Zmarł Martin Gerike - Brat Ławy Dworu Artusa, która kontynuuje hanzeatyckie tradycje

W wieku 86 lat zmarł Martin Gerike, przyjaciel Gdańska, brat ławowy. Bractwo, którego był członkiem, niosło ze sobą historię Gdańska, od średniowiecznej Hanzy po współczesność. Niemcy dali swoją przyjaźń i pieniądze m.in. na polski herb w Dworze Artusa. Martin Gerike też dostał od Polaków przyjaźń, a prócz tego: Medal św. Wojciecha i Złoty Krzyż Zasługi RP.

Zmarł Martin Gerike - Brat Ławy Dworu Artusa, która kontynuuje hanzeatyckie tradycje
A
A
data publikacji: 17 stycznia 2017 r.

Herb Polski w Dworze Artusa, zrekonstruowany dzięki pomocy bractwa ławowego z Lubeki
Herb Polski w Dworze Artusa, zrekonstruowany dzięki pomocy bractwa ławowego z Lubeki
Jerzy Pinkas/ Gdansk.pl

Jak powiedział ktoś mądry: żeby powstało bractwo wystarczy, żeby grupa ludzi spotykała się ze sobą trzy razy w tygodniu na piwo. I tak przez 300 lat.

Bractwa ławowe spotykały się w Dworze Artusa już w XV wieku. Dwór Artusa był wtedy najlepszą i najznamienitszą piwiarnią w Europie.

Były to grupy kupiecko-mieszczańskie. Żeglarze mieli swoje bractwo; Holendrzy mieszkający w Gdańsku swoje; Bractwo Malborskie skupiało weteranów wojny 13-letniej.

Chodziło o to, żeby się spotkać w Dworze Artusa, pogadać przy piwie o życiu, o interesach, dobrze zjeść. Ot, takie kluby towarzyskie, skupiające ludzi, którym chciało się więcej, niż innym. Z czasem bractwa zajęły się dobroczynnością, pomocą ubogim, mecenatem sztuki.

I tak od 1481 roku - do dziś, choć z długimi przerwami.

Gdy Dwór Artusa zamieniono w targ zbożowy, trzeba było przenieść się do domów poszczególnych kupców. Do Dworu bractwa wróciły w XIX wieku.

W 1939, gdy Gdańsk zajęli hitlerowcy, zdelegalizowali wszystkie organizacje, poza nazistowskimi, ale bractw nie mogli, bo były nieformalne. - Gdy do domu, w którym spotykało się bractwo przychodziło gestapo, bracia mogli powiedzieć, że siedzą przy kolacji - tłumaczy Krzysztof Jachimowicz, adiunkt w Dworze Artusa.

Tu w naszej opowieści pojawia się Martin Gerike. Urodził się w Gdańsku Wrzeszczu w 1930 roku. Pochodził z rodziny gdańskich kupców. Na początku 1945 roku uciekł z matką do Hamburga, przed nadciągającą Armią Czerwoną. Już po wojnie Niemczech skończył inżynierię budowy okrętów, był absolwentem Uniwersytetu Technicznego Braunschweig.

Na początku lat 50. w Hamburgu i Lubece zaczęły odradzać się gdańskie bractwa ławowe. Wkrótce Martin Gerike przyłączył się do nich. Bracia spotykali się w piwnicy ratusza w Lubece. Stąd nazwa: Bractwa Ławowe Dworu Artusa w Lubece. Kontynuowali kilkusetletnią tradycję. Z wielu bractw ocalały cztery, po około 40 osób na ławę. W sumie około 150-160 osób.

Na początku lat 90. bracia ławowi z Lubeki przyjechali ponownie do Gdańska. Postanowili tchnąć nowe życie w kilkusetletnią tradycję.

Znów w Dworze Artusa zorganizowali - po kilkudziesięciu latach przerwy - tzw. ucztę wójta, czyli uroczystą kolację według hanzeatyckiego rytuału.

Gerike został pełnomocnikiem bractw ds. gdańskich. Bractwo zaczęło zbierać pieniądze na rekonstrukcję zaginionych elementów Dworu Artusa.

Martin Gerike
Martin Gerike
Fot. MHMG

Jak wyjaśnia Krzysztof Jachimowicz, dzięki bractwom ławowym w Dworze Artusa pojawiły się m.in. dwa herby: herb Gdańska i herb Polski z czasów króla Zygmunta Augusta. - Niemieckie bractwo finansuje herb Polski! - mówi Jachimowicz. - To symbol. Bowiem bractwa zawsze odwoływały się do hanzeatyckiej tradycji: naturalna jest współpraca, podziały się nienaturalne, bo inaczej albo się pozabijamy w wojnach, albo umrzemy z głodu bez współpracy handlowej. Trzeba wybaczyć sobie przeszłość i razem uciekać do przodu.

Jachimowicz mówi, że bractwa ławowe opowiadają się za wartościami europejskimi, zjednoczeniem, zbliżeniem i zrozumieniem. - Trzeba zasypywać stare podziały - mówi Jachimowicz, który sam dostał zaproszenie do bractwa. Jednak, według średniowiecznego rytuału, minie jeszcze kilka lat, zanim zostanie bratem. Na razie jest na etapie nowicjatu.

Martin Gerike był kluczową postacią pojednania między braćmi z Niemiec i Polski. To za jego namową bractwa z Lubeki otworzyły się na Polaków. Teraz w bractwach są dwie trzecie Niemców, jedna trzecia Polaków.

Podpisana 14 maja 1999 roku umowa o przyjaźni i współpracy pomiędzy Muzeum Historycznym Miasta Gdańska, a bractwami gdańskiego Dworu Artusa w Lubece była w znacznym stopniu zasługą Gerikego.

W 2003 roku Martin Gerike otrzymał Medal św. Wojciecha za wybitne zasługi dla Gdańska, wkład w rozwój współpracy polsko-niemieckiej, kreowanie wizerunku miasta i pomoc w dziele restytucji Dworu Artusa.

Zmarł 8 stycznia 2017 roku w Neukirchen w wieku 86 lat. Pogrzeb odbył się 16 stycznia w Hamburgu.

Dziedzictwo Martina Gerike trwa: jesienią w Dworze Artusa odbędzie się kolejna uczta wójta.

Na pewno bractwa ławowe będą dalej wspierać rekonstrukcję zaginionych zabytków z Dworu Artusa, Domu Uphagena, gdańskich kościołów.

- Mówimy tu o elementach, które albo zostały zniszczone w czasie wojny, albo zaginęły i może leżą gdzieś w piwnicach w Moskwie - mówi Jachimowicz. - Może odnajdą się za 200 lat? Ale my nie możemy czekać. To tak, jakby chodzić w marynarce bez jednego rękawa. Na pewno można, ale wygląda dziwacznie. Trzeba więc uzupełniać braki, jak choćby kafle wielkiego pieca w Dworze Artusa, za co też płaciło Bractwo.

Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora