PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Pierwsze zwycięstwo Lechii na PGE Arenie

Lechia Gdańsk pokonała Górnika Zabrze 2:1 (0:1) w meczu kończącym 6. kolejkę Ekstraklasy. Długo wydawało się, że biało-zieloni nie zdobędą ani jednego punktu.

A
A

Lechia Gdańsk pokonała Górnika Zabrze 2:1 (0:1) w meczu kończącym 6. kolejkę Ekstraklasy. Długo wydawało się, że biało-zieloni nie zdobędą ani jednego punktu.

W pierwszej połowie przewaga Górnika była przygniatająca. Dominacja gości brała się stąd, że przeszkadzali Lechii w wyprowadzaniu akcji dosłownie pod jej polem karnym. Kryli każdy swego, nie dawali się mijać, z łatwością odbierali lechistom piłkę, co powodowało coraz głośniejsze gwizdy na trybunach.

Tak grają obecnie największe drużyny europejskie, ale warunek powodzenia jest jeden ? trzeba mieć stalowe płuca (jak Alfred Olek, legendarny piłkarz Górnika z lat 60. i 70.), żeby wytrzymać krótkie sprinty, nagłe zwroty, natychmiast wstawać po ślizgach, walczyć o każdą piłkę. I biegać, biegać, biegać.

Lechia nie miała żadnych szans, żeby stworzyć choć jedno zagrożenie pod bramką Górnika. Gościom udało się w 31. minucie. Strzelił mocno Tomasz Zahorski, bramkarz Sebastian Małkowski wypuścił piłkę z rąk jak junior, pierwszy do dobitki zdążył wypożyczony z Polonii Daniel Gołębiewski. To był bardzo łagodny wymiar kary dla Lechii jak na różnicę w poziomie gry obu drużyn.

Po przerwie przekonaliśmy się, dlaczego Górnik gra w Ekstraklasie, a nie jest liderem Bundesligi. Siły opuszczały gości z każdą minutą. Nie było już mowy o natrętnym przeszkadzaniu Lechii, która coraz śmielej zapuszczała się w okolice zabrskiej bramki. Jeszcze Piotr Wiśniewski przestrzelił w stuprocentowej sytuacji, gdy piłkę wyłożył mu Lewon Airapetian (to najlepszy piłkarz Lechii na początku sezonu, wiele zyskał, gdy został przesunięty do pomocy), ale kolejna akcja zakończyła się powodzeniem ? Mateusz Machaj wyrównał pięknym strzałem z woleja zza linii pola karnego.

Na prowadzenie biało-zielonych trzeba było czekać dłużej niż wynikało to z sytuacji boiskowych. Niewiele brakowało, by zamiast 2:1 zrobiło się 1:2, bo w jednej z nielicznych kontr Górnika Paul Thomik trafił w słupek. Lechia ?wdusiła? jednak drugiego gola: po zagraniu Airapetiana stoper Adam Danch odbił piłkę ręką i sędzia podyktował karnego. W tej akcji nie było żadnych wątpliwości mimo protestów gości ? Danch naprawdę zatrzymał ręką piłkę zmierzającą na bramkę Łukasza Skorupskiego. Świadomie, czy nieświadomie ? to nie ma znaczenia, bo Górnik na akcji Dancha zdecydowanie skorzystał.

Piotr Wiśniewski zamienił karnego na gola, ale ze świętowaniem pierwszego zwycięstwa na PGE Arenie trzeba było chwilę poczekać. Miała jeszcze kilka okazji Lechia (fatalne pudło debiutanta Josipa Tadicia), miał Górnik, który resztkami sił zerwał się do odrabiania strat. W ostatniej minucie w słupek trafił Michał Pazdan.

Mecz był bardzo żywy, emocji co niemiara, poziom też mógł zadowolić. Na kolejny mecz biało-zielonych (30 września z Bełchatowem) powinno przyjść więcej kibiców niż tych 18 566, którzy pofatygowali się na Letnicę w poniedziałkowy wieczór. Lechia jest w tabeli 10., ale strata do lidera z Kielc wynosi tylko 4 punkty.

Lechia Gdańsk - Górnik Zabrze 2:1 (0:1)

Dla Lechii: M. Machaj (59), P. Wiśniewski (82, karny); dla Górnika: D. Gołębiewski (31). Żółte kartki: A. Banaś, A. Danch (Górnik). Sędziował Sz. Marciniak (Płock). Widzów 18 566.

Lechia: Małkowski - Bąk (85, Deleu), Vućko, Janicki, Andriuskevicius - Machaj (71, Pietrowski), Surma, Airapetian - Lukjanovs, Tadić, Wiśniewski.

Górnik: Skorupski - Bemben, Danch, Banaś, Marciniak - Thomik (86, Olkowski), Mączyński, Przybylski, Kwiek (76, Pazdan), Zahorski - Gołębiewski (64, Nakoulma).

Krzysztof Guzowski