Zniszczone parkomaty i pobici pracownicy nadmorskich płatnych parkingów

O zniszczeniu mienia, niebezpiecznych sytuacjach między kierowcami a pracownikami firmy WiParking, która dzierżawi w Gdańsku nadmorskie parkingi m.in. przy al. Hallera, rozmawiamy z przedstawicielem firmy, Mateuszem Wiltosem.

Zniszczone parkomaty i pobici pracownicy nadmorskich płatnych parkingów
A
A
data publikacji: 02 sierpnia 2016 r.

Matusz Wiltos, przyznaje, że firma w której pracuje coraz mocniej odczuwa skutki pomówień dotyczących rzekomego braku legalności parkingów.
Matusz Wiltos, przyznaje, że firma w której pracuje coraz mocniej odczuwa skutki pomówień dotyczących rzekomego braku legalności parkingów.
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Kamila Grzenkowska: Sezon wakacyjny, a więc i płatnego parkowania w strefach nadmorskich w Gdańsku, jest już na półmetku, tymczasem Państwa firma coraz boleśniej odczuwa niezadowolenie części mieszkańców i kierowców z powodu obowiązkowych opłat za parkowanie, głównie przy al. Hallera. Ktoś zniszczył parkomaty i pobił jednego z Państwa pracowników... 

Mateusz Wiltos: - Niestety, przez wiele pomówień, co do legalności dzierżawy pasów drogowych przez miasto spotykamy się z bardzo nieprzychylnymi reakcjami. Dotychczas w Brzeźnie zostało poważnie uszkodzonych dziesięć naszych urządzeń. Są one co prawda ubezpieczone, nie powodując przez to strat finansowych firmy, ale utrudnia to osobom korzystającym z parkingu dokonanie opłaty. Zdarza się, że muszą zapłacić za postój w innym urządzeniu oddalonym o kilkadziesiąt metrów. Nasi pracownicy, oprócz bycia regularnie obrażanymi i poniżanymi ze strony mieszkańców, są również przez nich atakowani. Zdarzyły się już dwa incydenty, w których karetka pogotowia odwiozła naszego pracownika. Jest to niedopuszczalne, w związku z czym powzięliśmy już odpowiednie działania prawne, aby ukrócić ten proceder.

Nieprzyjemne sytuacje zdarzały się w pasie nadmorskim praktycznie od samego początku funkcjonowania płatnych parkingów. Kierowcy odnosili się wulgarnie i agresywnie do naszych pracowników, ale dotąd były to przede wszystkim słowa. Nie było wcześniej jakichś sytuacji z użyciem siły, przynajmniej żadnych poważnych. Myślę, że w pierwszych dniach lipca wiele osób było po prostu zaskoczonych tym, że muszą płacić za postój w miejscu, w którym dotychczas mogli bezpłatnie zostawiać samochody. Co prawda informowały o tym media, ale najwyraźniej nie wszyscy czytają portale internetowe czy gazety. Emocje na dzierżawionych przez nas parkingach na Przymorzu czy w Sobieszewie po jakimś czasie osłabły, ale nasiliły się za to w Brzeźnie.
 

W ostatnich dniach nieznani sprawcy zniszczyli kilka parkomatów należących do firmy WiParking
W ostatnich dniach nieznani sprawcy zniszczyli kilka parkomatów należących do firmy WiParking
WiParking

Już w lipcu obniżyliście Państwo wysokość kary za brak opłaty na terenie dzierżawionych przez was parkingów z 300 do 90 zł. Dlaczego?

Chcieliśmy wyjść naprzeciw temu, co mówią kierowcy. Muszę jednak zaznaczyć, że kary za brak opłaty za postój, czyli 90 złotych nie odbiegają od opłat na innych parkingach w strefie nadmorskiej. Rozumiejąc też trudną sytuację parkingową mieszkańców Brzeźna, postanowiliśmy skrócić godziny płatnego parkowania wokół pętli tramwajowej przy ul. Hallera o ponad połowę czasu. Opłaty w tym rejonie są pobierane obecnie tylko w godzinach 9-18. Co ważne, zrezygnowaliśmy z poboru opłat przez całą dobę, ponieważ chcieliśmy dobrych relacji z mieszkańcami, parkującymi na naszym parkingu oraz dalszej dobrej współpracy z miastem.

Zaproponowane w lipcu zmiany nie są obwarowane żadną dodatkową umową z miastem ani aneksem do dotychczasowych umów.


To po co wprowadzaliście na początku sezonu tak wysoką opłatę?

