Stocznia Cesarska zabytkiem. Ministerstwo chroni miejsce pracy Anny Walentynowicz

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego poinformowało, że Stocznia Cesarska została 14 grudnia oficjalnie wpisana do rejestru zabytków przez wiceminister kultury prof. Magdalenę Gawin. Do rejestru został wpisany m.in. budynek, w którym pracowała Anna Walentynowicz. Procedura trwała ponad rok. Odwołanie inwestorów z tych terenów zostało odrzucone.

Stocznia Cesarska zabytkiem. Ministerstwo chroni miejsce pracy Anny Walentynowicz
A
A
data publikacji: 17 grudnia 2017 r.

Dźwigi stoczniowe. Teren jest miejscem starcia konserwatora, deweloperów i firm prowadzących tam wciąż produkcję. Jak pogodzić wszystkich?
Dźwigi stoczniowe. Teren jest miejscem starcia konserwatora, deweloperów i firm prowadzących tam wciąż produkcję. Jak pogodzić wszystkich?
Mateusz Ochocki/KFP

Przypomnijmy, że procedurę wpisu rozpoczął jeszcze w marcu 2016 roku poprzedni Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków, Dariusz Chmielewski. Chodzi o zespół Stoczni Cesarskiej w Gdańsku: kilkanaście budynków z początków XX wieku.

W listopadzie 2016 wpisu do rejestru dokonała nowa Pomorska Wojewódzka Konserwator Zabytków Agnieszka Kowalska. To była tzw. pierwsza instancja. 

Od tej decyzji do Ministerstwa Kultury odwołali się inwestorzy na tamtych terenach. Ich zdaniem wpis mógł zagrażać istniejącej tam produkcji oraz rozwojowi terenów, tworząc swoisty “skansen” przeszłości. Inwestorzy od lat twierdzą, że jeżeli nie będzie tam dużych inwestycji, to tereny po prostu podupadną, a “chronione” obiekty rozpadną się.

Jednak odwołanie inwestorów zostało po kilku miesiącach odrzucone przez Ministerstwo Kultury i wpis do rejestru uprawomocnił się w czwartek, 14 grudnia.

Na stronie MKiDN czytamy: “Ochroną konserwatorską objęte zostało założenie przestrzenne wraz z obiektami i zabytkami techniki, powstałymi od okresu funkcjonowania Stoczni Cesarskiej aż do 1989 r. Dzięki decyzji Generalnego Konserwatora Zabytków do rejestru został wpisany m.in. budynek, w którym pracowała Anna Walentynowicz”.

Wiceminister Magdalena Gawin, Generalny Konserwator Zabytków, dodała przy okazji:

- W ten sposób mam zaszczyt i honor złożyć symboliczny hołd i uznanie dla członków Solidarności, dla ludzi, którzy tę Solidarność tworzyli, dla polskich robotników, którzy wywalczyli dla nas wszystkich wolność. Moja decyzja jest ostateczna. Oczywiście podmioty będą mogły się odwołać do sądu administracyjnego. Ważne jest, żeby do tego miejsca wróciło życie, tylko żeby wróciło tam życie na pewnych zasadach, tzn. że nie możemy budować przeskalowanych, wysokich obiektów, budynków nie możemy wyburzać dowolnie, nie możemy kształtować tej przestrzeni tak, jak chce inwestor albo deweloper, bez poszanowania jej historycznego komponentu. To nie jest tak, że wpis do rejestru oznacza, że na całym obszarze będzie zakaz zabudowy. Przeciwnie! Chcemy, żeby to miejsce było piękne, odwiedzane przez mieszkańców, przez turystów zagranicznych.

Przypomnijmy, że Pomorska Wojewódzka Konserwator Zabytków rozpoczęła właśnie procedurę wpisu do rejestru kolejnych części stoczni: tzw. Stoczni Schichaua oraz Stoczni nr 2. Zablokowało to budowę wysokościowca firmy Cavatina na ul. Jana z Kolna i Narzędziowców. 

Ta decyzja wzbudza niepokój inwestorów oraz władz Gdańska. Wiceprezydent Wiesław Bielawski powiedział gdansk.pl: “Zgadzam się, że obiekty przeznaczone pod Nowe Muzeum Sztuki Nowoczesnej NOMUS, jak hala B90, czy ulicę Elektryków, trzeba chronić. Tu wpis jest dobry. Ale po co ten wpis ma chronić te miejsca, gdzie hula wiatr? Tam powinno być tworzone nowe życie. Co tam chronimy?!”

Profesor Politechniki Gdańskiej Piotr Lorens uważa, że wszyscy - miasto, inwestorzy i konserwator - powinni “wydyskutować wspólną wizję tych miejsc”. Jego zdaniem inwestorzy muszą zrozumieć, że zabytki trzeba chronić, ale konserwator musi wziąć też pod uwagę potrzeby inwestorów.

- Potrzebny jest dialog i kompromis - mówi Lorens. - Trzeba stworzyć wspólne uzgodnienia planistyczne. Przepychanki z pozycji siły nic tu nie dają, a wzajemne oskarżenie i odwołania od kolejnych decyzji nie służą atmosferze inwestowania.

Zdaniem prof. Lorensa konserwator zabytków Agnieszka Kowalska popełnia błąd, twierdząc, że tereny postoczniowe należałoby odciąć murem czy płotem od reszty miasta. - Nie! Te tereny muszą być integralne z miastem, tak jak jest np. w Hamburgu - mówi Lorens. - Odgradzanie ich murem zaszkodzi ich rozwojowi.

oprac. SŁ (0)
www.gdansk.pl
oprac. SŁ (0)
www.gdansk.pl