PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Podbeskidzie – Lechia 2:3. Komedia omyłek

Biało-zieloni na boisku w Bielsku-Białej znów zafundowali sobie i kibicom horror na własne życzenie. Kończyli mecz zwycięscy, ale bardzo porozbijani. Omyłek piłkarzy i sędziego było co niemiara.

A
A

Biało-zieloni na boisku w Bielsku-Białej znów zafundowali sobie i kibicom horror na własne życzenie. Kończyli mecz zwycięscy, ale bardzo porozbijani. Omyłek piłkarzy i sędziego było co niemiara.

W 7. minucie Grzegorz Rasiak, który po kilku tygodniach siedzenia na ławce wrócił do łask trenera Bogusława Kaczmarka i wyszedł w pierwszym składzie, otrzymał znakomite podanie od Abdou Razacka Traore, minął bramkarza i trafił zgrabnie między słupki.

Kilkanaście minut później Ricardinho strzelił jak z armaty z 14 metrów, piłka odbiła się od poprzeczki, następnie za linią bramkową, ale wyszła w pole. 2:0 dla Lechii? Ależ nie, bo sędzia główny nie miał prawa zobaczyć, że był gol, a sędzia asystent zaspał i też go nie zauważył.

W 37. minucie Jarosław Bieniuk tak wysoko wyskoczył do główki, że musiał nieco obniżyć lot, by odbić piłkę. Trafił jednak nosem w czubek głowy  obrońcy Podbeskidzia Dariusza Pietrasiaka tak nieszczęśliwie, że obficie zalał się krwią i wyglądał jak aktor przygotowany do gry w horrorze. Musiał opuścić boisko – diagnoza brzmi, że nos jest złamany, ale w klubie już szykują dla niego specjalną maskę ochronną, by mógł wystąpić w kolejnym meczu.

W 60. minucie zabawę w kotka i myszkę Lechii przerwał dość brutalnie strzał Damiana Chmiela w słupek i celna dobitka rezerwowego Lirana Cohena. Podbeskidzie wyrównało na 1:1.

W 78. minucie bramkarz Lechii Bartosz Kaniecki zderzył się w niegroźnej sytuacji z pogromcą biało-zielonych, Pietrasiakiem. Leżał długo na trawie, potem zszedł z boiska w bólem wypisanym na twarzy. Zastąpił go rezerwowy Michał Buchalik, a diagnoza brzmi, że Kaniecki ma złamaną kość łokciową i już na pewno nie zagra w tym roku. Trener Kaczmarek na sześć ostatnich meczów rundy jesiennej ma więc w bramce do dyspozycji Buchalika oraz 19-letniego Patryka Sobczaka, którego futbolu na wysokim poziomie jeszcze nie smakował. Aż strach się bać, jeśli w którymś meczu coś się stanie trzeciemu (nominalnie) bramkarzowi Lechii Buchalikowi…

W 82. minucie Mateusz Bąk, który przez lata był lechistą, ale teraz zatrudniają go w Podbeskidziu, przepuścił do siatki strzał, jakich setki broni na każdym treningu. Ricardinho uderzył zza pola karnego lekko i niedbale – tak, by nikt nie miał do niego pretensji, że nie próbował w rozsądny sposób zakończyć skazanej na niepowodzenie akcji. Nie wnikajmy, o czym myślał Bąk, kiedy piłka zbliżała się do niego – Lechia wyszła na prowadzenie 2:1.

Po meczu? A skąd! W 87. minucie piłkarze Lechii znów wyciągnęli pomocną dłoń do Podbeskidzia (na spółkę zrobili to Sebastian Madera oraz Buchalik), a prezentu nie omieszkał zmarnować rezerwowy Fabian Pawela. 2:2.

Ale to nie koniec. W czwartej minucie doliczonego czasu gry 17-letni rezerwowy Kacper Łazaj oraz Piotr Brożek skonstruowali akcję, która zakończyła się bezsensownym faulem nieszczęsnego Pietrasiaka na Brożku. Karnego na gola ładnie zamienił Traore i można było czcić czwarte wyjazdowe zwycięstwo biało-zielonych.

Lechia zajmuje teraz w tabeli 7. miejsce, ale jej strata do wicelidera wynosi zaledwie dwa punkty. W najbliższą niedzielę o godz. 14.30 zagra na PGE Arenie z liderem Legią. Przewidywana wysoka frekwencja kibiców.

Podbeskidzie Bielsko-Biała - Lechia Gdańsk 2:3 (0:1)

Bramki dla Podbeskidzia: Cohen (60), Pawela (87); dla Lechii: Rasiak (7), Ricardinho (82), Traore (90+4, karny).

Lechia: Kaniecki (79, Buchalik) - Janicki, Madera, Bieniuk (37, Deleu), Brożek - Ricardinho, Surma, Pietrowski, Machaj, Traore - Rasiak (69, Łazaj).

Podbeskidzie: Bąk - Cienciała, Bucko, Pietrasiak, Król - Malinowski (63, Adamek), Sokołowski, Łatka (55, Cohen), Chmiel - Jeleń, Demjan (84, Pawela).

Krzysztof Guzowski