Felieton Daszczyńskiego: Nie daję Jerzemu Owsiakowi

Grupa „pobożnie” nastawionych obywateli RP wytrwale walczy przeciwko Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Ostatnio zamieszczają w Internecie odwrócone wspak czerwone serduszko z napisem „nie daję Owsiakowi”. Hasło jest kontrowersyjne - może bowiem prowokować pytania natury osobistej.

Felieton Daszczyńskiego: Nie daję Jerzemu Owsiakowi
A
A
data publikacji: 06 stycznia 2016 r.

Ubiegłoroczny finał WOŚP. 11 stycznia 2015 r, ul. Długa w Gdańsku.
Ubiegłoroczny finał WOŚP. 11 stycznia 2015 r, ul. Długa w Gdańsku.
Jerzy Pinkas

Nie daje pan/pani Owsiakowi, to komu?

Powiem szczerze, aż do bólu: ja też nie daję Owsiakowi. Z zasady nikomu nie daję. Gdybym jednak miał wybierać między Jerzym Owsiakiem, a zwalczającym go „kapelanem narodowców” ks. Jackiem Międlarem, to bez wahania wybrałbym tego pierwszego. Powód? Owsiak wie co robi i owoce jego działania cała Polska widzi od prawie ćwierć wieku. Natomiast ksiądz Międlar jako katolicki kapłan powinien być głosicielem Ewangelii i wynikającej z niej Dobrej Nowiny - a nie jest. Zamiast łączyć ludzi w dobru, dzieli ich. Specjalnie zajrzałem do Katechizmu Kościoła Katolickiego (Biblia dla narodowców ze względu na autorstwo Żydów może być nie do przełknięcia), by sprawdzić, czy pojawiło się tam może jakieś jedenaste przykazanie w rodzaju „Dokop Owsiakowi albo jakiemuś innemu nielubianemu bliźniemu”, ale niczego takiego nie znalazłem. Był tam natomiast - najwyraźniej przeoczony przez ks. Międlara - cytat z Jezusa z Nazaretu: „Nowe przykazanie daję wam, abyście się wszyscy wzajemnie miłowali”.

Jak już wspomniałem, samemu Owsiakowi nie daję, ale w niedzielę, 10 stycznia 2016 r., na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy chętnie przeznaczę kilka złotych. Nie zawsze tak było. Pamiętam takie lata, gdy nurtowała mnie prawie słuszna myśl, że po to płacę podatki, by odpowiednie ministerstwo kupowało sprzęt medyczny dla publicznej służby zdrowia. Wymijałem więc sprawnie tabuny dzieci i młodzieży, które co roku przemierzają ulice z puszkami na datki dla WOŚP. Ba - uważałem noszenie czerwonego serduszka Orkiestry za rodzaj obciachu!

Myśl była prawie słuszna. „Prawie”, jak wiadomo, czyni różnicę. Nie pomyślałem wówczas, że podatkowy przymus i przekazanie pieniążka na konkretny cel z własnej dobrej woli - są to sprawy nieporównywalne.

Do udziału w akcji Owsiaka namawiają samorządowcy - prezydent Gdańska Paweł Adamowicz czy marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk - i myślę, że warto posłuchać ich głosów. Chodzi bowiem nie tylko o zakup potrzebnego sprzętu medycznego, ale również o jakość naszych lokalnych społeczności. Adamowicz nazywa to ćwiczeniem Polaków w dobroczynności, zwraca uwagę na rolę wychowawczą wolontariatu - z tej młodzieży wyrosną obywatele: ludzie gotowi bezinteresownie poświęcać swój czas, wysiłek i pieniądze dla spraw, które nie przynoszą zysku. Każda tego typu aktywność jest cenna, bez względu na to, czy firmują ją środowiska kościelne, czy świeckie. Wszystkie są wspaniałymi orkiestrami, chodzi tylko o to, by się wzajemnie szanowały i nie grały równocześnie.

Myślę o tych dzieciakach, które w chłodny styczniowy dzień z zapałem zbierają pieniądze na WOŚP. O tym, że ładnie dziękują z uśmiechem, czują się potrzebne i mają potem satysfakcję, że coś dobrego z tego wysiłku wynika. Co mam więc zrobić? Wrzucić do skarbonki 20 zł i pójść dalej z przyklejonym do kurtki serduszkiem, co daje gwarancję, że inni wolontariusze nie będą mnie już „dociskać”? A może zawczasu rozmienić ten banknot na garść dwójek. Wrzucić do niejednej puszki. Zobaczyć tych uśmiechów o wiele więcej.

Roman Daszczyński (0)
www.gdansk.pl
roman.daszczynski@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Roman Daszczyński (0)
www.gdansk.pl
roman.daszczynski@gdansk.pl
więcej tekstów autora