Gdańsk uczcił Światowy Dzień Sybiraka. Była też córka generała Andersa

Spotykają się na Cmentarzu Łostowickim, przy pomniku Golgoty Wschodu. Mają swoje lata, zdrowie nie zawsze dopisuje, ale przychodzą co roku, by podziękować Bogu za ocalenie i uczcić tych, którym nie dane było wrócić do Polski. Zawsze 17 września - na pamiątkę napaści ZSRR na Polskę, która naznaczyła ich życie koszmarem zsyłki na Syberię.

Gdańsk uczcił Światowy Dzień Sybiraka. Była też córka generała Andersa
A
A
data publikacji: 17 września 2017 r.

Podczas uroczystości na cmentarzu Łostowickim. Anna Maria Anders i Otton Hulacki - lwowiak, sybirak, żołnierz Armii Andersa
Podczas uroczystości na cmentarzu Łostowickim. Anna Maria Anders i Otton Hulacki - lwowiak, sybirak, żołnierz Armii Andersa
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

W niedzielę (17 września) pogoda była bardzo ładna, słoneczna. Blisko 500 osób stało w skwarze przy Golgocie Wschodu. To pomnik pełen bólu: zrozpaczona matka tuli do piersi malutkie dzieci, u jej nóg siedzi jeszcze jedno, niewiele większe. Ile takich matek i dzieci zostało na zawsze tam, daleko na sowieckim Wschodzie, w chłodach Kołymy?

Uroczystość trwała w najlepsze, gdy nastoletnia harcerka biegiem ruszyła w stronę ambulansu, zaparkowanego w cmentarnej alejce.

- Starszy pan zasłabł, trzeba mu pomóc!

Ratownik ubrany w czerwony kombinezon - wysoki, szczupły dwudziestoparolatek - popędził za harcerką. Starszy pan siedział na ławeczce pod brzozą. Krótki wywiad z pacjentem, mierzenie ciśnienia. Powolny spacer do ambulansu i tam - dalsze badanie. "Ja muszę na uroczystość" - mówił. Po kwadransie wyszedł z ambulansu, z zaleceniem by się nie przemęczał i koniecznie odwiedził kardiologa. Wrócił do swoich, stanął w poczcie sztandarowym Związku Sybiraków, w zielonym berecie, którego nie zdjął nawet na chwilę.

Franciszek Mikołejko ma ponad 80 lat, ale jest dziarski, jak wielu Sybiraków. Przeszli przez taką "szkołę przetrwania", że ci którzy dożyli naszych czasów, to są naprawdę twarde sztuki. W całym kraju jest ich jeszcze ponad 26 tysięcy, na Pomorzu - ponad 800, w samym Gdańsku - pół tysiąca.

Z sercem wszystko w porządku. Jak się stoi ze sztandarem przez godzinę w słońcu, to i młodemu może zrobić się słabo. Zresztą, zaraz po Sybiraku do ambulansu przyprowadzono chłopaka z pocztu sztandarowego Technikum nr 1 w Sopocie.

- Gdzie pan był na tej Syberii?

- W Kraju Krasnodarskim - odpowiada Franciszek Mikołejko. - Mały jeszcze byłem, siedmiolatek. Jak mnie puścili w drogę powrotną do kraju, miałem 13 i pół roku. 

Mieszka w Gryfinie nad Odrą. 370 kilometrów jazdy samochodem. Bardzo zależało mu, żeby być w Gdańsku, przy tym rozdzierającym pomniku Golgoty Wschodu, na obchodach Światowego Dnia Sybiraka. 

Po uroczystości co roku jadą do Szymbarku na Kaszubach. Tam mają swoją mszę świętą, rozmowy, wspólny posiłek.

Prezydent Paweł Adamowicz podkreślił w przemówieniu, że by zachować bezpieczeństwo i wolność Polski, musimy wspierać bezpieczeństwo i wolność naszych sąsiadów - Ukraińców i Białorusinów. Otrzymał za te słowa gromkie brawa
Prezydent Paweł Adamowicz podkreślił w przemówieniu, że by zachować bezpieczeństwo i wolność Polski, musimy wspierać bezpieczeństwo i wolność naszych sąsiadów - Ukraińców i Białorusinów. Otrzymał za te słowa gromkie brawa
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Dla wielu specjalną atrakcją była w tym roku obecność Anny Marii Anders, córki generała Władysława Andersa. Urodzona w 1950 r. w Londynie, dorastała - jak sama mówi - życiem beztroskiej dziewczyny w wolnym świecie. Miała 20 lat, gdy zmarł ojciec, nie zdążyli zbyt dużo porozmawiać o koszmarze wojny. Dziś córka jest senatorem RP (z ramienia Prawa i Sprawiedliwości) i niemal na każdym kroku spotyka się z pamięcią o generale Andersie.

- Wiele osób mówi, jak mój ojciec opiekował się nimi, że był dla nich jak prawdziwy ojciec - powiedziała Anna Maria Anders podczas uroczystości na Cmentarzu Łostowickim. - Dlatego czuję się między wami jak w rodzinie.

Mało kto z zebranych widział Andersa na własne oczy, ale wiele osób chętnie zrobiło sobie pamiątkowe zdjęcie z córką generała. W ramach Armii Andersa z sowieckiej Rosji wyprowadzono 114 tys. Polaków (w tym ponad 25 tys. cywili, tysiące osieroconych dzieci). Był to zaledwie ułamek z 1,3 miliona, które Rosjanie wywozili na Sybir z polskich Kresów jeszcze nawet po wojnie. Szczęście mieli tylko ci, którzy dożyli śmierci Stalina. W połowie lat 50. zaczęto zwalniać ich do domu. Zazwyczaj oznaczało to wyjazd do nowej Polski, pozbawionej dawnych Kresów, ale bogatszej o odebrane Niemcom tzw. Ziemie Odzyskane. Tysiące kresowian osiedliły się w Gdańsku, wśród nich - wielu Sybiraków.

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz - też z rodziny o kresowych korzeniach - był jak co roku z Sybirakami na Cmentarzu Łostowickim.

- Musimy pamiętać, że nasze bezpieczeństwo, nasza wolność, są także zależne od bezpieczeństwa i wolności naszych sąsiadów - mówił prezydent Adamowicz. - Oczywiście ważne jest dla nas NATO, ważna jest Unia Europejska, ale nie możemy zapominać także o Białorusinach i Ukraińcach. Ukraina już w koncepcjach marszałka Piłsudskiego miała być buforem oddzielającym nas od Rosji. Naszym obowiązkiem jest o tym pamiętać i wspierać przemiany demokratyczne u naszych sąsiadów.

Mecenas Roman Nowosielski uhonorowany przez Sybiraków pamiątkowym medalem. Obok - pomnik Golgoty Wschodu
Mecenas Roman Nowosielski uhonorowany przez Sybiraków pamiątkowym medalem. Obok - pomnik Golgoty Wschodu
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Uroczystość na Cmentarzu Łostowickim trwała półtorej godziny. Związek Sybiraków nagrodził pamiątkowymi medalami Annę Marię Anders i Romana Nowosielskiego, znanego gdańskiego adwokata, od lat zaangażowanego w darmową pomoc prawną na rzecz Sybiraków.

- Piękny medal i dla mnie szczególnie wartościowy, bo otrzymałem go z rąk tych, którzy na Sybir przeżyli - stwierdził mec. Nowosielski.

Roman Daszczyński (0)
www.gdansk.pl
roman.daszczynski@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Roman Daszczyński (0)
www.gdansk.pl
roman.daszczynski@gdansk.pl
więcej tekstów autora