Studenci fotografii ożywili stary gdański sierociniec. Powstanie tutaj modny ośrodek życia kulturalnego?

W byłym sierocińcu z XVIII wieku za dwa-trzy lata ma pełną parą ruszyć Dom Chodowieckiego i Grassa - ważna galeria miejska. Póki co, to klimatyczne miejsce ożywiły, swoimi pracami, i swoją obecnością, studentki ASP z Gdańska.

Studenci fotografii ożywili stary gdański sierociniec. Powstanie tutaj modny ośrodek życia kulturalnego?
A
A
data publikacji: 22 stycznia 2017 r.

Klimatyczne miejsce na wernisaż: kiedyś był tu sierociniec, później mieszkania prywatne. Teraz studentki ASP zamieniły barokowy budynek na galerię sztuki
Klimatyczne miejsce na wernisaż: kiedyś był tu sierociniec, później mieszkania prywatne. Teraz studentki ASP zamieniły barokowy budynek na galerię sztuki
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Jeśli już ożywiać w Gdańsku nieco zapomniany nurt fotografii artystycznej, to nie można wyobrazić sobie lepszego miejsca. Barokowy sierociniec, nieco zaniedbany, przy ul. Sierocej 6. Kawałek drogi od ECS i Muzeum II Wojny Światowej. Położony więc doskonale. To ma być za kilka lat kolejne centrum gdańskiej kultury: dla artystów, studentek i studentów ASP, konsumentów sztuki współczesnej. 

Plany miejskie mówią, że w ciągu kilku lat, po niezbędnych remontach, ma tu być miejsce na wernisaże, spotkania, pracownia graficzna, pokoje dla tzw. rezydentów, czyli artystów, którzy przyjadą z Europy i świata, by w Gdańsku przez kilka tygodni tworzyć swoje dzieła. Ma być też kawiarnia, miejsce na spotkania i wykłady. 

Ale przecież nie można czekać parę lat. Dlatego budynek nazwany już oficjalnie Domem Chodowieckiego i Grassa już żyje. Co z tego, że klatki schodowe są odrapane, schody zmurszałe, gdzieniegdzie odpada strop i jest piekielnie zimno. Ba, na ścianach w mieszkaniach zostały nawet dekoracje po niedawnych lokatorach, którym miasto zaproponowało nowe mieszkania.

Mimo to dawny sierociniec, którego ściany na zewnątrz zdobią wciąż niemieckie inskrypcje z 1753 roku (!) już staje się miejscem wycieczek gdańszczan zaintersowanych sztuką. W sobotę i niedzielę było w nim 150-200 osób. 

Michał Szlaga w Domu Chodowieckiego i Grassa. Na ścianach prace jego studentek
Michał Szlaga w Domu Chodowieckiego i Grassa. Na ścianach prace jego studentek
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Projekt Stancja 

Tego weekendu pokazały tu swoje prace fotograficzne studentki ASP z lat I-IV. Opiekunami tej grupy są Leszek Krutulski i Michał Szlaga. Na ASP nie ma teraz, co prawda, osobnego kierunku “fotografia”, ale studenci grafiki czy intermediów muszą zaliczyć zajęcia z fotografii.

Szlaga to znany w Polsce i na świecie fotograf, sam absolwent ASP, który wystawiał już w Glasgow, Hong Kongu czy Teheranie. Jego najbardziej znana praca to album “Stocznia Szlaga”, dokumentujący destrukcję budynków i obiektów na terenach stoczniowych. W grudniu 2016 zdjęcia Szlagi ze stoczni trafiły do zbiorów paryskiego muzeum sztuki współczesnej Centrum Pompidou. Dla każdego artysty to jedno z większych możliwych osiągnięć.

Szlaga i Krutulski zadawali studentom gdańskiej ASP w czasie ostatniego semestru różne zadania. Studenci i studentki mieli fotografować najbliższych z rodziny; pokazać na zdjęciach pychę; zdokumentować na mieście wojnę tureckich kebabów z polskimi zapiekankami.

Inny projekt: przygotować 90-dniowy dziennik fotograficzny, po prostu dokumentować świat wokół siebie. Studentka ASP Anna Gawron przygotowała album pod tytułem “Projekt Stancja”, w którym na kilkudziesięciu zdjęciach dokumentuje zimne i zaniedbane mieszkanie w Sopocie, które przyszło jej wynajmować. Inna studentka - Marta Adamska - robiła zdjęcia ludziom w SKM, czasem z ukrycia, telefonem. Milena Banaszewska dokumentowała mieszkańców falowca na Przymorzu. Wszystkie prace są frapujące i rzucają nowe światło na naszą codzienność.

Izabela Rakowska w ASP sfotografowała zmyśloną księgę medyczną i stworzyła artykuł o rzekomych badaniach naukowych
Izabela Rakowska w ASP sfotografowała zmyśloną księgę medyczną i stworzyła artykuł o rzekomych badaniach naukowych
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Fotografia to także manipulacja 

Ale nie tylko dokumentowaniem świata zajęły się studentki ASP. Jedno z zadań polegało na wymyśleniu i pokazaniu na zdjęciach świata wyimaginowanego. Ktoś wymyślił całą serię zdjęć, wyglądających na autentyczne, pokazujących polskiego naukowca badającego… jednorożce. Dokumentacja wygląda na łudząco prawdziwą: można uwierzyć, że rzeczywiście istnieje naukowiec, który jednorożca odnalazł.

Inna studentka - Izabela Rakowska - “zdokumentowała” na zdjęciach dziwne przypadki medyczne: kobieta z trzema brodawkami sutkowymi czy podwójną pochwą; mężczyzna ze zdeformowanym penisem. Wszystko też wygląda na autentyczne, z atlasu nieznanej nam dotąd anatomii. Rakowska wyjaśnia, że jej praca odnosi się do ludzkiej naiwności, wiary we wszystko, co podaje internet, niesprawdzania źródeł i w efekcie powszechnej dezorientacji. 

Skąd pomysł na taką deformację rzeczywistości na fotografiach?

- Ludzie mają dosyć zadziwiającą wiarę w to, że zdjęcia zawsze mówią prawdę - mówi wykładowca ASP Leszek Krutulski. - My przypominamy, że zdjęcia mogą służyć do manipulacji. Jeśli ktoś chce, to będzie po naszych zajęciach świetnym dokumentalistą, świetnym reporterem. Ale jeśli ktoś chce, nauczymy go, jak być świetnym manipulatorem. Artystą. Zdjęcia nie muszą wcale przedstawiać rzeczywistości i wszyscy musimy o tym pamiętać. Zdjęcia są opowieścią o świecie, a opowieści są bardzo subiektywne. Jeśli ktoś wykona szkielet jednorożca i go sfotografuje, to jest to prawdziwa fotografia. Ona nie kłamie. 

Każda opowieść fotograficzna jest subiektywna. Tak wystawę studentek ASP widział nasz fotograf Grzegorz Mehring
Każda opowieść fotograficzna jest subiektywna. Tak wystawę studentek ASP widział nasz fotograf Grzegorz Mehring
Grzegorz Mehring/gdansk.pl

Trzeba mieć twardą d...

Michał Szlaga mówi, że cała wystawa jest minimalistyczna i kosztowała… 316 zł. Studenci po prostu zrzucili się na nią.

- Może kiedyś moje studentki i studenci będą wydawać albumy i książki - mówi Szalga. - Ale na razie niech się uczą minimalizmu. Ja też nie lubiłem wydawać na studiach kasy na wielkie odbitki. 

Rzeczywiście studenci swoje "dzienniki" wydali sami, w formie ręcznie robionych albumów. Studentka, która dokumentowała burzenie kina Neptun w Gdańsku, swój dziennik opakowała w... brezent budowlany. 

Ale miasto Gdańsk coraz częściej pomaga młodym fotografom. Ostatnio dało pieniądze na prace Olgi Markowskiej, która przygotowała dojrzały projekt “Topografia pamięci”: Markowska szuka w Gdańsku miejsc - a wciąż takie niestety są - gdzie leżą, czy nawet walają się, zapomniane nagrobki. Takie nieistniejące, istniejące cmentarze. Jej projekt pokazywany był w Gdańsku, przy Sierocej 6, a teraz ma jechać do Warszawy.

Szlaga mówi, że czas, aby na ASP reaktywować kierunek “fotografia”. - Mieliśmy wysyp prywatnych szkół fotografii, więc fotografia na ASP trochę podupadła, ale teraz jest coraz więcej młodych ludzi zainteresowanych tymi właśnie studiami - mówi Szlaga. -  Myślę, że jest szansa. Skoro Szczecin może mieć wydział fotografii, to Gdańsk na pewno też. Marzy mi się też festiwal fotografii z prawdziwego zdarzenia. Był kiedyś taki, polsko-francuski, ale niestety upadł.

Szlaga mówi, że ostatnio o możliwość studiowania fotografii na ASP pytało nawet kilkadziesiąt osób. - Odsyłamy ich - mówi Szlaga. - A szkoda. Inna sprawa, że studentom, którzy przychodzą do mnie na zajęcia zawsze mówię, że aby być fotografem trzeba mieć twardą d…, bogatych rodziców bądź zamożnego partnera. Nie ma w Polsce rynku kolekcjonerskiego, nie ma zapotrzebowania na fotografię artystyczną. Ja sam mam kilka etatów: robię zdjęcia komercyjne, reklamowe; wykładam na ASP; współpracuję z prasą, a w wolnym czasie staram się zajmować sztuką. Jest ciężko. Ale takie jest życie. Gdy kończyłem studia, myślałem, że jestem najlepszym fotografem w Polsce i za pięć lat będę gwiazdą. No cóż, życie weryfikuje te plany. Cieszę się, że miasto Gdańsk zaczyna doceniać fotografów i chce nam pomóc, choćby dając małe granty na projekty.

Tymczasem Dom Chodowieckiego i Grassa w dawnym sierocińcu wygląda na całkiem poważny i spory projekt miejski. Gdy wychodzę z budynku, schody trzeszczą pod nogami, a na zewnątrz żegna mnie stado kraczących złowrogo wron. Ktoś mówi, że tuż obok jest rzekomo cmentarz, gdzie chowano dzieci z sierocińca, które zmarły na choroby zakaźne.

Doprawdy trudno wyobrazić sobie bardziej klimatyczne miejsce na galerię dla studentek i studentów ASP.

Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora
Sebastian Łupak (0)
www.gdansk.pl
sebastian.lupak@gdansk.pl
więcej tekstów autora