Dwa lata bez prezydenta 
Pawła Adamowicza

tekst Roman Daszczyński  / www.gdansk.pl

“Ja wiem, jakiej chcę Polski i jakiego Gdańska”

Pracował dla Gdańska niemal przez całe dorosłe życie. Zaczął jako 24-letni radny, by do 1998 roku pełnić godność przewodniczącego Rady Miasta. Potem nieprzerwanie przez 20 lat był prezydentem Gdańska. Z jego nazwiskiem i działalnością wiąże się jeden z najlepszych okresów w historii miasta. Kim był Paweł Adamowicz - człowiek, którego tragiczna śmierć wstrząsnęła nie tylko Polską, ale i Europą.

fot. Grzegorz Mehring / www.gdansk.pl

W chwili śmierci był najlepszą wersją Pawła Adamowicza 
z wszystkich wcześniej znanych

W wydanej w ostatnich miesiącach życia książce “Gdańsk jako wspólnota” Paweł Adamowicz pisał: 

“Miasto, jego tożsamość i mieszkańcy oddziałują na osobowość prezydenta i ją przekształcają. Zachodzi przy tym sprzężenie zwrotne: osobowość lidera w jakimś stopniu wpływa na myślenie obywateli”.

Zauważali to wszyscy, którzy mieli okazję współpracować z Pawłem Adamowiczem: zmieniał się, pracował nad sobą. Stał się nie tylko wyrazistym liderem w polityce, ale przede wszystkim wszechstronnym menedżerem miasta, wrażliwym na społeczne potrzeby mieszkańców. Pisał: „Jako wychowanek Żeromskiego i >>Rodowodów niepokornych<< wierzę, że jednostka może naprawiać świat, co sam na sobie ćwiczę. I pewny jestem, że każdy z nas, samorządowców, może uczynić wiele dobra.”

 - W chwili śmierci był najlepszą wersją Pawła Adamowicza z wszystkich wcześniej znanych - mówią jego współpracownicy. - To niepowetowana strata dla Gdańska i całej Polski. Miał zaledwie 54 lata, mógł jeszcze wiele osiągnąć w życiu publicznym.

WILNO, TAM WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO

Nie byłoby Adamowiczów w Gdańsku, gdyby nie decyzja o wyjeździe z rodzinnego Wilna w 1946 roku. Dziadek Wincenty Adamowicz był tam dobrze prosperującym majstrem stolarskim, pracował m.in. dla Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Stefana Batorego. Rodzina w Wilnie przetrwała II wojnę światową i zapewne zostałaby w swojej “małej ojczyźnie”, gdyby nie odebranie Polsce kresów i przesunięciu jej granic na zachód. Swoje porządki w Wilnie zaczęli zaprowadzać Sowieci. Dla Adamowiczów, podobnie jak dla tysięcy innych polskich rodzin, nie wróżyło to nic dobrego. Skorzystali z możliwości legalnego wyjazdu jako “repatrianci”. Na osiedlenie się w Gdańsku namówił Wincentego Adamowicza prof. Włodzimierz Mozołowski z Wydziału Lekarskiego USB w Wilnie - w młodości, w roku 1919 - dowódca straży przybocznej komendanta Józefa Piłsudskiego, a po przybyciu do Gdańska jeden z ojców założycieli naszej Akademii Medycznej.

NIEZAPLANOWANA LEKCJA

Adamowiczowie żyli, uczyli się i pracowali w Gdańsku, mieli tu mieszkanie, ale utracone Wilno wciąż wracało w rozmowach. Rodzice na honorowym miejscu trzymali obraz z wizerunkiem Matki Boskiej Ostrobramskiej. Paweł ze starszym bratem Piotrem na ścianie w swoim pokoju powiesili portret marszałka Piłsudskiego, pamiętający jeszcze wileńskie czasy rodziny. Dom był katolicki, jednak przyjazny wobec ludzi innej wiary. Chłopcy chodzili z rodzicami do kościoła św. Mikołaja, ale z prawosławną babcią Pelagią - do cerkwi we Wrzeszczu. Latem 1976 roku ojciec zabrał synów po raz pierwszy w podróż na Wileńszczyznę, by poznali miasto i krewnych. Po latach prezydent Paweł Adamowicz w książce “Gdańsk jako wyzwanie”, napisał: “Wspomnienia Wileńszczyzny były równocześnie niezaplanowaną lekcją otwartości na inne kultury i narody, szacunku dla innych religii i rytuałów. W tych opowieściach moja wyobraźnia wędrowała po uliczkach Trok, pośród domostw Karaimów, spotykała babkę Pelagię, prawosławną matkę mojego Ojca, a później jej sąsiadów: Tatarów, Żydów, Rosjan i Białorusinów. W mojej wyobraźni powstawała miniatura nieistniejącej Rzeczpospolitej wielu narodów, języków, smaków i zapachów. To dom, to wychowanie skutecznie uodporniło mnie i Piotra na groźne choroby - nacjonalizm i inne >>izmy<<.

”Bliższa nam była Polska Jagiellonów niż propagandowe zaklęcia o państwie jednolitym narodowościowo”

DOM Z WIDOKIEM NA HISTORIĘ

Jednak to Gdańsk stał się największą pasją Pawła Adamowicza, a najpiękniejszym doświadczeniem - Sierpień i tak zwany “karnawał Solidarności”. Miał niecałe 15 lat, gdy Polskę ogarnęła fala strajków przeciwko peerelowskim rządom. Historyczne wydarzenia, które zmieniły kraj, działy się w okolicy rodzinnego domu Adamowiczów przy ul. Mniszki: do słynnej bramy nr 2 Stoczni Gdańskiej mieli 350 metrów, kościół św. Brygidy znajdował się dosłownie na ich podwórzu. Pawła rozpierała duma, że jego starszy brat w Sierpniu służył jako ministrant do mszy świętych dla strajkujących stoczniowców, a po jakimś czasie został pracownikiem biura Lecha Wałęsy. I gdy zdawało się, że Polska zmierza prostą drogą do wolności - komuniści wprowadzili stan wojenny. Piotr Adamowicz na kilka miesięcy został internowany. Paweł będąc już uczniem I Liceum Ogólnokształcącego zaczął angażować się w działalność opozycyjną. Współredagował nielegalne pismo “Jedynka” i uczestniczył w kółku samokształceniowym. Był także drukarzem i kolporterem “bibuły”, którą wozili z bratem pociągami między Lublinem, Krakowem, a Gdańskiem. W czasie studiów prawniczych na Uniwersytecie Gdańskim włączył się w działalność Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Za pośrednictwem brata związał się ze środowiskiem Ruchu Młodej Polski, którego liderem był Aleksander Hall. W maju 1988 r. został przywódcą strajku studenckiego na Uniwersytecie Gdańskim.

Później Paweł Adamowicz wspominał: “W tych latach osiemdziesiątych poczułem prawdziwe zespolenie z moim Gdańskiem. Gdańsk to nie było jedno z wielu miast, to było miasto wyjątkowe. Kiedy mówiłem: jestem z Gdańska, prawdziwie czułem siłę tej deklaracji.

Gdańsk oznaczał Solidarność i Lecha Wałęsę. Gdańsk niepokorny i wolnościowy. Prawdziwą stolicę niezależnej Polski

Tu biło serce zdelegalizowanej Solidarności”. Pogłębiający się w kraju kryzys gospodarczy sprawił, że komuna za pośrednictwem Kościoła katolickiego podjęła negocjacje z prześladowanymi dotąd liderami Solidarności. W lutym 1989 roku rozpoczęły się rozmowy Okrągłego Stołu, które doprowadziły do przełomu ustrojowego.

CZAS PRAWDZIWEJ REWOLUCJI

Pierwsze wybory samorządowe odbyły się w maju 1990 roku. I to one stały się szkołą demokracji w miastach, miasteczkach i wsiach. Stanowiły prawdziwą rewolucją ustrojową, która demontowała system władzy, odziedziczony po PRL. W miejsce mianowanych przez partię komunistyczną przedstawicieli w gminach - mieszkańcy zyskiwali prawo demokratycznego wyboru swoich lokalnych reprezentantów. Miasta i gminy odtąd nie były już uzależnione od pieniędzy przydzielonych przez władze centralne, ale otrzymywały własne budżety i wpływ na ich kształtowanie.

Do wyborów samorządowych licznie poszło młode pokolenie, ludzie z nowymi pomysłami, nową energią

Paweł Adamowicz miał wówczas niecałe 25 lat. Kandydatem do Rady Miasta Gdańska został dzięki inicjatywie dwóch pań: “Pewnego dnia moja Mama, wynosząc śmieci, spotkała panią Amelię Dolecką z ulicy Mniszki. Sąsiadka oświadczyła, że razem z Zosią Rogozą zgłosiły syna (to znaczy mnie) jako kandydata na radnego ze Starego Miasta. Argumentowały, że powinienem kontynuować działalność społeczną z czasów walki podziemnej i włączyć się w budowę samorządności lokalnej. I to właśnie te dwie panie poruszyły skutecznie struny mojej wrażliwości i poczucia obowiązku”. Początkowo łączył mandat radnego z pracą na Uniwersytecie Gdańskim, gdzie zajął się naukowo problematyką samorządu terytorialnego w II RP, a także był prorektorem UG ds. studenckich (lata 1990-1993) - co przysporzyło mu sporego rozgłosu, jako najmłodszemu prorektorowi w Europie. W tym czasie był też współzałożycielem Kongresu Liberalno-Demokratycznego, a następnie członkiem władz krajowych i wojewódzkich tej partii. Był to okres burzliwych przemian w życiu politycznym. Jako zaangażowany katolik, Paweł Adamowicz opuścił KLD i dołączył do Partii Konserwatywnej, kierowanej przez Aleksandra Halla. W 1994 r. ponownie został wybrany na radnego Miasta Gdańska. Był postacią darzoną zaufaniem przez różne środowiska polityczne - to przyniosło przełom w jego karierze samorządowej: w 1994 r. został wybrany na przewodniczącego Rady Miasta Gdańska. Miał wówczas niecałe 29 lat.

“TO BĘDZIE DOBRY ROK”

Przewodniczącym RMG był przez cztery lata. Dał się poznać jako architekt i inicjator działań budujących markę miasta. Gdańsk jeszcze w czasach PRL zawierał umowy o współpracy partnerskiej z zagranicznymi ośrodkami miejskimi, ale za czasów Pawła Adamowicza współpraca międzynarodowa stała się ważnym elementem polityki prowadzonej przez samorząd. Odnowione zostały kontakty z Bremą (miasto partnerskie od 1976 roku), nawiązano relacje z kolejnymi. Co charakterystyczne, Paweł Adamowicz zainicjował liczne kontakty ze Wschodem, co było wyraźnie związane z jego kresowymi korzeniami: w 1996 miastami partnerskimi Gdańska stały się: ukraińska Odessa i kazachstańska Astana, w 1997 r. - Sankt Petersburg, w 1998 r. - Wilno. W maju 1996 r. radni Gdańska ustanowili dwa najwyższe odznaczenia miejskie: Medal Księcia Mściwoja II i Medal św. Wojciecha. Pierwszym z nich są honorowane osobistości i instytucje publiczne szczególnie zasłużone dla Gdańska. Drugi - przyznawany jest za wybitne osiągnięcia i zasługi przekraczające granice regionu i państwa oraz za działania na rzecz tolerancji i dialogu między przedstawicielami różnych wyznań i religii. Ustanowienie Medalu św. Wojciecha było wstępem do obchodów 1000-lecia Gdańska. W 1997 roku miasto świętowało swoje milenium, co wynikało z pierwszego w dziejach zapisu nazwy Gdańsk w źródle historycznym - w “Żywocie św. Wojciecha”, który opisuje m.in. chrzest wielu gdańszczan dokonany w kwietniu 997 roku przez biskupa Wojciecha. Rok milenijny rozpoczęła msza św. w Watykanie, na którą przybyła reprezentacja gdańszczan. Papież Jan Paweł II odnotował tę okoliczność słowami:

„Gdańsk to miasto, w którym zaczęła się wojna. Gdańsk to miasto, gdzie zaczął się pokój, tu zaczęła się Solidarność. Jak się zaczyna rok od Gdańska, to będzie dobry rok”

W Gdańsku oficjalne obchody zapoczątkowano 18 kwietnia w Bazylice Mariackiej, gdzie 20 tysięcy osób uczestniczyło w nabożeństwie koncelebrowanym przez prymasa Polski, kardynała Józefa Glempa. 20 kwietnia otwarto, po trwającej pół wieku rekonstrukcji, Dwór Artusa, a przed Wielkim Żurawiem zacumowała replika średniowiecznej łodzi, zbliżonej wyglądem do tej, jaką najprawdopodobniej podróżował do Gdańska św. Wojciech. W sumie, w związku z obchodami milenijnymi odbyło się kilkaset uroczystości i imprez. 26 czerwca na zjazd do Gdańska przybyli przedstawiciele 106 miast - członków Nowej Hanzy. Wydarzeniu towarzyszyło spotkanie prezydentów Polski i Niemiec, Aleksandra Kwaśniewskiego i Romana Herzoga. Cztery dni później do Gdańska przybyli ex-prezydenci: USA - George Bush, i Niemiec - Richard von Weizsaecker, którzy wspólnie z Lechem Wałęsą otrzymali w Dworze Artusa honorowe obywatelstwo miasta za „wspieranie zmian wolnościowych, zapoczątkowanych w Gdańsku”.

OCZKO W GŁOWIE PREZYDENTA 

Był miłośnikiem historii. Miał świadomość, że skomplikowane, burzliwe dzieje dały Gdańskowi daty i znaczenia wyjątkowe nie tylko w skali Polski. Dla Pawła Adamowicza stanowiły one kapitał symboliczny, który przy odpowiednim wykorzystaniu mógł przynieść miastu wymierne korzyści jako miejscu wyjątkowemu w skali Europy i świata, które trzeba zwiedzić, gdzie warto zamieszkać czy prowadzić działalność gospodarczą.

Paweł Adamowicz od 1999 roku wspólnie z gdańskimi harcerzami zaczął organizować obchody wybuchu II wojny światowej na Westerplatte. Stawali tam rok po roku, 1 września, o świcie, dla upamiętnienia chwili, w której padły pierwsze strzały. Uchwałą Rady Miasta Gdańska obrońcy Westerplatte z 1939 otrzymali tytuł honorowego obywatela miasta. W 2003 r. - dzięki staraniom władz miasta - prezydent RP Aleksander Kwaśniewski wydał rozporządzenie, na mocy którego teren i obiekt byłej Wojskowej Składnicy Tranzytowej zyskały status pomnika historii Pole Bitwy na Westerplatte. Początkowo kameralna uroczystość, z biegiem lat cieszyła się coraz większym zainteresowaniem kolejnych rządów. Kulminacja nastąpiła w 2009 roku, z okazji 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Była to inicjatywa rządowa, przygotowana w ścisłej współpracy z samorządem. Do Gdańska przyjechało wówczas 31 delegacji państw, nie tylko europejskich i około tysiąca dziennikarzy. Było to wydarzenie bez precedensu, relacjonowane przez media na całym świecie.

Kanclerz Angela Merkel jednoznacznie potwierdziła winę Niemców: - Upamiętniam wszystkich, którzy zginęli wskutek wojny rozpętanej przez Niemców. Żaden naród nie był tak jak Polacy męczony podczas wojny. Palone były całe wsie. Zniszczono doszczętnie Warszawę. Blizny pozostaną, ale świadomość pozwoli nam kształtować przyszłość. Premier Rosji, Władimir Putin potępił pakt Ribbentrop-Mołotow: - Ponad 53 tysiące żołnierzy Armii Czerwonej zginęło wyzwalając Gdańsk, a 600 tysięcy poniosło śmierć w Polsce. Należy uznać błędy i nasz kraj to zrobił, przyznaliśmy niemoralny charakter paktu Ribbentrop-Mołotow.

W 2008 r. premier Donald Tusk przedstawił koncepcję utworzenia Muzeum II Wojny Światowej. Już w założeniach miała to być placówka o znaczeniu międzynarodowym, jakiej dotąd w Polsce nie było: kładąca nacisk na los i cierpienia polskiej ludności cywilnej, ale zarazem innych narodów, jednak nie na historię militarną, która miała być jedynie tłem dla opowieści o skutkach wojny. Miasto Gdańsk przekazało grunt pod budowę. Muzeum II Wojny Światowej zostało otwarte dla zwiedzających w 2017 roku.

Było to dopełnienie gdańskiej opowieści o XX wieku, w której centralnym punktem są: Sierpień, Solidarność i upadek komunizmu w Polsce - wydarzenia, które otworzyły drogę do przemian w Europie.

Europejskie Centrum Solidarności było przysłowiowym oczkiem w głowie Pawła Adamowicza. Już w marcu 1998 roku - jeszcze jako przewodniczący Rady Miasta Gdańska - przygotował wspólnie z historykiem Jerzym Kuklińskim projekt Muzeum Solidarności „Polskie Drogi do Wolności”. Półtora roku później z inicjatywy prezydenta Adamowicza powołano do życia Fundację Centrum Solidarności z misją utworzenia Europejskiego Centrum Solidarności. W 2009 r. odbyła się w Gdańsku i Warszawie dwudniowa konferencja “Solidarność i upadek komunizmu”. Wśród gości byli Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej i Vaclav Havel, który przyleciał do Gdańska mimo katastrofalnego już stanu zdrowia. Pierwsze skrzypce grali bohaterowie polskich przemian - Lech Wałęsa i Tadeusz Mazowiecki. Wirtualnie w konferencji uczestniczyli też Michaił Gorbaczow i były prezydent USA George Bush senior. To miało swoją rangę i znowu duży rezonans międzynarodowy. W 2010 r. Gdańsk zorganizował obchody 30-lecia Sierpnia. Kamień węgielny pod ECS wmurowano w maju 2011 roku, a uroczyste otwarcie nastąpiło 30 sierpnia 2014 r., w 34. rocznicę zwycięstwa strajku gdańskich stoczniowców. To wszystko robiło świetną atmosferę wokół Gdańska. W styczniu 2013 roku światowej sławy francuski intelektualista Guy Sorman zaproponował by uznać Gdańsk za... nową stolicę Europy. Pisał: „Symbolem nowej Unii może być jej nowa europejska stolica. Proponuję Gdańsk, w pół drogi między Wschodem a Zachodem, miasto, którego historyczne koleje losu przypominać nam będą o tym, od czego chroni nas Europa. Dewiza dawnej gdańskiej «Solidarności» - odwaga i umiar - może się stać dewizą nowej, federalnej Europy”.

LEPSZE MIEJSCE DO ŻYCIA

W kwietniu 2016 r. prezydent Paweł Adamowicz został zwycięzcą prestiżowego konkursu dziennika Rzeczpospolita “Lider Samorządu 2015”. Nagrodę odebrał na uroczystej gali w Krakowie. - Opieraliśmy się na sprawdzonych danych statystycznych, przede wszystkim gospodarczych i społecznych - mówi Bogusław Chrabota, redaktor naczelny Rzeczpospolitej.

 - Gdańsk okazał się bezkonkurencyjny. Było to potwierdzenie trwającej od lat świetnej passy Gdańska, miasto rokrocznie otrzymywało nagrody i wyróżnienia, dlatego jeden z prowadzących galę dodał: - Właściwie to powinien być tytuł samorządowca 10-lecia.

Nie od razu było oczywiste, że Gdańsk może być miastem spektakularnego sukcesu

Lata 2002-2003 przyniosły pogorszenie warunków gospodarczych na skutek obniżenia koniunktury w Europie i na świecie. W tym czasie trzeba było ograniczyć bieżące wydatki z powodu spadku dochodów bieżących. Większy był także koszt kredytów oferowanych przez banki. Przełom przyniosło wejście Polski do Unii Europejskiej w 2004 r. Gdańsk szybko stał się prymusem w pozyskiwaniu środków pomocowych z UE

W latach 2007-2013 Gdańsk i spółki miejskie wydały na inwestycje ponad 5 mld złotych, pozyskując z UE kwotę 3 mld zł. Kołem zamachowym rozwoju miasta okazał się projekt udziału Gdańska w roli współgospodarza Mistrzostwach Europy w Piłce Nożnej EURO 2012. Przygotowania rozpoczęły się już w 2007 r., gdy UEFA ogłosiła, że gospodarzem tej wielkiej imprezy będą wspólnie Ukraina i Polska. Gdańsk chęć udziału zgłosił do Polskiego Związku Piłki Nożnej jako pierwsze z polskich miast.

Przy okazji organizacji EURO 2012 w Gdańsku wybudowano nie tylko imponujący stadion piłkarski w Letnicy, ale przede wszystkim przeprowadzono wielkie inwestycje infrastrukturalne, które pozwoliły nadrobić zapóźnienie cywilizacyjne epoki PRL. Wybudowano Nową Słowackiego (dzisiaj aleja Żołnierzy Wyklętych), która ułatwiła ruch samochodowy przez zatłoczony Wrzeszcz w kierunku lotniska; rozbudowano Port Lotniczy im. Lecha Wałęsy o nowy terminal i płytę postojową. Trasę między lotniskiem a Portem Morskim dopełniła budowa tunelu pod Martwą Wisłą wraz z rozbudową Trasy Sucharskiego, aż do obwodnicy południowej Gdańska, którą na EURO 2012 wybudował rząd Donalda Tuska. Udało się również dokończyć rozpoczętą jeszcze w latach dziewięćdziesiątych budowę Trasy W-Z (dzisiaj al. Armii Krajowej) - do obwodnicy Trójmiasta. Wybudowano Europejskie Centrum Solidarności i Gdański Teatr Szekspirowski. To wszystko wywołało efekt gospodarczego domina: wzrosło zainteresowanie kapitału lokalnego, krajowego i zagranicznego inwestowaniem w Gdańsku. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych senne Główne Miasto, zwane przez wielu mylnie “gdańską starówką”, było krytykowane w mediach jako miejsce, w którym życie zamiera po godzinie 20. - w odróżnieniu od centrów w innych miastach. Inwestycje związane z EURO 2012 zmieniły sytuację. W 2006 roku liczba placówek gastronomicznych wynosiła 110, ale w roku 2016 - według rocznika statystycznego było już 475 lokali gastronomicznych. W 2006 różnego typu obiektów noclegowych było 78 (w tym 16 hoteli), które dysponowały 9 789 miejscami. Dziesięć lat później, w roku 2016, było ich już 139 (w tym 46 hoteli), na łączną liczbę 15 614 miejsc noclegowych.

I jeszcze garść danych z gdańskiego lotniska: w roku 2006 Port Lotniczy im. Lecha Wałęsy obsłużył 1,2 miliona podróżnych, w roku 2017 - już 4,6 miliona. Gdańsk zyskał połączenia lotnicze do ponad 70 miast w Polsce i w Europie. Gdy w 2016 r. Paweł Adamowicz po raz kolejny, tym razem w Warszawie, odbierał nagrodę Rzeczpospolitej za pierwsze miejsce w najbardziej wymagającej kategorii najlepszych samorządów wśród miast na prawach powiatu, Gdańsk został przedstawiony jako “Miasto wielkich inwestycji, biznesu i finansowej odpowiedzialności”. Prezydent Gdańska powiedział wówczas: - Dziękuję przede wszystkim gdańszczankom i gdańszczanom, że wciąż na mnie stawiają, co umożliwia nam wspólne działanie na rzecz miasta i osiąganie kolejnych sukcesów. Gdańsk to wielka drużyna. Dziękuję wszystkim organizacjom obywatelskim, przedsiębiorcom i mieszkańcom, dzięki którym Gdańsk staje się coraz lepszym miejscem do życia.

KLUCZ DO SUKCESU

To też był świadomy projekt: sprawić, by Gdańsk był miastem obywatelskim, gościnnym. By był przestrzenią, gdzie dobrze, wygodnie się żyje i swoje miejsce może znaleźć każdy - również przybysz z najodleglejszej części świata. Aura miasta nowoczesnego i otwartego zaczęła przynosić wymierne efekty. Gdańsk stał się jednym z bardzo nielicznych miast w Polsce, z którego się nie ucieka, ale przyjeżdża się, by szukać swojego wymarzonego miejsca na ziemi. Właśnie mieszkańcy byli w oczach Pawła Adamowicza największym kapitałem. To oni włączali się do budowy nowoczesnej gdańskiej tożsamości, wzbogacali miasto swoimi talentami, pracowitością, pragnieniem ulepszania rzeczywistości. W książce “Gdańsk jako wspólnota” pisał: “Nie ma tu ani krztyny separatyzmu, nie ma chęci izolowania się od wyzwań współczesnego świata. Jest pragnienie działania na rzecz dobra wspólnego. Miasto jest podstawową strukturą terytorialną, może szybko dostrzegać problemy i rozwiązywać je z coraz bardziej różnorodnymi, a jednocześnie charakterystycznymi dla danego miejsca społecznościami. Może działać skuteczniej niż rząd”.

Klucz do sukcesu stanowiła aktywność mieszkańców. Paweł Adamowicz był szczęśliwy, widząc, że w Gdańsku rośnie liczba organizacji pozarządowych. Ogromnie cieszył go rozwój miejskiego wolontariatu. Sam przez lata dawał dobry przykład, kwestując na cmentarzach na rzecz Hospicjum im. ks. Dutkiewicza lub na ulicach Głównego Miasta, z puszką Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Był także regularnie honorowym krwiodawcą i lubił o tym przypominać. Mniej znany aspekt jego prywatnej działalności to finansowe wspieranie ubogich rodzin wielodzietnych i stypendia dla uzdolnionych uczniów, którzy nie mogli liczyć na pomoc własnego domu. Paweł Adamowicz bardzo interesował się wskaźnikami aktywności obywatelskiej w Gdańsku. Jednym ze sposobów jej pobudzania były takie inicjatywy Miasta, jak coroczne edycje Budżetu Obywatelskiego i panele obywatelskie, będące formą konsultacji władz samorządowych z gdańszczanami na tematy istotne dla miasta. Prezydent dopominał się, by Urząd Statystyczny w Gdańsku w corocznym informatorze o sytuacji społeczno-gospodarczej miasta zamieszczał dział pod znamiennym tytułem „Kapitał społeczny”. Takie dane pojawiły się po raz pierwszy w 2012 roku. W roku 2016 w Gdańsku zarejestrowane były 1523 stowarzyszenia i 670 fundacji; 217 miało status organizacji pożytku publicznego; utworzono 10 nowych podmiotów pozarządowych. 191 organizacji pożytku publicznego otrzymywało 1% podatku dochodowego od osób fizycznych.

Prezydenta szalenie cieszył wzrost hojności społeczności Gdańska na rzecz WOŚP: w 2017 roku zebrano ponad 861 000 zł, a rok później - już ponad 1,1 miliona zł. I działo się to w czasie, gdy media rządowe robiły co tylko mogły, by zniechęcić Polaków do wspierania tej jedynej w swoim rodzaju akcji społecznej.

POWIEM, KTO JEST ZBOCZONY

W lipcu 2016 r. Paweł Adamowicz odwiedził meczet w Oliwie. Muzułmańska wspólnota ugościła go wieczornym obiadem na zakończenie ramadanu. - Chcemy panu podziękować, bo jest pan dla nas dobry - mówił do Pawła Adamowicza Khalid z Palestyny, postawny mężczyzna po czterdziestce. - Poprzez uszanowanie prezydenta Gdańska chcemy podziękować wszystkim gdańszczanom, którzy są dla nas dobrzy, nie boją się nas, bo i widzą w nas normalnych ludzi, po prostu sąsiadów.
- Wszystkie religie mają to do siebie, że z jednych ludzi wydobywają najlepsze cechy, a innych popychają do rzeczy strasznych - odpowiedział prezydent Adamowicz.

Było to świeżo po tym, jak gdański samorząd z inicjatywy Pawła Adamowicza przygotował i uchwalił Model Integracji Imigrantów. Ten pionierski w skali kraju dokument był owocem współpracy urzędników, ekspertów i nowych, pochodzących z zagranicy, mieszkańców Gdańska. Zawiera procedury, ułatwiające odnalezienie się w nowej rzeczywistości osobom, które nie znają polskiego, a chcą w mieście żyć i pracować. W Gdańsku miała na nich czekać pomoc i akceptacja - zamiast marginalizacji i wykluczenia.

Miało to swoją cenę, bowiem uruchomiło także ostrą krytykę. Ataki ze strony środowisk prawicowych były dla prezydenta Gdańska ciężkim doświadczeniem. Zastanawiało go, że tak wiele osób nie chce pamiętać o losie polskich emigrantów w latach osiemdziesiątych, po wprowadzeniu stanu wojennego, i o tym, że większość z nich została przygarnięta przez nowe ojczyzny.

Rankiem 9 grudnia 2016 r. Paweł Adamowicz razem z córką Antoniną wszedł do Watykanu przez Bramę Świętej Anny. Lekko błądząc, dotarli do położonej na niewielkim wzniesieniu pięknej szesnastowiecznej budowli - Casina Pio IV, siedziby Papieskiej Akademii Nauk. Przyjechał, podobnie jak siedemdziesięciu trzech innych europejskich burmistrzów, na zaproszenie papieża Franciszka. Celem spotkania była dwudniowa konferencja „Uchodźcy - nasi bracia i siostry”. Z Polski, prócz Gdańska, zaproszenie otrzymała jeszcze tylko Warszawa. Uczestnikami spotkania z papieżem chyba najbardziej wstrząsnęło emocjonalne wspomnienie pani burmistrz miasteczka Lampedusa, Giusiu Nicolini, o przyjęciu trzystu sześćdziesięciu sześciu trumien z ciałami uchodźców, którzy zginęli u wybrzeży wyspy. W tych trumnach były też ciała dzieci - w tym ciało matki i noworodka, związane nieodciętą jeszcze pępowiną.

Latem 2017 roku z flagą Gdańska Paweł Adamowicz dołączył do manifestacji środowisk LGBT i przemówił ze sceny: - Jak słyszycie, że ktoś jest zboczony, że ktoś jest zepsuty, to powiem tak, ten jest zboczony, który sieje nienawiść, ten jest zepsuty, który odnosi się do drugiego z wrogością, trzyma rękę wyciągniętą w nienawiści, chce rzucić kamieniem, chce potraktować go pałką, ten, który mówi złe słowa, złą energię wysyła do drugiego człowieka, ten jest, przepraszam, zboczony. We wrześniu rozpoczęły się prace nad Gdańskim Modelem na Rzecz Równego Traktowania. 111-osobowy zespół ekspertek i ekspertów opracował diagnozę sytuacji sześciu grup wyodrębnionych ze względu na płeć, wiek, pochodzenie etniczne, orientację seksualną, religię, wyznanie lub bezwyznaniowość oraz niepełnosprawność. Następnie zespół, we współpracy z urzędniczkami i urzędnikami, na podstawie diagnoz zaproponował rekomendacje zmian w kierunkach polityki Miasta. Radni Koalicji Obywatelskiej i Wszystko dla Gdańska uchwalili ten dokument w 2018 r., przy sprzeciwie radnych z klubu PiS.

ZWYCIĘSTWO MIMO WSZYSTKO

Po roku 2015 Paweł Adamowicz stał się jednym z ważniejszych celów ataku politycznego. Wykorzystano przeciwko niemu i wyolbrzymiono jego rzeczywiste i wymyślone potknięcia. Z faktu, że uczestniczył w jednym wydarzeniu promocyjnym linii lotniczej OLT (słynne przeciąganie samolotu po płycie lotniska, w gronie kilkudziesięciu osób) usiłowano uczynić go niemal sprawcą afery finansowej Amber Gold. Paweł Adamowicz miał być ponadto rzekomo odpowiedzialny za powstanie w Gdańsku “republiki deweloperów” - a więc sytuacji, gdy firmy branży budowlanej mogły robić co tylko chciały i ile chciały, co również miało mieć wymiar korupcyjny. Oskarżano go także o dążenie do odbudowy niemieckich wpływów w mieście.

Tym, co najbardziej rozgrzewało emocje opinii publicznej były jednak prokuratorsko-medialne pytania o sposób, w jaki prezydent Gdańska zgromadził majątek. Warto tu zaznaczyć, że od początku swojej prezydentury Paweł Adamowicz nie ukrywał, ale wręcz szczycił się, że inwestuje w zakup mieszkań w swoim mieście. W latach sporej stagnacji, w jakiej znajdował się Gdańsk końca lat 90, była to w jego rozumieniu forma promocji miasta i wyraz lokalnego patriotyzmu. Gdy jednak mieszkań - z których wiele było kupionych na kredyt - uzbierało się kilka, część opinii publicznej zaczęła widzieć w tym coś negatywnego. Zaczęły się różne kontrole i prokuratura dopatrzyła się rzeczywiście błędów w oświadczeniach majątkowych. Mimo składanych wyjaśnień, sprawy się przeciągały aż w końcu zaczęły się mnożyć. W latach 2015-2019 przeciwko Pawłowi Adamowiczowi prowadzono szereg postępowań prokuratorskich i sądowych. W żadnym z nich prezydent Gdańska nie usłyszał wyroku skazującego, co mediom nie przeszkadzało regularnie pisać i mówić o nim jako o winnym. W związku z tym wszystko wydawało się podejrzane, nawet liczba kont bankowych do obsługi kredytów mieszkaniowych. - Nigdy nie zrobiłem niczego na szkodę Gdańska - mówił. - Gdybym rzeczywiście miał coś na sumieniu, już dawno wywieźliby mnie w kibitce na “sybir”. Grillują mnie, żebym przegrał wybory.

O kolejną kadencję prezydencką Paweł Adamowicz ubiegał się, stojąc na czele własnego komitetu wyborczego “Wszystko dla Gdańska”. Jego głównymi przeciwnikami byli Kacper Płażyński z PiS i Jarosław Wałęsa z Koalicji Obywatelskiej, która nie chciała poprzeć Adamowicza ze względu na kontrowersje, jakie go otaczały.

Kampania wyborcza była tym bardziej trudna, że w maju 2018 r. doszło do awarii przepompowni ścieków na Ołowiance, co poskutkowało oskarżeniami, że prezydent odpowiedzialny jest za zanieczyszczenie Motławy i gdańskich plaż tuż przed otwarciem sezonu turystycznego. A jednak Paweł Adamowicz zwyciężył. W pierwszej turze wygrał z Jarosławem Wałęsą, a w drugiej - pokonał Kacpra Płażyńskiego, zdobywając 64,8 proc. głosów.

TEN OSTATNI DZIEŃ

Niedziela, 13 stycznia 2019 roku, była dość ciepła, jak na środek zimy. Adamowicz ubrał lekki płaszcz. Do domu w Jelitkowie miał wrócić późnym wieczorem, po finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Przed południem poszedł do pobliskiego kościoła św. Apostołów Piotra i Pawła. Potem odwiedził rodziców w ich dawnym wspólnym domu, przy ul. Mniszki. Blok z czasów późnego Gomułki: schody, pierwsze piętro, drzwi, które znał od zawsze. Powiedział, że nieszczególnie się czuje, bardzo źle spał w nocy, śniły mu się jakieś koszmary. Rodzice na to, że drzemka pomoże. 90-letni ojciec położył go na swoim łóżku, przykrył kołdrą. Po przebudzeniu, prezydent zjadł obiad. Potem pożegnał się. Około godz. 13.45 wyszedł przed dom. Na ulicy dołączył do niego asystent. Poszli razem na Długi Targ, pod Fontannę Neptuna. Niecały kilometr piechotą. Tam prezydent umówiony był z niemiecką telewizją, której udzielił wypowiedzi w sprawie prałata Jankowskiego. Pytali o to, co dalej z pomnikiem kapłana, jaka jest w mieście atmosfera po oskarżeniach, że nieżyjący już od lat ksiądz był pedofilem, sprawcą ludzkich dramatów. Zaraz potem jeszcze jeden wywiad, na przyjemniejszy temat - dla TVN, o 27. finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Prezydent kwestować zaczął później niż zapowiadał - nie w południe, ale około godz. 14.10. Chodził z puszką, na szyi miał czerwoną smyczkę z napisem “Jestem z Gdańska” i identyfikator wolontariusza. Ludzie garnęli się, by wrzucać pieniądze do prezydenckiej puszki. Co chwila ktoś chciał z nim zamienić kilka słów, uścisnąć rękę, zrobić wspólne selfie. Mówili, że głosowali na niego w niedawnych wyborach i cieszą się, bo dobrze rządzi miastem. Zaraz po godz. 16 Paweł Adamowicz wszedł do budynku Zbrojowni, gdzie jak zwykle urządzono centralę gdańskiego finału WOŚP. Asystent zapytał prezydenta, czy zje bułkę. Paweł Adamowicz z właściwym sobie poczuciem humoru odpowiedział, że nie - bo to zbyt kaloryczne. Poprosił o pączka i zjadł go. Chwilę później rozpoczęło się liczenie pieniędzy z prezydenckiej skarbonki. Było w niej 5613 zł i 11 groszy. Adamowicz promieniał, miał swój osobisty, nowy rekord zbiórki na rzecz WOŚP. Tuż przed godz. 17 prezydent wziął do ręki kawałek pizzy i ruszył na pierogi do restauracji radnego Piotra Dzika, przy ul Piwnej. O godz. 17.45 był już pod gmachem Sądu Okręgowego, gdzie przygotowano manifestację w obronie konstytucji i niezawisłości polskiego wymiaru sprawiedliwości. Zebrało się tam pięćdziesięcioro najbardziej wytrwałych przeciwników metod stosowanych przez PiS. Adamowicz mówił o potrzebie obrony sądów i wartości demokratycznych.

Na pożegnanie usłyszał: “Do zobaczenia w poniedziałek, panie prezydencie”, bo następnego dnia, na spotkaniu w Oliwskim Ratuszu Kultury miał czytać dla publiczności fragmenty “O tyranii” Timothy Snydera.

O godz. 18.30 prezydent Gdańska znowu był w rejonie Targu Węglowego - placu, na którym skupiały się imprezy towarzyszące gdańskiemu finałowi WOŚP. Z trojgiem współpracowników wszedł do baru przy Teatrze Wybrzeże. Chodziło o to, żeby się ogrzać i przed godz. 20 wejść na scenę, gdzie miało nastąpić uroczyste zakończenie imprezy. W barze prowadzili luźne rozmowy. Prezydent nalegał, by czytali więcej gazet i starali się wyciągać z lektury wnioski, co do rozwoju sytuacji w kraju. O godz. 19.50 poszli na scenę. Wszyscy czekali na uroczysty moment, kończący finał WOŚP - “Światełko do nieba”. Asystent zrobił prezydentowi pamiątkowe zdjęcie z iskrzącym patyczkiem zimnych ogni w dłoni. Chwilę później Pawłowi Adamowiczowi podano mikrofon.- Gdańsk jest szczodry, Gdańsk dzieli się dobrem, Gdańsk chce być miastem solidarności - powiedział prezydent. - Za to wszystko wam serdecznie dziękuję, bo na ulicach, placach Gdańska wrzucaliście pieniądze, byliście wolontariuszami. To jest cudowny czas dzielenia się dobrem. Jesteście kochani. Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie. Dziękuję wam! 

Gdy wypowiadał ostatnie słowa, do pierwszego ciosu nożem zostały 64 sekundy. Dochodziła godz. 20. Zaczęło się odliczanie do “Światełka”. Tysiące uśmiechniętych ludzi wokół, ręce w górę, z zimnymi ogniami lub lampkami telefonów komórkowych.Głosy setek, tysięcy uczestników:

Dziesięć!
Dziewięć!
Osiem!

Odliczaniu towarzyszyły rozbłyski ognia i słupy dymu - efekty z urządzeń pirotechnicznych, zamontowanych na scenie.

Siedem!
Sześć!
Pięć!
Cztery!
Trzy!

Niektórzy z uczestników zauważyli sylwetkę człowieka, który szybkim krokiem przemierzał scenę w poprzek. Wyglądał na pracownika technicznego, jakby się spieszył, aby coś poprawić.

Dwa!
Jeden!
Juuuuż!

Prezydent stał szczęśliwy, trzymając w dłoni iskrzący się drucik zimnych ogni. I wtedy właśnie ten człowiek wpadł na Pawła Adamowicza, potrącił. Tak to wyglądało w pierwszej chwili.