Wielki dźwig nad Motławą

Wielki Żuraw zamykający ulicę Szeroką był nie tylko ważnym portowym urządzeniem, ale też – zwłaszcza w pierwszym okresie – oznaka niezależności miasta.

A
A
Wielki dźwig, który przez kilka stuleci pracowicie przeładowywał towary, stanie się w XIX wieku zabytkiem techniki
Wielki dźwig, który przez kilka stuleci pracowicie przeładowywał towary, stanie się w XIX wieku zabytkiem techniki
Fot. Zbiory BG PAN

Mimo mocnego zachwiania się potęgi krzyżackiej po bitwie grunwaldzkiej w 1410 roku, komtur za­mczyska w zakolu Motławy ani myślał opuszczać warowni, z której od 1308 roku Państwo Zakonne nieprzerwanie sprawowało władzę nad ujściem Wisty oraz Gdańskiem i jego portem. Czuł się tam tak swobodnie, że w przytoczonym 1410 roku zlekceważył protesty głównomiejskiej Rady i prawem kaduka rozbudował zamek, stawiając na gruntach podlegających jurysdykcji Głównego Miasta wa­rowną Basztę Rybacką, znaną później jako Baszta Łabędź. 7 sierpnia tegoż roku, mimo obecności komtura na zamku, ignorujący jego urząd glównomiejscy gdańszczanie wylewnie witali pierwszego polskiego starostę Janusza z Tuliszkowa, inaugurującego krótkotrwale – jak się wkrótce przekona­no – zwierzchnictwo króla polskiego nad nadmotławskim grodem. Zniechęceni nieudanym oblęże­niem Malborka, Polacy już około grudnia opuścili Gdańsk. Niespełna czteromiesięczna niezależ­ność mieszczan Głównego Miasta od władzy Zakonu wystarczyła im jednak dla uświadomienia sobie zysków, jakie mogliby osiągać pod berłem polskiego monarchy, uwolnieni spod dyktatu Zako­nu, który ograniczał ich suwerenność i niszczył ogromnymi cłami tutejszy handel.

 

Brama sukcesu

W przeciwieństwie do prokrzyżackich gdańszczan ze Starego i Młodego Miasta, głównomiejscy gdańszczanie nabierali ducha w dochodzeniu własnej niezależności. W cza­sie wojen polsko-krzyżackich, w latach 1414-1435, jako poddani państwa krzyżackiego uczestniczyli w pertraktacjach pokojowych, wymuszając na Zakonie ustępstwa wzglę­dem miast pruskich oraz króla polskiego. W rokowaniach tych uczestniczył między innymi bur­mistrz Głównego Miasta, Henryk Vorrath, który na malborskim zjeździe miast pruskich w 1442 roku ostro zaprotestował przeciwko dozbrajaniu nadmotławskiego zamczyska oraz rozbudowie jego umocnień przy głównomiejskich murach. W odwecie Zakon sprzeci­wił się finalizowanej przez głównomiejskich gdańszczan budowie warownej bramy wod­nej u wylotu ulicy Szerokiej, przewidzianej jako baza wielkiego dźwigu portowego. Krzyżaków zaniepokoiło, że z podpierającej dźwig warowni mieszczanie mogliby kontro­lować port oraz bronić północno-wschodnich rubieży miasta przed atakiem z zamku.

Mimo orzeczenia komisji, która postulowa­ła zmniejszenie spornej bramy, Rada Główne­go Miasta, podburzana przez nienawistne Krzyżakom pospólstwo, przeforsowała własną koncepcję. I tak, wzniesiona wedle zamysłu burmistrza Yorratha brama, nosząca polską nazwę Wielkiego Żurawia (niem. das Krantor), aż po rok 1945 stała się rozpoznawalnym w świecie symbolem Gdańska i jego portu.

 

Port z Żurawiem na dębowej bramie

Tradycje portu gdańskiego sięgają dale­kich wieków średnich, lat panowania u uj­ścia Wisły książąt słowiańskich. Również Krzyżacy utrzymywali tu przystań porto­wą, skrytą w otwartej na Motławę szerokiej południowej fosie zamkowej oraz przy zabudowanej zakonnymi spichrzami wyspie motławskiej Ołowiance. Pierwszy przekaz o przystani portowej Głównego Miasta znajdujemy w przywileju Zakonu z 1341 roku. Zezwalał on głównomiejskiej Radzie na pobieranie opłaty palowego od spławianych Wisłą towarów. Wpływy mia­ły służyć Radzie wyłącznie do konserwacji urządzeń portowych oraz utrzymania toru wodnego Motławy i Wisły.

Przyjmuje się, iż życie głównomiejskiego portu koncentrowało się początkowo na lewym brzegu Motławy między bramami wodnymi: Kogi (później stanęła w jej miejscu Zielona Brama) i Szeroką, jakkolwiek powiada się też, że pierwotny port obejmo­wał obszar od Bramy Kogi po dzisiejszy Targ Rybny. Pierwotne nabrzeża portowe stanowiły nieduże drewniane pomosty zbudowane u wylotów bram: Kogi, Chlebnickiej i Szerokiej, na tyle wysokie, że mo­gły przyjmować największe ówczesne ża­glowce. Zróżnicowane były natomiast wy­sokości nabrzeży prawobrzeżnej łachy mo­tławskiej, nazywanej dzisiaj Wyspą Spi­chrzów, na której już około 1330 roku sta­nęły pierwsze magazyny portowe.

W pracach przeładunkowych, co naj­mniej do połowy XIV wieku, korzystano przede wszystkim z silnych ramion traga­rzy, natomiast do przemieszczania ładun­ków cięższych, takich jak beczki z popiołem i smołą czy większe paki, posługiwano się równią pochyłą.

Wiadomo, iż pierwszy dźwig portowy Głównego Miasta stanął nad Motławą już przed rokiem 1363. Posadowiono go na wzniesionej z dębowych bali bramie wodnej ulicy Szerokiej, dobudowanej do istnieją­cych wcześniej baszt miejskich. Ponieważ służył przeładunkowi najcięższych towarów, w 1379 roku z polecenia Rady wzmocniono go u fundamentów kamieniem gotlandzkim.

Można przypuszczać, że Żuraw celowo stanął w najkorzystniejszym miejscu, gdzie tor wodny Motławy w naturalny spo­sób poszerzało ujście Bersiny, rzeki, która w 1576 roku oddała swoje koryto utworzonej sztucznie Nowej Motławie. Najwięk­szy ruch statków panował bowiem przy po­moście tego dźwigu.

Żuraw i drewniana brama padały kilka­krotnie pastwą płomieni, np. w pierwszej połowie XIV wieku. Dlatego Rada postanowiła, za namową burmistrza Vorratha, wznieść nową, warowną bramę dźwigową z odpornej na ogień cegły. Opinię Zakonu w tej sprawie już poznaliśmy. Zwyciężyła na szczęście nie­ustępliwość Vorratha i wspomagającej go dzielnie głównomiejskiej Rady.

 

Na całość

Nową bramę dźwignięto w latach 1442-1444 wysiłkiem wszystkich mieszkańców Głównego Miasta. Stosownym podatkiem obciążono nawet dzieci z domu sierot po marynarzach. Aby brama mogła pełnić również funkcje obronne, musiała mieć odpowiednie wymiary. Miasto przekazało pod jej zabudowę kilka przyległych parcel, co pozwoliło wznieść budynek długi na 28 i szeroki na 10 metrów.

Nawiązujący do budownictwa flamandz­kiego Wielki Żuraw stał się największą bramą wodną Głównego Miasta i najbar­dziej wyróżniającą się budowlą nad głównomiejskim brzegiem Motławy. Utworzyły go dwie półokrągłe baszty połączone bramnym sklepieniem, obydwie podpiwniczone, czterokondygnacyjne, sięgające imponują­cej wysokości około 30 metrów. Grubość murów dochodziła do 4 metrów. W przyzie­miach baszt urządzono tzw. działobitnie, tj. pomieszczenia przystosowane do prowa­dzenia ostrzału armatniego. Na wyższych piętrach znalazły się strzelnice do ręcznej broni palnej. Najeżona armatami i musz­kietami brama stanowiła budzącą respekt mini-twierdzę o sile rażenia wystarczającej do sprawowania kontroli nad głównomiejskim portem. Od ulicy Szerokiej obie basz­ty połączone zostały płaską ścianą ceglaną, udekorowaną ostrołucznymi wnękami. W 1448 roku dodatkowo poprowadzono od Wielkiego Żurawia mur w kierunku krzy­żackiej fosy, który zamykał wschodnią linię obrony miasta, najbardziej narażoną na atak zamkowych rycerzy.

 

Trunki, kamienie młyńskie i maszty

Drewniany mechanizm dźwigowy, dzisiaj oszalowany deskami i zamknięty naczółko­wym dachem, pierwotnie uruchamiało bodaj tylko jedno koło napędowe. Po przeróbkach w wieku XVI i XVII Wielki Żuraw dyspono­wał dwoma dźwigami pracującymi niezależ­nie na dwóch poziomach: dolnym i górnym.

Dolny dźwig, którego lina opadała nad Motławę z wysokości około jedenastu metrów, wykorzystywano do przeładunku naj­cięższych towarów, jak: beczki z winem i pi­wem albo kamienie młyńskie. Opadająca z wysokości około dwudziestu pięciu metrów lina dźwigu górnego służyła do stawiania masztów. Była to na Motławie usługa dość częsta, bowiem odwiedzające tutejszy port statki rzeczne, jak galary czy szkuty, wypeł­nione po brzegi złocistym zbożem lub innym cennym towarem, płynęły w dół Wisły z jej nurtem, pozbawiano je zatem zbędnych ob­ciążeń w postaci żagli i masztów. Powrót – co zrozumiale – mógł odbywać się tylko pod żaglami. Urządzenia Wielkiego Żurawia wyko­rzystywano też do osadzania masztów na statkach opuszczających warsztaty Łasztowni, tj. stoczni Starego Przedmieścia.

 

Ciepła posada

Wielki Żuraw stanowił własność miejską i zarządzał nim wyznaczony przez Radę urzędnik – mistrz dźwigowy. W gdańskim Ar­chiwum Państwowym zachowały się XVII-wieczne instrukcje wydane przez Radę dla mistrza żurawianego oraz teksty składanej przez niego przysięgi. Znajdujemy tam także zarządzenia dotyczące win, których przeładu­nek dopuszczano tylko przy nabrzeżu Wiel­kiego Żurawia. I tak, dochód z przeładunku wina dokonanego bezpośrednio z okrętu mor­skiego na statek wiślany trafiał w całości do mistrza dźwigowego. Jeśli trunek ładowano z lądu, trzy piąte dochodu dostawały się kasie miejskiej, jedna piąta piwniczemu i miejskim pachołkom, ale i mistrz dźwigowy zadowalał się wcale niemałą resztą. Jak wszystkie w tamtym czasie urzędy gdańskie, również i urząd mistrza żurawianego najpewniej peł­niony był dożywotnio. Badacze nie podają, według jakich zasad opłacano żurawników.

Wielki Żuraw podczas stawiania masztu na szkucie wiślanej; fragment sztychu J. E Schustera według rysunku F. A. Lohrmanna
Wielki Żuraw podczas stawiania masztu na szkucie wiślanej; fragment sztychu J. E Schustera według rysunku F. A. Lohrmanna
Fot. Zbiory BG PAN

Zmienne wiatry historii

Znienawidzeni przez gdańskie pospólstwo a zarazem słabnący w sile Krzyżacy opuścili miasto 11 lutego 1454 roku, po zbrojnym wypowiedzeniu przez Gdańsk i inne miasta pru­skie posłuszeństwa Zakonowi. Odejście oby­ło się bez rozlewu krwi. Starym i niedołęż­nym braciom zakonnym Rada zapewniła na­wet miejsce w gdańskich szpitalach. Uwol­nieni spod krzyżackiego knuta, gdańszczanie złożyli przysięgę wierności królowi polskie­mu. Przywilej Kazimierza Jagiellończyka z czerwca 1454 roku przyznał dzielnym oby­watelom Głównego Miasta pokrzyżackie do­bra znajdujące się na obszarze Starego i Mło­dego Miasta. Następny przywilej z maja 1457 roku podporządkował Głównemu Mia­stu niegdyś samodzielne organizmy miejskie – Stare i Młode Miasto. Nadań królewskich przybywało. Fortuna uśmiechała się. Wysy­pywał się róg obfitości.

Król polski zainteresowany był obsadze­niem pokrzyżackiego zamku swoimi urzędnikami – a może nawet i wojskiem. Być może dlatego właśnie gdańszczanie, radzi z dopiero co odzyskanej wolności, w marcu i kwietniu rozebrali pospiesznie jego mury, przeznacza­jąc zamkowe cegły i kamienie fundamentowe pod wznoszone w mieście budowle. Granito­we bazy, na których wsparto drewniane słu­py podtrzymujące rozbudowane już w „pol­skich czasach” urządzenia dźwigowe Żurawia, przypuszczalnie sprowadzono z krzyżac­kiej twierdzy. Niewykluczone, że również stamtąd pozyskano materiał do budowy ka­miennego nabrzeża wzniesionego pod Żura­wiem w 1483 roku w miejsce drewnianego pomostu.

Przed rokiem 1617 gdańszczanie umieścili na kalenicy dźwigu mosiężnego ptaka-żurawia, który nie tylko olśniewał odwiedzających tutejszy port przybyszy grubym złoceniem, ale też wskazywał żeglarzom, armatorom i kup­com, skąd wieją najlepsze wiatry. Widzimy to dumne ptaszysko na sztychu A. Dickmanna z 1617 roku. W1682 roku D. G. Sattor sporzą­dził projekt modernizacji maszynerii Żurawia, który – choć niezrealizowany – zachował się do naszych czasów. Bodaj sto lat później liny konopne zastąpiono łańcuchem.

 

Nieunikniona kolej rzeczy

Lata świetności Wielkiego Żurawia koń­czą się z chwilą zaprzestania budowy żaglowców i wpłynięciem na Wisłę i Motławę parostatków i stalowych barek, na których nie trzeba było osadzać masztów. Wyko­rzystywano go odtąd tylko sporadycznie, np. do unoszenia ruf mniejszych parowców dla dokonania przeglądu ich części pod­wodnych czy np. wymiany śrub.

Ostatni mistrz dźwigowy Wielkiego Żura­wia zmarł w 1858 roku. Jego zgon kończy niejako i służbę portową zawiadywanego przezeń dźwigu, który odtąd staje się szacownym zabytkiem techniki, ale też – to war­to pamiętać – pomnikiem niepodległościo­wych ambicji głównomiejskich gdańszczan. Po zmianie funkcji Wielkiego Żurawia część dawnych działobitni dostała się w arendę drobnym sklepikarzom, część po­mieszczeń oddano na mieszkania miejskiej biedocie, w części podjęła działalność wy­twórnia tanich kamaszy.

Chociaż po 1945 roku port na Motławie w zasadzie przestał ist­nieć, tutejszy największy w swoim czasie dźwig portowy południowego Bałtyku z pietyzmem odbudowano ze zniszczeń. Za­miast jednak, jak niegdyś, przeładowywać spływające do gdańskiego portu najcen­niejsze i najcięższe towary, Wielki Żuraw dźwiga dzisiaj inne skarby: całe wieki mor­skiej historii Gdańska, które od dobrych czterdziestu lat są udostępniane w jego wnętrzach przez gospodarujące tutaj Cen­tralne Muzeum Morskie.

 

Tadeusz T. Głuszko

 

Pierwodruk: „30 Dni” 3/2001

Historie gdańskie
Wypisy gdańskie
Rozmowy gdańskie
Biblioteka gdańskia