PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Lechia ? ŁKS 0:0. Za porządni, za wolni, nieskuteczni

22 razy strzelała Lechia na bramkę ŁKS. Kilkakrotnie piłka poleciała w kierunku bramkarza gości, ale ani razu nie trafiła do siatki. Przeciągły gwizd pożegnał lechistów schodzących do szatni.

A
A

22 razy strzelała Lechia na bramkę ŁKS. Kilkakrotnie piłka poleciała w kierunku bramkarza gości, ale ani razu nie trafiła do siatki. Przeciągły gwizd pożegnał lechistów schodzących do szatni.

Kibice jeszcze raz uwierzyli, że na pięknym stadionie ich ulubiona drużyna pokaże wreszcie klasę. Nic z tego. W rundzie wiosennej ubiegłego sezonu Lechia grała nijako, a teraz gra jeszcze bardziej bezbarwnie. Jej styl jest po prostu nudny. Brakuje dryblingów, zadziorności, przebojowych akcji, walki o piłkę pod polem karnym rywala, a nade wszystko radości z uprawiania futbolu na odpowiednim poziomie. Jedynym zawodnikiem, który podaje piłkę dalej niż na 15 metrów jest Mateusz Machaj.

I jeszcze te pierwsze 20 ? 30 minut. W każdym meczu jest tak samo: jedną trzecią czasu można sobie darować, spóźniając się na stadion nic się nie straci, bo wtedy biało-zieloni dopiero zwierają szyki, by zerwać się do boju. Jakby nie mogli tego zrobić podczas rozgrzewki.

Tak ustawiona i przygotowana do gry przez trenera Tomasza Kafarskiego drużyna jest za? porządna, żeby odnosić sukcesy. Jest za grzeczna i zbyt przewidywalna, by czymkolwiek zaskoczyła rywala. Nawet dziurawa jak sito obrona ŁKS (11 goli straconych w trzech pierwszych kolejkach) dość pewnie dawała sobie radę i ten grad strzałów tak naprawdę pozostanie tylko w statystykach, bo realnego zagrożenia się nie wyczuwało. Bramkarz Velimirović, przypominający w swoich ruchach całkiem prowincjonalnego piłkarza, ze spokojem odbił wszystko, co powinien.

Wydaje się, że formuła stosowana przez Kafarskiego wyczerpała się. Gra trzema napastnikami, bardzo szerokie rozgrywanie piłki może miało ładnie wyglądać, ale jest całkowicie bezskuteczne. Nikt inny w lidze takich sposobów nie stosuje, bo akcje trwają przeraźliwie długo, a jeśli w końcu uda się Bensonowi lub Lukjanovsowi urwać na skrzydle, to ich dośrodkowania są tak kiepskie, że wywołują śmiech u obrońców przeciwnika. Inne drużyny mają jedno albo dwa żądła i o wiele lepiej na tym wychodzą.

Lechia zremisowała dwa mecze na swoim boisku z najsłabszymi w lidze zespołami. Dodając do tych remisów porażki w dwóch pierwszych spotkaniach, mamy 14. Miejsce w tabeli. Trzeba koniecznie coś zrobić, żeby nie było jeszcze gorzej i żeby kilkanaście tysięcy kibiców zechciało przyjść na kolejny seans piłkarski na PGE Arenie.

Kafarski myśli inaczej, skoro na konferencji znowu sięgnął po futbolową poezję:  ?Na pewno nie jesteśmy zadowoleni z dorobku osiągniętego w pierwszych czterech meczach, ale na podsumowania, ani tym bardziej na ścinanie komuś głów jest zdecydowanie za wcześnie. Zdajemy sobie jednak sprawę, że u siebie trzeba wygrywać. Dzisiaj się nie udało, zatem postaramy się odnieść pierwsze zwycięstwo w sobotę w Krakowie nad Wisłą?. Fajnie, że trener jest aż takim optymistą.

Trenerowi ŁKS radość ze zdobycia pierwszego punktu w rozgrywkach też pomieszała szyki, skoro stwierdził: ?Gratuluję trenerowi Kafarskiemu bardzo dobrego zespołu?.

Lechia Gdańsk - ŁKS Łódź 0:0

Sędzia: Radosław Trochimiuk (Przasnysz). Widzów 22 706.

Lechia: Małkowski - Deleu, Vućko, Janicki, Airapetjan - Machaj, Surma, Nowak (74, Pietrowski) - Benson (82, Dawidowski), Wiśniewski, Lukjanovs (66, Sazankow).

ŁKS: Velimirović - Stefańczyk, Klepczarek, Łabędzki, Kaczmarek - Szałachowski, Romańczuk (77, Pruchnik), Kłus, Bykowski (73, Nowak) - Mięciel (85, Smoliński), Saganowski.

Krzysztof Guzowski