Uchwała krajobrazowa Gdańska. Czy zakończy “reklamowy wyścig zbrojeń”? [ROZMOWA]

O projekcie uchwały krajobrazowej dla Gdańska, która ma być lekarstwem na “banerozę” i “reklamozę” w przestrzeni miasta; o tym, jak pod wpływem planowanych regulacji przekształci się rynek reklamy zewnętrznej i kto na tym skorzysta, rozmawiamy z Piotrem Czyżem i Mateuszem Sylwestrzakiem ze Stowarzyszenia Inicjatywa Miasto.

Uchwała krajobrazowa Gdańska. Czy zakończy “reklamowy wyścig zbrojeń”? [ROZMOWA]
A
A
data publikacji: 12 lutego 2018 r.

Mateusz Sylwestrzak i Piotr Czyż ze Stowarzyszenia Inicjatywa Miasto  dzielnie pozują w swetrach w zimowej scenerii ronda im. Guentera Grassa we Wrzeszczu
Mateusz Sylwestrzak i Piotr Czyż ze Stowarzyszenia Inicjatywa Miasto dzielnie pozują w swetrach w zimowej scenerii ronda im. Guentera Grassa we Wrzeszczu
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Izabela Biała: Wasze stowarzyszenie - Inicjatywa Miasto - współpracowało z Gdańskim Zarządem Dróg i Zieleni przy tworzeniu Uchwały Krajobrazowej Gdańska. Działacie jednak już od blisko pięciu lat, dlaczego postanowiliście założyć stowarzyszenie? 

Piotr Czyż*: - Chcieliśmy generalnie zająć się poprawą jakości przestrzeni publicznej w Gdańsku.

Mateusz Sylwestrzak**: - Znamy się już dość długo z Piotrem i wielokrotnie dyskutowaliśmy o przestrzeni publicznej w różnych miastach, ale jesteśmy także wielbicielami naszego rodzinnego Gdańska. Widzieliśmy w nim dużo mankamentów, które można zmienić dość prostymi działaniami i to było główne założenie przy tworzeniu Inicjatywy Miasto.


Poprawa jakości przestrzeni publicznej pod kątem uporządkowania kwestii reklam zewnętrznych do prostych działań nie należy…

P. C: - Pracuję między innymi jako wykładowca na Wydziale Architektury Politechniki Gdańskiej. Pamiętam konferencję, w której wziąłem udział w 2014 roku. Mówiłem wtedy, że reklama w przestrzeni miejskiej sama się stopniowo uspokoi. Jeszcze te kilka lat temu miałem nadzieję, że ten cały “ruch kulturowy” sam z siebie się wytłumi i liczba reklam spadnie, co okazało się kompletną nieprawdą. W ostatnim dziesięcioleciu nieustannie ich przybywa. Uchwała krajobrazowa jest szansą, żeby poprawić jakość przestrzeni publicznej w Gdańsku. Nie chodzi tu przecież tylko o wielkie reklamy i banery, ale o wszystkie elementy, które spontanicznie pojawiają się w mieście i nie ma obecnie żadnego instrumentu kontroli nad tym, na jakich zasadach mogłyby się pojawiać.


Co ma Pan na myśli?

P.C: - Na przykład szyldy. Przeciętny przedsiębiorca nie zdaje sobie sprawy, że umieszczenie napisu “sklep” jest już formą reklamy i że ona również powinna podlegać regulacjom, a obecnie nie podlega żadnym i każdy robi co chce. Uchwała wprowadzi także precyzyjne zasady dotyczące wielkości i miejsca sytuowania szyldów.

M.S: - Podczas realizacji naszych projektów często współpracowaliśmy z lokalnymi właścicielami sklepów i lokali w różnych częściach Gdańska. Próbowaliśmy nakłonić ich do ujednolicenia szaty graficznej i wielkości szyldów. Zawsze spotykaliśmy się z dużym oporem, ponieważ ze względu na wszechobecną “banerozę” i “reklamozę” każdy przedsiębiorca myśli, że musi grać w tę samą grę co inni i mieć jeszcze większy i jeszcze bardziej krzykliwy baner, czy szyld, niż konkurencja. To jest permanentny “wyścig zbrojeń”, który trzeba przerwać twardym prawem, bo inaczej jakość naszego krajobrazu będzie coraz niższa.


Baneroza to występująca powszechnie choroba polskich miast, nz. ul. Do Studzienki
Baneroza to występująca powszechnie choroba polskich miast, nz. ul. Do Studzienki
Mateusz Ochocki/KFP

“Twarde prawo” brzmi dość złowróżbnie. Jak więc uchwała krajobrazowa zakończy ten “reklamowy wyścig zbrojeń”?

