Wrzeszcz. 5 milionów w lotto: szczęście czy przekleństwo

Wygrana padła w kolekturze w sklepie monopolowym Viola. Bywalcy sklepu zastanawiają się, czy zwycięzca poradzi sobie z tak dużą kasą, czy raczej - jak to się popularnie mówi - odleci.

Wrzeszcz. 5 milionów w lotto: szczęście czy przekleństwo
A
A
data publikacji: 04 stycznia 2016 r.

Sklep monopolowy Viola. To tu padła rekordowa wygrana w lotto.
Sklep monopolowy Viola. To tu padła rekordowa wygrana w lotto.
Jerzy Pinkas

Pisana w jednym ciągu ta suma wygląda tak: 5379498,70. Słownie: pięć milionów trzysta siedemdziesiąt dziewięć tysięcy czterysta dziewięćdziesiąt osiem, siedemdziesiąt. Jak by na nią nie patrzeć i jak by nie zapisywać, robi wrażenie.

Kilka dni wcześniej ktoś wszedł do sklepu monopolowego Viola przy ul. Dmowskiego 16 we Wrzeszczu. Kupił na chybił-trafił dziesięć zakładów i wyszedł. Jeśli nie zagapił się i sprawdził liczby - wie już, że jest milionerem. 

Sprzedawcą w sklepie Viola jest mężczyzna w średnim wieku, w okularach i bluzie z logo sieci Play. Nie chce podać nazwiska. Tak, to przez jego ręce przeszedł szczęśliwy kupon. Proszę, by wydrukował mi kupon Lotto Plus z wynikami z 31 stycznia 2015. Padły numery: 06 08 16 23 37 41. Wygrana? Dokładnie: 5379498,70 zł.

Ludzie przychodzą tu głównie po alkohol, małe zakupy spożywcze i kupony lotto. Starsi proszą o dużego lotka, bardziej z przyzwyczajenia, bo przecież nie ma już żadnego dużego lotka, jest po prostu lotto. Ale jest też “Mini Lotto na okrągło!” - jak głosi reklama. Poza tym: Multi Multi, Kaskada, Zdrapki i Keno. Jest w co grać...

Ktoś bierze dwa tanie piwa i przy okazji pyta: - To tu się tak trafiło?!

- Tak, to tu!

Sprzedawca mówi, że nie ma pojęcia, komu się tak poszczęściło: - Nie wiem, nikt się z kwiatami do mnie nie zgłosił - śmieje się. - A nawet jakbym zaczął sobie przypominać, kto obstawił tu aż dziesięć zakładów, i może coś bym skojarzył, to i tak bym nie powiedział. Muszę być trochę jak adwokat: temu człowiekowi, który wygrał tych pięć baniek, najlepiej zrobić teraz anonimowość. Bo inaczej zaraz pojawią się sąsiedzi po pożyczkę, bliższa i dalsza rodzina, dawni znajomi się nagle odnajdą. Wszyscy z gratulacjami i pomysłem, jak to zagospodarować. Po co mu to?! Nie sądzę, żeby on czy ona przyszli mi podziękować, choć w końcu to moja maszyna wybrała te liczby na chybił-trafił. Ale ja sam też wolałbym w takiej sytuacji pozostać incognito.  


Wujek też wygrał i zabalował 

Ludzie w “Violi” biorą piwo, jakieś wódeczki porzeczkowe. Dziewczyny kupują drożdżówki. Wieści szybko się rozchodzą. - Sporo tu takich, których nigdy wcześniej tu nie widziałem - mówi sprzedawca. - Pytają, czy to tu ta wygrana i sami grają. A nuż im się uda? Trochę nam przez dwa ostatnie dni obroty skoczyły.

W wąskim sklepie, między lodówkami a ladą trwają rozmowy, co z tą kasą począć i czy to w ogóle nie za dużo, jak na człowieka nieprzygotowanego na taki prezent od losu. Bo jeśli wygrał taki, co już ma pieniądze, to pół biedy, bo będzie wiedział, co z nimi zrobić. Ale jeśli taki, co nie śmierdział dotąd groszem?

- Panie, ludzie po takiej wygranej schodzą na psy - mówi jeden z kupujących w “Violi”. - Nigdy nie widzieli takich pieniędzy, więc dostają świra. Trzeba mieć dobrze pod sufitem poukładane, żeby wytrzymać ciśnienie. Rok, dwa, i wszytko stracone, przejedzone, przepite, plus jakieś głupie inwestycje...

Jeden z klientów wspomina swojego wujka: - Wygrał milion złotych w latach 70., jeszcze za komuny. Za 300 tysięcy kupił sobie dom w Bydgoszczy, ale taki ciasny kurnik. Potem kupił skodę 1000MB, co wtedy tłumaczyliśmy jako Mnóstwo Błędów, bo nie było to jakieś specjalnie dobre auto. Wsadził kumpla do tego auta jako taksówkarza, żeby zarabiać, ale tamten to był szemrany gość, szybko podpadł prawu, więc zaraz było i po kumplu, i po samochodzie. Dwa tygodnie wujek balował jeszcze w Zakopanem, zaprosił mnie też na dobry obiad w Orbisie w Bydgoszczy. I zaraz było po kasie.

- A mógł ten los na milion sprzedać wtedy za dwa miliony! - mówi klient “Violi”.

- Jak to? - pytam.

- A tak, bo jakiś waluciarz od nielegalnych interesików chciał mieć podkładkę, że dorobił się kasy zgodnie z prawem. Ale wuj nie sprzedał mu kuponu.


Codziennie po 700 zł 

Zastanawiamy się na głos, na co takie pięć baniek starczy. Dobry dom? Oczywiście! Samochód? Pewnie niejeden. Dwa można kupić. Jakieś wycieczki po świecie?

- No tak, trochę trzeba pożyć - mówi sprzedawca, podając klientowi pół litra.

Ustalamy, że gdyby to na nas trafiło, to pracę na jakiś czas trzeba by jednak rzucić. - Zawsze można wrócić, jak się znów zachce pracować - mówi kupujący.

Można też odłożyć pieniążki na konto. - Przy trzyprocentowej lokacie mamy jakieś .... - sprzedawca szybko wbija sumę do kalkulatora, minus 10 procent podatku do skarbówki. - Można spokojnie żyć za 10 tysięcy miesięcznie, a reszta leży na koncie.

A nie korci, żeby samemu grać, skoro maszyna codziennie pod ręką?

- Nie mam takiej pokusy - mówi sprzedawca. - Namiętnie nie grywam. Choć, jak każdy, myślę czasem “ach, fajnie by było wygrać”. Zwłaszcza po takiej wygranej, jak ta teraz.

Kto w sklepie monopolowym "Viola" gra w lotto? Są ci, co wpadną po kupon przypadkowo, po drodze z pracy, gdy na ulicy widzą plakat krzyczący “KUMULACJA!”; są lokalni emeryci, którzy kupią jeden jedyny zakład; pijaczkowie, którzy też fortuny nie wydadzą, bo musi im zostać na piwo. Czasem uczniowie, ale tylko pełnoletni, z pobliskich szkół średnich; ale oni też całego kieszonkowego na losy nie przepuszczą. A ten, który wygrał pięć baniek, kupił aż 10 zakładów, co akurat tu się często nie zdarza. Wydał 30-40 złotych (zależy, czy wziął wersję lotto, czy lotto plus).

- Bywał tu kiedyś taki, który codziennie wydawał po 700 złotych na Multi Lotka przez kilka tygodni - mówi sprzedawca. - A jednorazowo najwięcej jeden gość wydał 1200 zł.

Aż boję się zapytać, czy coś wygrał, czy wszystko przepadło. Nie wiadomo, bo nikt się później nie chwali.

- Wcześniej nasza największa wygrana tutaj to ponad 100 tysięcy złotych w Mini Lotto - mówi sprzedawca. - Ktoś inny kupił zdrapkę za złotówkę i wygrał 13 tysięcy. Ale też się nie pochwalił.  

W Gdańsku największa wygrana padła w maju 2013: ponad 14 milionów złotych! W Gdyni w styczniu 2015: ponad 7 milionów złotych!

No nic. Trzeba spróbować szczęścia. Biorę w “Violi” kupon lotto chybił-trafił z pięcioma zakładami. Przewidywana pula to 3 miliony złotych. Jeśli zniknę z pracy, to będziecie wiedzieć, że wygrałem.


Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora