PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Lechia – Zawisza 0:0. Po staremu

A
A

Piłkarze Lechii nie byli w stanie zrobić na PGE Arenie nic złego ostatniemu w tabeli Zawiszy Bydgoszcz. Grali po staremu – czyli nijak.

Jedynym zagrożeniem dla bramki Grzegorza Sandomierskiego był Piotr Grzelczak. Strzelał efektownie z woleja w 5. minucie oraz 26. (poprzeczka). W 85. minucie przelobował nie tylko wybiegającego bramkarza Zawiszy, ale także pustą bramkę. Grał już wtedy jako środkowy napastnik, ponieważ trener Jerzy Brzęczek wreszcie ściągnął z boiska kompletnie bezradnego i zagubionego Antonio Colaka.

Ten mecz był kolejnym przykładem, że w polskiej Ekstraklasie nie da się wygrywać meczów bez napastnika, który stwarza przeciwnikom choć trochę kłopotów. W odróżnieniu od większości zespołów, w Lechii takiego nie ma. Colak nie nadaje się na ten poziom rozgrywek, próbuje się przebić Kevin Friesenbichler (przeciwko Zawiszy nie grał z powodu kontuzji). Jeśli jemu też się nie uda, może warto postawić na młodego Dawida Karczewskiego? Lechia nie potrzebuje już pomocników i obrońców, tylko dobrego napastnika i bramkarza.

Jedynym plusem meczu z Zawiszą było to, że gdański klub znów nie stracił gola.

Lechia Gdańsk - Zawisza Bydgoszcz 0:0

Żółte kartki: Mavroudis Bougaidis (Lechia) - Sebastian Kamiński, Josip Barisić (Zawisza). Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Widzów 15 624.

Lechia: Bąk - Wojtkowiak, Janicki, Bougaidis, Wawrzyniak – Makuszewski, Łukasik, Możdżeń (46, Borysiuk), Mila (81, Wiśniewski), Grzelczak - Colak (75, Bruno Nazario).

Zawisza: Sandomierski - Wójcicki, Micael, Marić, Ziajka - Kamiński (73, Smektała), Majewski, Drygas, Predescu (59, Alawerdaszwili), Alvarinho (90, Świerczok) - Barisić.

k.g.