Rząd PiS zabiera pieniądze na edukację Kaszubów - w Gdańsku protestują

Na czwartkowej sesji Rady Miasta Gdańska wiceprezydent Piotr Kowalczuk zaprotestował przeciwko planom ministerstwa edukacji, które chce obniżyć w 2018 roku wydatki na nauczanie języka i kultury kaszubskiej. Kazimierz Koralewski - przewodniczący klubu PiS w Radzie Miasta Gdańska - broni decyzji rządu, powołując się przy tym na swój osobisty przykład: "Od dziecka mówię po kaszubsku i żaden program szkolny nie był mi do tego potrzebny".

Rząd PiS zabiera pieniądze na edukację Kaszubów - w Gdańsku protestują
A
A
data publikacji: 30 listopada 2017 r.

Wiceprezydent Piotr Kowalczuk protestuje na mównicy przeciwko obniżeniu przez MEN subwencji na naukę języka kaszubskiego
Wiceprezydent Piotr Kowalczuk protestuje na mównicy przeciwko obniżeniu przez MEN subwencji na naukę języka kaszubskiego
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Nowe rozporządzenie w sprawie podziału subwencji na edukację w 2018 roku zakłada, że obniżone zostaną wydatki na nauczanie języków regionalnych, w tym kaszubskiego.

Protestuje przeciwko temu zarówno Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, jak i Miasto Gdańsk.

Prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, prof. Edmund Wittbrodt, w liście do minister edukacji Anny Zalewskiej pisze, że zmiany uderzą przede wszystkim w małe szkoły na obszarach wiejskich. “W tych społecznościach język kaszubski jest ważnym środkiem komunikacji i transferu rodzimej kultury, tradycji i obyczajów. Ograniczenie finansowania nauczania języka regionalnego w małych szkołach, odebrane będzie jako działanie państwa wymierzone w szkoły wiejskie i osłabianie szans na przetrwanie języka kaszubskiego i dziedzictwa kulturowego z nim związanego”.

Protestuje także  Piotr Kowalczuk, zastępca prezydenta Gdańska ds. polityki społecznej. Tłumaczy on, że w Gdańsku kwestia dotyczy około 500 dzieci w 9 szkołach niepublicznych i trzech publicznych.

Piotr Kowalczuk: - Gdańsk jako histotyczna stolica Kaszub apeluje, aby MEN nie wycofywał się z tego, co wypracowali przez lata Kaszubi w Polsce, czyli uznania ich języka za równoprawny. Nie gmrajmy przy tym finansowaniu! To finansowanie dotyczy lekcji języka, ale też historii Kaszub, zajęć z kultury i tradycji, czego nie da się zrobić w domu, bo trzeba odwiedzić muzeum i inne ważne miejsca. Najpierw europoseł Czarniecki nazwał gdańszczan folksdojczami, potem pani poseł Pawłowicz nazwała nas “Niemcami”. Później wojewoda pomorski uznał nas za "separatystów". A teraz, w bardzo konkretny sposób, pani minister Anna Zalewska obniża finansowanie zajęć z języka i historii Kaszub. Dlaczego Kaszubi mają być karani za to, że chcą się uczyć w polskich szkołach swojego języka? To niedopuszczalne!

Piotr Kowalczuk dodaje, że dzięki dotychczasowym subwencjom wiele szkół wiejskich w regionie Kaszub w ogóle mogło przetrwać. Teraz, gdy subwencja będzie obniżona, może chodzić już nawet nie tylko o samą naukę języka kaszubskiego, ale w ogóle o przetrwanie tych małych szkół.   

Kazimierz Koralewski, szef klubu PiS w Radzie Miasta Gdańska, widzi to inaczej:

- Od dziecka mówię po kaszubsku i żaden program szkolny nie był mi do tego potrzebny. Wystarczył dom rodzinny. Moi kuzyni i kuzynki uczą się i mówią po kaszubsku w domu i pewnie tak dalej będzie. Tak było za moich dziadków i pradziadków i tak jest dzisiaj, w XXI wieku. Wszyscy oni mówią po kaszubsku płynnie. Jeśli lokalne samorządy chcą naukę kaszubskiego kontynuować w szkołach, to na pewno środki na to znajdą. A środki centrale przecież w całości nie znikają, tylko zostaną obniżone.

Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora