PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Siatkówka: kto ma Wlazłego – ten wygrywa

A
A

Gorący doping w Ergo Arenie 10 550 kibiców i ambitna postawa graczy LOTOSU Trefla nie wystarczyła im do odniesienia drugiego zwycięstwa nad mistrzami Polski. Bełchatowianie wygrali 3:1, rewanżując się gdańszczanom za ubiegłotygodniową porażkę.

Przed meczem gdańszczanie podkreślali, że kluczem do zwycięstwa w drugim meczu będzie mocna i precyzyjna zagrywka. Pierwszy set potwierdził te zapowiedzi, jednak na nieszczęście LOTOSU Trefla, to przyjezdni prezentowali się w tym elemencie lepiej. Gdańszczanie rozpoczęli od stanu 4:2, jednak serwisy Mariusza Wlazłego dały PGE Skrze pięć punktów z rzędu i od tego momentu podopieczni Andrei Anastasiego już w tej partii nie prowadzili. Ich dwu-trzypunktowa strata wzrosła do sześciu oczek przy serii zagrywek Facundo Conte w okolicach drugiej przerwy technicznej. 18:25.

W drugiej partii PGE Skra prowadziła tylko raz, przy wyniku 3:4. Gdańszczanie poprawili zagrywkę, posyłając w tym secie trzy asy, przy zerowym dorobku rywali. Mocne serwisy graczy LOTOSU Trefla utrudniały bełchatowianom wyprowadzanie skutecznych akcji. W tej odsłonie przyjezdni atakiem zdobyli zaledwie 5 punktów, kończąc ze słabą, 26-procentową skutecznością. Gospodarze zbudowali pewną, sześciopunktową przewagę, która w końcówce dzięki punktowym zagrywkom Schwarza jeszcze wzrosła, a seta zakończył jeden z ośmiu popełnionych w tym secie błędów własnych w drużynie gości. 25:16.

Trzecią odsłonę od pomyłek w ataku i przyjęciu rozpoczęli jednak gdańszczanie, przez co PGE Skra objęła prowadzenie 4:0. Ich przewaga rosła do wyniku 11:5, a później LOTOS Trefl rozpoczął odrabianie strat. Motorem napędowym był wtedy Wojciech Grzyb, który punktował atakiem, blokiem i dwukrotnie zagrywką. Po drugiej przerwie technicznej gospodarze doszli rywali na jeden punkt, a później wyrównali na 22:22 po punktowym serwisie Mateusza Miki. Końcówkę tej partii 10,5 tysiąca fanów w Ergo Arenie oglądało na stojąco. Decydujące fragmenty partii były pojedynkiem atakujących, który na korzyść swojego zespołu rozegrał Wlazły. 26:28.

Czwarty set długo był wyrównany, a żadna z drużyn nie mogła odskoczyć na więcej niż dwa punkty. W środkowej fazie partii wyższy bieg wrzuciła jednak PGE Skra. Zwiastunem tego była kapitalna kombinacja gości, zakończona atakiem Facundo Conte. Po niej na tablicy pojawił się ostatni w tym meczu remis, 14:14. Chwilę później bełchatowianie prowadzili już trzema, a później pięcioma punktami, a pierwszą piłkę meczową wprowadzali do gry przy wyniku 20:24. Wtedy Bartosz Gawryszewski zatrzymał Wojciecha Włodarczyka, a chwilę później Mika skończył atak z szóstej strefy. Jednak po przerwie, o którą poprosił trener gości Miguel Angel Falasca, gdański przyjmujący zepsuł zagrywkę i mecz zakończył się zwycięstwem PGE Skry. 22:25.

Ryzyko w polu zagrywki w drużynie LOTOSU Trefla przełożyło się aż na 22 punkty oddane tylko tym elementem, przy 37 błędach popełnionych ogółem przez gdańskich siatkarzy. Tym razem nie mógł wstrzelić się Murphy Troy, który jednak dzięki 21 zdobytym punktów przekroczył magiczną granicę 500 oczek w jednym sezonie PlusLigi i umocnił się na pozycji najlepiej punktującego gracza rozgrywek.

W półfinałowej rywalizacji do trzech zwycięstw jest więc remis 1:1. Trzeci mecz rozegrany zostanie w środę, 18 marca, o godz. 20.30 w Bełchatowie. Spotkanie transmitowane będzie przez Polsat Sport.

LOTOS Trefl Gdańsk - PGE Skra Bełchatów 1:3 (18:25, 25:16, 26:28, 22:25)

LOTOS Trefl: Grzyb (8), Falaschi (3), Schwarz (7), Gawryszewski (12), Troy (21), Mika (18), Gacek (libero) oraz Stępień, Schulz (1), Wierzbowski.

PGE Skra: Wlazły (21), Kłos (5), Conte (11), Wrona (5), Uriarte (4), Marechal (5), Tille (libero) oraz Piechocki (libero), Brdjović, Muzaj, Włodarczyk (6), Lisinac.

MVP meczu: Mariusz Wlazły (PGE Skra).

Widzów: 10 550.

Michał Rudnicki