PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Inauguracja PGE Areny: bardzo słaba Lechia

34 186 kibiców przyszło zobaczyć pierwszy mecz na PGE Arenie. Lechia zremisowała z Cracovią 1:1 i miała dużo szczęścia, że nie poniosła trzeciej kolejnej porażki w Ekstraklasie. Pierwszego gola na nowym stadionie zdobył Fred Benson.

A
A

34 186 kibiców przyszło zobaczyć pierwszy mecz na PGE Arenie. Lechia zremisowała z Cracovią 1:1 i miała dużo szczęścia, że nie poniosła trzeciej kolejnej porażki w Ekstraklasie. Pierwszego gola na nowym stadionie zdobył Fred Benson.

To mogło być niezapomniane otwarcie: piękna pogoda, tłumy nadzwyczaj głośnych kibiców (tylko mecze ligowe Lecha Poznań obserwowało więcej ludzi) oraz teoretycznie łatwy do ogrania przeciwnik, który dwa pierwsze mecze w tym sezonie też przegrał. Oczekiwania były ogromne, ale całe szczęście, że nie doszło do katastrofy.

Kiedy prezydent Lech Wałęsa i premier Donald Tusk usiedli w loży, arcybiskup Leszek Sławoj Głódź poświęcił PGE Arenę, a prezydent Paweł Adamowicz przekazał piłkę sędziemu by  rozpocząć widowisko, Cracovia ruszyła do ataku. I tak naprawdę atakowała przez 90 minut, a chwilami jej przewaga była miażdżąca. Gdyby Andrzej Niedzielan miał nieco lepsze oko, mniej nerwowo zabierał się do strzelania i sędziowie grubo się nie mylili, goście mogli wygrać dwiema ? trzema bramkami.

Futbol bywa jednak przewrotny ? ni z tego, ni z owego gola Lechia wyszła na prowadzenie. Stało się to w 25. minucie po pierwszej i ostatniej akcji w wykonaniu gospodarzy, po której wszyscy wstali z miejsc: Fred Benson wymienił podania z Tomaszem Dawidowskim, znalazł się sam przed Wojciechem Kaczmarkiem i strzelił obok rąk bramkarza. W rewanżu bramkę zdobył Niedzielan, jednak sędzia jej nie uznał, bo liniowy asystent widział spalonego, którego nie było.

Druga akcja szybkiego jak wiatr Niedzielana: minął wszystkich, z Sebastianem Małkowskim włącznie, ale zamiast strzelać do pustej bramki, postanowił poczekać na bramkarza, jeszcze raz go oszukać i poplątały mu się nogi. Trzecia akcja Niedzielana: sam na sam z Małkowskim, ostry kąt i uderzenie w boczną siatkę. Czwarta akcja Niedzielana: znowu szybszy od wszystkich, wychodził sam na sam, ale wyciągnięte ręce Luki Vućko zatrzymały go przed linią pola karnego. Zamiast czerwonej kartki, lechista dostał tylko żółtą.

Cracovia dostała jednak to, na co zasłużyła. W 69. minucie rezerwowy Aleksejs Visnakovs wykorzystał perfekcyjne podanie od Saidi Ntibazonkizy i posłał piłkę pomiędzy nogami Małkowskiego. Kibice mocno gwizdali na biało-zielonych po ostatnim gwizdku, ale zapewne znów stawią się tłumnie na kolejnym meczu, za tydzień w poniedziałek. Przeciwnikiem będzie ŁKS, który w trzech meczach zdobył 0 punktów, strzelił 0 goli i stracił ich 11.

Fragment pomeczowej poezji futbolowej w wykonaniu trenera Lechii Tomasza Kafarskiego: ?Na pewno jeden punkt zdobyty w trzech meczach nie stawia nas w najlepszej sytuacji, niemniej pierwszy remis też daje powody do satysfakcji? Mam tylko pewne zastrzeżenia do gry ofensywnej naszego zespołu. Nie wynikały one jednak ze słabszej postawy napastników, tylko z tego, że druga linia nie potrafiła utrzymać się dłużej przy piłce.?

Ciekawe, że trener nie miał zastrzeżeń do gry obrońców, których Niedzielan mijał jak tyczki.

Lechia Gdańsk - Cracovia 1:1 (1:0)
Bramki: Fred Benson (25) - Aleksejs Visnakovs (69). Żółte kartki: Tomasz Dawidowski, Luka Vućko - Sławomir Szeliga, Andrzej Niedzielan. Sędzia: Robert Małek (Zabrze). Widzów: 34 186.

Lechia: Małkowski - Deleu, Vućko, Kożans, Airapetjan - Pietrowski (77, Wiśniewski), Machaj, Traore - Benson, Dawidowski (70, Nowak), Lukjanovs (87, Poźniak).

Cracovia: Kaczmarek - Nykiel, Radomski, Żytko (51, Visnakovs), Kosanović - Ntibazonkiza, Bartczak, Szeliga, Boljević (78, Struna), Suvorov (82, Straus) - Niedzielan.

Krzysztof Guzowski