Studentki medycyny z Arabii Saudyjskiej: Saudyjczycy już wiedzą, gdzie jest Polska

Studiują medycynę na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym (GUMed). Może jedzenie nie jest u nas tak wyraziste, jak w domu, ale poza tym czują się tu bardzo dobrze. Poznajcie Ahlam, Hawrę i Yasmin z Arabii Saudyjskiej.

Studentki medycyny z Arabii Saudyjskiej: Saudyjczycy już wiedzą, gdzie jest Polska
A
A
data publikacji: 09 grudnia 2016 r.

Od lewej: Hawra, Yasmin i Ahlam. Saudyjskie studentki medycyny w Gdańsku, tu we włoskiej restauracji La Cantina położonej tuż przy GUM
Od lewej: Hawra, Yasmin i Ahlam. Saudyjskie studentki medycyny w Gdańsku, tu we włoskiej restauracji La Cantina położonej tuż przy GUM
Jerzy Pinkas/ Gdansk.pl

Można powiedzieć, że w Arabii Saudyjskiej też jest Trójmiasto: Al Qatif, Ad Dammam i Al Chubar. Trzy miasta tworzące nadmorską metropolię nad brzegiem Zatoki Perskiej, w połowie drogi między Kuwejtem a Bahrajnem.

Ahlam Aldarwish i Hawra Alfrdan pochodzą z Al Qatif; Yasmin Almansour z Al Chubar.

Ten region Arabii Saudyjskiej, zupełnie jak Gdańsk, Sopot i Gdynia, z racji swojego nadmorskiego położenia jest bardziej otwarty na świat, mniej konserwatywny niż reszta kraju. Więcej tam obcokrajowców, zwłaszcza Amerykanów, którzy przyjeżdżają robić biznes i przynoszą ze sobą przy okazji powiew inności do pustynnego państwa.

Ahlam, Hawra i Yasmin też korzystają na tej otwartości: studiują medycynę w Gdańsku, w Europie. Przyjechały tu, by studiować, ale także poznawać obcą kulturę, ale i odkrywać siebie.

Hawra: - Jestem najmłodszą córką, więc w domu byłam rozpieszczana. Tu nauczyłam się sama mieszkać, dbać o siebie, gotować, prać. Odkrywam, kim jestem. To wyzwanie.

Yasmin poszła jeszcze dalej: nie dość, że nie ma na głowie hidżabu zakrywającego włosy, to jeszcze zrobiła w Polsce prawo jazdy. Na takie zachowanie w domu nie mogłaby sobie pozwolić. W Arabii Saudyjskiej kobiety wciąż mają zakaz prowadzenia aut. Zresztą wiele innych rzeczy mogą robić tylko za zgodą, bądź w towarzystwie mężczyzn. Niby reformatorzy mówią o zmianach, ale konserwatywni klerycy nie chcą o nich słyszeć. Sytuacja jest patowa.

A Yasmin jeździ autem i tyle.

Al Qatif, Ad Dammam i Al Chubar- czyli saudyjskie Trójmiasto nad Zatoką Perską.

Zrozumiałam tylko słowo "islam" 

Hawra mówi, że nie wiedziała dokąd jedzie. Polska? Nic jej to nie mówiło. Już prędzej Czechy, bo wiele osób z Arabii Saudyjskiej jeździ do naszych południowych sąsiadów na zabiegi fizjoterapii refundowane przez króla Arabii. W młodości zawsze ktoś znajomy jechał do Czech. Także do Francji, Irlandii, Anglii, Włoch. Ale Polska?

Ale teraz to się zmienia. - Każdy w Al Qatif ma w rodzinie kogoś kto tu był, studiował - mówi Ahlam. - Więc ludzie wiedzą gdzie jest Polska, gdzie jest Gdańsk.

Młode Arabki wymieniają: byli już w Gdańsku ich rodzice, był brat; spodobało mu się, więc wraca z żoną; był kuzyn, był siostrzeniec. Gdańsk trzeba zwiedzić, przy okazji zrobić tu zakupy, może pójść na zabieg kosmetyczny bądź medyczny, jak laserową korektę wzroku.

Pieniądze z Arabii Saudyjskiej, całkiem pokaźne, zostają więc w Gdańsku.

Weźmy nasze studentki. Rząd opłaca im studia (między 35 a 45 tysięcy złotych rocznie, zależnie od roku, na którym są). Te pieniądze zostają na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. To oznacza nowy sprzęt, nowe oddziały medyczne. Korzysta na tym każdy chory gdańszczanin.

Do tego wszystkie studentki dostają stypendia od rządu Arabii Saudyjskiej. To wysoka suma, nawet zawrotna, jak na polską kieszeń (studentki nie chcą jej podawać). Starcza na wynajem ładnego apartamentu we Wrzeszczu.

Na co jeszcze idą pieniądze? - Na pewno taksówki, bo lubimy wygodę - śmieje się Yasmin.

No i zakupy. - W końcu jesteśmy dziewczynami - mówią razem.

Gdy jadą do domu, do Al Qatif, kupują prezenty za kilka tysięcy złotych: najczęściej kosmetyki i produkty upiększające, kremy, dla matek, sióstr, cioć.

Nie chcą się tym chwalić, nie mówią tego, żeby się popisywać. W sumie to nie chcą, żebym wymieniał sumy, żeby nie wyszło, że chcą się obnosić z bogactwem. To ja namawiam je, żeby powiedziały o stypendium, o zakupach, muszę to z nich wyciągać na siłę. Tłumaczę, że chcę pokazać mieszkańcom Gdańska, że Saudyjczyk czy Saudyjka nie oznacza automatycznie kogoś złego, ze złymi zamiarami wobec Europy, że stereotypy są głupie. Mało tego: opłaca się nam, tu w Gdańsku, być gościnnymi wobec ludzi z krajów Zatoki Perskiej. Bo ich pieniądze zostają u nas, a nie w Londynie, Paryżu czy Monachium.

Zgadzają się. Mówią, że cieszą się, że tu trafiły, że poznały Polskę, Trójmiasto. Nie czują się prześladowane, nie czują, że są ofiarami nietolerancji, choć oczywiście każda może podać ten jeden raz, gdy ktoś na ulicy podszedł i krzyczał na nie po polsku, może szturchnął.

- Zrozumiałam tylko jedno słowo z tego wrzasku i było to słowo “islam” - wspomina Ahlam. - W sumie przez sześć lat życia tutaj co roku raz, dwa razy, bywało nieprzyjemnie, ale poza tym miasto było bardzo gościnne. Nie żałuję, że tu jestem. Poza islmofobią jest jeszcze mróz. Jak przyjechałam pierwszy raz, w zimie, było minus 20 stopni. Płakałam, trzymałam dłonie pod kranem z gorącą wodą.

Wspominają, że ich koleżance w Warszawie grożono nożem, że w Olsztynie, gdzie zaczynały studia, taksówkarz narzekał, że Polska płaci za studia Saudyjczykom, zamiast miejscowym (nieprawda, stypendia są od rządu saudyjskiego). Ale ogólnie nie żałują przez chwilę, że tu są, że poznały naszą kulturę, że zdobywają tu cenną wiedzę medyczną.

W sumie ich rodziny były za tym, żeby kształciły się w Europie. Hawra: - Mój ojciec na początku nie był pewien, miał obawy, ale teraz, gdy wracam do domu, chwali się wszystkim naokoło, że jego córka studiuje za granicą. Jest dumny!

Yasmin:  - U nas to rodzinna tradycja. Ojciec studował poza krajem i chciał tego samego dla mnie. 

Hawra ma przed sobą kartkę z polskimi frazami, uczy się na lekcję polskiego.

- Daj, przepytam cię - mówię. - What is “w kropki”?

-W kro… w kropki? I don’t know! - mówi Hawra. Tłumaczę jej, że sukienka może być “w kropki”. Polka dots! Aha!

Śmieją się. Mówią, że kiedy są w saudyjskim Trójmieście, tęsknią do tego nad Bałtykiem.

- Gdańsk to właściwie mój drugi dom - mówi Ahlam, poprawiając hidżab.

(Jeszcze jeden student, z którym rozmawiałem (chce być anonimowy) tłumaczy, że Saudyjczycy nie przyjeżdżają tu na zakupy i zabawę, jak sądzi część Polaków, ale żeby ciężko pracować. Zostają tylko ci najlepsi, którzy zaliczają egzaminy na czwórki i piątki. Poza tym po studiach, jak tłumaczy, muszą wrócić do Arabii Saudyjskiej i przez pięć lat pracować w szpitalu rządowym za 50 procent pensji. To forma odpracowania stypendium. Dopiero po pięciu latach mogą zatrudnić się w szpitalu prywatnym za pełną pensję). 

100 milionów złotych rocznie 

Zapytałem na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym (GUMed), o jakich kwotach mówimy: ile właściwie zostawiają tu studenci zagraniczni, z Arabii Saudyjskiej, USA, czy Skandynawii?

- Szacujemy, że jest to kwota 80-100 mln zł rocznie - mówi Ewa Kiszka, kierownik Działu Współpracy z Zagranicą GUMed. - Na naszej uczelni studiuje około 800 studentów zagranicznych na pełnym cyklu studiów, w ramach kursów czy wymiany. To najwięcej ze wszystkim uczelni wyższych Pomorza. Roczny koszt studiów na kierunku lekarskim (sześć lat) to 40 tysięcy złotych, udział w rocznym kursie przygotowującym do studiów (tzw. Premedical Course) to wydatek rzędu 33 tysięcy złotych za osobę. Natomiast za roczny kurs języka polskiego, niezbędny do zdania egzaminu państwowego i uzyskania prawa wykonywania zawodu, uczestnik musi zapłacić 1710 euro. Do opłat za studia dochodzą jeszcze koszty utrzymania i wydatki indywidualne.

Na co, poza czesnym, idą te pieniądze? Ewa Kiszka: - Głównym wydatkiem jest zakwaterowanie, zależne od tego, czy wybiorą pokój w akademiku (ok. tysiąc zł miesięcznie), czy zdecydują się na wynajem mieszkania (nawet trzy tysiące zł miesięcznie). Niektórzy decydują się na wynajem droższych apartamentów, a nawet kupno mieszkań. Dotyczy to głównie Saudyjczyków, Szwedów i Norwegów. Do tego należy doliczyć bieżące wydatki na codzienne zakupy, rozrywkę, kino, kluby, restauracje, taksówki, wynajem auta. Wielu z nich, głównie z krajów skandynawskich, często lata do domów lub rodzice odwiedzają ich tu, w Gdańsku. Są to z reguły dobrze sytuowane osoby i nie oszczędzają na życiu. Przeciętny Saudyjczyk wydaje miesięcznie około trzech tysięcy euro. Jeśli jest to dziewczyna, zdarza się, że przyjeżdża na studia z opiekunem, który również otrzymuje dodatkowe stypendium rządowe.

Czy dla GUMed są z tego inne korzyści, oprócz finansowych?

- To umiędzynarodowienie środowiska akademickiego, poznanie innej kultury, otwarcie na nią i zrozumienie jej specyfiki - mówi Ewa Kiszka. - Przekłada się to na podwyższanie standardów na uczelni, bo zarówno studenci zagraniczni, ich rodziny oraz instytucje finansujące ich kształcenie, mają określone wymagania i oczekiwania, którym staramy się sprostać najlepiej, jak potrafimy.

Autor dziękuje za pomoc Magdalenie Jarosz, Szwedce polskiego pochodzenia, za pomoc w powstaniu tekstu. Magda Jarosz, pochodząca spod Goteborga, także studiuje na GUMed. Chce być patologiem, pracować z mikroskopem. Ona także płaci za studia 35-40 tysięcy złotych rocznie. Niestety rząd szwedzki nie opłaca całości, jedynie część jej czesnego. Magda będzie więc miała po studiach dług, który planuje spłacać przez około 10 lat.

Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora