PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE

Bitwa korwet na Zatoce

Bitwa korwet na Zatoce
Podczas wojny francusko-pruskiej 1870 roku, w czasie rajdu francuskiego zespołu na Zatoce Gdańskiej doszło do bitwy, w rezultacie której pruska korweta „Nimfa” odniosła znaczny sukces.
Fot. zbiory autora
Korweta ‘Nimfa’ skutecznie zaatakowała francuskie okręty
Fot. zbiory autora

19 lipca 1870 roku Francja wypowiedziała wojnę Prusom, ale jej wojska ponosiły klęski. 1 września tego roku skapitulowała armia francuska okrążona pod Sedanem, a cesarz Napoleon III dostał się do niewoli. Dalsze działania wojenne, mimo okresowych sukcesów, nadal przynosiły klęski wojskom francuskim. 28 stycznia 1871 roku podpisano zawieszenie broni, a 10 maja tego roku zawarto pokój we Frankfurcie nad Menem.

Francuska marynarka wojenna nie odegrała istotnej roli w wojnie z Prusami, a po klęsce pod Sedanem załogi okrętów skierowano do obrony Paryża i na inne fronty. Co prawda, na początku wojny zamierzano zablokować pruskie porty na Bałtyku, głównie Gdańsk, ale francuska eskadra nie odniosła sukcesów. Natomiast słaba liczebnie flota pruska nie kusiła się o podejmowanie bitwy z liczniejszym przeciwnikiem, broniąc jednocześnie dostępu do własnych portów. A jednak na Zatoce Gdańskiej doszło do incydentu zbrojnego, w rezultacie którego pruska korweta „Nimfa” odniosła znaczny sukces.

Gdańsk – wraz z Królewcem – tworzył ważny węzeł strategiczny, o znacznej samodzielności. W jego skład wchodziły: fortyfikacje, wojska różnych broni, magazyny, zakłady uzbrojenia i amunicji, środki transportowe, wojskowe obiekty administracyjne i szkoleniowe. Tu zbiegały się szlaki komunikacji morskiej, rzecznej, rozwijających się kolei i dróg bitych. Działały stocznie; gospodarka, która miała dość znaczną samodzielność, zapewniała zasadnicze zaopatrzenie dla wojska w czasie pokoju i wojny. Miasta te były istotnymi ośrodkami polityczno-administracyjnymi.

Od 1854 roku w Gdańsku funkcjonowała baza morska dla floty pruskiej (Marinenstation der Ostsee). Po wojnie prusko-duńskiej, w 1865 roku, zaczęto ją przenosić do Kilonii: okręty, Komisję Ekonomiczną Floty i Batalion Morski. Od tej pory Kilonia stała się główną bazą pruskiej marynarki wojennej, zaś Gdańsk bazą zapasową, zaopatrzeniową. Był też ośrodkiem budownictwa okrętowego.

Dzięki oddaleniu od brzegu morskiego Gdańsk był wówczas poza zasięgiem artylerii z okrętów przeciwnika. Co więcej, atak na miasto utrudniały warunki nawigacyjne i artyleria pruska. Już od 1840 roku Prusacy mieli na uzbrojeniu strzelby nabijane od tyłu i z dużą energią rozpoczęli prace nad armatami nabijanymi według tego systemu. Niebawem armaty pruskie, z pewnymi modyfikacjami, wprowadzono w Belgii, Austrii, Szwajcarii, w krajach niemieckich i w Rosji. W latach sześćdziesiątych XIX wieku pruskie działa miały większą szybkostrzelność i celność niż artyleria innych armii. Podobnie było na okrętach. Trzeba też pamiętać, że pruscy artylerzyści, ci z lądu i ci z okrętów, byli świetnie wyszkoleni. Produkcję armat na dużą skalę rozwijała fabryka Bergera w Berlinie, ale najbardziej rozwinięto ją w fabryce Kruppa w Essen.

 

Siły przeciwników

Flota francuska miała bogate tradycje bojowe i starała się dorównywać siłą brytyjskiej. Znajdowała się w rozbudowie, wprowadzano coraz to nowsze maszyny parowe na okręty, konstruowano pancerze i modyfikowano działa. Dlatego w jej składzie były jednostki o różnej wartości bojowej. W 1870 roku liczyła około 466 okrętów, w tym 281 bojowych i 185 pomocniczych. Była to flota silna, dobrze wyszkolona i należycie zaopatrzona. Jednak znaczna liczba okrętów była w trakcie modernizacji, remontów i przezbrojenia. Część operowała na dalekich wodach kolonii francuskich.

Pruska marynarka wojenna była o wiele słabsza od francuskiej, ale górowała nad nią w zakresie artylerii okrętowej. Flota rozwijana była powoli, ale systematycznie, ulegała różnym reorganizacjom i udoskonaleniom. Kiedy utworzono Związek Północnoniemiecki, pruską marynarkę wojenną przekształcono (a stało się to 1 października 1867 roku) w marynarkę wojenną Związku (Marine des Norddeutschen Bundes). Budowano nowe okręty, a w 1869 roku w Wilhelmshaven utworzono pierwszą bazę morską na Morzu Północnym.

W 1870 roku w skład pruskiej floty wojennej wchodziło około 50 okrętów: 6 jednostek pancernych, 37 różnych jednostek drewnianych z napędem parowym i 7 żaglowców. Szwankowało jednak wyszkolenie (jeśli pominąć artylerzystów), zaopatrzenie, stan techniczny, a wśród oficerów służyło wielu cudzoziemców. Jak wspominaliśmy, artyleria okrętowa i artyleria nadbrzeżna były dobre.

Pruskie siły zbrojne były dobrze przygotowane do wojny. Główne uderzenie poszło w kierunku Paryża, a wybrzeże morskie odpowiednio zabezpieczono. Nie zamierzano prowadzić działań bojowych na morzu z dala od wybrzeży, choćby z tego powodu, że flota pruska była mniej liczna od francuskiej.

Prusacy skoncentrowali swoją flotę głównie w rejonach ujść rzek: w ujściu Łaby i pod Rugią 22 okręty, w Świnoujściu 14 okrętów, a w Gdańsku jeden okręt. Była to korweta „Nimfa”. Okręty te miały za zadanie patrolowanie własnych wód przybrzeżnych i obserwowanie poczynań przeciwnika na morzu. Nie mogły zbytnio oddalać się od własnych baz. Wszystkie znajdowały się lub pływały w niedużej odległości od brzegu, by w razie potrzeby skorzystać z osłony własnej artylerii nadbrzeżnej i ruchomej artylerii lądowej. Tylko przy nadarzającej się okazji miały z zaskoczenia atakować przeciwnika na morzu. Do bezpośredniej obrony wybrzeża przed ewentualnymi desantami francuskimi wydzielono ponad 100 tysięcy żołnierzy, których miała wspierać policja, żandarmeria oraz ochotnicy i rezerwiści.

Pruska artyleria nadbrzeżna rozmieszczona była przy wejściach do portów i zatok, w cieśninach i na cyplach półwyspów wysuniętych w morze. Dodatkowo w ujściach dużych rzek, na podejściach do portów i w zatokach ustawiono zagrody minowe. Flota i lądowa obrona wybrzeża były w stałej gotowości do obrony przed ewentualnym francuskim desantem morskim oraz przed bombardowaniem ze strony okrętów przeciwnika.

W rejonie Gdańska podstawą obrony przed atakiem od strony morza była silna artyleria nadbrzeżna rozmieszczona w Nowym Porcie, którą wzmocniono ruchomą ciężką artylerią lądową. Został też rozbudowany system umocnień nadbrzeżnych, działały służby obserwacji i łączności. W rejonie ujścia Wisły postawiono miny morskie, nakazano wygaszenie wszystkie świateł sygnalizacyjnych i latarni morskich, usunięto znaki nawigacyjne. Zabroniono też palenia ognia i używania oświetlenia. Kiedy zapadał zmroku z morza nie było nic widać.

Francuska blokada morska trwała czterdzieści dni – od 13 sierpnia do 22 września 1870 roku. W składzie eskadry, która w tym celu weszła na Bałtyk, było pięć fregat pancernych, dwie korwety i jedno awizo. Niemal natychmiast podzielono ją na dwie grupy, aby ta operacja była bardziej skuteczna. Okręty francuskie krążyły w znacznej odległości od brzegu, a pruskie jednostki nie wychodziły dalej, jak poza wody przybrzeżne.

Gdańszczanie z pewnym niepokojem obserwowali z brzegu poczynania francuskich okrętów, a w żegludze gdańskiej zapanował bezruch. Na statkach wprowadzono stan gotowości do gaszenia pożarów, wzmocniono również straż pożarną w porcie i w mieście.

Jednak Francuzi wysłali na Bałtyk zbyt szczupłe siły, by skutecznie zablokować pruskie porty. Pływano więc na szlakach przybrzeżnych, do portów pruskich bez przeszkód zawijały statki neutralnych bander. Ale zasadniczy ruch towarowy odbywał się drogami lądowymi i kolejowymi. Francuzi nie byli też w stanie przeprowadzić operacji desantowej, ponieważ zabrakło im odpowiednich oddziałów. Okręty francuskie nie podchodziły zbyt blisko portów, by przeprowadzić atak, gdyż mogła im wtedy zagrozić bardzo silna obrona wybrzeża. Co więcej, załogi francuskich okrętów nie znały miejscowych warunków nawigacyjnych i obawiały się wejścia na mielizny.

Z tych powodów Francuzi mieli niekorzystną sytuację operacyjną. Aby zwiększyć skuteczność blokady prowadzonej z dala od lądu, przeprowadzali rajdy wzdłuż wybrzeży, również na wodach Zatoki Gdańskiej. Ale i to nie dawało większych rezultatów, gdyż wcześnie zaalarmowane statki chroniły się do Nowego Portu.

 

Czym była korweta i awizo

W bitwie na wodach Zatoki Gdańskiej udział wzięły dwie francuskie korwety i jeden okręt awizo oraz jedna korweta pruska. Korwety (także fregaty) były wówczas podstawowymi jednostkami w wojennych operacjach morskich.

Pod koniec lat sześćdziesiątych XIX wieku należały do większych okrętów, które budowano specjalnie do celów wojennych lub przebudowywano z innych większych jednostek. Wiele z nich było konstrukcjami drewnianymi opancerzonymi, ale wiele budowano już z żelaza. Miały podwójny napęd: parowy i żaglowy, podobnie jak niemal wszystkie ówczesne okręty wojenne.

Na napędzie parowym pływano w rejonach operacyjnych i podczas walki, na drugim – żaglowym – w czasie dalszych rejsów. Żagle były niezbędne, ponieważ mało wydajne maszyny parowe zużywały ogromne ilości węgla i trzeba było go oszczędzać. Dlatego na trasach przejścia okrętów parowych w portach lub większych przystaniach budowano stacje z węglem, gdzie okręty uzupełniały jego zapasy. Bywało i tak, że kiedy brakowało takich stacji na trasie rejsu, w określone miejsca wysyłano statki z węglem, by zaopatrzyć te jednostki. Zdarzało się, że okrętom bojowym towarzyszyły liczne statki transportowe ze znacznymi zapasami węgla, który przeładowywano na morzu.

Okręty niemieckie miały łatwy dostęp do węgla w swoich bazach i portach, gdyż zasadniczo nie opuszczały ich na dłuższy czas. Natomiast okręty francuskie, które operowały z dała od swoich portów, musiały pobierać węgiel ze statków transportowych własnych lub sojuszniczych. Podczas operacji na Bałtyku Francuzi korzystali z zasobów duńskich. Dania zachowała wprawdzie neutralność, ale „po cichu” wspierała flotę francuską przeciwko siłom pruskim.

Przyjrzyjmy się pruskiej korwecie „Nimfa”, tej, która zaatakowała francuskie jednostki na Zatoce. Był to duży, drewniany okręt, zbudowany w 1863 roku. Wyporność standardowa tej jednostki wynosiła 1100 ton, długość 65 metrów, szerokość 10, zanurzenie 4,5 metra. Miała parowe maszyny o mocy 800 KM i ożaglowanie typu fregata (powierzchnia żagli półtora tysiąca metrów kwadratowych). Okręt miał jeden komin, rozwijał prędkość od 8 do 12 węzłów, uzbrojony był w dziesięć armat 36-funtowych i sześć armat 12-funtowych. Załoga liczyła 190 ludzi.

Korwety były używane do eskortowania konwojów, zwalczania żeglugi przeciwnika i ochrony własnej, blokowania portów nieprzyjacielskich i przeprowadzania zwiadów. Kiedy pływały w dużych zespołach pancernych miały za zadanie chronić własne okręty przed niespodziewanym atakiem.

Jeśli chodzi o awiza, to występowały one głównie we flotach państw kolonialnych. Jednostki te wykonywały różnego rodzaju pomocnicze zadania bojowe, takie jak patrolowanie czy rozpoznanie. Używano ich do przerzucania małych desantów i demonstracji własnej siły wobec mieszkańców kolonii. Te lekkie okręty miały małą liczbę armat, ale wystarczającą, by walczyć z ewentualnymi buntownikami.

Awizo to okręt o dużej dzielności morskiej, który spełniał również rolę szybkiej jednostki łącznikowej na trasach kolonia-metropolia, ale też między zespołami okrętów i ich bazą. Wyposażony był w liczne pomieszczenia do przewozu żołnierzy, miał kabiny, w których podróżowali urzędnicy kolonialni i ich rodziny, a nawet pomieszczenia reprezentacyjne.

Na wodach europejskich, również w czasie wojny 1870 roku, awiza przydzielano do zespołów okrętów bojowych (takich jak fregaty lub korwety). Tak było w zespole okrętów francuskich, które wpłynęły na Zatokę Gdańską. Dzięki nim utrzymywano łączność z dowództwem sił głównych na Bałtyku. Jednak na pokładzie nie było odpowiedniej liczby żołnierzy piechoty morskiej, którzy mogliby przeprowadzić desant. Francja odczuwała niedostatek żołnierzy potrzebnych do obrony kraju przed ofensywą lądowych sił pruskich.

 

Atak z zaskoczenia

Wojna prusko-francuska w 1870 roku zaznaczyła się też w Gdańsku. Wielu mieszkańców powołano do oddziałów wojskowych, które pomaszerowały na zachód, wielu służyło w obronie wybrzeża i twierdzy gdańskiej, by przeciwstawić się ewentualnemu francuskiemu desantowi morskiemu. Na początku wojny miasto nie odczuwało zagrożenia ze strony wroga. Ale nagle, w sierpniu, na Bałtyku pojawiła się flota francuska, która zablokowała porty.

21 sierpnia 1870 roku, w czasie jednego z wieczornych rajdów, francuskie okręty (dwie korwety pancerne „Thétis” i „Jeanne d’Arc” oraz awizo „Renard”), stanęły na kotwicy – w znacznej od siebie odległości – między Kępą Oksywską i Helem. Okręty te były pilnie obserwowane z wybrzeża (od Helu po Piławę), a także z małych jednostek pływających. Obrona wybrzeża na lądzie i cała artyleria nad Zatoką Gdańską znajdowały się w pełnej gotowości bojowej. Wieść o tym, że pojawiła się flota przeciwnika, dotarła do miasta i okolicznych miejscowości. Czyniono przygotowania do obrony przed ewentualnymi skutkami francuskiego bombardowania. Uruchomiono szpitale, zapasowe środki komunikacji, przygotowano sprzęt przeciwpożarowy i wszystko to, co mogło być przydatne na wypadek eksplozji pocisków wystrzeliwanych z francuskich okrętów.

Okręty te stały na kotwicach. Ich załogi czuły się bezpiecznie, gdyż znajdowały się poza zasięgiem pruskiej artylerii nadbrzeżnej. Wykonywały, jak co dzień, swoje prace, oczekując na podniesienie kotwic w następnym dniu. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że podlega obserwacji, a każdy ruch na pokładach jest pilnie śledzony.

Po stronie pruskiej powstała więc bardzo dogodna sytuacja, by przeprowadzić atak. Korweta „Nimfa” stała gotowa do walki w Nowym Porcie. Dowodził nią komandor podporucznik Johannes Weickhmann. Pod osłoną nocy okręt wyszedł z Nowego Portu i – płynąc jak najbliżej brzegu – zbliżał się w kierunku francuskiej korwety „Thétis”, która stała na kotwicy nieopodal Kępy Oksywskiej. Pogoda była dobra, pruska korweta niewidoczna na tle lądu, zaś okręt francuski był widoczny na wodzie w poświacie księżyca, przez co stanowił doskonały cel dla artylerii okrętowej.

22 sierpnia, około godziny wpół do drugiej w nocy, „Nimfa” otworzyła ogień do francuskiej jednostki z odległości około dwóch tysięcy metrów, natychmiast uzyskując trafienia. Na pokładzie przeciwnika wybuchł pożar, poległo osiemnastu francuskich marynarzy. Na Zatoce widać było odblaski pożaru i błyski z armatnich wystrzałów. Wkrótce do bitwy zaczęły się włączać inne francuskie okręty. Ale nie były w stanie sięgnąć celu. Wśród armatniego huku „Nimfa” wykonała zwrot i obrała kurs do swojej bazy. Po wykonaniu zadania weszła do Nowego Portu już około godziny trzeciej.

Wieść o zwycięskiej bitwie „Nimfy” z francuską korwetą pancerną szybko rozeszła się po Gdańsku i okolicy. Fakt ten został natychmiast wykorzystany propagandowo. W niedługim czasie miała powstać cesarska flota wojenna. Francuska eskadra, która nie mogła liczyć na posiłki i uzupełniania, opuściła Bałtyk na wieść o klęsce pod Sedanem. Żołnierzy z okrętów skierowano do walki na lądzie, by broniły Paryża. Po zakończeniu wojny „Nimfa” odwiedzała różne porty bałtyckie i nad Morzem Północnym, a w latach 1871-1875 (wraz z bliźniaczą „Meduzą”) odbyła podróż dookoła świata. Przez następne lata okręt pełnił różne służby, nadal dużo pływał do obcych portów, a od 1885 roku – był już wtedy wysłużoną jednostką – został zakotwiczony na stałe w Kilonii jako hulk, czyli pływające koszary. W 1891 roku w Hamburgu „Nimfa” została skreślona ze stanu floty jako wrak.

Korweta „Nimfa” i zbrojny incydent na wodach Zatoki Gdańskiej z 1870 roku są elementami morskich dziejów Gdańska drugiej połowy XIX wieku. Podobne do „Nimfy” jednostki, a następnie o wiele większe i nowocześniejsze, budowano w Stoczni Cesarskiej nie tylko dla floty pruskiej, ale i dla flot wojennych innych państw. Już wówczas państwo niemieckie ciągnęło z tego ogromne zyski.

 

Tadeusz Górski

 

Pierwodruk: „30 Dni” 6/2009