P.C.: - Z powodu wszechobecnego dziś napędzania się reklamy, pod hasłem bycia bardziej widocznym, firmy paradoksalnie nie mają równych szans w komunikowaniu swojego przekazu w mieście. Wygrywa ten kto najbardziej tę przestrzeń zagarnie, czyli ten kto ma najwięcej pieniędzy na reklamę. W momencie gdy regulacje zostaną wprowadzone, przedsiębiorcy będą mogli konkurować w przestrzeni na równych zasadach. Dany sklep będzie miał szyld tej samej wielkości, co sklep obok niego i nikt dookoła nie będzie mógł zawiesić żadnego banera. Właściciele nie tylko nie będą zmuszeni do wydawania dużych pieniędzy na promocję, ale jednocześnie będą mieć gwarancję, że sąsiad nie będzie próbował ich przebić, zasłonić. Lokalni przedsiębiorcy nie muszą obawiać się, że regulacje uchwały coś im odbiorą.


Wygląd i rozmiar szyldów są oczywiście bardzo ważne, zakaz wieszania banerów - konieczny, ale najbardziej agresywne w przestrzeni są chyba te największe billboardy na elewacjach i wolnostojących słupach. Co z nimi?

P.C.: - Dziś rynek reklamy zewnętrznej jest ukierunkowany przede wszystkim na kierowców, stąd te wielkie powierzchnie, ale kiedy po wprowadzeniu uchwały zmniejszy się je, np. do rozmiarów zbliżonych do citylightów na przystankach, reklama skupi się bardziej na pieszym odbiorcy. I będzie się pojawiać w ograniczonej ilości w strefie śródmiejskiej, w przestrzeniach publicznych. Przy głównych drogach wciąż spotykać będziemy billboardy, ale nie w takiej liczbie i wielkości jak dziś.

Obecnie ta największa reklama jest nadużywana i bywa kompletnie przypadkowa. Podam skrajny przykład. Niedawno, w okolicach rafinerii na gigantycznym billboardzie zobaczyć można było rosyjskojęzyczną reklamę jelit używanych do produkcji kiełbasy. Ktoś zapłacił za to duże pieniądze z nadzieją, że może jakiś wytwórca wędlin z Kaliningradu tamtędy przejedzie. Trudno uznać to za przemyślaną strategię reklamową.

Jest gdański projekt uchwały krajobrazowej. Chodzi o to, by reklamy nie szpeciły miasta


Przyznam, że największe osaczenie przydrożnymi reklamami przeżyłam w zeszłym roku, stojąc w korku w Poroninie. Trudno było zawiesić wzrok na górskim pejzażu, tyle tego było. Po tym, co tam zobaczyłam, Gdańsk wydał mi się miastem czystym "jak łza"...

P.C.: - Raport Najwyższej Izby Kontroli z ubiegłego roku, która sprawdziła legalność reklam w pasie drogowym w wybranych miastach Polski, umieścił bliskie Poroninowi Zakopane na najniższej pozycji pod względem skuteczności działań w tym zakresie, a Gdańsk był najlepszy. Tylko, że billboardy i banery w pasie drogowym to zaledwie fragment reklamy w mieście i wciąż mamy bardzo dużo do zrobienia w tej sprawie.


Reklama dotąd skierowana była głównie na kierowców (tutaj przy al. Grunwadzkiej), uchwała krajobrazowa ma zmienić ten stan rzeczy
Reklama dotąd skierowana była głównie na kierowców (tutaj przy al. Grunwadzkiej), uchwała krajobrazowa ma zmienić ten stan rzeczy
Mateusz Ochocki/KFP

A propos “dużo do zrobienia”. Ustawa krajobrazowa weszła w życie we wrześniu 2015 roku, konsultacje wstępnego projektu uchwały krajobrazowej dla Gdańska miały miejsce w lutym ubiegłego roku, a kiedy zaangażowali się Panowie w prace nad gdańskim projektem?

P.C.: - Pół roku przed konsultacjami pracownicy Gdańskiego Zarząd Dróg i Zieleni zaprosili nas do udziału w przygotowaniu tego procesu. Zbieraliśmy informacje, dane, materiały, dobre przykłady, by rzeczywiście być pewnym tego co chcemy powiedzieć i zaprezentować podczas konsultacji. Współpracowaliśmy także przy formułowaniu projektu uchwały, szukaliśmy błędów, rozpatrywaliśmy wszystkie możliwe przypadki i scenariusze.


Czy była to także praca w terenie? Przeszliście od A do Z wszystkie ulice w Gdańsku pod kątem obecności reklam?

M.S. - Nie było takiej potrzeby. GZDiZ ma dobrze opracowaną bazę nośników reklamowych we wszystkich dzielnicach. Sprawdzaliśmy także, czy wszystkie zapisy są zgodne z przyjętymi założeniami, czy podziały obszarów są jasne i wyraźne i czy odpowiednio dobrano do nich poszczególne nośniki (w uchwale Gdańsk podzielono na osiem obszarów, dla których opracowano szczegółowe zasady lokowania reklam, uzupełniające przepisy ogólne dla całego miasta - red.).


A skąd przykłady do prezentacji? Jeśli chodzi o przykłady udanych uchwał krajobrazowych w Polsce, jeszcze takich nie ma. Wszystkie przecież zostały zaskarżone.

P.C. - Jeśli chodzi o przykłady jak wygląda dobra przestrzeń publiczna, możemy je czerpać z Zachodu, ale jeśli chodzi o przykłady rozwiązań prawnych, prawda jest taka, że ich nie mamy. Ustawa jest nowa i rzeczywiście wszystkie przyjęte do tej pory uchwały, były zaskarżane. Merytorycznie, administracyjnie, w każdy możliwy sposób.


Społeczeństwo dojrzało do zmian, ale firmy reklamowe chyba jeszcze nie?

P.C.: - Dla nich jest to interes ekonomiczny i chcą te zmiany przeciągnąć w czasie, ale mamy przekonanie, wbrew temu co twierdzą właściciele firm reklamowych, że rynek reklamy po wejściu uchwały w życie nie upadnie lecz ulegnie przekształceniu. Formy reklamy, które zostaną z terenu Gdańska wyeliminowane, będą zastąpione przez inne. Wrócę do tematu szyldów. Szyldy wykonywane tradycyjną metaloplastyką i innymi tradycyjnymi metodami są często tańsze niż współcześnie stosowane, a jednocześnie bardziej wyrafinowane. Przy tworzeniu ich zarobią także artyści, którzy będą je projektować. Branża reklamowa zacznie z nimi współpracować, będzie miała do czynienia z nową grupą współpracowników. To są zmiany, których branża reklamowa się po prostu obawia.

M.S.: - Mówiąc o strachu, warto spojrzeć w stronę przedsiębiorców innych branż. Często bywają straszeni przez producentów reklam, że jak nie będą już mogli wykupić wielkich billboardów i banerów, stracą część klientów. W krajach zachodnich reklama zewnętrzna funkcjonuje w znikomej skali, a przedsiębiorcy mają się przecież dobrze.

P.C.: - Mam kolegę Szweda, który przyjechał do naszego kraju i pierwsze słowa po polsku jakie poznał to “firanki” i “drzwi”, dlatego że wszędzie widział takie napisy reklamowe. Czy my, Polacy mamy większe zapotrzebowanie na firanki i drzwi niż nasi skandynawscy sąsiedzi? Szwedzi nigdzie na mieście nie widzą takich napisów. Takich informacji szuka się dzisiaj w Internecie. Skuteczność tradycyjnej reklamy zewnętrzne obecnie jest tym bardziej wątpliwa. Bardzo trudno dowieść marketingową skuteczność baneru.


Mateusz Sylwestrzak i Piotr Czyż uważają, że wejście w życie uchwały krajobrazowej nie zlikwiduje rynku reklamy lecz go przekształci
Mateusz Sylwestrzak i Piotr Czyż uważają, że wejście w życie uchwały krajobrazowej nie zlikwiduje rynku reklamy lecz go przekształci
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl

Wróćmy do konsultacji społecznych projektu uchwały. Czy dużo ludzi wzięło w nich udział? Pytam o zwykłych obywateli, bo z pewnością na sali nie brakowało przedstawicieli z bezpośrednio zainteresowanej branży.

P.C.: - Jeśli porównać tamto wydarzenie z konsultacjami dotyczących innych tematów w Gdańsku, to bardzo dużo. Ciekawe jest to, że w trakcie konsultacji ludzie z branży mówili, że przepisy są zbyt restrykcyjne, a część społeczna, że są zbyt liberalne i pozostawiają przedsiębiorcom za dużo swobody.

M.S.: - Warto wspomnieć o jeszcze jednej stronie uczestniczącej w konsultacjach, której opinia także została wzięta pod uwagę przy tworzeniu projektu uchwały. Mam na myśli wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe, które czerpią zysk z eksponowania reklam na swoich nieruchomościach, wykorzystując go na cele remontowe. Utrzymano pewne możliwości dla tej grupy. Na ślepych ścianach elewacji dopuszczalne będzie wieszanie tablic reklamowych. Także siatka budowlana na czas remontu elewacji będzie mogła być częściowo pokryta reklamą.


Jakie jest Panów zdanie na temat tego dokument? Jest za bardzo, za mało, czy w sam raz restrykcyjny?

P. C. - To jest pierwszy krok i najważniejsze, że w ogóle został zrobiony. Zobaczymy co się wydarzy. Sprawdzimy, czy instrumenty zapisane w uchwale rzeczywiście będą skuteczne. Musimy pamiętać, że oprócz tego że przepisy zostaną wprowadzone, trzeba będzie je egzekwować. Mamy nadzieję, że uchwała krajobrazowa poradzi sobie z najbardziej patologicznymi zjawiskami: z “banerozą” wszędzie gdzie się da, zasłanianiem całych budynków, a zwłaszcza zabytków i z ogromnymi billboardami stawianymi pomiędzy, przed i za budynkami. To wszystko rażąco zaburza przestrzeń. Jeśli z tymi zjawiskami uchwała sobie poradzi, to już będzie można mówić o dużym sukcesie.

M.S.: - Kolejna ważna kwestia to zdewastowane banery, które wiszą od kilku - kilkunastu lat i nie mają już nic wspólnego z lokalizacją, w której się znajdują. Ktoś już dawno temu wyprowadził stamtąd swój interes z miejsca, ale ze względu na brak regulacji prawnych nikt na to nie patrzył. Uchwała będzie podstawą do stwierdzenia, że baner jest nielegalnie umieszczony w przestrzeni, a to da miastu możliwość usunięcia go. Pozwoli rozdzielić to, co legalne, od tego co legalne nie jest. Dzięki temu miasto wreszcie będzie mogło działać.


Biorąc pod uwagę dwa lata od dnia wejścia w życie uchwały, które daje Miasto na dostosowanie się do przepisów, trochę to wszystko potrwa…

P.C. - Trochę poczekamy. Strona społeczna ubolewała podczas konsultacji, że termin jest tak odległy i postulowała, by to co nielegalne, zostało usunięte natychmiast po wejściu uchwały w życie. Ustawa krajobrazowa narzuca minimalny roczny okres dostosowawczy, ale Gdańsk zdecydował się na 24 miesiące. To pewien kompromis między branżą, miastem, a mieszkańcami.


Z kompromisami bywa tak, że w rezultacie nikt nie jest zadowolony...

P.C.: - Przypomnijmy sobie czasy wprowadzenia zakazu palenia w miejscach publicznych. Towarzyszyły mu bardzo gorące dyskusje, co to będzie, że ludzie przestaną chodzić do lokali, albo będą wybierać tylko te, w których jest sala dla palących. W rzeczywistości, nic się nie zmieniło, prócz tego że wszyscy jesteśmy zdrowsi. Nawet palący chwalą sobie te rozwiązania i mam nadzieję, że podobnie będzie z nową uchwałą. Okaże się, że przestrzeń jest czystsza i uporządkowana i jednocześnie wszyscy będą zadowoleni. Reklama nie zniknie, tylko będzie kulturalna, mniejsza, stonowana. Będzie po prostu lepiej.

M.S.: - Być może mieszkańcy będą wręcz czerpać dodatkowe korzyści z regulacji dotyczących rynku reklamy. Dziś, jeśli ktoś chce się pokazać klientom na mieście, robi to zaśmiecając przestrzeń reklamą na billboardzie. Mamy nadzieję, że na skutek restrykcji, które niesie za sobą uchwała, firmy będą chciały prezentować się w mieście w inny sposób. Na przykład sponsorując utworzenie nowej przestrzeni publicznej, parku, czy skweru, albo odnawiając elewację budynku i umieszczając na niej mural reklamowy. Takie realizacje mogą być przecież opatrzone dyskretnym logo firmy, która przysłużywszy się mieszkańcom wprowadzając nową jakość w przestrzeni publicznej, mogłaby pokazać swoją nazwę w dobrym świetle.


*Piotr Czyż, prezes Inicjatywy Miasto jest architektem i filozofem, wykłada na Wydziale Architektury Politechniki Gdańskiej. Naukowo zajmuje się społeczną rolą architektury i kulturowym zapleczem modernizmu i postmodernizmu. Prowadził konsultacje podczas różnorodnych warsztatów w Trójmieście, uczestniczy w wielu miejskich inicjatywach.

**Mateusz Sylwestrzak, wiceprezes Inicjatywy Miasto, pracuje jako specjalista ds. użyteczności (UX designer) badający możliwości nowych mediów. Pasjonuje go tematyka ożywiania tkanki miejskiej, dobrych przestrzeni publicznych (które chciałby coraz więcej widzieć także w polskich miastach) oraz zrównoważonej mobilności.



Izabela Biała (0)
www.gdansk.pl
izabela.biala@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Izabela Biała (0)
www.gdansk.pl
izabela.biala@gdansk.pl
więcej tekstów autora