- Chodziło nam o to, by nie wyciągać dalszych konsekwencji wobec kierowców (opłata wniesiona w ciągu czterech dni od nałożenia kary wynosiła 90 zł, powyżej czwartego dnia 300 zł - przyp. red.). By sprawa kończyła się na 90 złotych. I zdecydowana większość osób płaciła tę niższą opłatę. Niecały jeden procent zapłacił karę w wysokości 300 złotych. Dla nas nie miała więc ona większego znaczenia. Te opłaty mają też pozytywny aspekt. Widzimy to, póki co, na Starym Mieście, gdzie prowadzimy od dłuższego czasu parking m.in. na ul. Lawendowej. Tutaj rzadko zdarza się, byśmy pobierali opłatę dodatkową. Kierowcy rzetelnie płacą za postój. Opłaty dodatkowe zostały ustalone na podstawie kosztu całodobowego pobytu. Dzięki takim stawkom kierowcy bardzo sumiennie płacą opłaty za parking, co też było naszym celem. Odsetek osób nie mających ważnych biletów na podszybiu jest bardzo znikomy, dużo mniejszy niż na miejskich strefach płatnego parkowania.
 

Przeciw płatnym parkingom w Brzeźnie od kilku tygodni protestuje grupa mieszkańców dzielnicy
Przeciw płatnym parkingom w Brzeźnie od kilku tygodni protestuje grupa mieszkańców dzielnicy
WiParking

W mediach dużo mówi się o protestach części mieszkańców Brzeźna, za to niewiele o skutkach, jakie przyniosły kierowcom płatne parkingi. Pan je dostrzega?

- Oczywiście. Jest wiele pozytywnych aspektów. Płatności na parkingach wymuszają większą rotację pojazdów. Dzięki temu kierowcy nie mają problemu ze znalezieniem wolnego miejsca. Przekłada się to na mniejsze korki powstające w wyniku szukania wolnych miejsc parkingowych przez wolno jadące pojazdy. W związku z tym, że kierowcy mogą łatwiej znaleźć miejsce, nie parkują już na obszarach zielonych i nie zastawiają innych pojazdów, jak to miało miejsce w ubiegłych latach, szczególnie w weekendy. Jesteśmy też w stałym kontakcie ze Strażą Miejską, między innymi dlatego, by szybko reagować, jeżeli kierowcy zaparkują na terenie zieleńców. Przypominam, że miasto wprowadziło w tym roku pilotażowy program, który zakłada właśnie rotację pojazdów w pasie nadmorskim oraz brak możliwości zostawienia ich na wspomnianych już terenach zielonych. Chodzi o to, by nikt nie trzymał tutaj samochodu przez cały dzień. I pod tym względem ten pomysł sprawdza się.


Przystępując do konkursu na dzierżawę parkingów nadmorskich podjęli Państwo pewne ryzyko biznesowe. Musieliście uiścić, jeszcze przed sezonem, opłaty na rzecz Miasta i zainwestować w sprzęt. Ile to wszystko kosztowało?

- Kwota, jaką zapłaciliśmy za dzierżawę pięciu miejsc parkingowych w pasie nadmorskim, a więc przy alei Hallera, ulic Czarny Dwór, Dąbrowszczaków, Lazurowej i Falowej, to około 300 tys. złotych. Przypomnę w tym miejscu, że nie jesteśmy jedynymi dzierżawcami w Gdańsku. Nadmorskie parkingi są prowadzone przez kilka firm. Jako firma operatorska wzięliśmy udział w konkursie zorganizowanym przez miasto jako jedna z kilkunastu firm. Podstawy prawne zostały sprawdzone przez prawników miejskich jak i umowy do tych konkursów w pełni zostały przygotowane przez Miasto. Nie mieliśmy na nie żadnego wpływu. Do konkursu mogła przystąpić każda firma, również prywatne osoby. Jako że zaoferowaliśmy najwyższą kwotę dzierżawy wygraliśmy konkurs. Gdybyśmy nie wzięli udziału w konkursie bądź ktoś inny zaoferowałby wyższą cenę, to inna firma prowadziłaby ten parking. Do tego doszedł oczywiście koszt sprzętu parkingowego i oznakowania.

Na parkomatach znajduje się informacja o tym, kto jest operatorem parkingów, o cenniku, w jakich godzinach obowiązuje płatne parkowanie, w jaki sposób uiszcza się opłaty i że są czynne. Niektórzy nam zarzucają, że są niesprawne. To nieprawda, bo parkomaty są zasilane z akumulatorów, wyświetlacze są wygaszone a o ich aktywności informuje migająca zielona dioda. Wystarczy zbliżyć monetę, by przekonać się, że działają. 
 

Czytaj także:

Parkingi nadmorskie inaczej. Bez całodobowych opłat i z niższymi karami

Parkingi przy gdańskich plażach. Od dzisiaj koniec chaosu?

Porządkujemy przestrzeń parkingową w mieście



Kamila Grzenkowska (0)
www.gdansk.pl
kamila.grzenkowska@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Kamila Grzenkowska (0)
www.gdansk.pl
kamila.grzenkowska@gdansk.pl
więcej tekstów autora