeciwnicy widzieli w nim wilka niż owcę. Ja mam ten komfort, że zajrzałem pod skórę Tuska i wiem, co tam jest. Kiedy więc wrogowie polityczni go oczerniają, wiem że sobie wystawiają świadectwo, nie jemu. Owszem, jest twardzielem, mocnym graczem, ale jest też wrażliwy i ma w sobie ogromnie dużo empatii. Nie obnosi się z tym. Dał sobie kiedyś założyć tę wilczą maskę i tak już zostało. W polityce tak jest po prostu wygodniej. A! I chciałbym dodać, że Donald ma przy tym znakomite poczucie humoru, dystans do siebie, i dużą pokorę. Ma też taką umiejętność, że potrafi przewidzieć sytuację kilka ruchów do przodu.

Donald Tusk i Andrzej Kowalczys podczas dorocznego meczu byłych pracowników Spółdzielni Pracy Usług Wysokościowych Gdańsk - 31 grudnia 2009 r., na boisku treningowym Lechii przy ul. Traugutta
Donald Tusk i Andrzej Kowalczys podczas dorocznego meczu byłych pracowników Spółdzielni Pracy Usług Wysokościowych Gdańsk - 31 grudnia 2009 r., na boisku treningowym Lechii przy ul. Traugutta
Krzysztof Mystkowski/KFP

Nie korci pana, żeby zadzwonić do Tuska i powiedzieć: “Donald, ty widzisz kilka ruchów do przodu, powiedz mi co będzie dalej z Polską, Europą, światem - bo to wszystko co się dzieje jest trochę przerażające".

- Nie ma co dzwonić, bo ja wiem, co odpowie. “No właśnie sam chętnie bym się o to zapytał”. Po prostu odbije piłeczkę. On raczej woli słuchać niż mówić. Nie raz w kręgu bliskich kolegów konsultował ważne rzeczy, na przykład w trakcie kampanii wyborczej, w innych ważnych sytuacjach. Pamiętam jak tutaj, w tym budynku przy Szerokiej, dwa piętra nad tą kawiarnią, zawiązywała się Platforma Obywatelska. Pamiętam te emocje, wypieki na twarzach trzech osób: Andrzeja Olechowskiego, Macieja Płażyńskiego i Donalda Tuska.

Był pan przy tym?

- Nie byłem w tym pokoju, ale byłem dosłownie 5 metrów obok. Platforma Obywatelska zawiązała się tutaj, w sercu Gdańska.

Jak wyglądają pańskie kontakty z Donaldem, od kiedy został prezydentem Rady Europejskiej?

- Piszemy czasem do siebie esemesy. Nic o polityce, raczej luźne uwagi o ciekawych wydarzeniach w świecie piłki nożnej. Oczywiście pojawia się Lechia Gdańsk, bo to jest klub któremu kibicujemy od najmłodszych lat. Mam nadzieję, że Donald przyjedzie na któryś z meczów fazy mistrzowskiej, może w maju.

Grywacie nadal w piłkę?

- Nie graliśmy już ponad rok. W gronie znajomych zdawaliśmy sobie sprawę, że z Brukseli nie będzie łatwo Donaldowi wyrwać się do Gdańska, więc dwa i pół roku temu zorganizowaliśmy nawet mecz pożegnalny, żeby uczcić ten transfer z naszej drużyny do Anderlechtu Bruksela. Tak żartobliwie to nam się skojarzyło. Wśród kibiców to chyba w sumie naturalne. Jesteśmy dumni, że Donald tak wysoko zaszedł. Niejeden z nas miał przeczucie, że to jest polityk przez wielkie P i ma wielkie cele do osiągnięcia.

Andrzej Kowalczys, radny Miasta Gdańska
Andrzej Kowalczys, radny Miasta Gdańska
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Wybór Donalda Tuska na drugą kadencję prezydenta Rady Europejskiej to dobra wiadomość?

- Jestem przekonany, że bardzo dobra. Myślę nawet, że wręcz przełomowa. Od półtora roku tyle się mówi w naszym kraju, że Polska wstaje z kolan, ale im więcej się o tym mówi, tym bardziej ona jest na kolanach. Rosja, której zależy na osłabieniu Unii Europejskiej, najczęściej ma powody, by się cieszyć z tego co robi dziś rząd w Warszawie. Tak więc dopiero teraz, po wyborze Donalda Tuska na drugą kadencję Polska naprawdę wstanie z kolan. Właśnie nastąpiło przesilenie i wahadło polityczne w naszym kraju zaczyna się przemieszczać w drugą stronę. Głęboko w to wierzę.

Roman Daszczyński (0)
www.gdansk.pl
roman.daszczynski@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Roman Daszczyński (0)
www.gdansk.pl
roman.daszczynski@gdansk.pl
więcej tekstów autora