Felieton Daszczyńskiego: Nie daj pobić sąsiada-noblisty

Lech Wałęsa jaki jest, taki jest. W ciągu kilkudziesięciu lat dał wiele powodów wielu Polakom, aby go nie lubić. Przede wszystkim za niewyparzony język, pyszałkowatość, megalomanię.

Felieton Daszczyńskiego: Nie daj pobić sąsiada-noblisty
A
A
data publikacji: 28 lutego 2016 r.

Wałęsa oklaskiwany przez reprezentantów organizacji skautowych Europy. Styczeń 2016 r., gmach ECS.
Wałęsa oklaskiwany przez reprezentantów organizacji skautowych Europy. Styczeń 2016 r., gmach ECS.
Jerzy Pinkas/www.gdansk.pl

Dopuszczam nawet myśl, że droga życiowa, jaką przeszedł, doprowadziła go gdzieś na skraj przepaści. Kto inny powiedziałby bowiem, że koledzy z opozycji politycznej czasów PRL, którzy oskarżają go o współpracę z SB, „wtedy byli nikim, i dzisiaj są nikim”? To przecież tak, jakby natrząsać się z towarzyszy broni, którzy przelewali krew na tym samym polu bitwy.

Mimo to, śmiem twierdzić, że jako gdańszczanie wszyscy mamy obowiązek Wałęsę bronić - bez względu na  polityczne sympatie i antypatie. Bez względu na to, czy zawartość teczek generałowej Kiszczakowej jest prawdziwa, czy nie. I powinni rozważyć to w swoich sumieniach nawet gdańscy zwolennicy PiS.

Wałęsa przez te wszystkie dziesięciolecia stał się istotną częścią życia nas wszystkich - ze swoimi zaletami i przywarami. Któż z nas nigdy nie był, przynajmniej w żartach, „za, a nawet przeciw” albo nie powiedział „zdrowie wasze w gardła nasze”? Któż nie ma świadomości, że ten człowiek - postać z kart podręczników historii na całym świecie, noblista - rozsławił imię Gdańska i Polski?  

Wałęsa w Sierpniu stał się sąsiadem wszystkich gdańszczan - być może denerwującym, czasem budzącym niechęć, być może nawet budzącym zazdrość (nigdy nie zapomnę, jak pewien elektryk w moim domu wygłosił monolog, że on też byłby świetnym przywódcą Sierpnia i prezydentem RP).

I oto jako sąsiedzi jesteśmy świadkami sytuacji, w której grupa rozgorączkowanych ludzi zawzięcie próbuje wyciągnąć Wałęsę na największy z możliwych placów i zlinczować!

Nie dajmy się oszukać, że jest inaczej. Media stanowią ten największy z możliwych placów, a słowa, które padają wobec Wałęsy, mają moc bicza i rzuconego kamienia.

Moim zdaniem, ludzie, którzy to robią, są albo głupi, albo cynicznie czynią zło. Wszystkich Polaków szkoła przygotowała do zrozumienia losu takiego, jak los Wałęsy. Stało się to za sprawą Adama Mickiewicza i Henryka Sienkiewicza (innego noblisty). W szkole wystarczyło mieć trochę serca, by zapłakać nad Jackiem Soplicą/ks. Robakiem i nad Andrzejem Kmicicem/Babiniczem.

Co powoduje, że niektórzy z nas nie są dziś w stanie z miłosierdziem pomyśleć o Wałęsie? Brak serca?

Jest więc tak, że ci rozgorączkowani - niektórzy z nich nazywają siebie skromnymi współpracownikami prawdy - wyciągają na plac Lecha Wałęsę, by go zlinczować. Cały świat przygląda się, co z tego wyniknie. Nie łudźmy się, że jest inaczej. Cały świat zadaje sobie teraz pytanie nie o to, czy Wałęsa był kiedyś agentem komunistycznej policji politycznej, ale o to, jakimi ludźmi są dziś Polacy? Jak radzą sobie z problemami, jakie stawia przed nimi ich polski los w środku Europy?

Jako sąsiad wychodzę z domu i mówię: - Hola! Nie ma zgody, byście przewracali i poniewierali tego człowieka! Nie ma zgody, byście postępowali tak wobec kogokolwiek!


Roman Daszczyński (0)
www.gdansk.pl
roman.daszczynski@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Roman Daszczyński (0)
www.gdansk.pl
roman.daszczynski@gdansk.pl
więcej tekstów autora