PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Lechia – Śląsk 2:3. Skutki porażenia prądem

Od 2:0 do 2:3 – w taką wycieczkę od szczęścia do rozpaczy zabrali prawie 20 tysięcy kibiców piłkarze Lechii w niedzielne popołudnie.

A
A

Od 2:0 do 2:3 – w taką wycieczkę od szczęścia do rozpaczy zabrali prawie 20 tysięcy kibiców piłkarze Lechii w niedzielne popołudnie.

Do 60. minuty Lechia grała jak kandydat do mistrzostwa Polski. Jej gra była lekka i pełna pomysłów, Śląsk był zgrabnie trzymany na dystans, a gdy tylko zbliżał się do bramki biało-zielonych, defensorzy Lechii natychmiast chwytali wroga za gardło. Abdou Razack Traore udowadniał, że jest najlepszym obcokrajowcem w lidze i sam zdobył dwa gole.

Najpierw Przemysław Kaźmierczak kopnął go z woleja w piszczel i poszkodowany ładnie strzelił z rzutu karnego, a po kilku minutach wykonał zjawiskowy rajd, pięciu gości patrzyło, jak przebiera nogami, nikt nie śmiał mu przeszkadzać w piłkarskim tańcu, bramkarz Kelemen też był spóźniony z interwencją, gdy A. Razack kończył swoje dzieło niezbyt trudnym do obrony strzałem.

Było 2:0 i wszystko wskazywało na to, że mistrz Polski jest na łopatkach, a PGE Arena wreszcie służy lechistom do pokazania pełnej klasy. Niestety, kolejne 12 minut to okres przeżywania fascynacji własnymi dokonaniami, porażenie prądem i totalna niemoc, która chyba jeszcze nigdy biało-zielonym się nie przydarzyła w żadnej klasie rozgrywkowej. Te 12 minut wystarczyło, by stracili trzy gole i przegrali wygrany mecz.

Błąd gonił błąd, nikt nie pilnował najgroźniejszego wśród gości Sebastiana Mili, wszyscy odwracali się plecami, gdy ten próbował strzałów (oba jego gole po obcierkach od nóg gdańszczan). Za chwilę decydujący cios – dośrodkowanie Kaźmierczaka zamienił na decydującego gola Rok Elsner.

Mila powiedział po meczu, że tak kocha Lechię, iż było mu przykro, gdy ją ranił. Mila po raz kolejny wyraźnie zaprasza jej kierownictwo do rozmów, bo z końcem sezonu kończy mu się kontrakt we Wrocławiu i chętnie wróciłby do klubu, z którego wyruszał do kariery.

Ciekawe, czy w Lechii zostanie Traore, który ma umowę tylko do końca rundy jesiennej. To jest as gdańskiej drużyny, jej siła i jednoosobowe dowództwo. Uzależnienie gry całej drużyny od jego popisów jest przeogromne i aż trudno sobie wyobrazić, jak Lechia musiałaby się zmienić, gdyby przyszło jej radzić sobie bez niego.

Jeszcze słowo o sędzim. Tomasz Musiał (syn Adama, legendy polskiej piłki) po raz kolejny udowodnił, że jest najlepszy w Polsce. W Gdańsku spędził na boisku 90 bezbłędnych minut. Od dawna zasługuje, by pomóc mu w karierze międzynarodowej.

Lechia Gdańsk - Śląsk Wrocław 2:3 (1:0)

Dla Lechii: A. Traore – 2 (44, karny i 50); dla Śląska: S. Mila – 2 (61 i 71), R. Elsner (73). Sędziował T. Musiał. Widzów 19 400.
Lechia: Kaniecki - Janicki, Madera, Bieniuk, Brożek – Ricardinho (60, Kacprzycki), Surma (65, Andreu), Pietrowski, Machaj, Wiśniewski (75, Łazaj) – Traore.
Śląsk: Kelemen - Socha, Jodłowiec, Grodzicki, Mraz - Ćwielong (69, Cetnarski), Elsner, Kaźmierczak, Mila, Sobota - Gikiewicz (90, Kowalczyk).

Krzysztof Guzowski