Niech pani już nie krzyczy! Helena Turk walczy o seniorów

Gdyby gdańscy seniorzy mieli mieć swojego rzecznika, to na pewno byłaby nim Helena Turk. - Gdzie diabeł nie może, tam Helena wszystko załatwi - mówią o niej znajomi.
( Publikacja: 21.01.2016 )
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl

Helena Turk, szefowa i motor napędowy Klubu Seniora „Motława”.

 

Poznałyśmy się na Facebooku. Na żywo spotykamy się po raz pierwszy podczas coczwartkowego spotkania Klubu Seniora „Motława” w Instytucie Kultury Miejskiej przy Długim Targu w Gdańsku. W środku ponad 50 osób. Pani Helena z mikrofonem w ręku odczytuje komunikaty: że bilety na mecz Euro Polska - Serbia są do odbioru, że można się jeszcze zapisywać na wielkanocną wycieczkę do Jastrzębiej Góry, w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej czekają wejściówki na koncert z okazji Dnia Babci i Dziadka, a w MOPR przy Dyrekcyjnej 5 zaczęły się bezpłatne dyżury prawne…

Wśród znajomych na Facebooku niewielu mam znajomych po sześćdziesiątce. Po siedemdziesiątce - chyba tylko panią Helenę. Ale ani na oko, ani na ucho nie widać i nie słychać jej wieku. Ta kobieta jest wulkanem energii.

 

Za dzieckiem na czerwony kontynent

- Często słyszę: „Pani Heleno, niech pani już nie krzyczy! Załatwię to pani!” - śmieje się moja nowa znajoma. - Faktycznie, gdy ktoś nie uznaje oczywistych argumentów, chyba bezwiednie podnoszę głos. Mam wrażenie, że w Polsce to najlepszy sposób na załatwienie sprawy. W urzędach w Australii było to dużo łatwiejsze.

Z australijskiego czerwonego kontynentu wróciła niedawno, pięć lat temu. Z Polski wyjechała w 1981 roku, w okresie tzw. emigracji solidarnościowej.

- Nad Wisłę docierały informacje, że w wielu krajach zachodniej Europy otwarto obozy dla uchodźców z Polski, m.in. w Austrii czy Niemczech - wspomina początek lat 80. pani Helena. - Przyjmowały nas nawet dość hermetyczne Kanada, Stany Zjednoczone i Australia.

Wyjazd za granicę w tamtych czasach to nie była prosta sprawa. Paszporty Polaków formalnie przechowywane były w biurach paszportowych, ale de facto dysponowała nimi peerelowska policja polityczna, znana pod nazwą Służby Bezpieczeństwa. By otrzymać dokument, trzeba było mieć dobre uzasadnienie.

- Znalazłam sposób: wykupiłam trzydniową wycieczkę do Bratysławy i Wiednia - streszcza często wówczas stosowany fortel. - W Bratysławie musieliśmy zostawić w hotelu wszystkie bagaże. Na wycieczkę do Wiednia można było zabrać tylko podręczne drobiazgi. Z torebką w ręce wsiadłam do autokaru. W Wiedniu kierowca pojechał prosto do gmachu policji, gdzie cała nasza wycieczka poprosiła o azyl.

„Turystów” Austriacy przetransportowali do ośrodka dla uchodźców w Traiskirchen, gdzie czekali na wyjazd do krajów docelowych. Helena Turk wybrała Australię, gdzie była już jej córka. Mąż miał dołączyć później. Nigdy się już nie spotkali.

- Jadąc samochodem po Hucisku, źle się poczuł. Wjechał na chodnik przed ówczesnym Klubem Studentów Wybrzeża Żak, stał tam taki półokrągły pawilonik. Nikt nie zareagował. Mąż zmarł w samochodzie na zawał - w głosie Heleny przez chwilę słychać smutek i tęsknotę.

Każde spotkanie w IKM zaczyna się od odczytania ogłoszeń.

 

Robal w każdej szafie

W Australii mieszkała 30 lat.

- Po przejściu na emeryturę postanowiliśmy z moim drugim mężem wyjechać do Polski, do mojego rodzinnego miasta nad Motławą. Pięć lat temu po prostu spakowaliśmy manatki i zostawiliśmy za sobą wszystkie robale.

Owady są koszmarem, który do dziś budzi w niej dreszcz obrzydzenia. Swój australijski jednorodzinny dom poddawali dezynsekcji raz w miesiącu. Do dzisiaj filiżankę wyjętą z kredensu natychmiast podstawia pod kran. To odruch - nigdy nie wiadomo, czy nie zadomowił się w niej jakiś jadowity pająk albo skorpion.

Z negatywnych aspektów życia w Australii pani Helena wymienia jeszcze… powietrze.

- Jest tam bardzo gorąco i bardzo wilgotno. Dosłownie po kilku sekundach od wyjścia z domu ubrania przylepiają się do ciała - wspomina. - Dla ludzi w moim i męża wieku to bardzo uciążliwe.

Jej mężem jest Martin, Słoweniec.

- Poznaliśmy się na potańcówce w Domu Polskim w Brisbane. Najpierw wysłał kolegę, Polaka, by ten zaprosił mnie do tańca, sam nie miał odwagi - panią Helenę nadal bawi to wspomnienie. - Zresztą, trudno było nam się na początku dogadać. Ja mówiłam po polsku, po angielsku jeszcze słabo. On po angielsku i słoweńsku. Ale te bariery szybko pękły, łatwo odnaleźliśmy i wspólny język, i wspólne spojrzenie na życie.

Wspólnie też postanowili życie na emeryturze przenieść do Gdańska.

Co czwartek gościny klubowi udziela Instytut Kultury Miejskiej.

 

Miejsca ciągle mało

- Brisbane i Gdańsk różni nie tylko fauna, położenie i klimat. Ludzie są życzliwi i tu, i tam, ale w Australii życie jest zdecydowanie łatwiejsze, a urzędnicy wiedzą, że ich praca to służba społeczeństwu i miasto jest całkowicie otwarte na swoich obywateli - mówi. - Ale emeryt australijski wcale nie ma lekko. Utrzymanie domu jest drogie, a emerytury zupełnie przeciętne. I też, jak w Polsce, są długie kolejki do lekarzy specjalistów.

Gdy już trochę zadomowili się w Gdańsku, wulkan energii ruszył do gdańskiego magistratu zapytać o najbliższy klub seniora.

- Nie było ani najbliższego, ani nawet dalszego - wspomina swoją wizytę w Urzędzie Miejskim pięć lat temu. - Dowiedziałam się, że seniorzy ze Śródmieścia spotykają się od czasu do czasu w Galerii za Murami, gdzie gościny udziela im Stowarzyszenie Nadbałtyckie Plastyków im. Mariana Mokwy.

Początkowo nie działo się tam zbyt wiele. Grupka gdańszczan - około 20 osób - spotykała się na pogaduchach przy kawie czy herbacie. Jednak z czasem zaczęło ich przybywać, aż galeria zrobiła się za ciasna. Z pomocą przyszły Rada Dzielnicy Śródmieście i Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk”, które miały wówczas wspólną siedzibę przy ul. św. Ducha. Radni i członkowie stowarzyszenia pomagali seniorom zadomowić się w Śródmieściu, a Helena Turk postanowiła poruszyć niebo i ziemię, by znaleźć w swoim ukochanym Gdańsku własne lokum dla klubu. Oczywiście, że jej się udało! Miasto wyremontowało niewielki (około 50 mkw.) lokal przy Ogarnej, udostępniony przez Fundację Gdańską, a Stowarzyszenie „Nasz Gdańsk” oficjalnie wzięło Klub Seniora „Motława” pod swoje skrzydła. Uroczyste otwarcie nastąpiło w grudniu 2014 r.

- Nareszcie mieliśmy swoją siedzibę! - cieszy się pani Helena i zaraz poważnie dodaje: - Ale już jest za mała!

Krystyna Tylman, Helena Turk i Irmina Golińska w siedzibie klubu seniora przy Ogarnej.

 

Nie wyciągamy ręki po pomoc, bo chcemy pomagać

Po pięciu latach pod wodzą Heleny Turk KS „Motława” rozrósł się z 20 osób do ponad 70. Nie zmieściliby się w siedzibie klubu, dlatego od kilku miesięcy spotykają się raz w tygodniu w Instytucie Kultury Miejskiej przy Długim Targu.

- My nie potrzebujemy wsparcia ani pomocy – podkreśla przewodnicząca KS Motława. - Sami chcemy dawać.

I przytacza dane zaczerpnięte z Otwartego Gdańska: w 2014 roku w grodzie nad Motławą mieszka ponad 117 tys. osób w wieku powyżej 60 lat - to więcej niż jedna czwarta ogółu mieszkańców (prawie 461,5 tys.). Tylko 12 tys. seniorów potrzebuje codziennej pomocy osoby trzeciej, a drugie 12 tys. potrzebuje tej pomocy doraźnie.

- Reszta to ludzie aktywni, których ogromna część nie zamierza spędzać całych dni na kanapach przed telewizorem! - podkreśla przewodnicząca KS Motława. - Jak pani myśli, dlaczego co czwartek na naszych spotkaniach pojawia się nie pięć osób, a siedemdziesiąt? Bo chcemy działać! Ja jestem tylko po to, żeby te działania ukierunkować!

I kierunkuje. Organizuje pikniki i wycieczki, mobilizuje do udziału w Szlachetnej Paczce, do Rady Dzielnicy Śródmieście składa wnioski o dofinansowanie, stara się o granty. To do niej zwracają się osoby, które nagle znalazły się w trudnej sytuacji życiowej.

- Gdzie diabeł nie może, tam Helena wszystko załatwi - mówi z pełnym przekonaniem jej klubowa koleżanka Krystyna Tylman, emerytowana pani architekt.

Jedną z ostatnich spraw, które załatwiła Helena Turk, było znalezienie miejsca w zakładzie opiekuńczo-leczniczym dla ojca znajomej, którą Krystyna spotkała niedawno na ulicy. Znajoma była zapłakana, jej tatę dotknął jeden z trudniejszych symptomów starości – agresywne zachowania. Córka - też już niemłoda - nie dawała sobie rady.

- I nasza Helenka poszła, gdzie trzeba, i załatwiła, co trzeba - mówi z dumą o koleżance Irmina Golińska, która - podobnie jak pani Krystyna – należy do „starej gwardii”, jeszcze z czasów działań przy ulicy Za Murami. Przed emeryturą była ordynatorem w szpitalu reumatologicznym im. dr Jadwigi Titz-Kosko w Sopocie.

- Nic bym nie załatwiła, gdyby nie życzliwe osoby z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie - oponuje pani Helena. - Jest tam wiele dobrych dusz, a wśród nich Monika Ostrowska i Monika Grochulska. Zawsze szybko reagują na wszelkie kłopoty, z którymi do nich przychodzę, i zawsze mogę na nie liczyć!

Fotoreporter portalu gdansk.pl przyłapany przy pracy.

 

Co by tu jeszcze zdziałać…

Energia Heleny Turk jest zaraźliwa. Członkowie klubu sami co rusz występują z kolejnymi inicjatywami. Seniorki wydziergały kilkadziesiąt biało-czerwonych szalików i kotylionów, które rozdały uczestnikom Parady Niepodległości. Fundacji Hospicyjnej „Hospicjum to też życie” przekazały kilkadziesiąt kordonkowych ozdób choinkowych. Stworzyły grupę wokalną Mieszczki Gdańskie. - Nasze śpiewaczki same uszyły sobie suknie, w których występują. Nawet gdyby zabrakło im zdolności wokalnych, wyglądają tak pięknie i stylowo, że można by im wybaczyć brakii w talencie - śmieje się pani Helena.

Mieszczki mają próby przy Ogarnej, we wtorki. W środy spotykają się miłośniczki rękodzieła. W poniedziałki seniorzy urządzają sobie wycieczki z przewodnikiem po gdańskich zakamarkach. W piątki, w gościnnym Gimnazjum nr 8 przy Żabim Kruku, pani Iwona prowadzi dla nich gimnastykę rehabilitacyjną.

Co jeszcze wymyśli Helena Turk?

Marzy jej się gdańskie Centrum Seniora z prawdziwego zdarzenia. Takie, jak Centrum Aktywności Seniora w Gdyni.

- W ubiegłym roku Gdynia trafiła nawet do „Złotej Księgi Dobrych Praktyk na rzecz Społecznego Uczestnictwa Osób Starszych” - mówi z uznaniem przewodnicząca KS „Motława”. Rzecznik Praw Obywatelskich docenił miasto „za realizację polityki senioralnej opartej na czterech filarach: aktywizacji, partycypacji, dialogu międzypokoleniowym i opiece. Doceniono także zastosowanie podejścia partycypacyjnego, które wzmacnia i buduje postawy obywatelskie wśród seniorów.  Seniorzy zostali tutaj potraktowani jako eksperci od swoich spraw”.

Helena Turk chciałaby, żeby w Gdańsku powstała rada seniorów. Deklarację, że doprowadzi do utworzenia takiej rady w Gdańsku, złożyła podczas pierwszego posiedzenia Obywatelskiego Parlamentu Seniorów, które 1 października 2015 r. odbyło się w gmachu Sejmu w Warszawie. Co prawda, została poproszona o udział w pracach Rady ds. Seniorów przy prezydencie miasta, jednak tworzą ją w większości ludzie poniżej albo w okolicach czterdziestki.

- Uważam, że potrzeby seniorów najlepiej znają... seniorzy - w głosie pani Heleny słychać nutkę ironii. - Byłoby dobrze, gdyby w każdej dzielnicy, na przykład przy radach dzielnicowych, pojawiło się parę aktywnych osób w starszym wieku. Mogłyby mieć głos doradczy, rozeznawać potrzeby i bolączki seniorów mieszkających na Przymorzu czy w Górkach Zachodnich, podpowiadać rozwiązania.

Jej działalność i oddanie sprawom innych doceniła kapituła Nagrody Prezydenta Gdańska im. Lecha Bądkowskiego. W lutym 2015 roku z rąk prezydenta Pawła Adamowicza odebrała nagrodę i tytuł Gdańskiego Społecznika Roku. Ci, którzy ją znają, są pewni, że Helena nie osiądzie na laurach i na działalności w Klubie Seniora „Motława” też nie poprzestanie...