PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Lechia – Lech 1:2. Problem Sadajewa

W czwartej kolejce piłkarskiej Ekstraklasy Lechia przegrała na PGE Arenie z Lechem Poznań 1:2, choć do przerwy prowadziła 1:0. Wszystko się zmieniło, gdy czerwoną kartkę za faul zobaczył napastnik biało-zielonych Zaur Sadajew. Mecz obejrzało 25 529 widzów.

A
A

W czwartej kolejce piłkarskiej Ekstraklasy Lechia przegrała na PGE Arenie z Lechem Poznań 1:2, choć do przerwy prowadziła 1:0. Wszystko się zmieniło, gdy czerwoną kartkę za faul zobaczył napastnik biało-zielonych Zaur Sadajew. Mecz obejrzało 25 529 widzów.

Minęło 20 minut i Lechia mogła wygrywać 4:0.

W 5. minucie Maciej Makuszewski idealnie dośrodkował z rzutu rożnego, ale Rafał Janicki, stojący dwa metry przed bramką, źle trafił w piłkę i ona o centymetry minęła słupek. W 7. minucie, po wrzutce Nikoli Lekovicia, minimalnie obok słupka główkował Stojan Vranjes. W 13. minucie znowu Vranjes nie wykorzystał idealnego zagrania Makuszewskiego i będąc sam w polu karnym tak długo składał się do strzału, że w końcu został zablokowany przez obrońców. W 20. minucie Mateusz Możdżeń urwał się obrońcom na prawej stronie, podał w pole karne do niepilnowanego Makuszewskiego, ale ten strzelił obok słupka z kilku metrów.

Vranjes: faul, karny, gol

Lechia bardzo chciała strzelić przynajmniej jednego gola Lechowi, który trzy dni wcześniej odebrał siarczysty policzek od pół amatorskiego klubu z Islandii w eliminacjach do Ligi Europejskiej (w Poznaniu było 0:0, co oznaczało odpadnięcie z rozgrywek). W drużynie Lecha nie dawało się odczuć ducha walki, za to w Lechii było go chyba za dużo.

W 32. minucie na środku boiska doszło do przepychanki po faulu na Piotrze Grzelczaku. Najbardziej zapamiętali w wymianie popchnięć i głośnego mówienia do siebie – Zaur Sadajew (Lechia) i Vojo Ubiparip (Lech) dostali po żółtej kartce.

W 35. minucie winę za swoje wcześniejsze wpadki odkupił Vranjes. Wbiegł w pole karne, sfaulował go Hubert Wołąkiewicz i sam wykorzystał karnego. Lechia miała to, co chciała – prowadziła 1:0. Na tej akcji skończyły się jednak dobre czasy dla gospodarzy. Potem było już tylko źle i bardzo źle.

W 40. minucie wyrównującego gola dla Lecha zdobył Dawid Kownacki, po dośrodkowaniu z lewego skrzydła Gergo Lovrencsicsa. Sędzia asystent uznał jednak, że Węgier był na spalonym. W rzeczywistości nie był, ale sędzia zawsze ma rację.

Ciarki przeszły

W 45. minucie czerwoną kartkę zobaczył Sadajew. Sytuacja była trywialna, piłkę 40 metrów od bramki Lecha miał Łukasz Trałka, a jego nogi ostro zaatakował Sadajew. Nie pierwszy raz i nie pięćdziesiąty na polskich boiskach Czeczen z rosyjskim paszportem ostro atakuje nogi rywali, gdy nic nie uzasadnia takich działań. Aż ciarki przeszły po plecach na widok piszczeli Trałki zaatakowanej przez korki butów Sadajewa. Jedyna możliwa decyzja sędziego – czerwona kartka dla winowajcy.

Sadajew długo schodził z boiska, dyskutował, machał rękami, a na koniec zaatakował jeszcze – słownie i wymachiwaniem rękami przed nosem sędziego technicznego.

To, co powiedział po meczu trener Lechii Joaquim Machado jest skandaliczne: „W mojej opinii Sadajew dostał czerwoną kartkę niesłusznie. W tej akcji nie zasłużył nie tylko na czerwoną, ale nawet na żółtą kartkę. To była zwyczajna walka o piłkę. W całej Europie gra się przecież bardzo ostro. W Polsce sędziowie są przeczuleni na punkcie Sadajewa, a rywale to wykorzystują, domagając się pokazywania mu kartek.” Powinien jeszcze pogłaskać go po głowie.

O wiele trzeźwiejsi w osądzie tej sytuacji byli dwaj piłkarze Lechii. Ariel Borysiuk: „Ktoś musi w końcu do niego dotrzeć i okrzesać ten jego temperament, ale to już nie moja działka”. Maciej Makuszewski: „Dlaczego ja mam z nim rozmawiać? Dlatego że znam język rosyjski? To nie jest moja rola, nie jestem od tego, żeby kogoś ochrzaniać. To trener musi z nim porozmawiać i wyjaśnić pewne rzeczy.”

Całość zgrabnie podsumował Trałka: „Wszyscy w lidze wiedzą, jaki to zawodnik i że na niektóre sytuacje boiskowe reaguje bardzo nerwowo. Jeśli jest jakaś okazja, żeby go sprowokować, trzeba to robić”.

Same nieszczęścia

Trener nie widzi problemu Sadajewa, więc musi zareagować ktoś z władz klubu. Trzeba jak najszybciej zdać sobie sprawę, że grający tak ostro Czeczen jest zagrożeniem dla drużyny, ponieważ ciągle będzie zbierać czerwone kartki i ja osłabiać.

Jak Lechia, grając w dziesiątkę, opierała się Lechowi, który nagle nabrał ochoty na ambitniejszą grę?

Na początku nieźle, w 48. minucie Makuszewski, po odebraniu piłki Wołąkiewiczowi popędził na bramkę Kotorowskiego, był z nim sam na sam i strzelił… kilka metrów obok słupka.

W 50. minucie Darko Jevtić trafił atomowym strzałem w poprzeczkę bramki Lechii i obudził trzy drzemiące na niej wróble. To był sygnał do ataku. Lech rzadko schodził z połowy Lechii, akcje sunęły głównie skrzydłami.

Co wtedy zrobił Machado? Szybko zmienił bardzo dobrze grającego Daniela Łukasika na mocno zdziwionego nową dla niego pozycją w zespole Marcina Pietrowskiego. W 75. minucie kazał zejść z boiska Vranjesowi i w jego miejsce wprowadził Adama Buksę. Niestety, Buksa ma tylko jedną zaletę – skończył dopiero 18 lat. W piłkę na poziomie Ekstraklasy grać nie umie i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się nauczy. Zresztą, w Lechii był napastnik kropka w kropkę do niego podobny – Adam Duda. Po co klub ściągał Buksę, skoro miał Dudę?

Największym błędem Machado było jednak to, ze nie zauważył zagrożeń na prawym skrzydle. Hasali tam bezkarnie Tomasz Kędziora i Dawid Kownacki, a naprzeciwko nich stawał najczęściej coraz bardziej zmęczony Grzelczak. Efekt? Dwa znakomite dośrodkowania Kędziory, dwa gole głową rezerwowego Łukasza Teodorczyka z kilku metrów. Dopiero po drugim golu Machado zamienił Grzelczaka na Bartłomieja Pawłowskiego.

Tak się przegrywa mecze na własne życzenie. Jedyna dobra wiadomość z PGE Areny była taka, że na trybunach zasiadło 25 529 widzów. To druga największa frekwencja na meczu ligowym Lechii.

Lechia Gdańsk – Lech Poznań 1:2 (1:0)

Bramki: Stojan Vranjes (36, karny) dla Lechii oraz Łukasz Teodorczyk – 2 (80 i 84) dla Lecha. Żółte kartki: Zaur Sadajew, Mateusz Możdżeń (Lechia), Vojo Ubiparip, Łukasz Trałka, Dawid Kownacki, Łukasz Teodorczyk (Lech). Czerwona kartka: Zaur Sarajew (Lechia, 45). Sędziował Szymon Marciniak (Płock). Widzów 25 529.

Lechia: Trela - Możdżeń, Janicki, Valente, Leković - Makuszewski, Borysiuk, Vranjes (75, Buksa), Łukasik (55, Pietrowski), Grzelczak (86, Pawłowski) – Sadajew.

Lech: Kotorowski - Kędziora, Wołąkiewicz, Kamiński, Henriquez - Kownacki, Trałka, Hamalainen (66, Teodorczyk), Jevtić (90, Formella), Lovrencsics (74, Douglas) – Ubiparip.

Krzysztof Guzowski