Średniowieczna święta

Wielu uważało i uważa po dziś dzień, że była osobą chorą psychicznie. Życie Doroty, wypełnione praktykami religijnymi, których żarliwość wzbudzała i zachwyt, i odrazę, uosabiało pewien wzniosły ideał późnośredniowiecznego chrześcijaństwa.

A
A
Ostatnia aktualizacja: 00 0000 r.

Szukała szczęścia, którego niewiele zaznała w życiu. Być może religia była dla niej ucieczką przed smutną rzeczywi­stością, która ją otaczała.

Podejrzewana o herezję, odważnie w gdańskich kościołach obwiesz­czała prawdy, które sam Chry­stus miał jej przekazywać w mistycz­nych wizjach. Nie oszczędzała kleru, wytykając mu grzechy, które od wieków stanowią jego chleb codzienny: zachłan­ność, próżniactwo i tępotę. Urzędnik za­konny, któremu zlecono zbadanie dzia­łalności „nawiedzonej” kobiety, po głę­bokim namyśle uznał jednak, że korzystniej będzie dla Zgromadzenia Ry­cerzy Najświętszej Marii Panny, jeśli Dorota, zamiast trafić na stos, szybko odejdzie z tego świata i... zagości na oł­tarzach. Przygotowujący się do wojny z Polską i Litwą Krzyżacy, pilnie poszu­kiwali własnej świętej.

Dorota z Mątów na dawnej rycinie
Dorota z Mątów na dawnej rycinie

Córka holenderskiego chłopa

Wioska Mątowy Wielkie położona jest na żyznych nizinach zwanych Żuła­wami Malborskimi, w rozwidleniu Wi­sły i Nogatu, tuż obok wału wiślanego przy drodze do Malborka. To miejsce szczególne. W pobliżu, na wyspie Zantyr, osiedlił się w 1214 roku cysters Chrystian. Wzniósł tutaj świątynię chrze­ścijańską, z której głoszono Ewangelię po­gańskim Prusom, zanim jeszcze Krzyżacy przystąpili do ich nawracania metodami da­leko bardziej drastycznymi. Obok wioski po­łożone są nieco starsze Mątowy Małe, loko­wane w 1321 roku, a także wioska – nomen omen – o nazwie Piekło. W krajobrazie oko­lic, chyba jednym z najbardziej charakterystycznych dla żuławskich nizin, wyróżnia się wieża starego gotyckiego kościoła z intere­sującym drewnianym hełmem. To ona, wi­doczna z dużej odległości, pozwala szybko odnaleźć drogę do Mątów Wielkich. Tutej­sza dwunawowa świątynia, zbudowana z czerwonej cegły w 1340 roku, od tamtego czasu uległa niewielkim jedynie zmianom.

Na pobliskim cmentarzu znaleźć można pomnikowe drzewa, zwłaszcza lipy, jednak żadne z nich nie może pamiętać mroźnego południa 6 lutego 1347 roku, kiedy pod wy­giętym w kształt beczki stropem miejscowej świątyni stanął mały orszak odświętnie ubranych wiernych. Przyniesiono do chrztu malutką, dopiero co urodzoną dziewczynkę, której nadano imię patronki tego dnia - św. Doroty męczennicy. Niemowlę było siód­mym z dziewięciorga dzieci Wilhelma Schwartza, zamożnego holenderskiego ko­lonisty, budowniczego grobli, który przed laty skorzystał z zachęty Krzyżaków i, opu­ściwszy rodzinny kraj, przybył na Żuławy. Zamieszkał w rozrastającej się osadzie, któ­ra w 1383 roku miała odebrać prawa loka­cyjne jako Mątowy Wielkie.

W1330 roku Wilhelm ożenił się z córką in­nego kolonisty, Agatą. Pracowita i religijna ro­dzina Schwartzów cieszyła się w okolicy wiel­kim szacunkiem. Dzieci wychowywane były w „bojaźni Bożej”, od najmłodszych lat zapra­wiane do modlitwy i postów. Pani Schwartz służyła im przykładem, różaniec odmawiała tak żarliwie, że raniła sobie palce. Od czasu do czasu cała familia wybierała się na pielgrzym­ki do pobliskich miejsc odpustowych.

Schwartzowie należeli do grona majęt­nych osadników. Stać ich było na kształcenie synów w okolicznych szkołach. Wiadomo, że jeden z braci Doroty w 1348 roku został wy­słany do Kwidzyna, aby w szkole (tzw. trivium – gramatyka, retoryka i dialektyka) poznać podstawy łaciny i pogłębić znajo­mość języka niemieckiego. Dziewczęta po­zostawały w domu, korzystając z nauk mat­ki, która wywierała na nie ogromny wpływ. Dorota – wrażliwa, jasnowłosa panienka – chłonęła słowa Agaty nadzwyczaj chętnie, starała się w możliwie najdoskonalszy spo­sób wprowadzać je w życie i przyjmowała na siebie drobne i większe umartwienia. Póź­niejszy hagiograf powiada, że potrafiła przez tydzień, a nawet dwa powstrzymywać się od snu, a mimo to w ciągu dnia miała „policzki różane i wyspane oblicze”.

W opisach dzieciństwa pojawiają się też wydarzenia cudowne. Kiedy miała sześć lat, jedna ze służących przez nieuwagę upuściła gar z gotującą się wodą. Wrzątek nie wyrzą­dził dziewczynce większej krzywdy, choć służąca miała mocno poparzone nogi. Wów­czas Dorota usłyszała słowa, które miały stać się dla niej drogowskazem – „Uczynię z ciebie nowego człowieka”. Podobno mie­wała już wizje Ukrzyżowanego i marzyła, by wstąpić do zakonu i ofiarować swoje życie za nawrócenie grzeszników.

W 1357 roku zmarł ojciec Doroty, który otaczał ją czułością i opieką. Najstarszy brat, który został głową rodziny, nie zamie­rzał liczyć się z marzeniami egzaltowanej siostry. Miał inne plany. Dziewczyna była ładna i można ją było dobrze wydać za mąż. W domu Szwartzów zaczęli pojawiać się ka­walerowie. Dorota miała szesnaście lat, gdy posłuszna woli brata i matki, w październiku 1363 roku, poślubiła starszego od siebie o prawie dwadzieścia lat płatnerza i kupca Adalberta (Wojciecha), który miał w Gdań­sku dom, a w nim dobrze prosperujący warsztat. Młoda, rozmodlona dziewczyna w tajemnicy składająca niewprawnym pi­smem religijne wierszyki, została „sprzeda­na” do miasta.

Agata Schwartz pozostała na Żuławach. Jako wdowa przeżyła jeszcze czterdzieści cztery lata i dochowała się około pięćdziesię­ciu wnuków.


Heretyczka z Gdańska

Gdańsk był w tym czasie najprężniej roz­wijającym się ośrodkiem miejskim w Państwie Krzyżackim. W 1342 roku, na mocy przywileju uzyskanego od mistrza Ludolfa Königa, rozpoczęto wznoszenie największe­go w mieście kościoła pod wezwaniem Naj­świętszej Marii Panny. Niebawem obdaro­wano go niezwykłymi relikwiami, które mia­ły przyciągać do Gdańska tysiące pielgrzy­mów. Były to „cząstki” św. Barbary i Św. Krzyża oraz laska, którą Mojżesz rozdzielił wody Morza Czerwonego. Dorota zamiesz­kała niemal w cieniu budującej się ogromnej świątyni, przy ulicy Długiej pod numerem 64.

Adalbert przejął schedę po ojcu, który był jednym z przodujących płatnerzy w ce­chu i dostarczał oręż do zamku gdańskiego. W warsztacie przygotowywano zbroje dla mających wyruszyć ku Litwie krzyżowców, którzy w Gdańsku schodzili na ląd i spędza­li tu kilka dni przed wyruszeniem w dalszą drogę. Państwo zakonne niemal bezustannie toczyło wojny, dzięki czemu Adalbert nie musiał się lękać o byt swojej rodziny. Rodzaj zajęcia, jakim się parał, wywoływał w Doro­cie głęboki sprzeciw, bo choć wiedziała, że zbroje broniły chrześcijańskich rycerzy, to jednak nie usprawiedliwiała zabijania.

Szybko okazało się, że młode małżeństwo stanowiło związek nadzwyczaj niedobrany. Adalberta i Dorotę dzieliło niemal wszystko: wiek, odmienność charakterów, inne usposo­bienie i skłonności. Bogaty płatnerz i cenio­ny rzemieślnik chciał mieć żonę, której uro­da i młodość będą atutami podczas cecho­wych spotkań i zabaw. Tymczasem gustująca w modlitwie i rozmyślaniach dziewczyna, ubierała się nadzwyczaj skromnie i starała się unikać podobnych rozrywek. Drażniło to mężczyznę, który choć na swój sposób reli­gijny, nie przykładał do spraw wiary wielkie­go znaczenia, uważając, że jego podstawo­wym obowiązkiem jest troska o byt mate­rialny rozrastającej się rodziny. Począwszy od 1366 roku w każdym kolejnym roku ro­dziły się dzieci, w sumie dziewięcioro.

Żona „dziwaczka” podkopywała pozycję Adalberta, więc starał się zmienić jej charakter. Gdy wyczerpały się łagodne środki perswazji, zaczął używać siły. Przyniosło to skutek odwrotny od zamierzonego. Dla po­niewieranej i wyczerpanej licznymi poroda­mi Doroty życie wewnętrzne stało się jedy­nym bezpiecznym azylem. Codziennie wcze­snym rankiem uczestniczyła we mszy świę­tej i starała się jak najczęściej przystępować do Komunii Św. Widywano ją zazwyczaj w nowej świątyni poświęconej Matce Bożej, ale była również częstym gościem u domini­kanów, gdzie odprawiano nabożeństwa ró­żańcowe.

Trzeba pamiętać, że religia katolicka wy­wierała ogromny wpływ na życie czternastowiecznego Gdańska. Najwięcej świąt obchodzono ku czci Matki Bożej. Ten kult od­grywał w Państwie Krzyżackim istotną rolę ze względu na fakt, że była ona patronką Zakonu. Korporacje cechowe i bractwa po­wiązane były z kościołami, w których posia­dały własne kaplice i ołtarze. Mieszczań­stwo hojnie obdarowywało nowo budowane świątynie i szpitale, korzystając z odpustów udzielanych przez wyższe władze kościelne. W czasach, gdy śmierć pojawiała się nagle i niespodziewanie, a większość klęsk po­strzegana była jako kara za grzechy, każda okazja była pożądana, by zaskarbić sobie przychylność nieba. W pewnych kręgach modne były umartwienia.

Można przypuszczać, że w ten sposób od­czytywała swój los również Dorota. W literaturze chrześcijańskiej tego czasu nie­ustannie podkreśla się, że cierpienie jest miłą Bogu ofiarą za rzeczywiste i wyimagino­wane przewiny swoje, swoich rodziców, męża, Adama w raju i całej czeredy duchów w czyśćcu cierpiących. Pewnie dlatego mło­da kobieta skłaniała się ku coraz surowszej ascezie, a wzorem do naśladowania były dwie święte – Elżbieta z Turyngii i Jadwiga Śląska. Adalbert nie mógł tego znieść. Ucie­kał z domu, wyjeżdżał w sprawach handlowych do Malborka i Elbląga, zachodził do cechowych karczem, gdzie zalewał smutki piwem, a po powrocie urządzał awantury.

Kiedy wpadał w gniew zarzucał żonie, że mało obchodzi ją własny dom, że nie opiekuje się dziećmi, nie dogląda warszta­tu, czeladników, służby. W tych słowach musiało być sporo prawdy, bo potwierdza­ją to nie tylko zeznania najbliższych sąsiadów Doroty, którzy nie lubili jej szczerze, ale również relacja jej hagiografa. Jan z Kwidzyna napisał, że wytykano przyszłej błogosławionej otwarte zaniedbywa­nie domu i dzieci. Do tych zarzutów nawią­zał w późniejszym procesie kanonizacyj­nym „advocatus diaboli”, lecz obrońca Do­roty odpierał zarzuty, twierdząc, iż są one w znacznej części przesadzone. „Niewia­sta sama szyła i naprawiała odzież” – powiedział, a gotowała niesmacznie, ponie­waż przestrzegała skrupulatnie postów i unikała potraw mięsnych. Dla obrońcy nadzwyczaj istotny był fakt, że zaoszczę­dzone pieniądze rozdawała biednym.

Ta rozrzutność doprowadzała Adalberta do wściekłości. Pewnego dnia pobił Dorotę do nieprzytomności. Sądzono, że umrze i wezwano kapłana z ostatnim namaszczeniem. Przez kilka tygodni walczyła o życie. Adalbert chyba się przestraszył, bo bardzo troskliwie zabiegał o wyleczenie żony, a gdy nabrała sił prowadził ją do kościoła, sam przystępował do sakramentów i wspomagał ubogich. Ale Dorota nie była już tą samą osobą. Przestała się lękać męża i liczyć z ludzkim sądem. W tym czasie coraz częściej miewała wizje Męki Pańskiej. Spała na podłodze z kamieniem pod głową albo noce całe spędzała na modlitwie, pościła. Prosiła o łaskę nawrócenia dla męża. Wyglądało na to, że Adalbert zaczął się zmieniać, jakby po długiej i przegranej wojnie musiał przyjąć warunki zwycięzcy. Kiedy wydawało się, że wszystko ułoży się jak najlepiej, spadły na nich nieszczęścia. W1373 roku w czasie epi­demii zmarło troje dzieci.

W maju 1374 roku Gdańsk gościł w swo­ich murach szczątki zmarłej w Rzymie Brygidy Szwedzkiej (kanonizowana w 1391 ro­ku). Ta mistyczka cieszyła się niezwykłą po­pularnością w Europie. Za życia miała od­wagę domagać się od papieża reformy życia kościelnego, a także jego powrotu do Rzy­mu z wygnania w Awinionie. Ciało świętej, wędrujące ku ojczyźnie, a ściślej do klaszto­ru Vadstena, podejmowano nad Motławą niezwykle uroczyście i z największym sza­cunkiem. Przez wiele tygodni spoczywało w Kościele Mariackim, „czemu towarzyszył widoczny rozgłos”. Przybywały tłumy wiernych. Krążące po mieście przekazy o życiu, cnotach i mistycznych stanach Brygidy wy­warły na Dorotę wielki wpływ. Idąc za przy­kładem świętej poddawała się coraz surow­szym umartwieniom. Pomagała biednym i chorym, pielęgnowała ich z narażeniem własnego życia.

W 1380 roku Dorota i Adalbert, w obec­ności proboszcza kościoła parafii mariac­kiej Chrystiana Rose, złożyli dobrowolnie śluby czystości (Dorota miała wtedy trzydzieści trzy lata). Dzięki temu, na mocy specjalnego przywileju, mogli przyjmować Komunię Świętą we wszystkie nie­dziele i święta, gdy zwyczajni katolicy mo­gli to czynić zaledwie siedem razy w roku. Dwa lata później straszliwa zaraza zabra­ła kolejnych pięcioro dzieci. Pozostała im tylko córka Gertruda (niektóre źródła po­dają, że zarazę przeżyła także najstarsza z córek, Agata, która w niedługim czasie zmarła). Prawdopodobnie to utwierdziło ich w przekonaniu, że pozostała im tylko troska o życie wieczne.

Dorota przestawała żyć normalnym ży­ciem. Każdą wolną chwilę poświęcała adoracji Najświętszego Sakramentu. Za aprobatą lub bez, powoli rozdawała ubogim majątek męża. Zamożny ongiś płatnerz popadał w coraz większe kłopoty finansowe. Być może uważa­ła, że to jego niegdysiejsza zatwardziałość sprowadziła nieszczęścia na rodzinę. Sympa­tyzowała z beginkami, które od 1387 roku miały swój dom w pobliżu klasztoru domini­kanów. Była to wspólnota kobiet dążących do doskonalenia wewnętrznego, a zajmowały się praktykami religijnymi, zbieraniem jałmużny i nauczaniem ubogich dziewcząt. Spowiedni­kami Doroty byli kapłani z Kościoła Mariac­kiego – księża Paweł i Jan, a następnie pro­boszcz Chrystian Rose, który z kolei wyzna­czył jej specjalnego spowiednika. Z księdzem Mikołajem z Pszczółek, bo o nim mowa, łączy­ła ją prawdziwa więź duchowa.


Na pielgrzymim szlaku

Późne średniowiecze charakteryzowała wzmożona, niemal histeryczna pobożność. Popularną formą tej pobożności były piel­grzymki do miejsc słynących z cudownych obrazów i relikwii. Podejmowano je w nadziei na odmianę losu, na cud, zalecano jako poku­tę dla najbardziej zuchwałych grzeszników – bluźnierców, świętokradców, prostytutek i osób podejrzewanych o magię. Uważano, że opuszczając dom i podejmując uciążliwą wę­drówkę, zyskuje się szczególne łaski. Wierzo­no, że tym sposobem można odwrócił słuszny gniew Boży, a więc uniknąć klęsk żywioło­wych i epidemii. Liczne grupy pielgrzymów przemierzały pieszo, a niekiedy również bo­so, szlaki Europy i narażone były na napaści ze strony grasujących w pobliżu hord pospo­litych opryszków. Sezon świętego podróżo­wania trwał od Wielkanocy do października.

W 1384 roku Dorota i Adalbert zdecydo­wali się wspólnie wyruszyć na pielgrzymi szlak. Gertrudę zostawili u przyjaciół i wy­brali się do dalekiego Akwizgranu, gdzie w miejscowej kolegiacie przechowywano przywiezione z Konstantynopola przez Karola Wielkiego szczątki szat Jezusa i Matki Bo­skiej oraz chustę, w którą owinięto głowę Ja­na Chrzciciela. Rocznie przybywało tu około stu czterdziestu tysięcy pielgrzymów! Na­stępnie małżonkowie trafili do klasztoru be­nedyktyńskiego w helweckim Einsiedeln ko­ło Zurychu, słynącego z kultu maryjnego. Do­rota, przyglądając się życiu beginek osiedlo­nych w pobliskim klasztorze Alpegg, zapragnęła oddać się kontemplacji i resztę życia spędzić w pustelni na żebraczym chlebie. By­ła gotowa rozwieść się z mężem, aby to osią­gnąć. Kiedy jednak benedyktyński pleban, któremu zwierzyła się ze swoich planów, postukał się palcem w czoło i udzielił jej ostrej reprymendy, odstąpiła od tego zamiaru.

Z przekazów wiemy, że małżonkowie od­byli też drugą pielgrzymkę, tym razem zabrali córkę. Dotarli do Strasburga, Bazylei, Konstancji, na górę Etzel, ponownie odwie­dzili Akwizgran. Na terenie Niemiec Adal­bert bezskutecznie starał się znaleźć przyja­zne miejsce, w którym mogliby się osiedlić. Półtora roku mieszkali w Finsterwald nad Renem, w pobliżu sanktuarium. Dorota z córką chciała pozostać tam dłużej, a nawet stać się „jedną biedną pokutnicą”, ale Adal­bert zadecydował, że mimo wszystko powin­ni wrócić nad Motławę. W Gdańsku okazało się, że są zrujnowani. Wydatki związane z wyprawami sprawiły, że płatnerz utracił swój dom i warsztat. Wybudował więc pro­wizoryczny drewniany domek w pobliżu ko­ścioła świętej Katarzyny, gdzie cała rodzina przeniosła się jesienią 1387 roku. Żyli w nę­dzy i toczyli spory o zachowanie resztek do­bytku. W 1388 roku Adalbert poważnie zachorował, a kiedy wyzdrowiał, zachorowała Dorota.

Jednak Dorota dusiła się w mieście, w którym otaczała ją powszechna niechęć. Kiedy więc w 1389 roku pojawiła się możli­wość wyruszenia do Rzymu, aby uczcić ogłoszony przez papieża Bonifacego rok ju­bileuszowy – 1390, z błogosławieństwem męża udała się w daleką drogę. Osłabiony Adalbert prawdopodobnie nie czuł się już na siłach, żeby podjąć takie wyzwanie (odbył pielgrzymkę do Rzymu w roku 1350). Wę­drówka okazała się niezwykle wyczerpująca i mocno nadszarpnęła zdrowie Doroty. A po­mysł, by chodzić boso po Świętym Mieście, miał tragiczne konsekwencje. Ciężko zacho­rowała, miała tak silną gorączkę, że nie mo­gła spać, doznawała wizji i po raz kolejny otarła się o śmierć.

Z okazji jubileuszu w Rzymie znalazło się wielu gdańszczan. Mieszkali razem lub obok siebie. Dzięki dokumentom z procesu beaty­fikacyjnego możemy ich zidentyfikować z imienia i nazwiska: Metza Creuczburguisch, Metza Hugische, Mathea Quodemosse, matka Łucji Glogow, Piotr Sopkow, piekarz Mikołaj ze Sztumu i ksiądz Mikołaj z Psz­czółek. Z ich zeznań, a więc poniekąd z pierwszej ręki, dowiadujemy się o tamtych wydarzeniach. Chora Dorota przez wiele ty­godni mieszkała w jednym z rzymskich przytułków. Tam za sprawą objawienia do­wiedziała się o śmierci męża. Uzdrowić miał ją widok chusty świętej Weroniki. Przez pe­wien czas nosiła się z zamiarem, by pozostać w Rzymie do śmierci.

Do Gdańska wróciła 15 marca 1390 roku i zamieszkała w lichej komórce gdzieś na Głównym Mieście. Nie zamierzała jednak korzyć się przed opinią publiczną, była gotowa do walki. Jej postępowanie już wkrótce miało dotknąć do żywego więk­szość mieszkańców spokojnego miasta. Wedle ich opinii, Dorota zaczęła zachowy­wać się skandalicznie. Podczas mszy mo­dliła się tak żarliwie, że popadała w stany zamroczenia, mdlała, dostawała spazmów, drżały jej ręce i nogi, przewracała oczami, krwawiła z nosa i w ekstazie na glos roz­mawiała z Chrystusem. Pod koszulę zakładała grubą włosiennicę, która raniła jej ciało, a cierpiąc na bezsenność nocami oddawała się innej praktyce pokutniczej – bi­czowaniu. Zapowiadając rychłe nadejście Chrystusa, publicznie ganiła najwyższe autorytety, mówiła: „Liczni ludzie wprawdzie nauczyli się pism i subtelności, lecz nie nauczyli się osiągać woli, przez którą mogliby unikać grzechów”. Ostro zaatako­wała duchowieństwo.

Gdańszczanie mieli dosyć jej ekscesów i szalonych występów podczas nabożeństw. Dość powszechna była opinia, że jest chora na umyśle, ale też coraz częściej zastanawia­no się, czy nie jest opętana przez złego du­cha. Niektórzy nazywali jej zachowanie „lu­bieżnym”. Miejscowe duchowieństwo re­agowało dość ostrożnie. Proboszcz mariacki publicznie zganił Dorotę za ostentację w wy­rażaniu przeżyć mistycznych i zabronił jej przystępowania do Komunii Świętej w każ­dą niedzielę. Ta decyzja wzbudziła w niej złość. To wtedy miała wypowiedzieć zapisa­ne w dokumentach zdanie: „Cały Gdańsk oddałabym za jedną Komunię Świętą”. Atmosfera wokół niej gęstniała coraz bardziej. Powołując się na przekazane jej podczas wizji słowa Jezusa, żądała dla siebie specjalnego przywileju – chciała przyjmo­wać hostię codziennie! Wśród mieszkańców wywołało to ogromne oburzenie, domagali się od gdańskiego komtura natychmiasto­wego wszczęcia procesu przeciw szalonej kobiecie. Podkreślano, że wzbudza ona nie tylko gniew, ale również strach.

Oficjalne oskarżenie wnieśli: oficjał bi­skupa włocławskiego Henryk z Kościelca i prezbiter Ludike. Pierwsze „badania” przeprowadził proboszcz z Kościoła Mariackiego Christian Rose, który był doktorem prawa kanonicznego. Dorota odpowiadała pewnie, bez lęku, „z powodu stawianych jej zarzutów, gotowa była dać się spalić, a po­trzebne do tego drewno kupić na własny koszt”. Zeznania przed sądem biskupim składał również spowiednik Doroty, Miko­łaj, który w uroczystych słowach, odważnie bronił swojej podopiecznej, nawiązując do przykładu Brygidy Szwedzkiej. Przekony­wał, że to, co mówi, jest z pewnością nat­chnione przez Boga. Teologowie nie znaleźli w widzeniach Doroty nic bluźnierczego, co byłoby niezgodne z Ewangelią i sprawę za­mknięto. Niebawem spowiednik zapropono­wał Dorocie, aby udała się do najwybitniej­szego teologa krzyżackiego, Jana z Kwidzy­na. Sam Mikołaj czuł się bezradny wobec jej nadzwyczajnych charyzmatów.

Jan był człowiekiem utalentowanym i ambitnym, w latach 1367-1371 studiował w Pradze, a później wykładał tam filozofię i teologię. Po powrocie do Kwidzyna został kanonikiem i zajął się działalnością pisar­ską, znany był również jako wytrawny spowiednik i przewodnik duchowy. W później­szych latach został dziekanem kapituły pomezańskiej.

Dorota wędrowała do Kwidzyna, wów­czas stolicy diecezji, cztery dni. Na miej­sce dotarła 22 maja 1391 roku. Nowy spowiednik zainteresował się mistyczką, wy­słuchał jej i prawdopodobnie zaprosił na stałe do miasta, w którym mogła liczyć na opiekę biskupa pomezańskiego. Jan zro­zumiał, że jej życie w Gdańsku było po­ważnie zagrożone, a tłum w każdej chwili mógł dokonać samosądu. Miał bowiem w pamięci zdarzenie sprzed kilku lat, gdy napadnięto i utopiono przybocznego leka­rza wielkiego mistrza Konrada Wallenroda. Medyk zginął, gdyż podejrzewano, że uległ herezji albigensów.

Nie można wykluczać, że już wówczas zakonni hierarchowie doszli do wniosku, że warto zaopiekować się dziwną niewiastą, która tyle szumu wywoływała nad Motławą. Gdyby urzędowo potwierdzono jej świętość, Zakon zyskałby cenne wsparcie swojej misji.


Całkowite odosobnienie

Dorota umieściła córkę Gertrudę w klasz­torze benedyktynek w Chełmie i rozdała resztki dobytku. Po powrocie do Kwidzyna trafiła do przytułku, a potem zamieszkała u mieszczki Mathei Quodemosse, którą spot­kała już w Rzymie. Prawdopodobnie gościła ją również pobożna wdowa Katarzyna Mulner, tercjarka zakonna. Dorota utrzymywała się z jałmużny, pracowała w miejskim szpita­lu i wiele godzin przebywała w katedrze. Codziennie korzystała z usług spowiednika, z jego rąk przyjmowała Komunię Świętą i je­mu przekazywała swoje wizje i objawienia. W końcu wyznała, że pragnie całkowicie od­ciąć się od świata zewnętrznego przez zamu­rowanie w małej celce w pobliżu kościoła lub w samym świątyni.

Katedra w Kwidzynie, gdzie Dorota spędziła ostatni rok życia w całkowitym odosobnieniu, zdjęcie przedwojenne
Katedra w Kwidzynie, gdzie Dorota spędziła ostatni rok życia w całkowitym odosobnieniu, zdjęcie przedwojenne
Fot. Zbiory prywatne

Z tą formą ascezy, praktykowaną szcze­gólnie w miastach niemieckich, Dorota musiała się zetknąć na pielgrzymim szlaku. Na ręce biskupa pomezańskiego złożyła prośbę o przydzielenie miejsca odosobnienia, a Jan dołączył popierającą opinię. Wyznaczono półroczną próbę, po której Dorota uzyskała upragnione pozwolenie. 2 maja 1393 roku, po nabożeństwie w katedrze pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny i św. Jana Ewangelisty uroczyście wprowadzono ko­bietę do uprzednio przygotowanej celi, któ­ra znajdowała się pod południowymi scho­dami wiodącymi na chór. Wejście zamuro­wano. Tutaj, obok kaplicy grzebalnej bisku­pów pomezańskich, w której spoczywali też wielcy mistrzowie krzyżaccy Werner von Orseln i Ludolf König, Dorota miała spędzić na czuwaniach, modlitwach i umartwieniach resztę życia. Przez mały zakratowany otwór zwrócony w kierunku ołtarza mogła bezu­stannie adorować Najświętszy Sakrament. Jan rozmawiał z nią często, skrupulatnie notował wizje dotyczące rzeczy ostatecznych: szczęścia zbawionych oraz udręk czyśćca, i opatrywał je teologicznym ko­mentarzem. Zlecono mu arcyważną i w gruncie rzeczy sekretną misję wykre­owania świętej na potrzeby Zakonu, który w tym czasie znajdował się u szczytu potęgi. Dzięki niemu sprawa zamurowanej, świętej niewiasty nabierała rozgłosu. Do okienka przybywali coraz liczniejsi pielgrzymi, przy­chodzili po pomoc i pociechę, czasem z cie­kawości. Odnotowywano nawrócenia i uzdrowienia.

W małej, nieogrzewanej ciemnicy przeży­ła przeszło rok. Podczas ostrej zimy 1393 ro­ku poważnie zachorowała i choć wyzdrowia­ła na wiosnę, była bardzo osłabiona. Z tego, co przekazał Jan, wynika, że nie pragnęła dłuższego życia. Wyczerpana pokutą, zmar­ła 25 czerwca 1394 roku w wieku czterdzie­stu siedmiu lat. Przez wiele dni ludzie przy­chodzili modlić się, zaglądali przez okienko do celi, gdzie leżało wyciągnięte na wznak ciało pustelnicy. Delikatny uśmiech miał ozdabiał jej twarz.


Droga na ołtarze

Droga do uznania świętości Doroty oka­zała się równie wyboista, jak jej życie. Starania o beatyfikację poparł wielki mistrz Konrad von Jungingen, a proces informacyjny i zbieranie materiału dowodowego zakończono w oszałamiającym tempie, bo już w 1404 roku. Ale prześladował Dorotę swoisty pech. Najpierw w tajemniczych okolicznościach w drodze do Bolonii zagi­nęły dokumenty zbierane z wielkim trudem, a potem Krzyżacy, którym tak bardzo zależało na uzyskaniu własnej patronki dla Prus Zakonnych, przestali się liczyć na arenie międzynarodowej. Podobno tuż przed śmiercią Dorota przepowiedziała im straszliwą klęskę, co później kojarzono z bitwą pod Grunwaldem. Liczni pielgrzy­mi, w tym również Władysław Jagiełło odwiedzali „celkę i mieszkanie niejakiej Do­roty, niewiasty pobożnej i świątobliwej”, ale nic z tego nie wynikało. Państwo zakon­ne przeżywało poważny kryzys finansowy i nie stać go było na podjęcie niezbędnych kosztów, by na dworze papieskim doprowadzić do zakończenia kościelnego procesu.

Wiele prób jego wznowienia podejmowa­nych w późniejszym czasie również spełzło na niczym. Kiedy Albrecht von Hohenzol­lern opowiedział się za naukami Marcina Lutra, przedsięwzięcie wygasło w sposób naturalny. Protestanccy duchowni świadomie zacierali ślady kultu Doroty, nie tylko zniszczono jej celę, ale również ukryto ciało w nieznanym miejscu.

Na polecenie Zygmunta III Wazy, jezuita Fryderyk Szembek napisał kolejny żywot Doroty, korzystając z dzieła Jana z Kwidzy­na i dodając nowe przekazy legendarne, a biskup chełmiński Jan Lipski (dekretem z 15 kwietnia 1637 roku) oficjalnie wznowił i zatwierdził jej kult, który jednak podczas zaborów zanikł prawie zupełnie. Po zakoń­czeniu I wojny biskupi warmiński i gdański na nowo podjęli starania o beatyfikację Do­roty. Biskup Maksymilian Keller przedłożył papieżowi Piusowi XI prośbę o zakończenie procesu, w czym poparł go synod diecezji gdańskiej w 1935 roku. Te starania prze­rwała kolejna wojna.

Dopiero w 1976 roku, pięćset osiemdzie­siąt dwa lata po śmierci Doroty z Mątów, Kongregacja do spraw Świętych zatwier­dziła jej kult jako wspólnej patronki Pola­ków i Niemców.


Natalia i Waldemar Borzestowscy


Wykorzystano:

Johannes Marienwerder, „Vita venerabilis dominae Dorotheae”, Köln 1964;

Ks. Antoni Liedtke, „Dorota z Mątowów”, Hagiografia Polska;

Rühle, „Dorothea von Montau. Das Lebensbild einer Danziger Burgerin des XIV Jahrhunderts”, „Altpreussische Forschungen”, 1925;

Triller, „Der Kanonisationsprozess Dorotheas von Montau in Marienwerder 1394-1405 als Ouelle zum alpreussischen Kulturgeschichte und Volkskunde”, „Ostdeutsche Beiträge aus dem Göttinger Arbeitskreis”, 1958;

„Kwidzyn. Z dziejów miasta i okolic”, pra­ca zbiorowa, Pojezierze, Olsztyn 1982;

Kwiatkowski, „Klimat religijny w diece­zji pomezańskiej u schyłku XIV i w pierwszych dziesięcioleciach XV wieku”, „Roczni­ki Towarzystwa Naukowego w Toruniu”, To­ruń 1991;

„Epoka i życie bł. Doroty z Mątów. Mate­riały I Sympozjum Dorotańskiego w Kwidzy­nie”, pod red. ks. J. Wiśniewskiego, Elbląg 1996;

Anna i Henryk Paner, „Gdańszczanie na pielgrzymkowych szlakach w XIV i XV wie­ku”, Materiały z sesji „Gdańsk średniowiecz­ny”, Gdańsk 1998;

Joseph kardynał Ratzinger, „Drogi ku wnętrzu. Święta Dorota z Mątowów”, tekst kazania wygłoszonego 17 czerwca 1979 ro­ku w kościele św. Michała w Monachium;

Borchert, „Dorothea von Montau-Mutter, Mystukerin und Heilige”, „Klerrusbiatt”, nr 10, 1977;

„Mutter Dorothea – unsere Heilige”, „Kath.-Brief”, Hildesheim, nr 3, 1977.

 

Autorzy serdecznie dziękują Pawłowi Jankowskiemu, rycerzowi z Gdańskiego Bractwa pasjonatowi średniowiecza, bo­wiem dzięki jego życzliwości mogli oni do­trzeć do wielu trudno dostępnych materia­łów i cennych książek.

 

Pierwodruk: „30 Dni” 3/2004

Historie gdańskie
    Wypisy gdańskie
      Rozmowy gdańskie
        Biblioteka gdańskia