Szczęście znaczy 33. Wreszcie zwycięstwo Lechii!

Uff! W końcu! Fatalna seria przerwana! Po pięciu porażkach z rzędu piłkarze Lechii wygrali! W meczu ze Śląskiem Wrocław gola po świetnej akcji Sebastiana Mili, podaniu Jakuba Wawrzyniaka, zdobył Gerson. – Wróciliśmy z dalekiej podróży – przyznał Dawid Banaczek, trener gdańszczan.

Szczęście znaczy 33. Wreszcie zwycięstwo Lechii!
A
A
data publikacji: 06 grudnia 2015 r.

Sebastian Mila nie wytrwał do końca spotkania, był jednym z najlepszych na boisku.
Sebastian Mila nie wytrwał do końca spotkania, był jednym z najlepszych na boisku.
Jerzy Pinkas

Nowy trener to często nowe porządki w zespole.

– Nie będzie rewolucji, co najwyżej jakieś kosmetyczne zmiany – zapowiadał Dawid Banaczek, który na stanowisku trenera Lechii zastąpił Thomasa von Heesena.

W niedzielę, 6 grudnia 2015 r., do składu wrócili: Jakub Wawrzyniak, którego niemiecki szkoleniowiec ostatnio nie widział nawet w meczowej osiemnastce, oraz Daniel Łukasik i Michał Mak (wrócił po pauzie za czerwoną kartkę), którzy wyparli z podstawowej jedenastki Aleksandara Kovacevicia i Grzegorza Kuświka.

– W ostatnich dwóch meczach wszystko funkcjonowało wręcz perfekcyjnie, poza rzeczą najważniejszą: brakowało bramek. Te na pewno przyjdą – zapewniał Banaczek.

I przyszły, a w zasadzie przyszła.

Nad Stadionem Energa Gdańsk fala szczęścia przeszła w 33. minucie. Wracający do reprezentacyjnej formy Sebastian Mila wypuścił piłkę po lewej stronie boiska, tuż przed końcową linią pola karnego dopadł do niej Wawrzyniak, dokładnie podał na szósty metr do Gersona. Brazylijczyk wepchnął piłkę do siatki pod ręką Jakuba Wrąbela, bramkarza gości.

Gerson pobiegł kilkanaście metrów dalej, padł na kolana, przymknął oczy, rozłożył ręce. Chyba się modlił. Za chwilę zniknął w objęciach rozradowanych kolegów z zespołu. Lechia zasłużenie prowadziła 1:0.

Sytuacji strzeleckich gdańszczanie wcześniej mieli jeszcze kilka.

W 13. minucie Ariel Borysiuk, po podaniu Wawrzyniaka, huknął jak z armaty, ale piłka przeleciała tuż nad poprzeczką.

Trzy minuty później Maciej Makuszewski podał do Mili, ten zagrał idealnie do Łukasika. Po jego strzale tylko rzut rożny.

W 29. minucie bardzo bliski celu był Mila, ale piłka po jego uderzeniu z rzutu wolnego przeleciała tuż obok słupka.

Mila jeszcze raz sprawdził bramkarza wrocławian, jednak Wrąbel w 41. minucie pewnie wyłapał strzał pomocnika Lechii.

Gospodarze nacierali na rywali także na początku drugiej połowy. Najbliżej podwyższenia wyniku był Łukasik, najlepszy obok Mili zawodnik biało-zielonych. Najpierw – po podaniu Mili – wyrzucił piłkę wysoko nad poprzeczką. Potem jego strzał zablokował jeden z obrońców Śląska.

Biało-zieloni nieco stanęli, co skrzętnie wykorzystali goście. W 62. minucie byli bliscy wyrównania i – dodajmy – po pierwszym strzale na bramkę Marko Maricia! Rzut rożny, główka Tomasza Hołoty i piłka przeleciała kilka centymetrów nad poprzeczką.

Zespół z Wrocławia nacierał coraz odważniej. Na szczęście dla gdańszczan, albo na wysokości zadania stawał Marić, albo sytuację ratowali obrońcy, jak Paweł Stolarski, który blokował strzał Flavio Paixao.

– Mam stłuczony mięsień przywodziciela, ale na szczęście nie jest to nic groźnego. Urazu doznałem, kiedy zablokowałem strzał Paixao. Z tego co koledzy mówili, to piłka leciała w światło bramki. Instynktownie ruszyłem do gracza Śląska i cieszę się, ze udało mi się uniemożliwić jego próbę – komentował po meczu Stolarski.

W 88. minucie mogło być po meczu. Z kontrą ruszył Mak, do piłki przed polem karnym doszedł Milos Krasić, ale strzelił nad poprzeczką. Szkoda, bo mogło być 2:0.

Dwie minuty później stało się to, czego wszyscy się obawiali. Gol dla Śląska po strzale Paixao. Znowu dramat? Nie. Na szczęście sędzia boczny zauważył chwilę wcześniej, że na spalonym był Kamil Biliński. Arbiter słusznie bramki nie uznał i Lechia ciągle prowadziła 1:0.

Ostatnie minuty (sędzia doliczył 4) były bardzo nerwowe. Po ostatnim gwizdku sędziego wszyscy odetchnęli z ulgą i już ze spokojem mogli cieszyć się ze zwycięstwa.

– Bardzo cieszę się z trzech punktów, bo były nam niesłychanie potrzebne. Razem z chłopakami wróciliśmy z bardzo dalekiej podróży, mając za sobą ciężki tydzień, w którym graliśmy mecze co trzy dni – mówił szkoleniowiec gdańskiej drużyny. – Dzisiaj cała drużyna zostawiła na placu gry dużo zdrowia, za co serdecznie chciałbym podziękować każdemu z zawodników.

Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław 1:0 (1:0)

Bramka: Gerson (33.)

Lechia: Marić – Stolarski (89. Maloca), Gerson, Janicki, Wawrzyniak – Borysiuk, Łukasik Ż (68. Kovacević) – Makuszewski, Mila (77. Krasić), Peszko – Mak

Śląsk: Wrąbel – Celeban, Hołota, Kokoszka Ż, Pawelec Ż – Danielewicz (58. Dudu), Hateley – Zieliński (77. Matusik Ż), Gecov (58. Biliński Ż), Dankowski – Paixao

Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Waldemar Gabis (0)
www.gdansk.pl
waldemar.gabis@gdansk.pl
więcej tekstów autora