Max Baumann, notariusz z Gdańska

Gdański notariusz jest autorem jednej z najważniejszych sztuk, które pojawiły się z żydowskim teatrze w latach trzydziestych XX wieku.

A
A

„Po ostatnim opadnięciu kurtyny zerwała się burza oklasków i gło­śne wywoływanie Idy Kamińskiej i jej zespołu na proscenium. Aplauz nasilił się, kiedy stało się wiadome, że na widowni zasiada autor sztuki. On również został owacyjnie uczczony” – tak w maju 1938 ro­ku, Erwin Lichtenstein, gdański korespondent berlińskiej „Central-Verein Zeitung”, relacjonował przyjęcie przez żydowską publiczność Warszawy sztuki „Glückel Hameln – żądam sprawiedliwości”. Spek­takl zrealizował zespół Teatru Nowego pod kierownictwem słynnej Idy Kamińskiej w scenografii równie słynnego Iwo Galla. Kim był au­tor sztuki tak „owacyjnie uczczony” przez warszawską publiczność?

Max Baumann, zdjęcie z początku XX wieku
Max Baumann, zdjęcie z początku XX wieku
Fot. Zbiory BG PAN

Sztukę, którą z takim powodzeniem wystawił zespół Kamińskiej, napisał gdański... notariusz, Max Baumann, człowiek nie związany zawodowo z teatrem, choć głównie teatrowi oddający swój talent pisarski. W wywiadzie dla krakowskiego „Nowego Dziennika”, we wrześniu 1937 ro­ku, powiedział wprost, choć może nazbyt skromnie: „Nie należę do »cechu«, nie je­stem literatem”, a w jednym z rymowa­nych epigramów (ich zbiór wydał w Lipsku w 1928 roku) napisał o sobie ironicznie: „Poeta za jednym zamachem / jest i adwoka­tem: / i to jest w rzeczy samej / mieszanka podejrzana”. Jednak to jemu: prawnikowi z wykształcenia, notariuszowi z zawodu, sce­na żydowska zawdzięcza jeden z najwięk­szych „hitów” teatralnych lat trzydziestych XX wieku: sztukę „Glückel Hameln – żądam sprawiedliwości”.


Syn krawca

Max Baumann urodził się w Gdańsku 10 czerwca 1877 roku, w zasymilowanej, dawno osiadłej w mieście rodzinie żydowskiej. Jego dziad, Selig Pincus (1797-1847), szanowany mistrz krawiecki, był członkiem cechu, a oj­ciec, Izrael Isidor (urodzony 1838), szył i wypoży­czał w swojej pracowni przy Breitgasse 36 fraki, surduty i „całe ubrania”, ale też han­dlował starzyzną. Rodzina należała do ży­dowskiej gminy reformowanej i na modły zbierała się w nieodległej synagodze „gdań­skiej” przy Breitgasse 130, a później w no­wej, Wielkiej Synagodze przy Reitbahn. Rozrywki szukano zaś w Miejskim Teatrze na Kohlenmarkt, na którego scenie aż do lat dwudziestych pojawiały się dzieła również z żydow­skiego repertuaru.

Po ukończeniu w roku 1895 Gimnazjum Państwowego w Gdańsku Baumann rozpoczął studia prawnicze najpierw na Królew­skim Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma w Berlinie, później na Królewskim Uniwer­sytecie Alberta w Królewcu. W roku 1899 otworzył własne biuro notarialne w Gdań­sku. Prowadził je aż do listopada 1938 roku. Był uznanym i poważanym prawnikiem. Jego pasją był jednak teatr, pisanie dużych sztuk teatralnych, ale również drobnych scen i dialogów publikowanych w gdań­skich gazetach.

W roku 1923 ukazała się drukiem pierw­sza sztuka Maksa Baumanna „Kampf um Danzig”. Wcześniej pojawiła się jednak na scenie Teatru Miejskiego. Młode „państwo” gdańskie poszukiwało własnej tożsamości, utwierdzenia swojej – iluzorycznej przecież – niezależności. Sztuka Baumanna wychodziła naprzeciw tym oczekiwaniom. Mówiła bo­wiem o walce, jaką stoczył Gdańsk z królem Zygmuntem Augustem w roku 1569. Powoła­na przez króla komisja Karnkowskiego po­ważnie ograniczyła wolności miasta, które – w odwecie – wypowiedziało posłuszeństwo władcy. Ta właśnie „bitwa o Gdańsk” stała się tematem pierwszej sztuki Maxa Baumanna.

Rok później gdański notariusz zaprezen­tował kolejne dzieło. „W dniu 16 bm. główny reżyser Hermann Merz odczytał małemu kręgowi zaproszonych słuchaczy nowe dzie­ło dramatyczne znanego już poprzez swą sztukę historyczną »Bitwa o Gdańsk« gdań­skiego pisarza Maksa Baumanna. »Oko za oko« przedstawia w sposób skoncentrowany, z równoczesną wielką siłą stopniowania na­pięcia, akcję toczącą się w Hamburgu u schyłku XVII wieku, która rozwija się bar­dzo żywo na tle rodzinnej kroniki” – donosił „Danziger Rundschau” w marcu 1924 roku. Ta właśnie sztuka stała się później źródłem teatralnego sukcesu Baumanna. Musiała jednak czekać na zainteresowanie tak wiel­kiej artystki, jak Ida Kamińska. Sceny nie­mieckie były już bowiem dla żydowskiego autora zamknięte. Lata całe kolejne utwory Baumanna grzęzły w szufladzie.


Na skrzyżowaniu dróg

5 kwietnia 1932 roku z krótką wizytą za­witał do Gdańska Adolf Hitler. Ten kilkudziesięciominutowy pobyt przyszłego wo­dza III Rzeszy spowodował prawdziwą histerię wśród gdańskich nazistów. Już od ra­na tłumy podnieconych ludzi z hitlerowskimi flagami podążały w kierunku wrzeszczańskiego lotniska, by choć z daleka zoba­czyć führera. Kilka dni później przywódca gdańskiej NSDAP Albert Forster wygłosił na wiecu hitlerowców przemówienie pod znamiennym tytułem: „Dlaczego my, hitle­rowcy jesteśmy antysemitami?”. W swojej mowie zapowiedział wprost przyszłe losy gdańskich Żydów, gdy do władzy dojdzie partia narodowo-socjalistyczna. Na realiza­cję gróźb nie trzeba było długo czekać. Już w maju 1933 roku naziści wygrali wybory w Gdańsku i rozpoczęli systematyczne „odżydzanie” Wolnego Miasta.

W tej atmosferze niepewności i zagroże­nia Max Baumann próbował szukać jakie­goś racjonalnego rozwiązania ówczesnej sy­tuacji, próbował sformułować jakiś logicz­ny program na najbliższy czas. W styczniu 1936 roku wygłosił w Klubie Żydowskim przy Hansagasse wykład pod wiele mówią­cym tytułem: „Kultura gdańskich Żydów na skrzyżowaniu dróg”. W tej wypowiedzą jeszcze raz pokazał się jako humanista, człowiek wierzący w siłę prawdziwych war­tości, które potrafią obronić się przed falą barbarzyństwa. „Czy przeżyjemy, czy prze­trwamy kryzys, w jaki zostaliśmy wepchnięci, (...) zależy (...) od tego, czy utrzy­mamy ową intelektualną i duchową elastyczność, od której wszystkie ciosy z ze­wnątrz będą się odbijać, która pozwoli się wyprostować, gdy nas powali jeszcze sil­niejszy atak. Miarodajne czynniki dały nam jasno i zwięźle do zrozumienia, że nie mamy żadnej legitymacji, aby nadal uczestniczyć w niemieckiej kulturze. Dzisiaj mamy bez wątpienia prawo, a stąd również obowiązek, iść naszymi własnymi drogami. (...) Naj­większe niebezpieczeństwo dla nas, Żydów, nie polega na tym, że gdzieś w świecie będą nas prześladować. Ono tkwi w tym, że bę­dzie się usiłowało odebrać nam poczucie na­szej wartości, to, co jest najważniejsze w życiu, co nazywamy kulturą” – mówił Baumann.

A na koniec dodał: „Być Żydem dzisiaj jest z pewnością ciężkim losem, ale jest to również wielka moc”. Słowa te w brutalny sposób zweryfikowa­ła za kilka lat historia.


Teatr żydowski

Mimo dramatycznej sytuacji politycznej w Gdańsku, w latach trzydziestych poczęli zjeżdżać do Wolnego Miasta z Krakowa i Warszawy żydowscy artyści teatralni. Paradoks hi­storii sprawił, że w tym małym „państwie” pod władzą nazistów istniał aż do 1938 ro­ku zawodowy teatr żydowski, dysponują­cy zespołem znanych i uznanych aktorów i reżyserów.

Pierwszy kierownik artystyczny teatru, Symcha Wajnsztok, zainteresował się twórczością Baumanna, m.in. dramatem „Glückel Hameln” (wcześniej pod tytułem „Oko za oko”). „Za pośrednictwem znajomych dowiedział się o nim aktor żydowski p. Weinstock. A gdy go przeczytał, przybiegł do mnie pełen wzruszenia, wołając już na samym progu: Tylko Idą Kamińska może grać Gluckel! (...) Potem stał się naprawdę cud, bo na całym świecie jest tylko jedna artystka, która mogła obudzić do życia bohaterkę mego dramatu, a jest nią Ida Ka­mińska. (...) Teraz dramat żyje i budzi do życia społeczeństwo żydowskie wszędzie, gdzie go wystawia Ida Kamińska” – wspo­minał Baumann.

Sama Ida Kamińska tak wspominała swoją pracę nad „Glückel Ha­meln – żądam sprawiedliwości”: „W roku 1938 udało mi się wynająć Teatr Nowości [w Warszawie - przyp. MA] położony w centrum miasta, w dzielnicy częścio­wo zamieszkanej przez Żydów. Tam wysta­wiliśmy »Glikl Hameln« Maksa Baumanna, w której zagrałam tytułową rolę. (Wystawi­łam tę sztukę również w Nowym Jorku w 1972 roku.) Sztuka była oparta na pa­miętnikach Glikl, pierwszej zachowanej ży­dowskiej autobiografii pochodzącej z sie­demnastego wieku. Ten debiutancki dra­mat Baumanna, napisany przez niego w wieku sześćdziesięciu lat, był niezbyt te­atralny i wymagał moich przeróbek. Ale przyjęcie, jakie zgotowała mu publiczność, było wprost nadzwyczajne. Glikl miała swą premierę w Łodzi [jesie­nią 1937 roku - przyp. MA]. Autorem scenografii był słynny polski artysta i reżyser teatralny Iwo Gali. Nie będąc Żydem, zaofiarował nam swe usługi jako wyraz hoł­du dla żydowskiego teatru. Sztuka opowiadała o wydarzeniach z życia Żydów w Hamburgu w siedemnastym wieku, ale można było doszukać się w niej wyraźnych aluzji do prześladowania Żydów we współczesnych Niemczech. Główna bohaterka, żądająca sprawiedliwości od burmistrza Hamburga, występowała w imieniu Żydów na całym świecie, a zwłaszcza w rejonie wpływów Hitlera”.

Fragment rękopisu „Glückel von Hameln”
Fragment rękopisu „Glückel von Hameln”
Fot. Zbiory autora

I tak dramat gdańskiego notariusza trafił na deski jednego z najwybitniejszych teatrów żydowskich ówczesnej Europy. W swojej sztuce oparł się Baumann na pamiętnikach XVII-wiecznej żydowskiej mieszczki hamburskiej Glückel von Hameln. Wbrew wrogiej postawie chrześcijańskich mieszkańców miasta, wbrew „dobrym radom” własnych współbraci walczy ona niezwykle odważnie o zagrożoną sprawiedli­wość; zabójca jej męża, młodzieniec z szano­wanej, bogatej rodziny chrześcijańskiej, może ujść karze tylko dlatego, że ofiarą był Żyd. Dumna i odważna Glückel stacza sa­motną, lecz zwycięską walkę ze wszystkimi, nie w imię zemsty, lecz w imię elementarnej sprawiedliwości, która musi być również udziałem Żydów.

Prapremiera sztuki odbyła się latem 1937 roku w Łodzi. Po premierze spektakl grano na miejscu przez dwa miesiące „przy nie słabnącym powodzeniu”, a następnie ruszył on w tournée po Polsce.


„Sukcesowa sztuka”

Pod koniec października 1937 roku zespół Kamińskiej dał kilka przedstawień „Glückel Hameln” w Krakowie na scenie przy ulicy Bo­cheńskiej. Henryka Stillerowa, recenzując spektakl, zwróciła uwagę na „ważkie czynni­ki” powodujące niezwykłe powodzenie sztu­ki w Krakowie: „Pierwszy – to czasy obecne, w których każde słowo tej sztuki nabiera ży­cia i aktualności, gdzie każdy praktyczny okrzyk staje się krzykiem współczesnych, cierpiących i skrzywdzonych dusz żydow­skich. (...) Drugim jeszcze ważniejszym czynnikiem jest wspaniała, niezrównana gra Idy Kamińskiej, która jest artystką na wiel­ką miarę i umie środkami pełnymi umiaru wywoływać najgłębsze wrażenia”.

Podobnie we Lwowie, dokąd z Krakowa udał się zespół Idy Kamińskiej, ta „ciekawa i sukcesowa” sztuka spotkała się z gorącym przyjęciem publiczności i krytyki. W jednej z kilku prasowych zapowiedzi przed pierw­szym występem zespołu Kamińskiej dzien­nikarz pisał o entuzjastycznym przyjęciu „Glückel” w Krakowie, w innej – nazywając sztukę „perłą repertuaru Idy Kamińskiej” – o sławie daleko wykraczającej poza granice Polski. Po lwowskiej premierze (5 listopada 1937 roku na scenie Teatru Nowości przy ulicy Słonecznej) recenzent podpisujący się H-n pisał: „Autor zajmuje zdecydowane stano­wisko wobec (...) wydarzeń (...), wyrażające się aktywnym żądaniem bezkompromisowej sprawiedliwości. Nie polityka »mniejszego zła«, ale »większego dobra« – oto idea Baumanna. Nie dziw tedy, że po opadnięciu kur­tyny zrywa się burza oklasków ludzi, którzy walkę Glückel Hameln o sprawiedliwość przeżywają dzień w dzień na przeróżnych odcinkach”.

Sztuka – dzięki tematowi, jak i niezrów­nanej grze Idy Kamińskiej – spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem żydowskiej publiczności. Grana była nieprzerwanie w całej Polsce aż do wybuchu wojny. W tytu­łach recenzji w gazetach łódzkich, lwowskich, krakowskich i warszawskich pojawia­ły się nieodmiennie takie określenia, jak: „wspaniały sukces”, „nadzwyczajny suk­ces”, „sztuka naprawdę świetna”, „powodzenie »Glückel« wzrasta z dnia na dzień”, „należy zobaczyć!”, „sensacja teatralna Krakowa”. Rada Artystyczna Związku Artystów Scen Żydowskich nagrodziła zespół Kamińskiej specjalną nagrodą finansową, uznając wystawienie „Glückel” „za najlep­szy wyczyn teatralny w teatrze żydowskim w Polsce za ostatnie lata”.

Po pobycie we Lwowie zespół Idy Kamiń­skiej odwiedził jeszcze kilka innych miast, by w końcu, wiosną 1938 roku, zjechać do Warszawy. Tu, na scenie teatru przy ulicy Bielańskiej, odbyła się w kwietniu 1938 roku warszawska premiera „Glückel”. Wtedy też sztuką zainteresował się słynny teatr hebrajski Habima, który postanowił włączyć ją do swojego repertuaru, premiera miała odbyć się w sezonie 1938/1939. Skromny notariusz z Gdańska stał się za sprawą swo­jego pióra i kunsztu wielkiej aktorki sławnym i cenionym pisarzem. Trochę wbrew so­bie, nie potrafił bowiem uporać się z rozgło­sem, który stał się jego udziałem.

Owocem sukcesu „Glückel Hameln” stała się kolejna realizacja sztuki Baumanna. Tym razem w Gdańsku. W marcu 1938 roku wybitny reżyser i ak­tor żydowski, Jonasz Turkow, który w tym czasie objął kierownictwo artystyczne te­atru żydowskiego w Gdańsku, zrealizował sztukę Baumanna „Morgengrauen”. Ta –również oparta na zdarzeniach historycz­nych – sztuka opowiada o sporze słynnego niemieckiego humanisty Johannesa Reuchlina z wychrzczonym Żydem, dominikaninem Johannesem Pfefferkornem. Prowa­dzona w 1511 roku polemika przekształciła się w ogólnoniemiecki spór humanistów ze zwolennikami scholastyki. „Przy całym kry­tycyzmie wykształconej publiczności żydow­skiej sztuka przyniosła godny uwagi efekt. Wzięło się to głównie stąd, że żydowskie, po­nadczasowe przeznaczenie, które z niej przemawia, uzyskane zostało efektami czy­sto teatralnymi. Dlatego było charaktery­stycznym, że sztuką została najgłębiej poru­szona młodzież, kobiety i zwykli widzowie teatralni. (...) Spektakl pod kierownictwem Jonasza Turkowa osiągnął wysoki poziom. (...) Dekoracje i kostiumy odtworzono z historyczną wiernością”.

Spektakl spotkał się z dobrym przyjęciem gdańskiej publicz­ności. Był wielokrotnie powtarzany i mógł­by być grany jeszcze dłużej, gdyby nie co­dzienne napaści hitlerowskich bojówkarzy na lokale żydowskie. Dalsza praca teatru stała się niemożliwa, aktorzy wyjechali z Wolnego Miasta, a sale zamknięto.

Max Baumann, lata trzydzieste XX w.
Max Baumann, lata trzydzieste XX w.
Fot. Zbiory autora

Tułaczka

Wkrótce Maxa Baumanna spotkał kolej­ny cios: decyzją Senatu w listopadzie 1938 roku zlikwidowano wszystkie żydowskie no­tariaty, a kilka dni później wprowadzono na terenie Wolnego Miasta „ustawy norymberskie”. Życie żydowskich mieszkańców Gdańska zostało zagrożone. Jedyną szansą ratunku stała się pospieszna emigracja.

Max Baumann i jego żona Martha wyje­chali do Kopenhagi jednym z ostatnich statków, który odpłynął przed wybuchem wojny z Gdyni. Później dotarli do Anglii, gdzie spę­dzili lata wojny w niepewności i poczuciu stałego zagrożenia. Na cichej farmie w połu­dniowej Anglii Baumann próbował rekon­struować z pamięci swoje stare sztuki (ma­nuskrypty pozostały w Gdańsku) i pisać no­we (między innymi „Neuen Ägypten”, która wraz z „Glückel Hameln” i „Morgengrauen” two­rzy „Trylogię ku pamięci niemieckich Ży­dów”).

Po wojnie Baumannowie przenieśli się do mieszkającej w Szwecji córki Ewy. Tam 26 lipca 1953 roku Max Baumann zmarł. Po­chowano go na cmentarzu żydowskim w Sztokholmie.

Do ostatnich dni wspominał swoje uko­chane miasto. Cierpiał nad jego wojennym losem i nad losami swoich bliskich i przyja­ciół. W czerwcu 1946 roku pisał do przeby­wającego w Palestynie przyjaciela, Erwina Lichtensteina: „Wielu moich krewnych zgi­nęło, w tym cała rodzina Szemionów. Bardzo ucieszyła mnie Pańska wiadomość, że Jonas Turkow z żoną żyją. Czy są jakieś wiadomo­ści o Idzie Kamińskiej i jej ludziach? Miasto Gdańsk jest całkowicie zniszczone. Wielu naszych znajomych straciło życie, bardzo liczni wraz z żonami popełnili samobójstwo: Nichterlum, Dumont, Wächter, Lörden, Ancker, prof. Klose, prof. Kaufmann, prof. Van der Kamp, dyrektor Bechler. To jest tak okrutnie bolesne...”.

Miasto Baumanna nie istnieje. Coraz bar­dziej zaciera się nawet jego wspomnienie. Ale przetrwała Glückel Hameln, dumna ży­dowska matrona. Sztuka, która w latach 1937 i 1938 odnio­sła taki wielki sukces, była w repertuarze wszystkich zespołów Idy Kamińskiej. Artystka wznawiała ją wielokrotnie; na uczczenie 35-lecia swojej pracy artystycznej w ro­ku 1952 wybrała właśnie „Glückel Hameln”, a i później często powracała do niej, prezen­tując spektakl nie tylko na scenach polskich, ale również podczas licznych tournées za­granicznych Teatru Żydowskiego z Warsza­wy. Również po wyjeździe z Polski po ha­niebnym Marcu 1968 roku Kamińska po­wracała do „Glückel Hameln”, realizując sztukę między innymi w Nowym Jorku i w Izraelu.

Sztuką Baumanna zainteresował się rów­nież Bertold Brecht. Tylko względy polityczne spowodowały, że Berliner Ensemble nie zrealizował dramatu gdańskiego nota­riusza. Kilka lat temu „Glückel” powróciła do te­atru za sprawą hamburskiego Thalia Theater. 27 czerwca 1994 roku na ulicach daw­nego miasta żydowskiego w Hamburgu, tam, gdzie żyła przed wiekami autentyczna Glückel, odbyła się premiera plenerowego widowiska „Angst vor dem Pogrom” według sztuki Baumanna w reżyserii Christiane Richers (przy współpracy Eriki Hirsch).

Tak oto za sprawą gdańskiego notariusza dzielna Glückel von Hameln wróciła do swo­jego miasta, w którym przed wiekami sto­czyła zwycięską walkę o godność i sprawie­dliwość.


Mieczysław Abramowicz


Pierwodruk: „30 Dni” 6/2000

Historie gdańskie
Wypisy gdańskie
Rozmowy gdańskie
Biblioteka gdańskia