Zielone światło z Irlandii. Praca (i zabawa) w firmie Kainos

Firma informatyczna Kainos, z główną siedzibą w Belfaście, ma w Gdańsku nowe biuro, w którym do 2020 roku zatrudni 300 programistów. Wyszkoli ich, da im pieniądze na rozwój ich prywatnego hobby. Otwarcie biura zbiegło się z czwartkowym dniem św. Patryka, świętem Irlandii.

Zielone światło z Irlandii. Praca (i zabawa) w firmie Kainos
A
A
data publikacji: 16 marca 2016 r.

Pełen luz: ambasador Irlandii Gerard Keown (z lewej) oraz Brendan Mooney, prezes Kainos.
Pełen luz: ambasador Irlandii Gerard Keown (z lewej) oraz Brendan Mooney, prezes Kainos.
Jerzy Pinkas/ gdansk.pl

Próba generalna miała miejsce poprzedniego wieczoru. Wszystkie okna w nowej siedzibie firmy Kainos zostały podświetlone na zielono. Nie mogło być inaczej, bo to firma irlandzka, z siedzibą w Belfaście. A Irlandczycy, jak wiadomo, lubią podświetlać budynki i ulice na zielono w dzień św. Patryka, swoje święto narodowe. W Gdańsku w ten dzień, czyli w czwartek, 17 marca, na cześć Irlandii podświetlone będą Złota Brama, Katownia i wiadukty na ulicy Uczniowskiej, Kościuszki i Jana z Kolna.

Podświetlona będzie także nowa siedziba firmy Kainos na 10. piętrze nowego biurowca Tryton Business House, naprzeciwko Europejskiego Centrum Solidarności. Miejsce nie mogło być lepsze: w centrum miasta, ze wspaniałym widokiem na ECS, stocznię, dźwigi i baseny portowe.

Jeśli jednak coś wzbudzało zazdrość zwiedzających nowe biuro, to nie tylko widoki, ale przede wszystkim wyposażenie, przestronność i układ pomieszczeń. Piękna i przestronna kuchnia, tzw. fun-room, z PlayStation dla pracowników (grają głównie w FIFĘ), mini-siłownia piętro niżej, obowiązkowy stół do piłkarzyków, oraz wygodne, eleganckie pokoje do pracy w podgrupach: na kolegia, szkolenia, burze mózgów.

Kainos jest w Gdańsku od 2007 roku. To irlandzka firma z dużymi biurami w Belfaście (Irlandia Północna) i Dublinie. Gdańskie biuro jest drugim co do wielkości. Na razie zatrudnia 200 pracowników, głównie z Polski, ale też z Ukrainy, Białorusi, Litwy. Wkrótce firma chce tu zatrudniać kolejnych 300 programistów, testerów i WebOpsów oraz ScrumMasterów. Rekrutacja trwa.

Z prezesem w jednej klasie ekonomicznej

Firma tworzy oprogramowanie głównie dla branży medycznej (cyfryzacja danych pacjentów) oraz dla administracji publicznej w Wielkiej Brytanii (m.in. obieg dokumentów). Wszyscy pracownicy muszą znać biegle język angielski. Na rynku pracy dla programistów i specjalistów IT to szukający pracy mogą przebierać w ofertach. Zdarza się, że najlepsi w tej branży, już zatrudnieni, mogą dostawać tygodniowo dwie konkurencyjne oferty! Dlatego firmy zabiegają o nich, nie tylko poprzez wysokie pensje.

Co oferuje Kainos? Na przykład pulę pieniędzy dla każdego pracownika na rozwój jego czy jej indywidualnego hobby. - To może być szkolenie z dowolnie wybranego zakresu - tłumaczy Bartosz Rynarzewski, manager projektu w Kainos. - To może być kite-surfing, gotowanie, cokolwiek. Dostają te pieniądze ludzie w Belfaście i Gdańsku, bez różnicy. To taki nasz fundusz socjalny na rozwój indywidualnych pasji. Poza tym są tu elastyczne warunki pracy: można pracować trzy dni z domu, można pracować w elastycznych godzinach w ciągu dnia.  

Kainos to także “płaska hierarchia”. Rynarzewski: -  Każdy z pracowników ma bezpośredni kontakt z przełożonym, nie trzeba się umawiać przez sekretarkę. Nie ma obowiązkowego stroju, nie ma garniturów, krawatów, każdy przychodzi ubrany, jak chce. Cały czas są szkolenia: firma rośnie wraz z rozwojem młodych osób.

Elegancja Irlandia: nerdowa kuchnia dla programistów.
Elegancja Irlandia: nerdowa kuchnia dla programistów.
Jerzy Pinkas/ gdansk.pl

Zapytaliśmy Szczepana Sakowicza, dyrektora operacyjnego Kainos w Gdańsku, czym różni się irlandzka - lub szerzej, anglosaska - kultura pracy, od polskiej.

- Nie chciałbym za mocno krytykować polskiej, ale w Polsce ludzie potrafią stworzyć nieprzyjemne środowisko pracy: jest zawiść, niezdrowe współzawodnictwo, nie ma dzielenia się wiedzą - mówi Sakowicz. - Nieprzyjemnie pracuje się w takim stresie. Irlandzka kultura pracy jest o wiele bardziej zrelaksowana, wyluzowana. W Irlandii stawia się na ludzi, ufa im się, zostawia się im wiele miejsca na kreatywność. Nie ma tam też dystansu między pracownikiem a szefem. Jesteśmy na tym samym poziomie z naszym prezesem: gdy lecimy tym samym samolotem, on nie leci w business class, a my gdzieś z tyłu. Lecimy razem. Można zawsze podejść i powiedzieć: “Brendan, co o tym sądzisz?”

Skąd pomysł, żeby dopłacać pracownikom do ich hobby? Sakowicz: - W firmie informatycznej ludzie muszą się uczyć dwóch, trzech nowych technologii każdego roku. My wysyłamy tym samym sygnał, że szukamy ludzi, którzy ciągle chcą się rozwijać i mogą się nauczyć wszystkiego. Nie dość, że uczysz się rzeczy potrzebnych ci w pracy, to też rzeczy dla twojej przyjemności.  

Po paszport do ambasadora

Na otwarciu nowego biura Kainos w Gdańsku pojawił się ambasador Irlandii Gerard Keown oraz Brendan Mooney, prezes Kainos. Obaj uśmiechnięci i bezpośredni. Mooney podczas uroczystej przemowy żartował: - Chyba wszyscy moi irlandzcy koledzy, którzy są tu dzisiaj, wiedzą, że w Gdańsku powstaje nie tylko wspaniały software, ale też robią tu wspaniałe imprezy. Mam dla was radę: w zeszłym roku nasz kolega z Irlandii wybrał się tu na imprezę i bawił się tak dobrze, że zgubił paszport. Miał tu być trzy dni, został dwa i pół tygodnia. Więc ci z was, którzy chcą dziś wyjść na miasto, niech wezmą już teraz namiary na naszego ambasadora, żeby łatwiej było wam potem wyrobić nowe paszporty.

Mooney mówił także: - Nasi koledzy z Dublina i Belfastu będą teraz narzekać, że też chcą takiego biura, jak to w Gdańsku. Pamiętam, jak zaczynaliśmy tu w 2007 roku. Szukaliśmy miejsca w całej Europie, znaleźliśmy je tu: utalentowani ludzie, dobre uczelnie, cudowne miasto. Może zatrudnimy tu nie 500, ale tysiąc nowych osób...

Portal gdansk.pl zapytał Mooney’a, czy zamieszanie polityczne w Polsce nie zaszkodzi jego biznesowi i innym biznesom w Gdańsku: - W historii każdego kraju zdarzają się zawirowania polityczne. W Wielkiej Brytanii mówi się teraz nawet o wyjściu z Unii Europejskiej, co jest chyba jeszcze bardziej niepokojące niż to, co dzieje się w Polsce. Te rzeczy się zdarzają, ale my tu jesteśmy od lat i na długie lata w Gdańsku zostaniemy.  

Mooney powiedział nam też, że w zeszłym roku Kainos otrzymał ponad 10,311 tysięcy podań o pracę: - Przyjęliśmy najlepszych, jeden procent! Ci najlepsi są także tutaj, w Gdańsku.

Bartosz Rynarzewski, project manager, w jednym z wielu eleganckich pokojów. W klapie ma irlandzką koniczynkę.
Bartosz Rynarzewski, project manager, w jednym z wielu eleganckich pokojów. W klapie ma irlandzką koniczynkę.
Wojciech Jakubowski

Koniczynka jak Trójca Święta

Przy okazji pobytu ambasadora Irlandii w Gdańsku zapytaliśmy go, jak Irlandczykom udaje się taka wspaniała promocja dnia św. Patryka na świecie. Wszak 17 marca na zielono zaświecą się największe budynki, w tym kilka w Gdańsku i w ośmiu innych polskich miastach. - Irlandczycy, i ludzie irlandzkiego pochodzenia są wszędzie, na całym świecie jest ich 70 milionów, w tym 36 milionów irlandzkich Amerykanów - powiedział nam Keown. - Poza tym wszędzie są przyjaciele Irlandii, ludzie, którym podoba się nasza kultura. A to jest święto, które lubimy celebrować nie sami, ale właśnie z naszym przyjaciółmi. Każdy tego dnia może być po części Irlandczykiem!

- A jak celebruje Pan Ambasador to święto w domu?! - zapytaliśmy. 

- W całej Irlandii odbywają się parady: w Dublinie, miasteczkach i wioskach. Trzeba oczywiście mieć na sobie coś zielonego, najlepiej zieloną koniczynkę zwaną shamrock, za pomocą której święty Patryk tłumaczył ludziom, na czym polega chrześcijaństwo i jedność Trójcy Świętej. A po paradzie trzeba koniecznie wznieść toast za Irlandię!

Tak więc: Slainte

Czytaj też: Zielone światło dla irlandzkich inwestycji





Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora