Zimny prysznic. Lechia traci cztery gole i trzy punkty

Czerwona kartka dla Gersona, dwa rzuty karne przeciwko Lechii. Biało-zieloni przegrywali już 1:4, mieli jednego zawodnika mniej na boisku a ciągle atakowali. Wyjazd do Kielc kompletnie się gdańszczanom nie udał, ale za ambicję trzeba ich pochwalić.

Zimny prysznic. Lechia traci cztery gole i trzy punkty
A
A
data publikacji: 20 lutego 2016 r.

Grzegorz Kuświk chciał zdobyć gola w Kielcach. Zdobył, ale jego bramka nie dała Lechii nawet jednego punktu
Grzegorz Kuświk chciał zdobyć gola w Kielcach. Zdobył, ale jego bramka nie dała Lechii nawet jednego punktu
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Trener Piotr Nowak chwalił swój zespół za mecz przed tygodniem z Podbeskidziem Bielsko-Biała, który biało-zieloni wygrali 5:0. Ale wtedy grali przez całą drugą połowę w przewadze dwóch zawodników. W Kielcach sytuacja się odwróciła: z boiska za dwa faule wyleciał Gerson, sędzia przeciwko Lechii podyktował dwa rzuty karne. A mimo to więcej z gry mieli właśnie gdańszczanie. Przynajmniej statystycznie.

Lechia w meczu z Koroną w Kielcach była częściej przy piłce (55 procent), miała zdecydowanie więcej podań (510 gdańszczan, 288 rywali), więcej oddanych strzałów (18 - 13), więcej celnych strzałów (7 - 6) a mimo to przegrała. I to wysoko, bo 2:4.

Jak się okazuje w sporcie ekonomiczna prawda, że statystyki nie kłamią, nie zawsze ma potwierdzenie.

Wyjściowy skład Lechii niewiele się zmienił od poprzedniego meczu. Jedynie pauzujących za kartki Jakuba Wawrzyniaka i Rafała Janickiego zastąpili Gerson i Grzegorz Wojtkowiak. Defensorzy - z Malocą w środku - nieco przysnęli i przepuścili w 7. minucie Łukasza Sierpinę, który wbiegł w pole karne. Niestety jeszcze większy błąd popełnił Marko Marić, który niepotrzebnie faulował. Rzut karny, którego pewnie na gola zamienił Airam Cabrera.

Gdańszczanie przez kilka kolejnych minut dochodzili do siebie po tym pierwszym nokdaunie. Ale w końcu ruszyli na bramkę rywali. Najbliżej szczęścia było bodaj w 26. minucie - będący w polu karnym Lukas Haraslin podał do Grzegorza Kuświka, który przyjął piłkę, zrobił krok w prawo, uderzył, ale został zablokowany. Odbita piłka trafiła jeszcze do Haraslina, który strzelił, ale Zbigniew Małkowski asekurowany przez swego obrońcę wybronił.

W 28. minucie Flavio Paixao dostał podanie od Haraslina, uderzył miękko sprzed pola karnego, ale piłka minimalnie przeleciała obok spojenia słupka z poprzeczką. W tej akcji Haraslin był faulowany, Bartosz Rymaniak dostał żółtą kartkę, choć równie dobrze mógł zobaczyć czerwoną.

W końcu gol dla Lechii. W 34. minucie Sławomir Peszko wykonywał rzut rożny, piłkę z prawej strony przejął Maloca, który zagrał na szósty metr do Wojtkowiaka. Główka, Małkowski miał piłkę na ręce, ale za słabo ją wyrzucił i razem z nią wpadł do siatki. 1:1.

W tej części gry jeszcze próbowali Sebastian Mila z 20 metrów (Małkowski piąstkował), Flavio Paixao, który znalazł się sam przed bramkarzem gospodarzy (Małkowski wybił na róg) i Daniel Łukasik z rzutu wolnego (obok słupka).

W pierwszej połowie najsłabszym zawodnikiem biało-zielonych był Gerson: powolny i mało skuteczny w obronie. I on też osłabił zespół tuż po przerwie. Zaczęło się od Peszki, który w środku pola stracił piłkę. Korona ruszyła z kontrą, Cabrera wpadł między Gersona i Wojtkowiaka, Gerson tuż przed polem karnym faulował. Żółta karta, w konsekwencji czerwona, bo w pierwszej połowie żółtą już zobaczył.

Do rzutu wolnego podszedł Nabil Aankour, lecąca piłka otarła się o rękę, stojącego w murze (w tym momencie skaczącego w górę), Kuświka. Rzut karny. Cabrera ponownie wpisał się na listę strzelców, choć tym razem Marić wyczuł, dotknął nawet piłki, ale przed utratą gola Lechistów nie zdołał ustrzec. 1:2.

- O losach meczu zaważyły dwa rzuty karne. Były one zupełnie niepotrzebne. Po stracie pierwszej bramki dość szybko opanowaliśmy nerwy i złapaliśmy swój rytm. Mieliśmy swoje sytuacje, które powinniśmy wykorzystać - komentował po meczu trener Nowak.

Jedna z nich nadarzyła się w 52. minucie kiedy Mila wrzucił piłkę w pole karne, Maloca główkował, ale bronił Małkowski.

Co nie udawało się gdańszczanom, udało się gospodarzom. W 60. minucie Sierpina strzelał (podawał?) z prawej strony boiska, piłkę wyłapał Marić, ale wypuścił ją z rąk. Tuż obok był Cabrera.

To niestety nie koniec, bo w 71. minucie Sierpina uderzył zza pola karnego, Marić dobrze wyszedł do piłki, ale jej lot próbował jeszcze przeciąć Maloca. Przeciął, ale tak niefortunnie, że wpisał się na listę strzelców. Niestety, jako zdobywca gola samobójczego. 1:4.

Wcześniej, po bramce na 1:3, trener Nowak postawił wszystko na jedną kartę. Zdjął z boiska Daniela Łukasika a wprowadził drugiego z braci Paixao - Marco. Potem dużo biegającego, ale mało produktywnego Peszkę, zamienił Michałem Makiem. Do zmiany nadawał się też Milos Krasić, który meczu w Kielcach nie zaliczy do udanych, ale limit zmian gdański szkoleniowiec już wyczerpał.

Lechia przegrywała różnicą trzech goli, ale atakowała. I za to trzeba podopiecznych trenera Nowaka pochwalić. Szczególnie Wojtkowiaka. Facet bronił co mógł, przecinał podania rywali, odbierał piłki, najpierw na prawej stronie, potem - po czerwonej kartce dla Gersona - na lewej. Biegał do przodu, zdobył gola, asystował przy bramce Kuświka. Jak on w ogóle wytrzymał ponad 90 minut na zoranej murawie w Kielcach? Gdyby nie przegrana, można by powiedzieć, że był graczem meczu.

I właśnie Wojtkowiak dał gdańszczanom nadzieje na odrobienie strat. Obrońca Lechii przerwał akcję Korony, podał do przodu, pobiegł na bramkę rywali, dostał znowu piłkę, wpadł z nią w pole karne, podał do Kuświka, a ten obrócił się i strzelił obok Małkowskiego. Gol!!!

Biało-zieloni nie poddawali się. Kuświk strzelał po świetnym wolnym Mili a potem zza pola karnego, Krasić pięć metrów przed bramką. Nieskutecznie.

- Naszym największym problemem w meczu z Koroną było to, że zaczęliśmy zbyt wolno, podobnie jak w poprzednim spotkaniu z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Z tego brały się później błędy, które musimy wyeliminować - oceniał Nowak. - Natomiast nie doszukiwałbym się przyczyn porażki w słabym stanie murawy. Jeśli gramy szybko i składnie, to wówczas możemy dobrze funkcjonować na każdym boisku. My natomiast zbyt wolno przechodziliśmy z piłką z jednej strefy do drugiej i to jest dla nas jakiś problem.


Korona Kielce – Lechia Gdańsk 4:2 (1:1)

Bramki: Cabrera (8. karny, 50. karny, 60.), Maloca (72. samobójcza) – Wojtkowiak (34.), Kuświk (73.)

Żółte kartki: Rymaniak - Gerson, Wojtkowiak, Maloca

Czerwona kartka: Gerson (48. za drugą żółtą)

Korona: Małkowski – Rymaniak (58. Gabovs), Wierchowcow, Dejmek, Sylwestrzak – Sierpina, Trafford (46. Fertovs), Jovanović, Aankour, Zając (75. Przybyła) - Cabrera

Lechia: Marić – Wojtkowiak, Maloca, Gerson – Peszko (69. Mak), Łukasik (61. M. Paixao), Mila, Krasić, Haraslin (50. Stolarski) – F. Paixao, Kuświk
 

Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora