Wystawa Line/Linia/Лінія - lustrzane odbicia polskich i ukraińskich historii

Zdjęcia, relacje i filmy składają się na opowieści 12 polskich i ukraińskich rodzin, ofiar akcji polsko-ukraińskich przesiedleń z lat 1945–1951. Autorką artystycznego projektu ”Line / Linia / Лінія”, którego efekty oglądać można w ECS od 25 października do 25 listopada 2017 r. jest Natalka Dovha, Ukrainka mieszkająca w Warszawie. Linia to symbol granicy, podziału na mapie, ale też rozłąki bliskich - rodzin i przyjaciół.

Wystawa Line/Linia/Лінія - lustrzane odbicia polskich i ukraińskich historii
A
A
data publikacji: 25 października 2017 r.
Natalka Dovha: - Pięć lat temu usłyszałam od babci, że urodziła się w Polsce, a nie na Ukrainie jak zawsze myślałam. Zaczęłam wypytywać: co się stało.
Natalka Dovha: - Pięć lat temu usłyszałam od babci, że urodziła się w Polsce, a nie na Ukrainie jak zawsze myślałam. Zaczęłam wypytywać: co się stało.
Natalka Dovha


Natalka Dovha jest Ukrainką. Ma 35 lat. Jej babcia do dziś nie potrafi mówić o tych wydarzeniach. Kiedy Natalka dowiedziała się, że jej babcia mieszkała kiedyś w Polsce, zaczęła drążyć temat.

- Wszystko zaczęło się od historii rodzinnej - mówi współautorka wystawy. - Pięć lat temu usłyszałam od babci, że urodziła się w Polsce, a nie na Ukrainie jak zawsze myślałam. Zaczęłam grzebać w tej historii, wypytywać: co się stało, dlaczego przeniosła się na Ukrainę, dlaczego nigdy o tym nie mówiła? Pytałam też dalszą rodzinę i okazało się, że tylko starsze pokolenie coś na ten temat wie. Ale nie od babci, tylko od prababci. Dla babci to wciąż za duża trauma.

Wystawa składa się z opowieści 12 rodzin
Wystawa składa się z opowieści 12 rodzin
Mat. ECS

Dovha postanowiła odbudować tę część rodzinnej historii: - Odnalazłam wieś, z której babcia pochodziła, dom, w którym się urodziła i ludzi, którzy tam teraz żyją. Okazało się, że mieszka w nim bardzo fajna pani Grażyna - Polka. Jej rodzina była przesiedlona na te tereny z obszaru współczesnej Ukrainy. Pani Grażyna została taką “drugą babcią” i opowiedziała mi moją historię rodzinną. Wiedziała od swoich bliskich, gdzie u nas w ogrodzie rósł czosnek, jakie kwiaty i drzewa. Zaczęłam też wypytywać ludzi w moim wieku czy mają takie historie w swojej rodzinie i okazało się, że jest ich dużo.

Natalka Dovha: - Wypytywałam ludzi przesiedlonych po obu stronach, co im się przydarzyło w życiu. Powstały lustrzane historie
Natalka Dovha: - Wypytywałam ludzi przesiedlonych po obu stronach, co im się przydarzyło w życiu. Powstały lustrzane historie
Natalka Dovha

Wraz z polską aktywistką Hanną Nowicką odwiedzały ukraińskie i polskie rodziny po obu stronach granicy. Zaczynały od osoby po ukraińskiej stronie, następnie szukały jego dawnych stron w Polsce. Spisywały te historie, robiły zdjęcia, czasem filmowały. W ten sposób powstał materiał na wystawę składającą się z opowieści 12 rodzin.

- Wypytywałam ludzi przesiedlonych po obu stronach, co im się przydarzyło w życiu. Powstały lustrzane historie - mówi Natalka Dovha.

Co mówili najczęściej? Co było dla nich najtrudniejsze?

- Że zostawiali swoje domy, że nie mieli wyboru, że decyzja zapadła na “górze”, nie wychodziła od nich - opowiada Dovha. - Czasem mieli tylko dwie godziny, by się spakować i wyjechać. Urywały się rodzinne kontakty, bo czasem to było 10 kilometrów, a czasem 100, ale po różnych stronach granicy.

Wiele osób opowiadało też, że przez długi czas wierzyli w powrót do swojego domu, że przeniesienie na teren innego kraju jest tylko tymczasowe. Ale to się prawie nigdy nie zdarzało.

- Trafiłam tylko na jedną taką rodzinę, która po 10 latach wróciła na swoje - podkreśla ukraińska współautorka wystawy.

 Wiele osób opowiadało też, że przez długi czas wierzyli w powrót do swojego domu, że przeniesienie na tereny do innego kraju jest tylko tymczasowe. Ale to się prawie nigdy nie zdarzało
Wiele osób opowiadało też, że przez długi czas wierzyli w powrót do swojego domu, że przeniesienie na tereny do innego kraju jest tylko tymczasowe. Ale to się prawie nigdy nie zdarzało
Natalka Dovha


W wyniku fali przesiedleń ponad milion Polaków i Ukraińców straciło swoje domy. Dla Natalki Dovhi historia z podręcznika stawała się osobistą: - Inaczej odbieramy wydarzenia historyczne, gdy są opowiedziane z perspektywy osobistej.

Dlaczego jeszcze ten temat stał się dla artystki tak ważny?

- Jestem Ukrainką, która mieszka w Polsce i wydaje mi się, że ten dialog ukraińsko-polski jest bardzo ważny, bo często pamiętamy krzywdy, a nie pamiętamy dobrych rzeczy. Zawsze zadawałam pytanie: jak to było przed wojną? Ludzie mówili: “nie było żadnych kłótni, mieszkaliśmy sobie obok, chrzciliśmy razem dzieci, chodziliśmy na wspólne święta i było bardzo dobrze pomiędzy nami”. Opowiadali, że jak wyjeżdżała jakaś rodzina ukraińska to zostawiała trochę kartofli czy garnuszki dla tych, którzy przyjadą na ich miejsce. Nawet ich nie znając chcieli zrobić coś dobrego dla nich. Tak samo było po polskiej stronie. Czasem zdarzało się nawet, że te rodziny mieszkały razem przez kilka tygodni - ta która przyjechała i ta, która jeszcze nie wyjechała. Dzielili jeden dom i pomagali sobie nawzajem. Chciałam nagłośnić te historie, bo fajnie mieć takie przyjacielskie relacje, a nie tylko się kłócić.

Materiały na wystawie zostały zebrane podczas ekspedycji po ukraińskich i polskich wsiach: Kretowcach, Bużkowicach, Maksymówce, Zapałowie, Wereszczynie, Andrzejowie, Kulczynie oraz Dolnym Łopienniku. Część materiałów pochodzi z prywatnych archiwów oraz z państwowych archiwów miejskich Lwowa, Tarnopola, Lublina i Przemyśla. Wstęp na wystawę jest wolny.

Anna Umięcka (0)
www.gdansk.pl
anna.umiecka@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Anna Umięcka (0)
www.gdansk.pl
anna.umiecka@gdansk.pl
więcej tekstów autora