PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Biegowe święto w Gdańsku

A
A

Zadebiutował 1. PZU Gdańsk Maraton. 17 maja na starcie stanęło 1857 uczestników z 10 krajów. Na wyjątkową trasę wiodącą m.in. przez wnętrza Europejskiego Centrum Solidarności czy PGE Arenę Gdańsk wyruszyli o godzinie 9.00.

Niemal od startu, gdzie stanął w pierwszej linii tuż obok złotego medalisty olimpijskiego Adama Korola, stawkę samotnie prowadził gdańszczanin Michał Sowa. Na kolejnych punktach pomiaru czasu sukcesywnie powiększał przewagę nad kolejnymi zawodnikami – Piotrem Szpigielem (JW2980) i Krzysztofem Misiurko (Start Bielsko).

Około 37 kilometra dopadł go jednak kryzys, zaatakowały skurcze mięśni i przewaga zaczęła topnieć. Czuł na plecach oddech Szpigiela. Warunki atmosferyczne – temperatura 13 stopni i dość silny wiatr – okazały się sprzyjające dla goniącego. Zmienił Sowę na prowadzeniu i finiszował z wynikiem 2:37.27. Sowa stracił sporo czasu i dotarł do mety z czasem 2:42.17. Na trzecim miejscu uplasował się Jarosław Janicki (2:43.00).

- Nie przypuszczałem, że uda mi się dziś wygrać. Na 35 kilometrze zauważyłem, że rywal ma kłopoty, zaczynam go dochodzić i postanowiłem zaatakować. Udało mi się wytrzymać do końca i wygrać. Pierwszą połowę zacząłem spokojnie, potem przyspieszyłem i to wszystko zagrało. Jestem przeszczęśliwy. Pomimo wietrznej pogody, kibice świetnie dopingowali na całej trasie. To naprawdę pomagało zawodnikom, atmosfera była fantastyczna – mówił na mecie zwycięzca biegu.

Wśród kobiet stawkę prowadziła Ewa Huryń. Po samotnym biegu szczecinianka minęła linię mety z czasem 3:03.41. Miejsca na podium uzupełniły Małgorzata Tuwalska z Gdańska (3:05.09) oraz Agnieszka Lebiedzińska (3:19.49).

- Warunki trudne, ale trasa bardzo fajna, dużo kibiców, którzy naprawdę zagrzewali do boju. Publiczność macie naprawdę fantastyczną. Nic tylko tu biegać! – opowiadała zadowolona ze swojego wyniku Huryń.

Ze swojej obietnicy ukończenia maratonu w czasie poniżej trzech godzin wywiązał się Adam Korol. Uzyskał wynik  2:57.10, zajął 18 miejsce.

– Trasa bardzo fajna, różnorodna. Biegłem z trzema innymi zawodnikami, z którymi zmienialiśmy się niemal jak kolarze. W pierwszej części dystansu trochę się podpaliłem, biegłem za mocno. Na sławetnym 35 km przeszło lekkie zwolnienie, po kilka sekund na każdym kilometrze. Ale udało mi się zmieścić w trzech godzinach – opowiadał Korol.

W maratonie zadebiutowała jego żona i osiągnęła wynik poniżej czterech godzin. Jestem bardzo zadowolona. Żadnej ściany nie było, biegłam równo. Na trasie wsparła mnie córka, która pobiegła ze mną kawałek – cieszyła się z wyniku Dagmara Korol.

Ostatnim zawodnikiem na mecie był Paweł Mej, który pokonał trasę boso i ukończył bieg z wynikiem 5:59.28, tuż przed upłynięciem sześciogodzinnego limitu czasowego.

PZU Gdańsk maraton był nie tylko świętem tych, co walczyli z własnymi słabościami na trasie. Wiele atrakcji przygotowano w miasteczku zawodów. W strefie PZU każdy mógł skorzystać z porady lekarzy specjalistów, zapoznać się z Mobilną Trasą Zdrowia. Obecny był również Yared Shegumo, wicemistrz Europy z 2014 roku.

Na wspierających swoich bliskich czekały też strefy kibica. W dwóch strefach Podziel się Kilometrem, każdy mógł wesprzeć Hospicjum im. ks. Eugeniusza Dutkiewicza w Gdańsku. Zadanie było proste. Wystarczyło na bieżni, rowerku lub orbitreku pokonać dystans minimum jednego kilometra, a PZU za każdy kilometr przeznaczyło na rzecz hospicjum 10 złotych. W trakcie dwóch dni uczestnicy i kibice 1. PZU Gdańsk Maratonu wybiegali aż 1581 kilometrów, dzięki czemu zebrana kwota poszybowała do poziomu 15 810 złotych.

Organizatorem 1. PZU Gdańsk Maratonu było Miasto Gdańsk oraz Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Gdańsku. Sponsorem tytularnym zostało PZU.

RELACJA