Portal Miasta Gdańska
PL | EN | DE

Artysta i model: kłopot z gdańskim Hitlerem

Popiersie Adolfa Hitlera, odkopane przypadkowo w Muzeum Narodowym w Gdańsku, wymaga oczyszczenia, opisu oraz wymyślenia kontekstu, w jakim można by je ewentualnie pokazywać.

Artysta i model: kłopot z gdańskim Hitlerem
A
A
data publikacji: 11 listopada 2015 r.

Rzeźba Adolfa Hitlera
Rzeźba Adolfa Hitlera
Jerzy Pinkas

Adolf Hitler ma pewny siebie wyraz twarzy i patrzy na świat, jakby był przekonany, że jego władza będzie trwała tysiąc lat.

Nic dziwnego, bo przecież jego portret wykonał doskonały niemiecki (choć urodzony w Austrii) rzeźbiarz Josef Thorak. Rzeźba pochodzi z 1942 roku (bok zdobi napis „Thorak 1942”). Nie jest wykluczone, że sam fuhrer pozował artyście w jednym ze swoich gabinetów. Rzeźbiarz miał za zadanie oddać pewność siebie i wizjonerstwo wodza III Rzeszy. Trzeba przyznać, że zrobił to solidnie. W kategoriach czysto estetycznych to ważne dzieło. 

Jak jednak oddzielić walory estetyczne i historyczne od naszej wiedzy o zbrodniarzu, który wymordował miliony niewinnych osób? Jak oceniać odkopaną właśnie w ogródku Muzeum Narodowego w Gdańsku rzeźbę? Gdzie ją pokazywać? A może lepiej schować w piwnicy?

 

Artysta dobry, model – nie!

Nie wiadomo, gdzie rzeźba stała w czasie wojny. Na Biskupiej Górce było schronisko Hitlerjugend. Czy młodzież Hitlera, w tym młody Gunter Grass, oddawała hołd portretowi wodza wyprostowanym ramieniem? A może popiersie stało w budynku, w którym mieści się dziś Urząd Marszałkowski, a który w czasie wojny był jednym z urzędów III Rzeszy. Czy Hitler miał inspirować ówczesnych urzędników do lepszej pracy w wojennej biurokracji? Czy też stał po prostu w muzeum, jako dzieło sztuki, tu bowiem został zakopany, w wewnętrznym ogrodzie klasztornym i tu, przy okazji prac drenażowych, został odkryty przez robotników.

Teraz Adolf stoi w korytarzu Muzeum Narodowego, nieco na uboczu, i nikt już nie oddaje mu hołdów. Za to pielgrzymują do niego dziennikarze z Gdańska i całej Polski: Adolf, nawet 70 lat po wojnie, jest gorącym newsem. Przez parę dni zapanowała tutaj prawdziwa „Hitler-mania”. Redakcje i kamerzyści przepychali się wokół rzeźby. Muzeum dawno nie miało tylu ekip medialnych.

W Muzeum Narodowym w Gdańsku przy ul. Toruńskiej wiedzą jedno: Hitlera trzeba oczyścić z ziemi, doprowadzić do lepszego stanu, a potem skatalogować i opisać. A co najbardziej ekscytujące: przeprowadzić dochodzenie a la Dan Brown, czyli dowiedzieć się, w jakich okolicznościach rzeźba powstała, jak tu trafiła, gdzie mogła stać, i kto i dlaczego ją zakopał.

Czy to się uda? Zadania podjął się kustosz Lech Łopuski z pracowni mebli i rzeźb. Łopuski - elegancko ubrany w czerń i granat - nie ukrywa, że jest zadowolony z nowego zadania. Już zaczął śledzić życiorys Thoraka, będzie też uważnie studiował publikacje na jego temat, zwłaszcza rok 1942. Pytam go, czy jako historyk sztuki ma wątpliwości natury etycznej: w końcu mówimy o największym, obok Stalina, zbrodniarzu w dziejach świata.

- Nazwisko rzeźbiarza, niezależnie od pozującego modela, jest dosyć dobre, więc podchodzimy do tego jako do dzieła sztuki i kawałka historii, której się już nie zmieni – mówi Łopuski. - To nie jakiś bezimienny odlew, jeden z dziesiątków podobnych, ale jednostkowe, wyjątkowe i dobrze zrobione dzieło sztuki. 

Czy rzeźba może stanąć w Muzeum Narodowym? - Nie mamy kontekstu, żeby Hitlera pokazywać tutaj – mówi Łopuski. - Może w nowo budowanym Muzeum II Wojny Światowej taki kontekst się pojawi?

Thorak, autor rzeźby, był wybitnym przedstawicielem sztuki totalitarnej
Thorak, autor rzeźby, był wybitnym przedstawicielem sztuki totalitarnej
Jerzy Pinkas

Historyk sztuki Jacek Friedrich mówi, że czy nam się to podoba czy nie Thorak był wybitnym przedstawicielem sztuki totalitarnej: - Pytanie brzmi: na ile sztuka totalitarna powinna dziś żyć w naszej wyobraźni. Istnienie takiej sztuki było faktem historycznym i musimy się z nim mierzyć. Moim zdaniem głowy Hitlera Thoraka nie należy pokazywać w kontekście artystycznym, czyli nie w muzeum sztuki, żeby uniknąć gloryfikowania już nawet nie Hitlera, co oczywiste, ale nawet Thoraka i sztuki narodowo-socjalistycznej. Dlatego najlepszym kontekstem jest kontekst historyczny, czyli pokazywanie tej rzeźby z odpowiednim komentarzem np. w Muzeum II Wojny Światowej.

Friedrich mówi, że sytuacja jest łatwiejsza w przypadku architektury, nazistowskiej, faszystowskiej czy stalinowskiej: - Przecież w warszawskie osiedle MDM nie jest wpisana gloryfikacja terroru stalinowskiego. Podobnie jak włoskie budynki budowane dla gloryfikacji Mussoliniego można było zamienić po wojnie w posterunki karabinierów i  zmienić ich kontekst, bo jednak architektura jest abstrakcyjna. Ale tu mamy do czynienia z głową zbrodniarza, rzetelnie i profesjonalnie wykonaną, ale jednak. Tu kontekst jest jasny. 

Kto podejmie decyzję o dalszym losie Hitlera Thoraka? Władze muzeum, ale przecież głos mają też ministerstwo kultury, marszałek województwa, a nawet wojewódzki konserwator zabytków. Na razie marmurowego Adolfa trzeba więc dobrze wypucować, skatalogować, a potem zdecydować o jego dalszym losie.

 

Karierowicz w zameczku

Co łączyło Hitlera i Thoraka?

Nie można wykluczyć, że relacja wodza III Rzeszy z rzeźbiarzem była podlana sosem sentymentalizmu. 25-letni Thorak w 1914 r. został studentem Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu, gdzie Hitler próbował dostać się na malarstwo - bezskutecznie. W 1913 r. po drugim oblanym egzaminie przyszły fuhrer wyjechał do Monachium, został pruskim żołnierzem w okopach I wojny światowej i rozpoczął karierę polityczną.

Thorak też poszedł niemieckim szlakiem - rozpoczęte w Wiedniu studia kontynuował w Monachium, a ukończył w Berlinie. Jako rzeźbiarz odnosił sukcesy zanim naziści doszli do władzy. Jednak to Hitler osobiście uczynił go profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. 

Czy rzeźbiarz był po prostu dobrym artystą, czy też zapiekłym ideologiem? Niemcy pogrążone były w kryzysie, pierwsze prace młody Thorak rzeźbił więc w... wosku, bo nie było pieniędzy na kosztowniejszy kruszec. - W 1933 roku naziści dali mu pieniądze na ogromną pracownię, naprawdę pokaźnych rozmiarów atelier, gdzie powstawały jego monumentalne prace – mówi Łopuski. - Był, obok Arno Brekera, profesora berlińskiej ASP, jednym z nadwornych rzeźbiarzy fuhrera. Jeden z Niezastąpionych, jak ich nazywano. Na pewno, po latach rzeźbienia w wosku, był wdzięczny nowym, hojnym mecenasom za pieniądze i wyróżnienia. 

Hojność Hitlera dla ulubionych artystów nie znała granic. Zamawiał u niego zarówno swoje popiersia, ale też kupował za dziesiątki tysięcy marek inne jego prace. Partia NSDAP chwaliła jego prace w swojej prasie i organizowała mu wystawy. O rzeźbiarzu nakręcono film dokumentalny, którego producentem była Leni Riefenstahl - też wybitna postać świata totalitarnej sztuki, ulubienica Hitlera. A co być może najistotniejsze, prace Thoraka dopełniały budynki zaprojektowane przez Alberta Speera, kolejnego pupila fuhrera. Speer mówił o Thoraku „mój rzeźbiarz”.

W 1936 roku prace Thoraka stanęły w okolicach stadionu olimpijskiego w Berlinie; na igrzyska, które stały się tryumfem propagandy narodowych socjalistów. Thorak, od 1941 roku członek NSDAP, był już w czasie wojny tak bogaty, że mógł sobie pozwolić na kupno malowniczego zameczku Schloss Prielau w Alpach nad równie ślicznym jeziorkiem. Na brak wygody w czasie największej zawieruchy w historii nie mógł narzekać.

Ślady jego popularności - te mniej zideologizowane niż głowa Hitlera - przetrwały do dziś. Łopuski wylicza: rzeźba „Macierzyństwo” (niem. „Mutter und Kind”) stojąca w Zaskoczynie, w ówczesnym szpitalu żołnierzy Luftwaffe; pomnik Kopernika dla Torunia, stojący jednak w Salzburgu; pomnik na 80 urodziny niemieckiego dramaturga i noblisty z 1912 roku, Geharta Hauptmanna, postawiony w Jagniątkowie (dziś dzielnica Jeleniej Góry), gdzie pisarz wtedy mieszkał. No a teraz ten Hitler z Muzeum Narodowego. 1942 był dla Thoraka wyjątkowo pracowitym rokiem.

Kręte ścieżki nazisty

Jak bliska była jednak Thorakowi ideologia narodowych socjalistów? - Pewnie nie aż tak bliska – mówi Łopuski. - Żona Thoraka była wszak Żydówką. Przez to, że rzeźbiarz cieszył się prestiżem samego Hitlera, pozwolono jej wyjechać do Anglii, i nie trafiła do obozu zagłady.

Rzeczywiście w latach 1929-39 Thorak był żonaty z Hildą Lubowski, z którą rozstał się dla wygody, pieniędzy i kariery w Rzeszy. Był na tyle w porządku, że ułatwił jej wyjazd przez swoje znajomości.

Jednak wiele wskazuje na to, że był jednocześnie gorliwym hitlerowcem. Interesujący wątek można znaleźć w wydanych niedawno w Polsce dziennikach Josepha Goebbelsa. Pod datą 27 lipca 1941 znajduje się zdanie: „Znakomitymi pracami błyszczą Breker, Klimsch i Thorak w rzeźbie”. Przypis do tego fragmentu wskazuje, że Thorak „Uchodził za wielkiego entuzjastę Hitlera i narodowego socjalizmu, co owocowało lukratywnymi zamówieniami”, a ponadto: „Brał też udział w zorganizowanym rabunku dzieł sztuki na ziemiach okupowanych przez Trzecią Rzeszę”.

Po wojnie Thorak przeszedł kilka procesów denazyfikacyjnych: sądy stwierdziły, że był zwykłym urzędnikiem, a w działaniach III Rzeszy uczestniczył w stopniu „normalnym”. Dostał emeryturę, mieszkał w pobliżu Salzburga, miał tam wystawy i otrzymywał zamówienia, na przykład z klasztoru w Linzu na figury religijne. Część jego prac została jednak skonfiskowana z jego pracowni i przetopiona. Zmarł z 1952 roku. Po śmierci uznano go po prostu za utalentowanego karierowicza i oportunistę. Pozbawionego sumienia, jak wielu Niemców.

O Thoraku zrobiło się głośno wiosną 2015 r. - za sprawą „Stępających koni”. Są to dwa odlane z brązu rumaki o nienaturalnej muskulaturze, które zdobiły wejście do nowego gmachu Kancelarii Rzeszy w Berlinie. Były ustawione tak, by Hitler mógł się nimi zachwycać z okien swojego gabinetu.

Ocalały z wojennej pożogi, do 1989 r. stały przy boisku jednej z radzieckich jednostek wojskowych w NRD. Potem zaginęły. W maju odnalazła je niemiecka policja w jednym z magazynów i zarekwirowała jako skradzione dzieła sztuki. Rozbito „gang handlarzy”, z których najstarszy ma 79 lat. Wystawili rumaki Hitlera na czarnym rynku w cenie półtora miliona euro za sztukę. Sam brąz z którego odlano obie rzeźby ma wartość 100 tys. euro.

Gdańskie znalezisko - popiersie Hitlera - od razu zauważono poza granicami Polski. Informacja na ten temat pojawiła się już m.in. w niemieckojęzycznym biogramie Thoraka w Wikipedii.

A teraz spekulujemy z Łopuskim, skąd ten Hitler Thoraka w Gdańsku: czy rzeźby zażyczył sobie sam Hitler, a potem podarował miastu Danzig? Czy zadziałał gauleiter Albert Forster i było to jego zamówienie? Na razie tego nie wiemy. Gdański Hitler jest zagadką. Łopuski obiecał ją rozwikłać.


Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora