Kaktusy na Wybrzeżu

Pierwsza publikacja dotycząca kaktusów, jaka powstała na terenach dawnej Rzeczpospolitej, był dziełem gdańszczanina Johanna Phillipa Breyna.

A
A
Scena w ogrodzie kwiatowym, miedzioryt Johanna Sylviusa, ilustracja z gdańskiego druku weselnego z 1645 roku
Scena w ogrodzie kwiatowym, miedzioryt Johanna Sylviusa, ilustracja z gdańskiego druku weselnego z 1645 roku
Fot. Zbiory BG PAN

Ojczyzną kaktusów jest Ameryka, spotkać je można na całym obszarze obu kontynentów, od północnych rubieży Kanady po Ziemię Ognistą na południu. Rajem dla „kaktusiarzy” jest oczywiście Meksyk. Do Europy przybyły jako jedna z ciekawostek odkrytego Nowego Świata, podobnie jak kukurydza i ziemniaki. Pierwsze egzemplarze egzotycznych roślin miał ofiarować królewskiej parze z Madrytu sam Krzysztof Kolumb.

Egzotyczne rośliny aklimatyzowały się z oporami, większość ginęła wkrótce po przesadzeniu na europejski grunt. Trudno się dziwić, miejscowi ogrodnicy nie mieli w ich uprawie żadnego doświadczenia, a część okazów należała do tzw. trudnych. Na całym Półwyspie Iberyjskim przyjęły się za to i rozkrzewiły opuncje. Jedna z nich, Opuntia ficus-indica, w XVII wieku dotarła do Polski, sto lat później owoc innego popularnego kaktusa, cereusa, został opisany przez gdańskiego botanika. Była to pierwsza publikacja dotycząca kaktusów, jaka powstała na terenach dawnej Rzeczpospolitej. Jej autorem był Johann Phillip Breyne.

Obecnie, dzięki działającej w Rumi od wielu lat hodowli państwa Hinzów, nasz region stanowi prawdziwe zagłębie kaktusowe. Zjeżdżają tu miłośnicy kolczastych (wedle prawideł botaniki winno się napisać: ciernistych) roślinek z całego kraju i nie tylko, by wzbogacać swoje kolekcje. Ulotka zapewnia, że w szklarniach ukrywa się około pięciu tysięcy gatunków tej olbrzymiej rodziny. Imponujący zbiór obejmuje nie tylko ciepłolubne egzemplarze, ale również sukulenty mrozoodporne. Każdy, kto to miejsce odwiedzi, ma szansę zarazić się kaktusową pasją na resztę życia. Znam przynajmniej kilka osób, które tego doświadczyły.

 

Pierwsze przez Gdańsk?

Kiedy pierwsze kaktusy pojawiły się w Europie, botanicy nadawali im nazwy opisowe. Było to przedsięwzięcie ciekawe literacko, lecz w nauce czyniło pewien zamęt. Do czasów wprowadzenia ścisłej klasyfikacji roślin naukowcy zajmujący się tą dziedziną poruszali się jakby po omacku, a ich kontakty, poprzez publikacje, przypominały zabawę towarzyską, w której grupa odgaduje nazwę – na przykład tytuł filmu na podstawie gestów niemogącej się posługiwać słowami jednej z osób. Było to piekielnie trudne i prowadziło do zabawnych pomyłek.

Jedno jednak jest pewne, XVII- i XVIII-wieczni botanicy, jeśli chodzi o opisy roślin, nie mają sobie równych – szczegóły ich budowy przedstawiano z nadzwyczajną dbałością i finezją, jakiej mogliby pozazdrościć poeci. Niemal każdy nowy i ciekawy egzemplarz starano się również sportretować całkiem dosłownie, większość uczonych była solidnie przygotowana do tej roli. Już na studiach szkolono przyszłych badaczy przyrody w tzw. szkicowaniu z natury. Część z nich posiadała niewątpliwy talent, o czym świadczą imponujące zbiory niezwykle dokładnych rysunków i grafik, które – oprawione – ozdabiały potem mieszczańskie gabinety.

Sądzi się, że pierwsze kaktusy dotarły do Polski przez Gdańsk. Takie przypuszczenie nie powinno dziwić, wszak portowe miasto już wcześniej, a szczególnie od XVII wieku, miało w Rzeczpospolitej pozycję monopolisty nie tylko w zakresie handlu przyprawami, nasionami i cebulkami importowanymi przez Holandię, ale również szeroko rozumianymi towarami luksusowymi, do których zaliczano „żywe ozdoby” salonów – zamorskie zwierzęta i rośliny. Czy tą drogą dotarł do królewskich ogrodów w Warszawie pierwszy w Polsce kaktus, wzmiankowany pod datą 1651? Jest to bardzo prawdopodobne. Współcześni znawcy tematu uważają, że pod nazwą Ficus Indica minim. fl. lut. amplo kryła się niezwykle obecnie popularna, a nawet „przebojowa” Opuntia vulgaris. Ten gatunek bowiem, kiedy w XX stuleciu dotarł do Australii, rozmnożył się tak bardzo, że na kilkadziesiąt lat zagroził całemu ekosystemowi kontynentu.

 

Mieszczańskie kolekcje i botaniczne ogrody

Także w Gdańsku wśród bogatego mieszczaństwa powstała szlachetna moda kolekcjonowania wszelakich przyrodniczych osobliwości, w tym również interesujących roślin. Wiązało się to ściśle z rozwojem nauki w epoce, w której świat, a dokładniej myślenie o nim, ulegało stałemu rozszerzaniu, gdy poznawano nowe lądy, osobliwą faunę i florę. W tych czasach, obracając się w tak zwanym towarzystwie, po prostu nie wypadało wyróżniać się brakiem zainteresowań. Każdy, kto posiadał odpowiednie środki finansowe, starał się rozwijać swoją wiedzę w rozmaitych, dla nas dziś wzajemnie mało do siebie pasujących dziedzinach. Nie istniało jeszcze wówczas przekonanie – pojawi się ono dopiero w romantyzmie – że świat dzieli się na humanistów i tych „ścisłych”.

Zgodnie z życzliwymi sugestiami zasłużonego gdańskiego aptekarza, Johanna Plactomusa (1514-1577), autora jednego z pierwszych podręczników zgłębiających farmaceutyczną wiedzę „Pharmakopea in compendium red acta”, wydanego w 1560 roku w Antwerpii, przy każdej aptece (sam kierował gdańską od 1554 roku) powinien powstać ogród służący do upraw roślin leczniczych, zaopatrujący potrzebujących w świeże zioła. Powinno się w nim również znaleźć miejsce dla roślin sprowadzanych zza mórz, z odległych krain, potencjalnie przydatnych, które służyć będą do naukowych badań. W tym czasie i później powstało w mieście, nie tylko przy miejskiej aptece, przynajmniej kilka ogrodów botanicznych. Najsłynniejsze należały do botaników: Jacoba Breyne (1637-1697), Jacoba Theodora Kleina (1685-1759) i Gotfryda Reygela (1704-1788). Dwaj pierwsi posiadali również niezwykle modne w tym czasie tzw. kunstkammery (gabinety osobliwości), w których zgromadzili wiele interesujących eksponatów, głównie przyrodniczych.

Portret Jacoba Breyna
Portret Jacoba Breyna
Fot. Zbiory BG PAN

Przypuszcza się, że  kaktusy mógł mieć w swoich zbiorach pierwszy ze wspomnianych botaników. Jakob Breyne interesował się egzotycznymi roślinami i posiadał w swoim ogrodzie kilkadziesiąt okazów przywiezionych z „Indii”, jak często w tamtych czasach określano obie Ameryki.

Przybyła do Gdańska z Brabancji rodzina Breyne ofiarowała miastu dwóch botaników. Jacob, a także jego syn, Johann Phillip (1680-1764), prowadzili interesujące badania i utrzymywali stały kontakt z europejskim środowiskiem naukowym. Stale rozbudowywany bogaty gabinet przyrodniczy stał się sławny na całą Europę, odwiedził go podczas pobytu w Gdańsku car Piotr I, który uwielbiał rozmaite curiosa (był ich namiętnym kolekcjonerem). Zachowany w Bibliotece Gdańskiej spis eksponatów zgromadzonych przez Breyna (z 1765 roku) jest rzeczywiście imponujący. W dziesięciu dużych szafach znajdowały się cenne minerały, bogaty zbiór bursztynów z inkluzjami, skamieniałości i muszle. Starannie prowadzone zielniki roślin pochodzących z rzeczywistych Indii, obu Ameryk, Afryki, Syberii i wszystkich krańców Europy uzupełniały bibliotekę zawierającą najważniejsze dzieła dawnych i współczesnych autorów, zajmujących się naukami przyrodniczymi.

 

Czym się różni od innych owoc Cereusa?

Właśnie młodszy z Breynów, Johann Phillip, jest autorem wspomnianej notatki, której znaczenia dla polskiego kaktusiarstwa nie sposób przecenić. Oto bowiem, już w połowie XVIII wieku, gdański botanik opisał owoc rośliny z Ekwadoru, rozpoznanej jako Cereus serpens, którą w tytule  nazwał  Cerei americani (dzisiaj występuje również pod mianem Cleistocactus serpens). Określenie „kleistos” (z greckiego „zamknięte”) zostało użyte, gdyż roślina ta wytwarza kwiaty w formie podłużnej rurki, które nigdy nie ulegają pełnemu rozwinięciu. Nazwa Cereus (z łaciny „świeca”) pojawiła się po raz pierwszy w pracach botanika Paula Hermanna w 1698 roku. Obok Opuncji, Melocactusów i Pereski umieszczona też została w 1754 roku przez innego badacza flory, Philipa Millera, jako jeden z czterech rodzajów podobnego typu roślin sukulentycznych, które dopiero w 1789 roku określono jednoznacznie jako rodzinę Cactaceae.

Cereusy (znane również jako pałczaki) należą do najbardziej dekoracyjnych kaktusów, występują w postaci kolumnowej i przypominającej formę świecznika z kilkoma ramionami. Nie są trudne w uprawie i, co w warunkach północy istotne, latem z powodzeniem mogą rosnąć na wolnym powietrzu. Niektóre cereusy, na przykład we współczesnym Izraelu, są uprawiane ze względu na owoce.

Opatrzony tytułem „Johannis Philippi Breynii, Descriptio Fructus Cerei American majoris articulati…” tekst ukazał się w 1752 roku w piśmie „Acta Physico-Medica” (na stronach od 173 do 176), wydawanym przez Academię Caesareae Leopoldino-Carolinae Naturae Curiosorum Exhibenta Ephemerides z Halle, której Johann Phillip był aktywnym członkiem. Tekst miał formę listu Breyna skierowanego do słynnego niemieckiego lekarza, botanika i wydawcy Christopha Jakoba Trewa, i stał się częścią dyskursu naukowego, gdyż była do niego dołączona obszerna i niezwykle ciekawa dla badaczy systematyki kaktusów w XVIII wieku odpowiedź Trewa. List opatrzony został czterema rycinami przedstawiającymi wspomniany kaktus.

Rysunki przedstawiające owoc cereusa, opublikowane w tekście Breyna w „Acta Physico-Medica”
Rysunki przedstawiające owoc cereusa, opublikowane w tekście Breyna w „Acta Physico-Medica”
Fot. Zbiory BG PAN

Breyne, wykształcony w Lejdzie botanik i lekarz, podobnie jak Trew należał do założonego w 1660 roku przez Karola II Stuarta londyńskiego The Royal Society (Towarzystwa Królewskiego). Aby móc w pełni czuwać nad publikacją swoich prac, ojciec Johanna, Jacob Breyne, sprowadził z Holandii odpowiedni sprzęt i założył drukarnię. Dbano w niej  o wysoki poziom edytorski książek, które – bogato ilustrowane – cieszą oko każdego bibliofila. Po śmierci Johanna kolekcja Breynów została wystawiona na licytację. Zakupiła ją caryca Katarzyna II. Zgodnie z jej życzeniem gromadzone przez lata zbiory przewiezione zostały do Petersburga.

 

U Jacoba Kleina

Równie znanym gdańskim przyrodnikiem, posiadającym własny ogród botaniczny, był Jacob Theodor Klein (1685-1759). Ten kolekcjoner interesujące go eksponaty kupował na aukcjach, kilka otrzymał od zagranicznych przyjaciół jako prezenty lub w drodze wymiany, wiele przywiózł osobiście z podróży.

Klein urodził się i studiował prawo oraz matematykę w Królewcu. Jako młody człowiek odwiedził Niemcy, Holandię i Francję, wszędzie starał się dotrzeć do ludzi, którzy tak jak on żywo interesowali się naukami przyrodniczymi. Z wieloma z tych osób utrzymywał korespondencję, dzieląc się swymi doświadczeniami.

Przybył do Gdańska jako 27-latek i otrzymał funkcję sekretarza miasta. Był nim aż do 1758 roku. Jego inteligencję dostrzeżono na dworze Augusta II i postanowiono wykorzystać w dyplomacji – z polecenia króla bywał na europejskich dworach. Uczył się szybko, także języków. Kiedy przyszło mu brać udział w pertraktacjach ze stojącymi pod miastem wojskami polskimi, nie potrzebował tłumacza, aby porozumieć się z ich dowódcami.

Powszechnie uznawano go za jednego z najwybitniejszych badaczy przyrody w XVIII wieku. W historii zoologii możemy przeczytać, że systematykę Kleina niektórzy naukowcy jego czasów cenili bardziej od opracowań Karola Linneusza. Uczciwie trzeba przyznać, że raczej niezasłużenie. Klein był oryginalny i pomysłowy, jednak trudno zaakceptować kryteria, którymi chciał się posługiwać. W uznaniu wielu niewątpliwych zasług obdarzono go członkostwem licznych stowarzyszeń naukowych: wspomnianego już Royal Society, akademii z Halle, Petersburga i Bolonii.

Przez całe życie Klein wiele publikował. Jego prace naukowe, choć napisane głównie po łacinie,  szybko tłumaczono na współczesne języki. Do najbardziej cenionych należą te, które są poświęcone botanice, mineralogii, paleontologii i zoologii. Sześć lat po przybyciu do Gdańska założył wspomniany już własny ogród botaniczny. Prowadzone tam uprawy dostarczały mu materiału do badań. Jego szklarnie, wypełnione egzotycznymi roślinami, zwiedzało wielu gości, wystarczy wymienić koronowane głowy: króla Prus Fryderyka Wilhelma I, cara Piotra I, Augusta II oraz króla Stanisława Leszczyńskiego. Gospodarz nie tylko zabawiał ich opowiadaniem o zbiorach, ale również obdarowywał rozmaitymi drobiazgami, np. ziarnami kawy z własnego ogródka.

Podobnie jak Breyne, również Klein posiadał swój gabinet osobliwości, a w nim naprawdę imponujący zbiór skał, minerałów, muszli morskich. Sam badacz działał nieco chaotycznie i specjalnie nie przywiązywał się do większości swoich eksponatów, kiedy już wykorzystał je do naukowych celów pozbywał się ich, robiąc miejsce dla innych. Wszyscy goście wychodzili od niego obdarowani. Mimo to wciąż brakowało mu miejsca na nowe zbiory. W końcu, aby pomieścić je wszystkie, zbudował specjalny budynek, do którego obok eksponatów trafiła solidna, licząca dwa tysiące woluminów biblioteka.

Gdański przyrodnik miał w swym ogrodzie pięćdziesiąt gatunków i odmian roślin pochodzących z Nowego Świata, między innymi z Meksyku i Peru. Znalazły się w nim również rośliny z Afryki i basenu Morza Śródziemnego. Reprezentowane były między innymi opuncje. Rośliny ciepłolubne czuły się tu dobrze, okaz Cereusa sp. dwukrotnie zakwitł w 1724 roku. Możemy jedynie spekulować, jaki był to rodzaj kaktusa, do dziś  bowiem opisano ich czterdzieści pięć gatunków. Większość z nich przybiera formę drzewiastą i dorasta w sprzyjających warunkach nawet do trzech metrów wysokości. Kwiaty, o których wspomina Klein, są również dorodne, mogą osiągnąć od kilkunastu do dwudziestu pięciu centymetrów długości i są zazwyczaj białe lub różowe. Zdarza się im zakwitać, jak u Cereusa azureusa, tylko nocą.

W 1734 roku wydano „Echinodermata”, uznawane za dzieło życia tego gdańszczanina. Klein był jednym z założycieli Towarzystwa Przyrodniczego w Gdańsku (łac. Societas physicae experimentalis, niem. Naturforschende Gesellschaft) – jednego z najstarszych towarzystw naukowych działających na ziemiach polskich. Powstałe 7 listopada 1742 roku, istniało nieprzerwanie do 1936 roku. Od 1890 roku działało również w Gdańsku Deutsche Kakteen-Gesellschaft. Po śmierci Kleina (zmarł w 1759 roku) jego wnuk wystawił na aukcji zbiór woluminów, większą część zakupili August III Sas i margrabia brandenburski Culmbach z Beyruth. Pozostałą nabyła w XIX wieku  Biblioteka Miejska w Gdańsku. 

 

Po wojnie

W Gdańsku powstał jeden z oddziałów wojewódzkich reaktywowanego w 1966 roku ogólnopolskiego Towarzystwa Miłośników Kaktusów (założone zostało przed wojną, w październiku 1932 roku). Jednym ze współzałożycili, a zarazem pierwszym przewodniczącym był doktor inżynier Wiesław Wojnowski (chemik), który wspólnie z doktorem Zbigniewem Prajerem (lekarzem) redagował też odrodzony „Świat Kaktusów” (pierwszy numer ukazał się w grudniu 1966 roku; przedwojenny „Świat Kaktusów” wychodził od 1935 do 1939 roku).

Wiesław Wojnowski (obecnie profesor doktor habilitowany) w 1967 roku umieścił w lipcowym zeszycie cenionego i poczytnego „Kakteen und andere Sukulenten” artykuł o historii i stanie polskiego kaktusiarstwa. Wojnowski wspominał w nim, że jego fascynacja kaktusami wiązała się z zainteresowaniem pierwotnymi kulturami Ameryki: Majów, Azteków i Inków. Kiedy pod koniec lat pięćdziesiątych w niektórych kwiaciarniach pojawiły się nieliczne gatunki kaktusów, zaraził tą pasją swoją żonę, Marię. W 1961 roku zbudowali na balkonie szklarnię wielkości około jednego metra kwadratowego, a cztery lata później powstała samodzielna szklarnia na działce w Chwaszczynie.

W zamieszczonych w Internecie interesujących wspomnieniach, dotyczących tego pionierskiego okresu, Wojnowski nadmienia, że w tamtych latach największą i najciekawszą kolekcję posiadał właśnie Zbigniew Prajer, „wiele ciekawych i rzadkich roślin, które zobaczyłem po raz pierwszy”. Miał też godną pozazdroszczenia „dużą wiedzę o kaktusach, liczne książki oraz doświadczenie w hodowli, wysiewaniu i  szczepieniu”.

W 1969 roku Prajer i Wojnowski opublikowali opis nowego gatunku mammillarii, dla którego zaproponowali nazwę Mammillaria josef-bergeri, aby upamiętnić Józefa Bergera, autora pierwszej polskiej książki o kaktusach z 1882 roku, zatytułowanej „Rodzina kaktusów”. Cenny okaz mammillarii przywiózł zimą 1965 roku z Meksyku, z Santa Cruz, docent Rafał Staszewski. Po raz pierwszy zaprezentowano go na Międzynarodowej Wystawie Kaktusów w Katowicach,  w dniach 6-15 czerwca 1969 roku.

Kiedy w 1975 roku Wojnowski wyruszył na roczny pobyt naukowy do Stanów Zjednoczonych, na działce w Chwaszczynie zdarzyła się awaria, wyłączyło się automatyczne ogrzewanie szklarni. Przepadły gromadzone i pielęgnowane przez lata okazy. Kolekcjoner wyznał szczerze: „Bardzo mnie to załamało i odebrało chęci na wiele lat”. Obecny zbiór, w porównaniu do poprzedniego niewielki, wystawiany latem na balkon – cieszy oko właściciela.

Warto jeszcze wspomnieć, że w Rumi działa od wielu lat hodowla kaktusów i innych roślin sukulentycznych, prowadzona przez Łucję i Andrzeja Hinzów. Pasja do ciernistych roślin pojawiła się w tej rodzinie pod koniec lat pięćdziesiątych, kiedy dziadkowi obecnego właściciela przywieziono z zagranicy nasiona kilku odmian kaktusów. Prywatną kolekcję uzupełniali nowymi okazami marynarze, których wielu mieszkało w okolicy.

W lutym 1964 roku Stanisław i Anna Hinzowie rozpoczęli swoją działalność jako profesjonalna hodowla kaktusów. Pasja i firma przechodziła z ojca na syna. Obecni właściciele cieplarnianego świata, zajmującego powierzchnię 1066 metrów kwadratowych powierzchni szklarniowej i 200 metrów kwadratowych gruntu, informują, że ich kolekcja – wielokrotnie wyróżniana na specjalistycznych wystawach – obejmuje około pięciu tysięcy gatunków i form; jest największym, bo liczącym ponad dwa miliony egzemplarzy zbiorem roślin sukulentycznych w Polsce i prawdopodobnie jednym z największych w Europie.

Zgromadzone w trzech szklarniach okazy to między innymi ogromne agawy i wilczomlecze, kilkumetrowe kaktusy z Arizony i tzw. „fotele teściowych” (właściwie Echinocactus grusonii). Na miejscu można nie tylko obejrzeć wystawę, na którą wstęp jest bezpłatny, ale również dokonać zakupu. Ceny są zróżnicowane, czasem bardzo atrakcyjne, ale są też egzemplarze rzadkie, w zasadzie tylko w tym miejscu do nabycia.

Interesująca kolekcja kaktusów znajduje się również w kaszubskich Ostrzycach, na terenie ośrodka rekreacyjno-sportowego „Zielony Młyn”. Prezentowany tam zbiór był kompletowany przez trzydzieści lat, głównie metodą wysiewów, przez prowadzącego ośrodek Mieczysława Burghardta.

 

Na zakończenie o piosence

W latach dwudziestych w Niemczech niezwykle popularna była piosenka „Mein kleiner grüner Kaktus” („Mój mały zielony kaktus”). Śpiewali ją wszyscy, bo łatwo wpadała w ucho i była szalenie optymistyczna. Wykonywana z wigorem przez jeden z najpopularniejszych wówczas boysbandów, sekstet męski  „Comedian Harmonists”, doczekała się wielu często zabawnych przeróbek już we współczesnych nam czasach. Przynajmniej kilkanaście jej wersji umieszczonych zostało na youtube. U naszych zachodnich sąsiadów nie ma chyba osoby, która nie znałaby tego szlagieru.

Jednak mało kto wie, że członkiem znanego zespołu, któremu zawdzięczamy jego powstanie, był Roman Cycowski. Jego losy związane były po części z Sopotem i Gdańskiem. Pochodzący z Łodzi baryton zaangażowany był przez pewien czas w sopockiej Operze Leśnej jako chórzysta i aktor do mniejszych rólek oraz w Gdańsku. Słowem, terminował – ucząc się zawodu – w miejscach kojarzonych z wypoczynkiem. „Odlotowy sekstet”, do którego wstąpił, stał się legendą tamtych czasów, na kanwie losów jego członków powstał znany film Josepha Vilsmaiera „Comedian Harmonists”.

Kariera zespołu została przekreślona w momencie, gdy do władzy w Niemczech doszli naziści, bowiem jego członkowie w większości nie mogli się poszczycić aryjskim pochodzeniem. Roman Cycowski wyjechał do Ameryki, gdzie stał się kantorem w synagodze w San Francisco. Jego ojciec i trójka z czworga rodzeństwa zginęli w czasie wojny. On sam dożył wieku 97 lat, zmarł w 1998 roku w Palm Springs.

 

Waldemar Borzestowski

 

Wykorzystano:

Dubienecka B., Wróblewski A.K., „Historia kaktusiarstwa w Polsce”, „Wiadomości botaniczne”  54(1/2), Kraków 2010;

Fleischer Z., Schütz B., „Kaktusy”, Warszawa 1990;

Hinz S., Abramowicz M., „Uprawa kaktusów”, Szczecin 1986;

Szafran P., „Katalog aukcyjny i aukcja biblioteki Fryderyka Fabriciusa w 1727 r. na tle aukcji bibliofilskich w Gdańsku do końca XVIII w.”, „Libri Gedanenses. Rocznik Biblioteki Gdańskiej PAN za rok 1967”, Gdańsk 1968;

Szwarc Z., „Prywatne ogrody botaniczne a rozwój nauk przyrodniczych w ośrodku gdańskim w XVI-XVIII w.”, „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki”, Warszawa 1986;

Wojnowski W., „Moje kaktusowe początki, Wspomnienia”, umieszczone na stronie gdańskiego oddziału PTMK (Polskie Towarzystwo Miłośników Kaktusów), opracowane przez Tomasza Błaczkowskiego.

 

Autor wyraża podziękowanie Pani Marii Otto z Biblioteki Gdańskiej PAN za pomoc w dotarciu do ilustracji J. P. Breyna i cenne uwagi, dotyczące jego listu opublikowanego w „Acta Physico-Medica” w 1752 roku.

 

Pierwodruk: „30 Dni” 6/2015

Historie gdańskie
Wypisy gdańskie
Rozmowy gdańskie
Biblioteka gdańskia